Przychodzi czytnik do biblioteki…

Zdjęcie Kindla w bibliotece. fot. dubh. Źródło: https://flic.kr/p/bxpMXZ

Zdjęcie Kindla w bibliotece. fot. dubh. Źródło: https://flic.kr/p/bxpMXZ

Dzień dobry! Od razu z góry przepraszam za moją długą nieobecność – wakacje miast czasem relaksu okazały się czasem wytężonej pracy. Dlatego zamilkłem. A dzisiaj chciałem Wam tylko się pochwalić:)

Continue reading

Jerzy Sosnowski, Jerzy Bralczyk, Andrzej Markowski, Jan Miodek “Wszystko zależy od przyimka”

Taką graficzkę stworzyłem z cytatem Słowackiego z "Beniowskiego".

Taką graficzkę stworzyłem z cytatem Słowackiego z “Beniowskiego”.

Ponad dwa lata opisałem Wam książkę, która zajmowała się barbaryzmami i dziwolągami językowymi. Była to wydana w roku 1888 książka Józefa Blizińskiego.Jeśli chcecie ją zobaczyć kliknijcie sobie tutaj. W popełnionym wówczas wpisie zwróciłem uwagę na fakt, że wiele słów wymienianych przez Blizińskiego jako barbaryzmy i zupełnie niepasujące do języka polskiego kalki z innych języków, w obecnej współczesnej mi i Wam moi drodzy Czytelnicy tegoż poletka internetu polszczyźnie funkcjonuje doskonale. A dzisiaj będzie o książce, która również porusza językowe problemy. A wpis będzie przerywany wstawkami audio i video. Wstawki będą o języku oczywiście.

Continue reading

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 24

Ha! I na wtorkowy, październikowy dzionek (w Krakowie słonecznie jest) “Książki najgorsze”!

Dzisiaj będzie o książce “Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny” napisanej przez pana Franciszka Małysza.

Wiadomości Literackie nr 21, 24 maja 1925 roku

Nie wiem jak odczytujecie rubrykę, ale tutaj “druk ekranu” (taki żarcik) jest całkiem spory i raczej nieczytelny dlatego polecam transkrypcję:)

WL1925nr21dn24V_najgorsze

Książki najgorsza

 

“Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny”. Napisał Franciszek Małysz. Cieszyn, 1917.

Jest to jedna z tych książek, które się nie starzeją: jak była w r. 1917 najgorszą polską książką, tak też i pozostała najgorszą w r. 1925, pomimo tylu złych książek, które nadrukowano od tego czasu.

Niech książka p. Małysza mówi zresztą sama za siebie. Cytuję najpierw część rozdziału zatytułowanego „Ręce szóstym zmysłem głównym”. „Nauka przyjęła dotychczas pięć zmysłów u człowieka… Szóstym — i to głównym zmysłem, są bezsprzecznie „ręce” — które znowu pięcioma odrębnymi jakby eks-zmysłami są obdarzone, i które tu w następującym porządku podaję: 1) zmysł uzupełniający dotyk, 2) zmysł mistrzowski, 3) zmysł muzykalny, 4) zmysł dźwigni, 5) zmysł równowagi.

„Pierwszy ten eks-rączy (!) zmysł, możnaby nazwać uzupełniający dotyk, ponieważ… człowiek może się całem ciałem drugich ciał dotykać, lecz czyni (!) to bardzo niedołężnie, a rękami uzupełnia on tę czenność (!) w bardzo łatwy sposób.

„Drugi zmysł byłby „zmysł mistrzowski!” Zmysł ten sam w sobie się rozumi (!), są to ręce same, które przy pomocy mózgownicy wszelkie sztuki i największe dzieła świata wyrzeźbiły.

„Trzeci zmysł muzykalny”. Zmysł ten aczkolwiek jest też (!) od słuchu zależny, to jednakowoż największą rolę w tej czynności odgrywa ręka, — a względnie palce, ponieważ ta sama ręka, która przedewszystkiem instrument wykonała, uzupełnia też całą technikę muzykalną, a ucho tworzy tylko melodyjną całość. Ręka potrafi nawet bez słuchu mechanicznie różne głosy i kawałki odegrać, a słuch sam bez ręki w muzyce jest martwy. Jest niezbity dowód, że prawie cały zmysł muzykalny w rękach się znajduje.

„Piąty „zmysł równowagi”. Ręce mają jeszcze w swym posiadaniu jeden ważny czennik (!), a mianowicie równoważnik. Nauka poczeniła (!) spostrzeżenia u zwierząt morskich „chełbi” i odkryła u nich szósty zmysł równowagi; natomiast zapomniano zupełnie o człowieku „lino-skoczku”, który również tem (!) zmysłem równowagi jest obdarzony. Człowiek po linie chodzący, reguluje ruchy nóg rękami i utrzymuje cały swój ruchomy ciężar w równowadze. Cyklista, jadący na rowerze, reguluje znowu cały swój — i roweru ciężar nogami w biegu, – coby miało świadczyć o dalszym jego zmyśle, ale ponieważ w tej czynności rowerowej są pomocne ręce, — a w chodzeniu po linie są one głównem (!) czynnikiem równowagi, dlatego wypada cały ten zmysł równowagi na nie przenieść”.

