Antologia “Legendy polskie”

Światowid ze Zbrucza. Źródło: http://pauart.pl/app/artwork?id=5838225d0cf2844219bff418

Dobry wieczór kochani. Piszę do Was żeby się przed Wami choć trochę ukorzyć, bo cóż się stało z moją obietnicą częstszego pisania? Ano nie została dotrzymana. Może zrobiłem się trochę aktywniejszy na fejsiku, ale to i tak wciąż za mało! Mało, mało i mało! Trochę to dziwne, bo przecież lubię sobie skrobać tutaj te marne słowa (które później okazują się przydatne jeśli chodzi o sięganie po wspomnienia co do przeczytanych książek).

Continue reading

It’s a hard knock life…

Lubię o sobie myśleć, że na amerykańskiej popkulturze jakoś tam się znam. Wiem jakiej muzyki tam się słucha, wiem jakie filmy i seriale Amerykanie oglądają.

Wydaje mi się, że podczas oglądania filmu czy serialu potrafię wychwycić  odniesienia do innych filmów i motywów popkulturowych z amerykańskiego kręgu, ale nie jestem wszechwiedzący i czasem byle pierdółka, którą wygrzebałem gdzieś w sieci sprawia, że mam mózg rozje*any. Tak było wczoraj, gdy okazało się, że w jednej z moich ulubionych piosenek amerykańskiego rapera niejakiego pana Jaya Z “Hard knock life”, gdzie od zawsze podobał mi się jej refren, to ten refren pochodzi z czegoś jeszcze innego!

Otóż pochodzi on z musicalu z roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego drugiego “Annie” o rudej sierotce, która mieszka w ponurym domu dziecka, gdzie dziewczynki mają bardzo ciężki żywot. Żyją w trudnych warunkach i wykorzystywane do ciężkich prac przez okrutną opiekunkę. Nie widziałem tego nigdy i dlatego pewnie nie kojarzyłem fragmentu z piosenką Jaya. Dobra dość przynudzania. Dzięki dobrodziejstwu Youtube obejrzyjcie sobie:)

Najpierw Jay Z:

A teraz fragment z musicalu:

 

Jeśli ktoś to wiedział to szacun. Człowiek codziennie dowiaduje się czegoś ciekawego i nawet taka drobnostka może umilić dzień:) Miejcie lżejsze życie!

Aha i musiałem się tym z Wami podzielić, tak mnie to podjarało:)

Dzięki Ci Internecie!

Teraz będzie wpis pochwalny. Wpis sławiący Internet, jego zasoby, ludzi którzy go tworzą. Tak, nie mylicie się będę chwalił ludzi, którzy tworzą Internet. Ludzi, których jedynym pragnieniem jest dzielenie się tym co lubią, znają i kochają. Ulubioną muzyką, książką, filmem, obrazkiem czy zdjęciem kota rozwalonego na kanapie w pozie mam wyjebane na wszystko, bo jestę kotę.

Dzięki Ci Paulu Baranie za koncepcję rozproszonych sieci. Dzięki Ci Uniwersytecie Kalifornijski za Advanced Research Project Agency, składam Ci pokłony Jonie Postelu, który scaliłeś protokoły TCP/IP, a od podstaw stworzyłeś DNS. Bądź pochwalon Timie Bernersie – Lee oraz Robercie Cailliau za World Wide Web. Niech Was anieli pieszczą Wy wszyscy anonimowi programiści, specjaliści, informatycy, administratorzy, którzy tworzyliście i tworzycie zręby i podstawy tego wiekopomnego wynalazku jakim jest światowa Sieć.

Skąd ten mój wybuch entuzjazmu? Z zupełnie błahej przyczyny. Jak zauważyliście na swoim blogu rzadko piszę o muzyce. O muzyce nie umiem pisać. Ja jej mogę tylko słuchać. Dziś będzie wyjątek. Ostatnio zasłuchuję się w takiej oto składance:

http://en.wikipedia.org/wiki/Rogue%27s_Gallery:_Pirate_Ballads,_Sea_Songs,_and_Chanteys

 Płyta została wydana przy okazji kręcenia Piratów z Karaibów część druga. Przeróżni artyści zagrali swoje wersje różnych morskich ballad, szant czy pijackich pieśni. Jest tam jedna piosenka wykonana przez niejakiego Loudona Wainwrighta III p.t. „Good ship Venus”. Piosenka jest z przezabawnym, mocno obscenicznym tekstem. Macie tu linka do piosenki:

A tu macie pełen tekst:

“On the good ship Venus

By Christ you should have seen us
The figurehead was a whore in bed
Sucking a dead man’s penis

