Filip Springer “Miedzianka. Historia znikania”

Widok na Miedziankę z Janowic, Źródło: http://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra/doccontent?id=1942

I kolejna świeżynka przeczytana przeze mnie :) Ogarnąłem temat i przeczytałem pierwszą książkę Springera, o innej piszę TUTAJ. Jak możecie sprawdzić Źle urodzone… zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czy Miedzianka zrobiła podobne? Czytajcie dalej…

Continue reading

Aleksander Sołżenicyn “Jeden dzień Iwana Denisowicza”

Aleksander Sołżenicyn. Źródło: wikipedia.com

Zdrastwujtje! Witajcie towarzysze i towarzyszki. Zgodnie z obietnicą cofam się w opisywaniu książek w taki sposób, że opisuję te ostatnio przeczytane. Chociaż “ostatnio” w przypadku moich książek to naprawdę spory eufemizm. I nie żartuję. Według lubimyczytac.pl książkę Sołżenicyna przeczytałem pod koniec września. Minęło więc trochę czasu.

Continue reading

LABiB – co to jest i z czym to się je?

Taka tam bibliotekareczka. Źródło: https://flic.kr/p/auv19i

Taka tam bibliotekareczka. Źródło: https://flic.kr/p/auv19i

Wiecie moi Drodzy, że choć firmuję swój blog mianem Charliego Bibliotekarza to tematy związane z moją pracą zawodową nie pojawiają się na nim za często. Już prędzej tematy okołobiblioteczne. Wiąże się to pewnie z moim wrodzonym lenistwem, z moim przekonaniem, że i tak nic ciekawego nie mam do powiedzenia i last but not least ze strachu, że zrobię z siebie idiotę. Nie to żeby robienie z siebie idioty przychodziło mi z trudem (wręcz przeciwnie), ale to robię raczej na żywca, a nie w przestrzeni internetów.

Continue reading

Andrzej Pilipiuk “Srebrna łania z Visby”

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zdjęcie przedstawiające pewnego pana Meyera, któren to karmił niedźwiadki. Źródło: flickr.com

Dalej podążam tropem Oka Jelenia kolejny tom już dawno za mną. I bez bicia się Wam przyznam, że nadrabiam wpisowe zaległości sprzed kilku miesięcy. Tak moi drodzy takie mam zaległości jeśli chodzi o internetowe poletko.

Continue reading

A może by tak rzucić to wszystko…

Dziś krótko i z jednym zdjęciem:) Kiki się zastanawia czy czasem nie porzucić wielkomiejskiego życia i zaszyć się gdzieś w Bieszczadach. Przyznam się szczerze, że mnie też czasem takie myśli nachodzą. Miłego poniedziałku i owocnego tygodnia!

Też tak czasem mam.

Też tak czasem mam.

Aleksander Świętochowski “Dumania pesymisty”

Tak sobie siedzę i dumam. Źródło: https://flic.kr/p/g9eRzd

Tak sobie siedzę i dumam. Źródło: https://flic.kr/p/g9eRzd

Wielokrotnie na tym blogu przytaczałem nazwisko Świętochowskiego. Najczęściej w powiązaniu z jego mądrą i wspaniałą książką Utopie w rozwoju historycznym, która dla mnie jest jak biblia (jeśli chodzi o temat utopii). Od dawna zabierałem się za inne jego książki. Wreszcie wybór padł na cienkie Dumania pesymisty. Pewnie dlatego padł, bo cienkie.

Continue reading

Robert Silverberg “Kroniki Majipooru”

Znów krajobraz mocno fantastyczny. Źródło: http://machiavellicro.deviantart.com/art/The-Dark-Tower-424067670

Znów krajobraz mocno fantastyczny. Źródło: http://machiavellicro.deviantart.com/art/The-Dark-Tower-424067670

Poleciałem za zewem (nie brzmi to dla mnie za dobrze) wspomnieniowym i od razu po skończeniu “Zamku Lorda Valentine’a” rzuciłem się na “Kroniki Majipooru” i to był, a także nie był strzał w dziesiątkę.

Continue reading

Brian W. Aldiss “Superpaństwo. Powieść o Europie przyszłości”

Mapa Europy z roku 1623. Źródło: https://flic.kr/p/jHxjtX

Mapa Europy z roku 1623. Źródło: https://flic.kr/p/jHxjtX

Chciałbym Wam opowiedzieć o książce, którą przeczytałem przed dwunastym stycznia, ale jakoś tak powrót do szarej rzeczywistości zastopował próbę moich wynurzeń o niej. Będzie o powieści (to chyba za mocne słowo) “Superpaństwo” Briana W. Aldissa (i nie mogę tutaj nie wspomnieć, że chodzi o pisarza uznawanego za jednego z wielkich klasyków literatury science and fiction).