Inny rozdział traktuje o darwinizmie. Jako człowiek prawdziwie „moderne” p. Małysz jest przeciwnikiem Darwina. Ale stanowisko swoje uzasadnia w sposób szczególny; mniema, że rodzaj ludzki nie mógł powstać ze skrzyżowania ras zwierzęcych, które posiadają swe własności i obyczaje, — a mianowicie: „Z doświadczenia zwierzęcego życia wiemy, że ich obyczajność pod względem płciowem (!), zachowuje się jaknajbardziej w karbach praw natury. Dlatego wydaje się niesłusznem i wprost krzywdzącem najwyższych uczuć (!), jeżelibyśmy takie przypuszczenia twierdzić bezkrytycznie chcieli”. I dodaje jeszcze: „Nie chcąc czenić (!) żadnej ujmy tem (!) boskim stworzeniom, które z nieopisaną dobrocią stoją człowiekowi na usługach, żywią go i ostatnią kroplę krwi bez szemrania w ofierze mu niosą (np. krowa i t. d.)…”

Sporo miejsca p. Małysz poświęca eugenice i higienie, szuka środków dla zapewnienia człowiekowi długowieczności. Środki jego są zresztą dość proste i znane: antyalkohlizm, jarska kuchnia i praca. Środki te są natomiast poparte nieposplitemi argumentami. Co do antyalkoholizmu: „Ludwik Wolcham umarł, mając lat 119. Do śmierci miał wszystkie zęby i ani jednego siwego włosa. Żywił się tylko kartoflami i mlekiem. Wódki nie pił nigdy, ale gdy się raz dał namówić, i opił się wódką, wtedy stracił przytomność i na drugi dzień umarł”. Co do pracy: „Brak zatrudnienia bezwarunkowo skraca życie. Wszyscy inwalidzi pobierający rentę, pensjoniści i t. d. wykazują bardzo wzmożoną śmiertelność”. W sprawie jarskiej kuchni pisze: „Człowiek niezadowolił się przydzielonemi mu (!) jarzynami, ziarnem i mlekiem, przywłaszczył on sobie zdaje się zupełnie bezprawnie mięso z potulnego bydlęcia”. „Potulne bydlęta” mają stać się dla człowieka właśnie wzorem moralności i higjeny: „Możemy ich sobie postawić za wzór, pod wzgl. życia i moralności… żyją one tak, jak przed tysiącami wieków i temisamemi odżywiają się roślinami. Dlatego też są zawsze zdrowe, zęby mają aż do starości dobre, nie widać sztucznej podniety, żadnych wenerycznych chorób i żyją według dawno oznaczonego okresu, będąc stworzeniami, które rozumu nie posiadają”.

Te cytaty powinny wystarczyć: całe 105 stron książki są napisane mniej więcej z tym samym sensem i w tym samym stylu. Najgorsze jest to, że p. Małysz jest człowiekiem myślącym, mającym wyczucie zagadnień doniosłych i ciekawych. To nie jest, jakby zdawało się wskazywać pierwsze wrażenie, człowiek niedorozwinięty, chory, maniak. Jest tylko niedouczony. Wystarczyłoby, żeby przeszedł sumiennie kurs czterech klas gimnazjalnych: jużby wtedy książkę swoją napisał lepiej, a prawdopodobnie nie napisałby jej, lecz uczyłby się dalej. Gdyż nie jest to uczony, któryby cały swój system naukowy chciał zbudować sam bez niczyjej pomocy; jeżeli jakie prace cudze zna, to korzysta z nich; nieszczęściem jego jest, że zna i korzysta głównie z artykułów „naukowych”… „Ilustrowanego Kurjera Codziennego” (podany jak źródło na str. 59). Pisanie książek jest zabawą niewinną i społecznie mało niebezpieczną; natomiast niebezpieczne jest — drukowanie książek. Książki drukowane, zwłaszcza najgorsze, bywają kupowane i czytanie. W sferach naukowych, uniwersyteckich książka p. Małysza nie jest znana; wykazy bibliograficzne nie ujawniły mi jej istnienia. Ale poznałem ją na prowincji, na wsi zapadłej. Dowiedziałem się o niej dopiero w dniu, gdy służący nie podał na czas obiadu, zaczytany w jej rozdziały p. t. „Elektryczność w ludzkim ciele” i „Laska, czyli pręt magiczny”; służący miał książkę od gospodyni, gospodyni od pisarza, pisarz od ogrodnika; wszyscy miejscowi alfabeci (przeciwieństwo analfabetów) zaspakajali tem dziełem swe pragnienie wiedzy…”

Łuk

Książka pana Małysza musi być bardzo interesującą książką. Powiem Wam szczerze, że fragmenty wybrane w rubryce ogromnie mnie zaciekawiły i ja na pewno ją przeczytam. W końcu także łaknę i pragnę wiedzy. Niestety w Jagiellonce nie ma:( Będę starał się książkę znaleźć. Nie ma to tamto:)

Autor w końcu popisał się niespotykaną wyobraźnią i swoistym wdziękiem:)

Wiadomości Literackie przeczytane jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

Aha i dzisiaj rozpoczyna się rok akademicki. Także wszystkim studenciakom owocnego! I na koniec wpisu piosenka, którą puszczaliśmy w momentach najwyższego uniesienia duchowego i moralnego. Wyrażała ona nasz pogląd na ten skrawek przestrzeni w akademiku, który należał do nas:)

A puszczaliśmy sobie ją z pliku wideło, bo Youtuba jeszcze niebyło! Mój Boże! Zdałem sobie sprawę, że jak zacząłem studia nie było Youtube! Jak myśmy wtedy żyli? Jak?!