The captain’s name was Lugger
By Christ he was a bugger
He wasn’t fit to shovel shit
From one ship to another

And the second mate was Andy
By Christ he had a dandy
Till they crushed his cock on a jagged rock
For cumming in the brandy

The third mate’s name was Morgan
By God he was a gorgon
From half past eight he played till late
Upon the captain’s organ

The captain’s wife was Mabel
And by God was she able
To give the crew their daily screw
Upon the galley table

The captain’s daughter Charlotte
Was born and bred a harlot
Her thighs at night were lily white
By morning they were scarlet

The cabin boy was Kipper
By Christ he was a nipper
He stuffed his ass with broken glass
And circumcised the skipper

The captain’s lovely daughter
Liked swimming in the water
Delighted squeals came when some eels
Found her sexual quarters

The cook his name was Freeman
And he was a dirty demon
And he fed the crew on menstrual stew
And hymens fried in semen

And the ship’s dog was called Rover
And we turned the poor thing over
And ground and ground that faithful hound
From Teneriff to Dover

When we reached our station
Through skillful navigation
The ship got sunk in a wave of spunk
From too much fornication

On the good ship Venus
By Christ you should have seen us
The figurehead was a whore in bed
Sucking a dead man’s penis”

Trochę w klimacie Morskich Opowieści. Domyślałem się, że pan Louden zagrał swoją wersję tej piosenki i z ciekawości wpisałem tytuł w wujka Googla. Oto co mi wyszło:

http://en.wikipedia.org/wiki/Good_Ship_Venus

Daję Wam tutaj wersję Sex Pistols. Najsłynniejszą wersję tej piosenki.

W linku do Wikipedii o piosence możecie znaleźć informacje o innych wersjach. Sprawdziłem sobie jeszcze Toniego Montano (serbskiego punk rockowca), który nagrał swoją wersję piosenki Sex Pistols z innym tekstem (niezwykle pomocnym okazał się Google Translator, który pozwolił zrozumieć sens słów).

Tutaj macie link do wersji Toniego:

W Wikipedii jest jeszcze informacja, że „Good ship Venus” zwłaszcza w refrenie śpiewana jest na melodię „In and Out the Windows”. Co to jest również postanowiłem sprawdzić:

 

Niezła psychodela muszę Wam przyznać.

Zatrzymałem się jednak przy Tonim Montano. Serbską, a raczej jugosłowiańską muzykę to ja kojarzyłem jedynie z projektów Yougoton i Yougopolis i tyle.

Kliknąłem sobie jeszcze jeden jego link na chybił trafił:

Znowu nieodzowny Google Translator, coby sprawdzić mniej więcej o czym on śpiewa, bo jeśli chodzi o muzykę to nawet ja nie posiadający absolutnie żadnego słuchu muzycznego poznałem melodię Smokie – Who the fuck is Alice.

W powiązanych przy piosence Toniego miałem zespół o intrygującej nazwie Partibrejkers. Sobie kliknąłem i zostałem pochłonięty. Utknąłem pomiędzy wsłuchiwaniem się w kolejne kawałki, a sprawdzaniem tekstu w Google Translatorze. Serbski choć podobny do polskiego, to jednak inny, a ja lubię mniej więcej wiedzieć o czym sobie tam podśpiewują:

Mógłbym Was tak zarzucać linkami, ale może to co wrzucę, choć trochę Was zainteresuje.

I wybaczcie, że piszę tak gorączkowo i chaotycznie. Jeśli ktoś słucha serbskiego punk rocka, a przypadkiem przeczyta te moje wypociny niech się nie zgorszy, bo to pisanina totalnego ignoranta, jeśli chodzi o ten kraj i jego punk rock. Nie wiem, które piosenki są najbardziej znanymi piosenkami Partibrejkers, działam w tym momencie trochę na oślep. Podążając za białym kursorem i podpowiedziami Youtube. Może jak mi gorączka poszukiwacza skarbów minie zajmę się tym trochę bardziej metodycznie. Jest przecież jeszcze tyle zespołów do odsłuchania.

Jest już druga godzina, jutro do pracy, a ja korzystam garściami z możliwości jakie daje mi Internet. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, którzy bezinteresownie, bez żadnej chęci zysku podzielili się swoją ulubioną muzyką wrzucając ją na Youtube lub napisali artykuły na Wikipedii, Charlie byłbym ciut uboższy duchowo. Przedziwne są cyfrowe ścieżki. Oto bowiem od wulgarnej pijackiej piosnki dotarłem do serbskiego punk rocka. I bądź tu człowieku mądry.

