Cśśś! Na Marsie…

Mars był takim spokojnym miejscem przez eony dopóki nie zaczęły tam lądować jakieś łaziki, rovery i tym podobne.

Pierwsze zdjęcie Curiosity z Marsa ujawnia zatrważającą prawdę; Mars to opustoszała biblioteka, gdzie żadni międzygalaktyczni czytelnicy już nie zaglądają!

Idealny regał?

Design to ciężki kawałek chleba. Ja nie mógłbym zaprojektować niczego, ale na szczęście są ludzie, którzy potrafią połączyć wygodę, funkcjonalność, minimalizm, piękno, estetykę w jedno i dać nam taki oto produkt:

Spodobało mi się  od razu! I nie ma to tamto chciałbym mieć coś takiego u siebie w bibliotece:) Co prawda może nie do końca jest to tylko na książki, ale kto by się tym przejmował:)

 

The Lord of the Libraries…

Grecy zdobyli wyrównującą bramkę, ale Khedira popisał się pięknym strzałem na 2:1, Klose dobił na 3:1, Reus podbił do 4:1, był karny i Grecy doszli do 4:2, a ja chciałbym się z Wami podzielić filmem.

Oglądaliście serial “Heroes”? O grupie “zwykłych” ludzi z USA, którzy odkrywają nadnaturalne moce? Całkiem niezłe do któregoś sezonu. Otóż tam były całkiem fajne efekty specjalne, i facet odpowiedzialny za te efekty specjalne dostał nagrodę EMMY. Christopher D. Martin, bo tak się nazywa ten facet, zanim zdobył Emmy studiował sobie na Kansas University. I tam nabierał szlifów w trudnej sztuce efektów specjalnych.

Przedstawiam Wam film dumnie zatytułowany “Lord of the Libraries”, jeśli macie jakieś skojarzenia z Tolkienem i Peterem Jacksonem to słusznie, bo film jest parodią i bezpośrednim nawiązaniem do książki i filmu. Trochę  trwa ten filmik, ale całkiem zabawny. I oczywiście jest też filmem promocyjnym uniwersyteckiej biblioteki. Niestety po “angielskiemu” jest.

Wręczanie nagród na końcu jest najlepsze:) I hasło” “We are everywhere” jest po prostu do wykorzystania!

 

 

P. S. Znalezione na Stephen’s Lighthouse.

Vintage style videos!

Lubicie być wintydż? Dziś ten stajl jest bardzo modny. Hipsterzy (i nie tylko) uwielbiają retro i vintage. Posiadacze ifonów mogą strzelać fotki i dzięki Instagram nadawać im ten niezapominany połysk old schoolu:) Na inne smartfony są inne aplikacje.

Ja lubiłem od zawsze być vintage, robiłem to zanim stało się takie modne i popularne, zanim hipsterzy zrobili z tego ich rzecz.

Dlatego też podzielę się z Wami świetną stronką, na której można spędzić bardzo wiele czasu przeglądając fragmenty filmów sprzed wielu, wielu lat.

BRITISH PATHE to strona, która ma zarchiwizowane tysiące minut starych filmów, programów dokumentalnych, kronik filmowych. Można je przeglądać, można kupować, można się nimi dzielić. Niestety nie wiem, czy jest różnica między filmami do “preview”, a tymi, które można kupić. Nie stać mnie, aby zapłacić 40 funciaków za prawa do filmu. Dlatego na poczet dzisiejszego wpisu cieszmy się tym co mamy za darmo udostępnione:)

Jest to źródło niewyczerpanej radości dla Charliego:)

Mała wskazówka. Mam problemy z osadzeniem filmików na blogu. Dlatego jak klikniecie na obrazek, to automatycznie zostaniecie przeniesieni na stronę British Pathe. Klikajcie na odnośniki, oglądajcie, ale wracajcie do mnie:)

 

Pierwszy film to pomysł dosłownego “wyjścia” do czytelnika. Zakładasz przenośną półeczkę i jazda w miasto:) Bibliotekarze od zawsze byli grupą zawodową, która musiała dbać o swoich klientów. Robili wszystko byle zadowolić czytelnika. Film z roku 1936 roku.