Janusz Zajdel “Paradyzja”

 

zajdel

Zastanawiam się jak pisać o Zajdlu? Czy podchodzić z nabożną czcią do pisarza, który stawiany jest na równi z Lemem przynajmniej jeśli chodzi o rozwój polskiej literatury fantastycznej? Czy może zrównać z ziemią jego dorobek, który nie oparł się próbie czasu i dziś jest li tylko zatęchłym zbiorem słów?

A może pisać, że Zajdel wciąż się podoba, wciąż przykuwa uwagę i interesuje. Interesuje na wiele sposobów.

Jedną z najczęściej wymienianych cech pisarstwa Zajdla jest jego umiejętność obchodzenia cenzury, doskonałe ukrywanie aluzji do i krytyki z ówczesnego systemu. Ci, którzy przeczytali „Paradyzję” ze zdumieniem powtarzają słowa, że nie mogą uwierzyć jakim cudem książka przeszła przez sito cenzury. Uderzające jest w niej właśnie nakreślenie życia w systemie totalitarnym, zmuszającym ludzi do bezwzględnego posłuszeństwa. Posługującym się wszędobylskimi kamerami, mikrofonami, czujnikami, by inwigilować społeczeństwo niby dla jego dobra. Analogii do realiów PRL mnóstwo (może poza tą rozbudowaną techniką i elektroniką).

Troszkę o fabule, jeśli ktoś nie zna. Pochodzący z Ziemi pisarz Rinah Devi ma niebywałą okazję zwiedzić Paradyzję, największy sztuczny twór w kosmosie. Planetę zbudowaną na orbicie świata Tartar, który okazał się zbyt niegościnny dla ziemskich kolonistów. Sztuczny świat, który od początku do końca został zaprojektowany i stworzony przez ludzi i dla ludzi, miejsce życia stu pięćdziesięciu milionów mieszkańców, którzy twierdzą, że żyją na najlepszym ze światów. Rinah Devi musi porzucić ziemskie przyzwyczajenia, ziemskie nawyki i przekonania, gdyż wkroczył do czegoś tak niezrozumiałego dla istoty urodzonej na Ziemi, że wielu rzeczy musi się uczyć  od nowa. Zwiedzając Paradyzję, rozmawiając jej mieszkańcami, obserwując ich zachowanie Rinah Devi dochodzi do przerażających wniosków i odkrywa oszustwo, które od stu lat wpajane jest kolejnym pokoleniom paradyzyjczyków (? -> ten znak zapytania to refleksja nad tym czy dobrze odmieniłem).

Tyle o fabule, która jest tylko pretekstem do pokazania mechanizmów rządzących społeczeństwem Paradyzji.

Poniższy fragment odsłania bardzo sporą część książki, dlatego jeśli ktoś nie czytał niech lepiej przeskoczy dalej.

Primus: wszechobecna inwigilacja elektroniczna. Kamery, podsłuchy, latające kamerki,  czujniki ruchu, przezroczyste ściany. Identyfikatory noszone przez cały czas, dzięki którym doskonale znana jest lokalizacja każdego obywatela. To wszystko towarzyszy paradyzyjczykom na co dzień. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. W końcu mieszkają w stalowej  puszcze zawieszonej w próżni, a każda najdrobniejsza rzecz może skończyć się tragedią dla całego świata.

Secundus: System zarządzający tą całą siecią inwigilującą. System komputerowy rozbudowywany przez lata, wciąż uczący się nowych algorytmów, wychwytujący podejrzane słowa, gesty, zachowania. Logiczny, racjonalnie „myślący”, „bezstronny”. Na Paradyzji nie ma donosów, nie ma szpiegów, nie ma procesów o zdradę. Wszystko jest nagrywane, przetwarzane i oceniane. Kto podpadnie traci punkty SC. A SC to trzecia rzecz składająca się na skomplikowany system społeczny Paradyzji.

Tertius: SC – to punktacja określająca status obywatela w danym momencie. Polega ona na systemie kar i nagród. Za każde zachowanie przyznawana jest określona liczba punktów karnych lub dodatnich. Liczone jest wszystko. Oglądanie telewizji to punkty na plus, oglądanie telewizji z zamkniętymi oczami to punkty na minus. Ludzie cały czas myślą tylko o swoich punktach, gdyż ich niska liczba może ich skazać na pracę w kopalniach Tartaru. Przy liczeniu punktów nie ma rywalizacji między obywatelami. Nie można nikomu „podłożyć świni” System wszystko widzi i nie dałoby się ukryć celowo robionych świństw. A kopalnie Tartaru są niczym łagry lub gułagi (analogia jest oczywista). Dlatego każdy myśli o swoich punktach SC (nie będę rozwijał skrótu, znajdziecie rozwinięcie w książce).

Quartus: propaganda sącząca się z telewizji, oficjalnych rządowych programów i ogłoszeń, prasy, literatury, szkolnictwa. Propaganda nienawiści do Ziemi, propaganda sukcesu w wydobywaniu zasobów naturalnych Tartaru, za które Paradyzja kupuje niezbędne do przetrwania produkty. Nachalna, prostacka i wszędobylska ta propaganda jest.