Jest mnóstwo zła w Sieci, ale jest również mnóstwo dobra. Internet to soczewka, w której skupia się cała ludzkość. Soczewka powiększająca i potęgująca WSZYSTKIE nasze cechy. Te złe i te dobre. Ja dziś doznałem od strony Internetu samej dobroci, rozumianej jako potężna dawka ciekawej i interesującej muzyki oraz emocji towarzyszących odkrywaniu na własną rękę czegoś zupełnie nowego (nie wspominam tutaj o jutrzejszym niewyspaniu). I Wy również doznawajcie samej dobroci w Sieci. Niech tak będzie dla mnie i dla Was wszystkich. Teraz i na wieki wieków. Amen. Przepraszam, ale nie mogłem się powstrzymać.

 

 P. S. A do zapoznania się z przyczyną tego całego bałaganu, czyli Rogue’s Gallery: Pirate Ballads, Sea Songs and Chanteys zachęcam gorąco. Znajdziecie tam Nicka Cave’a, Bono, Stinga i wielu, wielu innych. Tu jest cała playlista.

P. S. 2 Wpis ma charakter emocjonalny, dlatego nie będę na chłodno opisywał Wam innych dobroci Internetu. Choćby owych bibliotek cyfrowych, z których również korzystam obficie. Nie było i nie będzie żadnej dogłębnej analizy Sieci.

 

Everything is a remix [update]

Pojawiła się ostatnia część projektu “Everything is a remix”, o którym pisałem tutaj.

Ostatnia część zajmuje się prawem autorskim, systemem prawnym, który stoi na straży praw autorskich i służy korporacjom.

Kirby mówi o kopiowaniu pomysłów, technologii, sztuki. Nawiązuje do zachowania, które my znamy doskonale dzięki Sienkiewiczowi “Jak Kali ukraść krowa to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę to źle”.

Gdy sami kopiujemy nie mamy z tym żadnych problemów moralnych, lecz gdy ktoś posłuży się naszą własnością intelektualną natychmiast podnosimy krzyk. To zjawisko dotyczy nie tylko biednych studenciaków ściągających filmy, ale największych (przykład Steve Jobsa, czy też Walta Disneya). Obejrzyjcie sobie część czwartą warto!

Everything is a Remix Part 4 from Kirby Ferguson on Vimeo.

 

 

Everything is a remix…

Wielokrotnie powtarzam niczym mantrę zdanie: “WSZYSTKO JUŻ BYŁO”. Do powtarzania tego zdania skłania mnie moja praca w bibliotece, dostęp do starych czasopism, książek, zakurzonych gazet, które umożliwiają mi podróże w czasie:) Za każdym razem przekonuję  się, że ludzie od zawsze byli tacy sami.

Dzisiejsze moje odkrycie nie będzie świeże, może już widzieliście. Ja jestem zachwycony filmami zrobionymi przez Kirbiego  Fergusona, w których bierze pod lupę popkulturę i pokazuje jak wszystko jest samplowane, wykorzystywane ponownie i ponownie. Popkultura to jeden wielki recykling treści i przekazu. Archetypy siedzą w nas głęboko, a twórcy popkultury wykorzystują wciąż te same chwyty, sztuczki i zagrania ubierając je w nowe szaty. Zachęcam do obejrzenia zamieszonych niżej filmów (niestety only in english):

Everything is a Remix Part 1 from Kirby Ferguson on Vimeo.

Led Zeppelin bezwstydnie, że tak użyję eufemizmu “aranżowali” utwory innych artystów, specjalnie się z tym nie kryjąc.

Drugi film, tym razem o “Star Wars” i nie tylko:

Everything is a Remix Part 2 from Kirby Ferguson on Vimeo.

Niezła jazda prawda? Zdaję sobie sprawę, że takich podobieństw scen można się doszukiwać w niemal każdym filmie, ale Ferguson ładnie tutaj wypunktował zarówno Lucasa jak i Tarantino.

Trzeci film:

Everything is a Remix Part 3 from Kirby Ferguson on Vimeo.

Jak dla mnie najciekawszy. Kopiowanie, transformacja lub niby, że bardziej po polskiemu (chyba) przetwarzanie, a na końcu łączenie. Elementy kreacji. Świetny film pokazujący w jaki sposób ludzkość prze do przodu. A nie robiła tego poprzez zakazywanie kopiowania, ale właśnie poprzez twórcze wykorzystanie czyichś pomysłów i stworzenie z tego nowego produktu.

Czwarta część jeszcze się nie ukazała. Zainteresowanych projektem odsyłam na stronę Fergusona:

http://www.everythingisaremix.info/