Tacy sami byli bibliotekarze z Monachium, w latach trzydziestych. Wszystko dla ludzi. Nic więc dziwnego, że po mieście kursował biblioteczny tramwaj! To naprawdę niezły pomysł na miarę dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Ciekawe czy w Krakowie dałoby się coś takiego zorganizować:) Z drugiej strony nie wiem jaki byłby sens takowego przedsięwzięcia w dzisiejszych czasach. Oglądajcie poniższy film z roku 1932:

Kolejny rodzaj wędrującej, a raczej pływającej biblioteki:) Koleś na łódce, pływa i wypożycza książki. Przy okazji jeszcze może sobie powędkować. Parafrazując Cezarego Pazurę z “Chłopaków nie płaczą” puszczę wam film o bibliotekarzu w łódce:) Film z 1940:

A teraz o największej Biblii świata! Louis Waynai wydrukował(!) tę książkę w roku 1930! Książka ma metr dziesięć wysokości, i prawie dwa i pół metra szerokości! Koleś drukował ją przez trzy lata. Obecnie spoczywa sobie w Abilene Christian University. Obejrzyjcie sobie filmik z 1931:

Na koniec kronika z różnego rodzaju ciekawostkami. Niestety jest po angielskiemu jazyku. Dlatego mały skrót dla tych, którzy po angielsku nie szprechają. Najpierw o gościu ze Stanów, który chciał mieszkać w zamku i zaczął go budować samemu, każdy kamień, wszystko robił sam. Ale nie zdążył w nim zamieszkać, bo zmarł. Później najmniejszy dom mieszkalny świata. Następna jest makieta kamienicy, która maskuje tory kolejki. Następny jest gość, który kolekcjonuje korzenie o nietypowych kształtach… Ostatni filmik dotyczy wydobycia gazu, który ma bardzo ujemną temperaturę… Aha i strasznie denerwuje mnie lektor z tym swoim: Would You belive it? powtarzanym non stop:)

 

Pamiętajcie, że retro i vintage są dla wszystkich. Nie pozwólmy hipsterom zagrabić naszego prawa do bycia vintage! Hipsterzy już dość krzywdy wyrządzili rodzajowi ludzkiemu:)

Kampania reklamowa biblioteki…

I znowuż Internety przyniosły mi ciekawe znalezisko. Otóż Biblioteka Publiczna w Milwaukee zrobiła sobie trzy billboardy, które w interesujący, intrygujący sposób zachęcają do odwiedzenia biblioteki.

Intrygujący bo wykorzystujący loga trzech bardzo znanych serwisów internetowych na świecie. Serwisów, na których ludzie spędzają czas liczony w setkach tysiącach godzin.

Billboardy rozgrzały amerykańskich bibliotekarzy i nie tylko. Niektórzy są zdecydowanie za twierdząc, że akcja jest dowcipna, inteligentna i odświeżająca. Inni ludzie wręcz przeciwnie uważają, że billboardy niepotrzebnie zaostrzają konflikt pomiędzy biblioteką, a social media.

Żeby Was dłużej nie trzymać w napięciu, przedstawię Wam owe billboardy zgromadzone na jednym zdjęciu:)

Milwaukee

Milwaukee

Przeciwnicy kampanii twierdzą, że billboardy deprecjonują użytkowników mediów społecznościowych w porównaniu z tymi czytającymi książki, przekazując informację, że czytanie książek jest znacznie lepsze niż oglądanie filmików kotów na Youtube, wciskanie przycisków “Lubię to” przy zdjęciach znajomych lasek z charakterystycznym całuskiem przypominającym kaczy dziobek lub pisanie o tym, że akurat jemy kanapkę z dżemem truskawkowym przygotowanym przez babcię. Nie będę się spierał o wyższość jednych czynności nad drugimi. Sam spędzam godziny na czytaniu książek (co uwielbiam), trochę mniej godzin na oglądaniu filmików na Youtubie, jeszcze mniej godzin na wciskaniu przycisków “Lubię to” (choć znajomi twierdzą inaczej), a zupełnie nie korzystam z “Twittera”, który nie podoba mi się.