Quintus: społeczeństwo Paradyzji jest niepiśmienne. Wszystkie książki, prasa, ogłoszenia podawane są w formacie audio lub audiowizualnym. Nie ma papieru. Niewielu potrafi odcyfrować alfabet, ale to tylko dzięki napisom na ziemskich produktach. Oczywiście brak papieru ma swoje uzasadnienie. Papier jest łatwopalny, a na stacji kosmicznej, którą w istocie Paradyzja jest pożar może być przyczyną katastrofy. Nie zmienia to faktu, że społeczeństwem niepiśmiennym jest łatwiej manipulować.

Można już czytać z powrotem.

Fenomen języka kojarzeniowo-aluzyjnego, zwanego popularnie koalangiem, polegał na tym, że używający go ludzie nie usiłowali kryć treści wypowiedzi przed postronnym żywym uchem. Kamuflaż służył jedynie ogłupieniu elektronicznych uszu systemu komputerowego, dla którego zdania koalangu były niewartym uwagi bełkotem[…]

Jest jeszcze w książce mnóstwo smaczków, które sprawiają, że czyta się ją znakomicie. Otóż mieszkańcy Paradyzji w ciągu pokoleń wykształcili wiele sposobów radzenia sobie z System, który choć wszędobylski, niezawodny i w większości przypadków nieomylny jest tylko Systemem komputerowym i obce są mu pojęcia abstrakcji, groteski, wyobraźni. Całe mnóstwo działań zmierzających do oszukania systemu świadczy o ogromnej zdolności przystosowawczej ludzi. Na przykład ludzie przekazują sobie wiadomości posługując się językiem przypominającym poezję awangardową. Język ten nazwany został językiem kojarzeniowo – aluzyjnym.

Zajdel za „Paradyzję” otrzymał Nagrodę Fandomu polskiego tzw. „Sfinksa”, a nagroda ta po jego śmierci nazwana została jego (Zajdla) imieniem. Prawie trzydzieści lat minęło od premiery książki, a czyta się ją znakomicie. Zajdel potrafił doskonale opisać społeczeństwo systemu totalitarnego, w którym władza oszukuje obywateli, że jest dobrze, a obywatele oszukują władzę, że jej wierzą. Opisując język kojarzeniowo – aluzyjny sam użył go w swojej powieści do opisania otaczającej go wtedy rzeczywistości.

Zajdel antycypował podobnie jak Orwell wszędobylską inwigilację, służącą jako jedno z narzędzi aparatu ucisku. Dziś taka inwigilacja dzieje się na naszych oczach. Zajdel pisał o inwigilacji jako narzędziu narzuconemu przez rząd, a obecnie wielu ludzi z własnej woli oddaje swoje prawo do prywatności w imię wygody, bezpieczeństwa i tym podobne. Przykładów daleko nie trzeba szukać. Ja zdaję sobie sprawę, że moje działania w sieci nie są anonimowe, ba! Wiem doskonale, że praktycznie wszystko można sprawdzić, ale jestem zbyt leniwy, by coś z tym zrobić. Czytałem o okrytej złą sławą sieci Tor, nawet chciałem ją sobie przetestować, ale okazało się, że korzystanie z niej będzie wymagało ode mnie zrezygnowania z moich przyzwyczajeń. Dlatego gdy coś mi się stanie w Sieci mogę winić tylko siebie.

Nawiązania do książek Orwella, Huxleya czy też Zamiatina wydają się być oczywiste i nie wymagające głębszej analizy. Zajdel “pisarzów” znał i czerpał z nich inspirację dodając do siebie niepowtarzalną atmosferę, którą mógł oddać tylko ktoś żyjący systemie socjalistycznym.

Ciekawe jak Zajdel patrzyłby na dzisiejszą rzeczywistość, na tę wszechobecność kamer monitoringu, smartfony z GPS, Internet, drony, czy też, kurwa szpiegujące ludzi liczniki elektryczne  (link). Wydaje mi się, że miałby ogromne pole do popisu, by po swojemu zanalizować nasze społeczeństwo. I jego diagnoza byłaby chyba niezbyt pochlebna.

“Paradyzji” nie czytałem wcześniej, znam za to większość książek Zajdla czytanych jeszcze w licealnych czasach. Będę musiał sobie je odświeżyć:)

W 1986 roku nakręcono ekranizację “Paradyzji”. Chciałbym ją zobaczyć, niestety na Youtubie jest tylko mały fragment:

Dzięki Ci Internecie!

Teraz będzie wpis pochwalny. Wpis sławiący Internet, jego zasoby, ludzi którzy go tworzą. Tak, nie mylicie się będę chwalił ludzi, którzy tworzą Internet. Ludzi, których jedynym pragnieniem jest dzielenie się tym co lubią, znają i kochają. Ulubioną muzyką, książką, filmem, obrazkiem czy zdjęciem kota rozwalonego na kanapie w pozie mam wyjebane na wszystko, bo jestę kotę.

Dzięki Ci Paulu Baranie za koncepcję rozproszonych sieci. Dzięki Ci Uniwersytecie Kalifornijski za Advanced Research Project Agency, składam Ci pokłony Jonie Postelu, który scaliłeś protokoły TCP/IP, a od podstaw stworzyłeś DNS. Bądź pochwalon Timie Bernersie – Lee oraz Robercie Cailliau za World Wide Web. Niech Was anieli pieszczą Wy wszyscy anonimowi programiści, specjaliści, informatycy, administratorzy, którzy tworzyliście i tworzycie zręby i podstawy tego wiekopomnego wynalazku jakim jest światowa Sieć.