Continue reading

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 24

Ha! I na wtorkowy, październikowy dzionek (w Krakowie słonecznie jest) “Książki najgorsze”!

Dzisiaj będzie o książce “Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny” napisanej przez pana Franciszka Małysza.

Wiadomości Literackie nr 21, 24 maja 1925 roku

Nie wiem jak odczytujecie rubrykę, ale tutaj “druk ekranu” (taki żarcik) jest całkiem spory i raczej nieczytelny dlatego polecam transkrypcję:)

WL1925nr21dn24V_najgorsze

Książki najgorsza

 

“Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny”. Napisał Franciszek Małysz. Cieszyn, 1917.

Jest to jedna z tych książek, które się nie starzeją: jak była w r. 1917 najgorszą polską książką, tak też i pozostała najgorszą w r. 1925, pomimo tylu złych książek, które nadrukowano od tego czasu.

Niech książka p. Małysza mówi zresztą sama za siebie. Cytuję najpierw część rozdziału zatytułowanego „Ręce szóstym zmysłem głównym”. „Nauka przyjęła dotychczas pięć zmysłów u człowieka… Szóstym — i to głównym zmysłem, są bezsprzecznie „ręce” — które znowu pięcioma odrębnymi jakby eks-zmysłami są obdarzone, i które tu w następującym porządku podaję: 1) zmysł uzupełniający dotyk, 2) zmysł mistrzowski, 3) zmysł muzykalny, 4) zmysł dźwigni, 5) zmysł równowagi.

„Pierwszy ten eks-rączy (!) zmysł, możnaby nazwać uzupełniający dotyk, ponieważ… człowiek może się całem ciałem drugich ciał dotykać, lecz czyni (!) to bardzo niedołężnie, a rękami uzupełnia on tę czenność (!) w bardzo łatwy sposób.

„Drugi zmysł byłby „zmysł mistrzowski!” Zmysł ten sam w sobie się rozumi (!), są to ręce same, które przy pomocy mózgownicy wszelkie sztuki i największe dzieła świata wyrzeźbiły.

„Trzeci zmysł muzykalny”. Zmysł ten aczkolwiek jest też (!) od słuchu zależny, to jednakowoż największą rolę w tej czynności odgrywa ręka, — a względnie palce, ponieważ ta sama ręka, która przedewszystkiem instrument wykonała, uzupełnia też całą technikę muzykalną, a ucho tworzy tylko melodyjną całość. Ręka potrafi nawet bez słuchu mechanicznie różne głosy i kawałki odegrać, a słuch sam bez ręki w muzyce jest martwy. Jest niezbity dowód, że prawie cały zmysł muzykalny w rękach się znajduje.

„Piąty „zmysł równowagi”. Ręce mają jeszcze w swym posiadaniu jeden ważny czennik (!), a mianowicie równoważnik. Nauka poczeniła (!) spostrzeżenia u zwierząt morskich „chełbi” i odkryła u nich szósty zmysł równowagi; natomiast zapomniano zupełnie o człowieku „lino-skoczku”, który również tem (!) zmysłem równowagi jest obdarzony. Człowiek po linie chodzący, reguluje ruchy nóg rękami i utrzymuje cały swój ruchomy ciężar w równowadze. Cyklista, jadący na rowerze, reguluje znowu cały swój — i roweru ciężar nogami w biegu, – coby miało świadczyć o dalszym jego zmyśle, ale ponieważ w tej czynności rowerowej są pomocne ręce, — a w chodzeniu po linie są one głównem (!) czynnikiem równowagi, dlatego wypada cały ten zmysł równowagi na nie przenieść”.

Inny rozdział traktuje o darwinizmie. Jako człowiek prawdziwie „moderne” p. Małysz jest przeciwnikiem Darwina. Ale stanowisko swoje uzasadnia w sposób szczególny; mniema, że rodzaj ludzki nie mógł powstać ze skrzyżowania ras zwierzęcych, które posiadają swe własności i obyczaje, — a mianowicie: „Z doświadczenia zwierzęcego życia wiemy, że ich obyczajność pod względem płciowem (!), zachowuje się jaknajbardziej w karbach praw natury. Dlatego wydaje się niesłusznem i wprost krzywdzącem najwyższych uczuć (!), jeżelibyśmy takie przypuszczenia twierdzić bezkrytycznie chcieli”. I dodaje jeszcze: „Nie chcąc czenić (!) żadnej ujmy tem (!) boskim stworzeniom, które z nieopisaną dobrocią stoją człowiekowi na usługach, żywią go i ostatnią kroplę krwi bez szemrania w ofierze mu niosą (np. krowa i t. d.)…”