Dla mnie pomysł kampanii jest świetny, wykonanie jeszcze lepsze, ale tak jak przeciwnicy kampanii mam tutaj wrażenie pewnego pstryczka w nos dla social media. Pstryczka mówiącego, że lepiej czytać książki. Zwłaszcza billboard z Youtube przemawia do mnie tym głosem. Biblioteka Publiczna w Milwaukee twierdzi, że chce zwrócić uwagę potencjalnych czytelników, na fakt swojej obecności w owych mediach. Dla mnie jakoś nie zwracają:) Jednak hasła użyte na billboardach mają swój urok.

Billboardy mają zwrócić uwagę ludzi przejeżdżających samochodem, którzy mają tylko bardzo krótką chwilę na rzucenie okiem. W takim przypadku przesłanie sprawdza się świetnie i na pewno przyciąga uwagę. Przy dłuższym zastanowieniu kampanii traci trochę na uroku.

Ważne jest, że amerykańscy bibliotekarze wiedzą co to jest social media, o kampanii reklamowej zrobiło się dość głośno w sieci. A stara zasada brzmi: “Nieważne co mówią, ważne żeby mówili”.

P. S. Choć piarowcy z Wedla się chyba z tą zasadą nie zgodzą:) Jedliście ostatnio Ptasie Mleczko®? Burza już ucichła, ale w piątek miałem naprawdę niezły ubaw czytając wpisy na facebookowym wallu Wedla. I nazwę ich produktu napisałem ze znakiem, bo nie chcę skończyć jak Iwusia… Jeśli jeszcze nie słyszeliście o akcji, kliknijcie w linka przy Wedlu, naprawdę warto.

P. S. 2 Śmiałem się choć, był to trochę taki głuchy śmiech…

The story of lonely bicycle wheel…

Rower to piękna maszyna. Rower to zbiór wielu, bardzo wielu części zarówno drobnych jak i większych gabarytowo. Te części i elementy muszą ze sobą idealnie współpracować, muszą być zawsze w najlepszym stanie i być gotowe na wszystko. Czasem jednak jakiś bibliotekarz, który myśli, że jest profesjonalnym mountain bikerem, rozwali ważny element w swoim ukochanym rowerku, bo zjeżdżał jak szalony z pagórków w podkrakowskich lasach. Ten sam bibliotekarz niczego się nie nauczył po swoim wypadku i wciąż kusi los. Jednak tym razem za jego lekkomyślność zapłaciła niewinna ośka. Opowiem Wam historię smutną, rzewną, czasem nawet przerażającą. Będą łzy wzruszenia i radości, będą przekleństwa w chwilach gwałtownego uniesienia, ale mogę Wam już teraz zdradzić, że skończy się happy endem.

Biedne kółeczko z uszkodzoną ośką rozpoczęło wędrówkę do warsztatu remontowego. Odczuwało ono bardzo boleśnie brak swojego ukochanego towarzysza. Samotnie tocząc swoje szprychy poszukiwało nasze KOŁO substytutów szczęścia. Na początku próbowało KOŁO samoistnie stanąć na swej oponie. Przez chwilę wydawało się, że sukces został osiągnięty. Stało! Czuło powietrze przepływające przez szprychy, było przez chwilę samo dla siebie i nie potrzebowało nikogo, żadnego wsparcia, żadnej litości i współczucia. W tej jednej chwili KOŁO było władcą wszechświata, było w samym jego centrum. Przez chwilę miało wrażenie, że dokonało przełomu w rozwoju i wytyczyło nową ścieżkę innym jemu podobnym.