Skąd ten mój wybuch entuzjazmu? Z zupełnie błahej przyczyny. Jak zauważyliście na swoim blogu rzadko piszę o muzyce. O muzyce nie umiem pisać. Ja jej mogę tylko słuchać. Dziś będzie wyjątek. Ostatnio zasłuchuję się w takiej oto składance:

http://en.wikipedia.org/wiki/Rogue%27s_Gallery:_Pirate_Ballads,_Sea_Songs,_and_Chanteys

 Płyta została wydana przy okazji kręcenia Piratów z Karaibów część druga. Przeróżni artyści zagrali swoje wersje różnych morskich ballad, szant czy pijackich pieśni. Jest tam jedna piosenka wykonana przez niejakiego Loudona Wainwrighta III p.t. „Good ship Venus”. Piosenka jest z przezabawnym, mocno obscenicznym tekstem. Macie tu linka do piosenki:

A tu macie pełen tekst:

“On the good ship Venus

By Christ you should have seen us
The figurehead was a whore in bed
Sucking a dead man’s penis

The captain’s name was Lugger
By Christ he was a bugger
He wasn’t fit to shovel shit
From one ship to another

And the second mate was Andy
By Christ he had a dandy
Till they crushed his cock on a jagged rock
For cumming in the brandy

The third mate’s name was Morgan
By God he was a gorgon
From half past eight he played till late
Upon the captain’s organ

The captain’s wife was Mabel
And by God was she able
To give the crew their daily screw
Upon the galley table

The captain’s daughter Charlotte
Was born and bred a harlot
Her thighs at night were lily white
By morning they were scarlet

The cabin boy was Kipper
By Christ he was a nipper
He stuffed his ass with broken glass
And circumcised the skipper

The captain’s lovely daughter
Liked swimming in the water
Delighted squeals came when some eels
Found her sexual quarters

The cook his name was Freeman
And he was a dirty demon
And he fed the crew on menstrual stew
And hymens fried in semen

And the ship’s dog was called Rover
And we turned the poor thing over
And ground and ground that faithful hound
From Teneriff to Dover

When we reached our station
Through skillful navigation
The ship got sunk in a wave of spunk
From too much fornication

On the good ship Venus
By Christ you should have seen us
The figurehead was a whore in bed
Sucking a dead man’s penis”

Trochę w klimacie Morskich Opowieści. Domyślałem się, że pan Louden zagrał swoją wersję tej piosenki i z ciekawości wpisałem tytuł w wujka Googla. Oto co mi wyszło:

http://en.wikipedia.org/wiki/Good_Ship_Venus

Daję Wam tutaj wersję Sex Pistols. Najsłynniejszą wersję tej piosenki.

W linku do Wikipedii o piosence możecie znaleźć informacje o innych wersjach. Sprawdziłem sobie jeszcze Toniego Montano (serbskiego punk rockowca), który nagrał swoją wersję piosenki Sex Pistols z innym tekstem (niezwykle pomocnym okazał się Google Translator, który pozwolił zrozumieć sens słów).

Tutaj macie link do wersji Toniego:

W Wikipedii jest jeszcze informacja, że „Good ship Venus” zwłaszcza w refrenie śpiewana jest na melodię „In and Out the Windows”. Co to jest również postanowiłem sprawdzić:

 

Niezła psychodela muszę Wam przyznać.

Zatrzymałem się jednak przy Tonim Montano. Serbską, a raczej jugosłowiańską muzykę to ja kojarzyłem jedynie z projektów Yougoton i Yougopolis i tyle.

Kliknąłem sobie jeszcze jeden jego link na chybił trafił:

Znowu nieodzowny Google Translator, coby sprawdzić mniej więcej o czym on śpiewa, bo jeśli chodzi o muzykę to nawet ja nie posiadający absolutnie żadnego słuchu muzycznego poznałem melodię Smokie – Who the fuck is Alice.

W powiązanych przy piosence Toniego miałem zespół o intrygującej nazwie Partibrejkers. Sobie kliknąłem i zostałem pochłonięty. Utknąłem pomiędzy wsłuchiwaniem się w kolejne kawałki, a sprawdzaniem tekstu w Google Translatorze. Serbski choć podobny do polskiego, to jednak inny, a ja lubię mniej więcej wiedzieć o czym sobie tam podśpiewują:

Mógłbym Was tak zarzucać linkami, ale może to co wrzucę, choć trochę Was zainteresuje.

I wybaczcie, że piszę tak gorączkowo i chaotycznie. Jeśli ktoś słucha serbskiego punk rocka, a przypadkiem przeczyta te moje wypociny niech się nie zgorszy, bo to pisanina totalnego ignoranta, jeśli chodzi o ten kraj i jego punk rock. Nie wiem, które piosenki są najbardziej znanymi piosenkami Partibrejkers, działam w tym momencie trochę na oślep. Podążając za białym kursorem i podpowiedziami Youtube. Może jak mi gorączka poszukiwacza skarbów minie zajmę się tym trochę bardziej metodycznie. Jest przecież jeszcze tyle zespołów do odsłuchania.

