Ot takie tam książkowe.

Dzień dobry. Od kilku dni (dokładniej od 9 czerwca) na fanpage’u Biblioteki Raczyńskich gości nagranie piosenki, której melodia pochodzi z baaaaardzo znanego kawałka niejakiego Sławomira „Miłość w Zakopanem”. Przeróbka funkcjonuje pod nazwą „Miłość za regałem” i wzbudza naprawdę ogromne emocje!

Tutaj macie rzeczone wideo:

W momencie, w którym to piszę filmik na Youtube ma kilka tysięcy wyświetleń, natomiast post na fanpage’u Biblioteki ponad 160 komentarzy, ponad 60 udostępnień i ponad 47 tysięcy wyświetleń. To sporo.

 

Teraz zamieszczę Wam opis filmiku i tekst przeróbki.

„Biblioteczny wakacyjny hit? CZYTANIE! Ponieważ „czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła” przypominamy, że poza zdobywaniem wiedzy i poszerzaniem horyzontów, czytanie jest po prostu dobrą zabawą i świetną forma spędzania wolnego czasu. Tajemnicze kryminały, emocjonujące powieści obyczajowe, fascynujące publikacje o przyrodzie, czasem ciekawsze niż fikcja biografie i reportaże- to doskonała rozrywka. Dlatego w rozrywkowej formie promujemy przyjemność czytania i zapraszamy do Biblioteki Raczyńskich wszystkich, którzy chcą fajnie spędzić czas. Bo czytanie to przyjemność dostępna dla każdego! A biblioteki zmieniają swoje oblicze! Wersja biblioteczna hitu Sławomira, powstała jako finał spektaklu (Od)głosy Biblioteki przygotowanego z okazji Nocy Bibliotek 2018.

Miłość za regałem
Ja nie czytałem nic,
mówiłem, że to pic,
te wszystkie tomy.

Bez książek mogłem żyć,
bo byłem, co tu kryć,
ciut nieświadomy.

I nagle przyszedł ten
niespodziewany dzień,
że na człowieka
rzuciła czar i to był wieki dar: BIBLIOTEKA!

Ref.
Miłość, miłość za regalem!
Ja dla książek oszalałem,
czytelnikiem jestem nowym, nałogowym!

Me nałogi bardzo liczne,
zwłaszcza te beletrystyczne!
Hej, czytajmy i kochajmy książki wraz!

Do biblioteki gnam,
Zawsze znajduję tam,
O czym zamarzę:
Biografie, powieści
Albumy, wiersze i reportaże.

Zmieniła życie mi,
W kieszeni sobie tkwi
Ma miłość wieczna:
Lepsza niż złota,
moja karta biblioteczna!

Ref.
Miłość, miłość za regalem!
Ja dla książek oszalałem,
czytelnikiem jestem nowym, nałogowym!

Me nałogi bardzo liczne,
zwłaszcza te beletrystyczne!
Hej, czytajmy i kochajmy książki wraz!”

Nie wiem jak Wy, ale jak dla mnie wszystko oscyluje wokół książki, czytania, Biblioteki, miłości do literatury i tak dalej i tak dalej, czyli idealnie wpisuje się w promocję czytelnictwa.

Książki, takie stare, takie mądre…

Problemem okazuje się jednak muzyka, która została wykorzystana i która kojarzona jest, a nawet należy do nurtu disco polo. Bo oprócz większości komentarzy, które z reguły są pozytywne, że spoko, że ok, że luz, jest mnóstwo tych, w których, aż roi się od komentarzy „Ale żenada. Piosenka Sławomira ma reklamować Bibliotekę Raczyńskich? Gratuluję„, Żenada na maxa…”, „rak” i tak dalej i tak dalej. Jest mowa o upadku instytucji naukowej, o tym, że hrabia Raczyński przewracałby się w grobie, ludzie tracą wyrostki po wysłuchaniu tej przeróbki. Ogólnie część komentarzy jest mocno nieprzychylna. Możecie sobie przeczytać pod postem. TUTAJ, ja jestem za leniwy, aby wklejać.
I najlepsze jest to, że nikt nie ma zastrzeżenia do tekstu przeróbki. Tylko do tego, że wykorzystana została piosenka Sławomira z „gatunku” disco polo, któren to „gatunek” nie cechuje się nadmiernym kunsztem, czy też  rozbudowaną linią melodyczną, ale jest „gatunkiem” muzycznym popularnym jak Polska długa i szeroka. I z tym kłócić się raczej nie można. Jest jednocześnie synonimem kiczu i „wieśniactwa” (ujmuję w cudzysłów, bo wieśniactwo to już nie to samo co kiedyś).