Sporo miejsca p. Małysz poświęca eugenice i higienie, szuka środków dla zapewnienia człowiekowi długowieczności. Środki jego są zresztą dość proste i znane: antyalkohlizm, jarska kuchnia i praca. Środki te są natomiast poparte nieposplitemi argumentami. Co do antyalkoholizmu: „Ludwik Wolcham umarł, mając lat 119. Do śmierci miał wszystkie zęby i ani jednego siwego włosa. Żywił się tylko kartoflami i mlekiem. Wódki nie pił nigdy, ale gdy się raz dał namówić, i opił się wódką, wtedy stracił przytomność i na drugi dzień umarł”. Co do pracy: „Brak zatrudnienia bezwarunkowo skraca życie. Wszyscy inwalidzi pobierający rentę, pensjoniści i t. d. wykazują bardzo wzmożoną śmiertelność”. W sprawie jarskiej kuchni pisze: „Człowiek niezadowolił się przydzielonemi mu (!) jarzynami, ziarnem i mlekiem, przywłaszczył on sobie zdaje się zupełnie bezprawnie mięso z potulnego bydlęcia”. „Potulne bydlęta” mają stać się dla człowieka właśnie wzorem moralności i higjeny: „Możemy ich sobie postawić za wzór, pod wzgl. życia i moralności… żyją one tak, jak przed tysiącami wieków i temisamemi odżywiają się roślinami. Dlatego też są zawsze zdrowe, zęby mają aż do starości dobre, nie widać sztucznej podniety, żadnych wenerycznych chorób i żyją według dawno oznaczonego okresu, będąc stworzeniami, które rozumu nie posiadają”.

Te cytaty powinny wystarczyć: całe 105 stron książki są napisane mniej więcej z tym samym sensem i w tym samym stylu. Najgorsze jest to, że p. Małysz jest człowiekiem myślącym, mającym wyczucie zagadnień doniosłych i ciekawych. To nie jest, jakby zdawało się wskazywać pierwsze wrażenie, człowiek niedorozwinięty, chory, maniak. Jest tylko niedouczony. Wystarczyłoby, żeby przeszedł sumiennie kurs czterech klas gimnazjalnych: jużby wtedy książkę swoją napisał lepiej, a prawdopodobnie nie napisałby jej, lecz uczyłby się dalej. Gdyż nie jest to uczony, któryby cały swój system naukowy chciał zbudować sam bez niczyjej pomocy; jeżeli jakie prace cudze zna, to korzysta z nich; nieszczęściem jego jest, że zna i korzysta głównie z artykułów „naukowych”… „Ilustrowanego Kurjera Codziennego” (podany jak źródło na str. 59). Pisanie książek jest zabawą niewinną i społecznie mało niebezpieczną; natomiast niebezpieczne jest — drukowanie książek. Książki drukowane, zwłaszcza najgorsze, bywają kupowane i czytanie. W sferach naukowych, uniwersyteckich książka p. Małysza nie jest znana; wykazy bibliograficzne nie ujawniły mi jej istnienia. Ale poznałem ją na prowincji, na wsi zapadłej. Dowiedziałem się o niej dopiero w dniu, gdy służący nie podał na czas obiadu, zaczytany w jej rozdziały p. t. „Elektryczność w ludzkim ciele” i „Laska, czyli pręt magiczny”; służący miał książkę od gospodyni, gospodyni od pisarza, pisarz od ogrodnika; wszyscy miejscowi alfabeci (przeciwieństwo analfabetów) zaspakajali tem dziełem swe pragnienie wiedzy…”

Łuk

Książka pana Małysza musi być bardzo interesującą książką. Powiem Wam szczerze, że fragmenty wybrane w rubryce ogromnie mnie zaciekawiły i ja na pewno ją przeczytam. W końcu także łaknę i pragnę wiedzy. Niestety w Jagiellonce nie ma:( Będę starał się książkę znaleźć. Nie ma to tamto:)

Autor w końcu popisał się niespotykaną wyobraźnią i swoistym wdziękiem:)

Wiadomości Literackie przeczytane jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

Aha i dzisiaj rozpoczyna się rok akademicki. Także wszystkim studenciakom owocnego! I na koniec wpisu piosenka, którą puszczaliśmy w momentach najwyższego uniesienia duchowego i moralnego. Wyrażała ona nasz pogląd na ten skrawek przestrzeni w akademiku, który należał do nas:)

A puszczaliśmy sobie ją z pliku wideło, bo Youtuba jeszcze niebyło! Mój Boże! Zdałem sobie sprawę, że jak zacząłem studia nie było Youtube! Jak myśmy wtedy żyli? Jak?!

“Zombiefilia” – antologia

zombie  Się porobiło moi drodzy, się porobiło. Polacy o zombie piszą! I to piszą bardzo dobrze, a jeśli nie bardzo dobrze to przynajmniej ciekawie i interesująco.