Jest już druga godzina, jutro do pracy, a ja korzystam garściami z możliwości jakie daje mi Internet. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, którzy bezinteresownie, bez żadnej chęci zysku podzielili się swoją ulubioną muzyką wrzucając ją na Youtube lub napisali artykuły na Wikipedii, Charlie byłbym ciut uboższy duchowo. Przedziwne są cyfrowe ścieżki. Oto bowiem od wulgarnej pijackiej piosnki dotarłem do serbskiego punk rocka. I bądź tu człowieku mądry.

Jest mnóstwo zła w Sieci, ale jest również mnóstwo dobra. Internet to soczewka, w której skupia się cała ludzkość. Soczewka powiększająca i potęgująca WSZYSTKIE nasze cechy. Te złe i te dobre. Ja dziś doznałem od strony Internetu samej dobroci, rozumianej jako potężna dawka ciekawej i interesującej muzyki oraz emocji towarzyszących odkrywaniu na własną rękę czegoś zupełnie nowego (nie wspominam tutaj o jutrzejszym niewyspaniu). I Wy również doznawajcie samej dobroci w Sieci. Niech tak będzie dla mnie i dla Was wszystkich. Teraz i na wieki wieków. Amen. Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać.

 

 P. S. A do zapoznania się z przyczyną tego całego bałaganu, czyli Rogue’s Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs and Chanteys zachęcam gorąco. Znajdziecie tam Nicka Cave’a, Bono, Stinga i wielu, wielu innych. Tu jest cała playlista.

P. S. 2 Wpis ma charakter emocjonalny, dlatego nie będę na chłodno opisywał Wam innych dobroci Internetu. Choćby owych bibliotek cyfrowych, z których również korzystam obficie. Nie było i nie będzie żadnej dogłębnej analizy Sieci.

 

Kaczor Donald nazistą…

Ech, przepastne czeluście Internetu. Ileż razy zaskoczycie jeszcze Charliego swoimi zasobami? Mam nadzieję, że niejeden raz. Zasada działania powiązanych filmików na Youtube jest dla mnie niezrozumiała, bo jakże to oglądając fragment “The Flinstones” można trafić na antynazistowski film z okresu Drugiej Wojny Światowej a dokładniej z 1943 roku, w którym to Kaczor Donald pracuje w fabryce amunicji w Trzeciej Rzeszy.

Film jest bardzo zabawny, karykaturalne postacie, bardzo wyraźne przesłanie o Trzeciej Rzeszy, jako kraju niewolniczej pracy oraz nieskończonego uwielbienia do Wodza. Końcówka iście psychodeliczna, oraz mocno patriotyczna. Mówię Wam to prawdziwa perełka. Gdzie indziej niż w Sieci zobaczycie Kaczora Donalda zamawiającego pięć piw niczym członkowie pewnej organizacji młodzieżowej parę lat temu? Obejrzyjcie sobie naprawdę warto.

Film nazywa się Der Fuehrer’s Face. Jak można przeczytać w angielskiej Wikipedii, kreskówka była trzymana przez firmę Walt Disney w szafie, ze względu na mocno propagandowy charakter oraz za możliwość odbioru Donalda jako nazisty mimo ewidentnie prześmiewczej roli Donalda.

Koniec bajki…

Krótka informacja z przeszłości, a tycząca się Marsjan i ich rzekomej na Marsie obecności.

Koniec bajki o kanałach na Marsie.

Przez wielkie lunety żadnych kanałów nie widać.

“Kraków, 23 lipca.  Jak to sobie czytelnicy przypominają, planeta Mars zbliżyła się w roku ubiegłym do naszego globu tak blisko, jak to zdarza się bardzo rzadko. Dzięki temu, można było tarczę tej planety zbadać dokładniej, aniżeli dotychczas, temwięcej, że i narzędzia obserwacyjne zostały znacznie ulepszone.

Zwłaszcza południowe obserwatoria miały bardzo ułatwione zadanie ze względu na położenie Masa. W szczególności wdzięczne zadanie miały pod tym względem amerykańskie stacje obserwacyjne, ulokowane na wysokich córach i zaopatrzone w największe lunety. Dzięki tym właśnie pomiarom, które teraz dopiero zostały ogłoszone, moglibyśmy dowiedzieć się coś pewniejszego o tej tajemniczej planecie.

Dowiedzieliśmy się przeto, że powietrze otaczające Marsa jest o wiele gęściejsze i wyżej sięga, aniżeli dotychczas przypuszczono. Wysokość warstwy powietrza wynosi tam około 200 kilometrów, a zatem jest niższa tylko o połowę od atmosfery naszego globu. Ponieważ Mars jest bardziej, aniżeli Ziemia oddalony od oświetlającego i ogrzewającego słońca, przeto na tej sąsiedniej planecie panują znacznie niższe temperatury, aniżeli u nas. Na równiku Marsa temperatura wynosi tylko 7 stopni Celsjusza, a w wyższej strefie 12 stopni poniżej zera, na biegunach zaś zimna dosięgają przeciętnie 100 stopni.

Co się tyczy rzekomych kanałów na Marsie, to potwierdziło się przypuszczenie uczonych. iż kanały te są wynikiem naszego optycznego złudzenia, tudzież niedoskonałości naszych instrumentów obserwacyjnych. Przez wyjątkowo wielkie lunety nie widać na Marsie żadnych kanałów. Najnowsze obserwacje Marsa odebrały więc tej planecie bardzo wiele z jej nimbu tajemniczości. Niska temperatura nie sprzyja tam rozwojowi życia organicznego. Nasze poznanie naukowe, dzięki zeszłorocznym obserwacjom, stało się więc bogatsze, ale nasza fantazja zubożała, albowiem nie może już przedstawiać sobie ludzi, budujących na Marsie kanały.Wprawdzie nie możemy jeszcze twierdzić, że jesteśmy jedynymi mieszkańcami wszechświata, ale niepodobna także orzekać, gdzie i w jaki sposób żyją inni ludzie.”