KOŁO SAMO!

KOŁO SAMO!

 

Niestety KOŁO nie jest przystosowane ewolucyjnie do tego, by samoistnie stawiać czoła przeciwnościom losu. Zimny prysznic nastąpił bardzo szybko.Bolesna była to lekcja życia. Nasze KOŁO poobijało sobie szprychy i jeszcze bardziej złamało ośkę, już i tak zniszczoną przez wstrętnego Charliego, który skazał KOŁO na wędrówki po zamglonym i zasmogowanym Krakowie.

Lekcja życia

Lekcja życia

 

Poszukiwanie oparcia zmuszało KOŁO do desperackich prób przytulania się do zupełnie obcych słupków. Nadzieje kółeczka na chwilę odpoczynku przy pewnym słupku zostały brutalnie zmiażdżone. Słupek to był zwykły dupek i nie wyrażał chęci pomocy dla kółka.

Słupek - dupek

Słupek - dupek

 

Dalsza wędrówka zaowocowała próbą przypodobania się rowerowi, który istniał w rzeczywistości 2D. KOŁO jest jednak trzywymiarowe i zupełnie nie pasowało do roweru płaskiego jak modelki z Fashion TV.

2D i 3D

2D i 3D

 

Przez zupełny przypadek KOŁO trafiło do biblioteki. Tam przez chwilę znalazło wsparcie i zrozumienie ze strony zakurzonych tomów, mogło nawet przez chwilę zawisnąć w powietrzu. Niestety o kręceniu się nie mogło być mowy. I choć gorąco namawiane na pozostanie za regałami, KOŁO opuściło z żalem gmach biblioteki.

 

Library wheel

Library wheel

Jeszcze długo trwała bezustanna wędrówka KOŁA po Krakowie, który w te dni jawił się niczym z obrazów Wyspiańskiego i wierszy Boya. Młodopolska aura towarzyszyła wędrówce KOŁA, przypominając wciąż o marności tego świata i bólu istnienia. Mgła wymieszana z powietrzem czarnym od dymu z kamienicznych pieców oblepiała KOŁO zimną, lepką warstwą uświadamiając jak ważna i istotna do odczuwania szczęścia całego organizmu jest sprawność i doskonałe zdrowie wszystkich jego elementów. Na szczęście warsztaty krakowskie uporały się z tą okropną usterką i KOŁO w pełni sprawne mogło dołączyć do ukochanego rowerka. Powrót był pełen wzruszeń i choć rower starał się zachować jak na prawdziwego ROWERA przystało i był ciut grubiański to KOŁO zdawało sobie sprawę, że w głębi swej ramy ROWER drży ze wzruszenia.

Happy end

Happy end

 

Mówiłem, że będzie happy end:) Teraz tylko szukam grupy filmowców, którzy zgodzą się napisać scenariusz, zgodzą się nakręcić film za zupełną darmochę, po to by podbić cały świat historią o samotnym kole! Ole!

 

 

Cat library

Macie w domu kota? Macie również książki, które zajmują wam każdą możliwą przestrzeń i biedny kotek nie ma gdzie się podziać. Fundnijcie mu taką fajną półeczkę:

Ja kota nie posiadam ale gdybym miał mieć to zastanowiłbym się nad takim rozwiązaniem :)

 

P. S. Jeszcze o kotach, przeczytajcie sobie ten tekst:Kot w rurze. Suchar ale śmieszy wciąż.

Reklama Old Spice w bibliotece

Z reguły nie dodaję dwóch wpisów ale zobaczyłem reklamę Old Spice w stylu I am on a horse tylko, że tym razem motywem przewodnim jest NAUKA, a gdzie najlepiej się uczyć – oczywiście, że w bibliotece. Miłego oglądania.

Tylko się zastanawiam czy to reklama Old Spice czy może biblioteki :D