Projekt “Zombiefilia” to dwudziestu dwóch autorów i autorek (w tym jeden ze Zgniłego Kapitalistycznego Zachodu), którzy postanowili machnąć dwadzieścia pięć historii, w których żywe trupy będą jeśli nie głównymi bohaterami to przynajmniej tłem. A ja lubię tematykę żywych trupów, świata po zagładzie i opowieści o próbach przetrwania jakie podejmuje ludzkość. I co jeszcze lubię? Ano lubię humor, ironię, sarkazm i na szczęście w tej antologii znalazło się całkiem sporo opowiadań, które świetnie wpasowały się w moje “lubienie”, a ideałem były te w których te rzeczy występowały razem :)

Różnorodność stylów i form oraz samych historii jest naprawdę imponująca. Przez chwilkę bałem się, że dwadzieścia pięć opowiadań mnie zwyczajnie znuży i będę miał dość po dziesiątym, ale tak się nie stało. W tej antologii panuje olbrzymi pluralizm twórczy (nie mylić z politycznym).

Z racji mojego wrodzonego lenistwa nie będę wam szczegółowo opisywał każdego opowiadania. Powiem Wam tylko, że podczas lektury większości z opowiadań byłem pod dużym wrażeniem wyobraźni, możliwości i bardzo często zaskakującego humoru jakim dysponowali różni twórcy w całej antologii. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zdecydowana większość tekstów jest na wysokim poziomie, który mnie zaskoczył i to bardzo pozytywnie. Dostałem świetny misz-masz, w większości przyrządzony z humorem i znawstwem tematu. Antologia pokazała, że zombiaki pasują wszędzie, nawet do opowieści o smerfach (!). W tym e-booku znajdziemy wiele klisz z gatunków takich jak horror, komedia, science – fiction, ale klisz bardzo umiejętnie wykorzystanych i rzadko kiedy rażących wtórnością. Jest kanibalizm, jest nekrofilia, post apokaliptyczny świat i zabawne rozmyślania nałogowego zombiaka, który chciałby rzucić ludzkie mięsko, ale za bardzo to lubi. Jest jeszcze mnóstwo motywów i motywików, które sprawiały, że wiele opowiadań trafiało idealnie w moje potrzeby, ale już wspominałem o lenistwie, które nie pozwala mi się rozpisywać. Musicie się przekonać sami.

Oczywistym jest, że nie wszystkie opowiadania mię zachwyciły, ale żadne nie było złe. Ja lubię jak jest śmieszno i straszno, występuje humor i niebanalne ujęcie tematu, a wtedy mnie coś za serce chwyta. A dwadzieścia pięć opowiadań, z których zaledwie kilka mógłbym określić jako takie, które nie sprawiły mi wielkiej przyjemności czytelniczej to naprawdę duży sukces twórców, których teksty zamieszczono w antologii.

Jednak, aby do końca nie pozostawać takim leniwym to napiszę moje top 3.

“Inspekcja” Marcin Podlewski – za świetny klimat post apokaliptycznego świata i ciekawy pomysł, plus dynamiczna akcja i dobra narracja.

“Powtórne przyjście” Michał Stonawski – bardzo ciekawy świat, o którym strzępki informacji przemycone zostały w tekście. Bardzo chciałbym jeszcze coś przeczytać z tego świata.

“Amanda” Paulina Kuchta – nekrofilia, zombiefilia, prostytucja i sprawiedliwy koniec. I w top 3 choćby za ten fragment:

Wtedy zdałem sobie sprawę, w co się wpakowałem. Seks był fajny, pasował mi taki układ. Ale związek z kurwą, a na dodatek martwą? To nie miało przyszłości. Najwyższy czas poszukać sobie żywej laski, z którą mógłbym pokazać się na ulicy, pójść do parku, czy zagrać w grę wymagającą większego wysiłku umysłowego niż chińczyk.

Jest jeszcze Carlton Mellick III przedstawiciel i weteran nurtu bizarro, ale on jest tak jakby poza konkurencją. Jego “Cytrynowe noże i karaluchy” były tak obrzydliwe, wstrętne i ohydne, że czasem się wzdragałem, ale jednocześnie były ciekawe i wciągające. Facet ma naprawdę pokręcony umysł i nie chcę wiedzieć co on robi w wolnym czasie. Na pewno nie szydełkuje, no chyba, że za wełnę służą mu włókna mięśniowe truposzczaków.

Skoro Charlie już zaspokoił swoje ego pisząc, że mu się podobała ta antologia to teraz złoży wyrazy podziwu i szacunku dla ludzi, którym się chciało i którzy doprowadzili do powstania tej DARMOWEJ książki, którą możecie pobrać STĄD.

Jeśli ktoś choć trochę otarł się o tematykę zombie to powinien sobie ściągnąć i przeczytać.