Ludzi na Marsie może i nie ma, ale za to jest “Przybysz z Marsa” aka “Lobster Man from Mars”. I wyobraźnia ludzka nie zubożała i wciąż zasiedla Marsa przedziwnymi stworami i samymi ludźmi:)

Jeśli do tej pory nie widzieliście “Homara z Marsa” polecam gorąco. Dla mnie to film kultowy. Macie trailer na zachętę:

Informacja znaleziona tradycyjnie w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej. “Ilustrowany Kuryer Codzienny” nr 201, 24 lipca 1925.

Dlaczego biblioteki są ważne? Listy do dzieci z Troy (1971)

Znalazłem wpis na portalu mental_flos.

Dotyczy on prośby pewnej bibliotekarki z miasta Troy skierowanej do pisarzy, polityków, dziennikarzy, aktorów. Otóż otwarto pierwszą bibliotekę w mieście Troy. Z tej okazji bibliotekarka Marguerite Hart napisała wiele listów do znanych osób, aby zwrócili się  do młodych ludzi, dzieci ze swoimi przemyśleniami na temat roli jaką odgrywa w życiu ludzi książka, biblioteka i czytanie. Otrzymała 97 odpowiedzi. Ja pokażę Wam te, które ukazały się  na portalu (no nie wszystkie):

Pisarz Isaac Asimov:

Dla nieznających angielskiego moje nieudolne tłumaczenie:

“Drodzy Chłopcy i Dziewczęta,l

Gratulacje z okazji otwarcia nowej biblioteki, bo nie jest to tylko biblioteka. To statek kosmiczny, który zabierze Was w najdalsze zakątki Wszechświata. Nowa biblioteka to wehikuł czasu, który przeniesie was w daleką przeszłość i przyszłość. To nauczyciel, który wie więcej niż jakikolwiek człowiek. To przyjaciel, który Was rozbawi i pocieszy — i najważniejsze, biblioteka to brama do lepszego, szczęśliwszego i bardziej spełnionego życia.”

William White (Profesor):

“It really gives someone a bang to discover suddenly that reading books can be fun. Just don’t wait too long to find this out—think of all the hours and days of fun you’ll miss. Go read a book in the library. Now.”

“Odkrycie, że czytanie książek jest świetną zabawą może dać ludziom prawdziwego kopa. Nie czekajcie długo, by się o tym przekonać – pomyślcie o tych wszystkich godzinach i dniach zabawy, które przegapicie. Idźcie do biblioteki i przeczytajcie książkę. Już.”

William Broomfield (Kongresmen):

“Almost everyone is ignorant about almost everything. Surely there is no denying that. The most brilliant people are only brilliant about one or two matters, and ignorant of everything else. And ignorance is painful and irritating—the enemy of happiness. One of the greatest powers against the forces of ignorance is the public library. It knows no racial or economic boundaries. All who enter are welcome.”

“Prawie każdy jest ignorantem na temat praktycznie wszystkiego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nawet najbardziej błyskotliwi ludzie, są genialni tylko w jednej lub dwóch kwestiach, a są ignorantami w we wszystkim innym. Ignorancja jest bolesna i irytująca – jest wrogiem szczęścia. Biblioteka publiczna jest jedną z największych broni przeciwko ignorancji. Biblioteka  nie zna żadnych rasowych ani ekonomicznych granic. Każdy kto zawita w jej progach jest mile widziany.

Neil Armstrong (Astronauta):

“Through books you will meet poets and novelists whose creations will fire your imagination. You will meet the great thinkers who will share with you their philosophies, their concepts of the world, of humanity and of creation. You will learn about events that have shaped our history, of deeds both noble and ignoble. All of this knowledge is yours for the taking… Your library is a storehouse for mind and spirit. Use it well.”

“Dzięki książkom spotkacie poetów i pisarzy, których twórczość rozpali waszą wyobraźnię. Spotkacie wielkich myślicieli, którzy podzielą się z Wami swoją filozofią, swoimi wizjami świata, ludzkości i kreacji. Dowiecie się o wydarzeniach, które ukształtowały naszą historię, o czynach szlachetnych jak i niegodziwych. Cała ta wiedza jest Wasza, wystarczy tylko po  nią sięgnąć. Wasza biblioteka to magazyn dla ducha i umysłu. Używajcie jej mądrze.

David M. Kennedy (Sekretarz Gabinetu):

“Your library is not just a building full of books. It is a gateway to thousands of worlds which you may choose to enter. Any world ever explored by man, or by man’s mind, is there awaiting you in print. The choice is yours.”

“Wasz biblioteka nie tylko jest budynkiem pełnym książek. To brama do tysiąca światów, możecie wybrać które odwiedzić. Każdy świat kiedykolwiek odkryty przez człowieka, lub stworzony przez jego umysł czeka na Was wśród zadrukowanych stron. Wybór należy do Was.