Osobiście mam jedynie zastrzeżenia co do technicznej strony nagrania. Naprawdę można było to lepiej zaśpiewać i technicznie ogarnąć. Słychać ten pośpiech, bo jak zrozumiałem, kawałek powstał jako pokłosie tegorocznej Nocy Bibliotek i pewnie był robiony „na gorąco”. Te techniczne niedoróbki mogą być wodą na młyn przeciwników klipu, którzy łatwo wyciągną argumenty o badziewiu, o słabym przygotowaniu wokalisty
i tak dalej i tak dalej.

Klip delikatnie też podzielił środowisko bibliotekarskie (i nie chcę tu generalizować), ale największe głosy oburzenia dobiegają ze strony koleżanek i kolegów z bibliotek akademickich, uniwersyteckich. Co jest w sumie zrozumiałe, bo co jak co, ale disco polo z dyscypliną i instytucją naukową się nie kojarzy. Chciałbym tylko napisać, że Biblioteka Raczyńskich oprócz statusu biblioteki naukowej jest też biblioteką miejską, publiczną
i dostępną dla wszystkich nie tylko studentów, naukowców, badaczy. I tutaj wydaje mi się jest pies pogrzebany.

Jakkolwiek pojawiły się pod postem komentarze, że choć „biblioteka jest publiczna to nie powinna się prostytuować” to jednak uważam, że koleżanki i koledzy z bibliotek akademickich nie do końca pojmują rolę biblioteki publicznej, która to jest instytucją EGALITARNĄ, przeznaczoną dla WSZYSTKICH, niezależnie od gustów, upodobań, przekonań politycznych, statusu materialnego. Dlatego powinna otwierać się na wszystkich, nawet na tych, którzy raczej z czytelnictwem skojarzeń nie budzą.

I jeszcze całe stosy książek.

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że jest też instytucją kultury, która ma tę kulturę szerzyć
i propagować, ale istnieje coś takiego jak „strach przed biblioteką” z angielskiego „library anxiety”, który w najprostszych słowach przejawia się tym, że potencjalni czytelnicy kojarzą bibliotekę z instytucją poważną, pełną mądrych ksiąg (to dobre skojarzenia i się
z nimi nie sprzeczam, bo sam takie mam), ale w ten sposób wykluczają siebie, bo nie widzą tam swojego miejsca, a może taki biblioteczny Sławomir w jakiś sposób zachęci ich do odwiedzin, do zajrzenia, do zobaczenia, że są gazety, że książki, że za darmo.
I jeśli zajrzą to już wiadomo, że reszta zależy od bibliotekarzy, którzy tego czytelnika będą obsługiwać.

Naprawdę jestem pełen podziwu dla ekipy z Poznania, że odważyli się klip zrealizować
i zamieścić. Zresztą liczby mówią same za siebie. Ludzi to ruszyło. I ludzie o tym mówią, a to jest chyba najważniejsze. I jak to napisała Eva Scriba „Jeśli to przekona choć jedną osobę, która dotąd nie przekroczyła progu biblioteki, jestem za”.

P. S. Można też odwrócić kota ogonem i spytać się ile osób poczuje się urażonych tym kawałkiem i odwróci się od czytania. To już jest kwestia na zupełnie inne, dodatkowe dywagacje.

Comments (8)

  1. Odpowiedz

    Skąd ja to znam. „Chłam, tandeta, żenada, etc.”, ale jak przyjdzie co do czego, to nagle wszyscy znają tekst od deski do deski, a przyłapani na nuceniu tłumaczą, że „w radiu cały czas leci” :P Ja tam złapawszy Sławomira w autowym radio (bo zasadniczo tylko tam słucham), daję volume up, odkręcam szybę i drę ryja. A co ludzie myślą? A niech myślą co chcą, od tego mają zasadniczo mózgi :)
    Pomysł niezły, wykonanie ciut gorsze, a że przeróbki lubię, to kciuk w górę i na pohybel sztywniakom :P

    • Odpowiedz

      Powoli o tym coraz głośniej, także będzie jeszcze się działo. Gdyby to zostało zrobione technicznie na tip top to w życiu by się nie przyczepił nikt. A z tym „tekst od deski do deski” to święta prawda. Zwłaszcza jak alkohol wejdzie w żyły to każdy potrafi zaśpiewać i zatańczyć :D

    • Odpowiedz

      Bazyl
      Cóż, to ja się nie łapię na kategorię „wszyscy”. Dotąd myślałem, że zbiory „czytający książki” i „słuchający disco-polo” nie mają części wspólnej, ale widocznie się myliłem…

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.