Ronald Reagan (Gubernator Kalifornii – to ten Reagan):

“A world without books would be a world without light—without light, man cannot see.”

“Świat bez książek byłby światem bez światła – a bez światła, człowiek nie jest w stanie widzieć.”
Dr. Seuss (autor książek dla dzieci):

 

Deane Davis (Gubernator stanu Vermont):

“Read! It is nourishing, civilizing, worthwhile. Read! It destroys our ignorance and our prejudice. Read! It teaches us to understand our fellowman better and, once we understand this, it will be far easier to love him and work with him in a daily more complex society.”

“Czytajcie! Czytanie odżywia, cywilizuje, jest warte zachodu. Czytajcie! Czytanie niszczy naszą ignorancję i uprzedzenia. Czytajcie! Czytanie uczy nas lepiej zrozumieć bliźniego i gdy już to pojmiemy, będzie nam znacznie łatwiej bliźniego umiłować i z nim pracować na co dzień w naszym skomplikowanym społeczeństwie.”

Robert D. Ray (Gubrenator stanu Iowa):

“Freedom cannot falter where libraries flourish.”

“Wolność nie osłabnie, tam gdzie biblioteki będą się rozwijać” – to chyba będzie moje ulubione:)

John Burns (Hawaii Governor):

“Be very kind to all the librarians. They are among the wisest people in the world. We could do without governors if we had to, but we could not get along very well without librarians.”

“Bądźcie miłe dla wszystkich bibliotekarzy. Należą oni do najmądrzejszych ludzi na świecie. Moglibyśmy sobie dać radę bez gubernatorów gdybyśmy musieli, ale nie dalibyśmy sobie rady bez bibliotekarzy”

John Berryman (Poeta):

“The chief thing is to read as hard as you play, with the same seriousness and a mind wide open…You have a pretty building for your books. Go in, and change your life.”

“Ważną rzeczą jest byście czytały tak samo mocno jak gracie, z taką samą powagą i z takim samym szeroko otwartym umysłem… Macie ładny budynek dla swoich książek. Wejdźcie i zmieńcie swoje życie.

Lisl Weil (Pisarka):

“Books speak, if you listen well, they will make you think and grow tall and strong in feeling and seeing the world around you.”

“Książki mówią, jeśli zaczniecie dobrze słuchać, książki sprawią, że zaczniecie myśleć i urośniecie mocni i silni w czuciu i dostrzeganiu świata wokół was.”

Joseph Alioto (BurmistrzSan Francisco):

“Books can be your companion on rainy days. They will always be there. And when you want to read, a book will never say, ‘No, I don’t want to.’”

“Książki mogą być Waszymi towarzyszami podczas deszczowych dni. Będą zawsze na Was czekać. I kiedy będziecie chcieli poczytać, książka nigdy nie powie “Nie, nie chcę”.

Herbert Zim (Pisarz):

“Bring a friend to the library. Get him to bring a friend, also. A good library is one that is over-worked and over-used.”

“Przyprowadź przyjaciela do biblioteki. Namów go, żeby również przyprowadził przyjaciela. Dobra biblioteka to biblioteka nadmiernie przepracowana i nadmiernie wykorzystywana.”

Kingsley Amis (Pisarz):

“Use your library, remembering that, whatever else you may not have, if you have books, you have everything.”

“Używajcie biblioteki, pamiętając, że możecie nie posiadać wielu rzeczy, ale jeśli macie książki, macie wszystko”
Jest tego znacznie więcej, ale nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego. Moim zdaniem całkiem budujące te cytaty.
Jeśli ktoś ciekawy wszystkich listów do dzieci, to znajdzie je na stronie biblioteki w Troy.
A swoją drogą zobaczcie jakie życie jest przewrotne. Piękne listy z okazji otwarcia, a czterdzieści lat później rada miasta chciała zamknąć bibliotekę. Na szczęście zrobiono świetną akcję propagandową i biblioteka ocalała. Oto film podsumowujący kampanię na rzecz biblioteki:

The Lord of the Libraries…

Grecy zdobyli wyrównującą bramkę, ale Khedira popisał się pięknym strzałem na 2:1, Klose dobił na 3:1, Reus podbił do 4:1, był karny i Grecy doszli do 4:2, a ja chciałbym się z Wami podzielić filmem.

Oglądaliście serial “Heroes”? O grupie “zwykłych” ludzi z USA, którzy odkrywają nadnaturalne moce? Całkiem niezłe do któregoś sezonu. Otóż tam były całkiem fajne efekty specjalne, i facet odpowiedzialny za te efekty specjalne dostał nagrodę EMMY. Christopher D. Martin, bo tak się nazywa ten facet, zanim zdobył Emmy studiował sobie na Kansas University. I tam nabierał szlifów w trudnej sztuce efektów specjalnych.

Przedstawiam Wam film dumnie zatytułowany “Lord of the Libraries”, jeśli macie jakieś skojarzenia z Tolkienem i Peterem Jacksonem to słusznie, bo film jest parodią i bezpośrednim nawiązaniem do książki i filmu. Trochę  trwa ten filmik, ale całkiem zabawny. I oczywiście jest też filmem promocyjnym uniwersyteckiej biblioteki. Niestety po “angielskiemu” jest.

Wręczanie nagród na końcu jest najlepsze:) I hasło” “We are everywhere” jest po prostu do wykorzystania!

 

 

P. S. Znalezione na Stephen’s Lighthouse.