Andrzej Bińkowski “Kuba, Castro, rewolucja”

Doktor Fidel. Źródło: https://flic.kr/p/eRDV8q

Dzień wieczór! Postanowiłem zmienić trochę koncepcję i zaczynam od końca, bo to nie ma sensu, żebym odgrzebywał książki sprzed kilku miesięcy. Będę teraz jak gdyby zaczynał od tych najświeższych i dopiero co przeczytanych.

Continue reading

Ira Levin “Dziecko Rosemary”

Nie wiem czy to plakat czy cuś, ale znalezione na tumblrze. https://www.tumblr.com/tagged/rosemary's-baby

Nie wiem czy to plakat czy cuś, ale znalezione na tumblrze. https://www.tumblr.com/tagged/rosemary’s-baby

Ahoj! Moi wierni czytelnicy, których opuściłem, aby pracować, pracować i jeszcze raz pracować (zaiste powiadam Wam lenistwo Charliego jako cecha wrodzona powoli odchodzi w niebyt). Przyznaję się, że zaniedbałem ostatnio pisanie o książkach, ale nie ich czytanie. Dlatego pojedziemy klasykiem horroru obyczajowego (innego określenia na książkę Levina nie znajduję).

Continue reading

Książka z płaskorzeźbami wydrukowana w drukarce 3D w Instytucie Sztuki w Chicago!

Tak wygląda okładka. Książka została również wydrukowana w alfabecie braille'a . Źródło: http://www.thingiverse.com/thing:463657

Tak wygląda okładka. Książka została również wydrukowana w alfabecie braille’a . Źródło: http://www.thingiverse.com/thing:463657

Od dość długiego czasu powtarzałem, że drukowanie 3D to przyszłość. I powstaje wiele projektów artystycznych, inżynierskich, biznesowych, w których ta technologia jest dominująca. Tutaj mamy przykład artystycznego podejścia do drukowania 3D.

Continue reading

Philip Francis Nowlan “Armageddon 2419 A. D.”

armageddonPubliczna domena to naprawdę cudowna idea, która napełnia często serce me otuchą i nadzieją w gatunek ludzki. Na przykład taki Projekt Gutenberg http://www.gutenberg.org/, gdzie można czerpać garściami z nieprzebranej ilości dzieł autorów sprzed wielu lat. Na stronie projektu znajduje się całkiem sporo amerykańskiej klasyki z gatunku science – fiction z początku wieku dwudziestego. Co najlepsze te książki są w różnych formatach! Można sobie bez problemu pobrać na czytnik świetnie i profesjonalnie przygotowaną wersję i czytać. Cudo!

I czasem mnie coś natchnie coby sobie poszperać. „Armageddon 2419 A. D.” to nowelka, która ukazała się po raz pierwszy w roku 1928 w magazynie Amazing stories. Później główny bohater “Armageddonu…” stał się Buckiem Rogersem. Znanym superbohaterem z komiksów i filmów i serialu. Ale ja go za cholerę nie kojarzę.

W skrócie o fabule: Rogers Anthony weteran pierwszej wojny światowej i inżynier podczas badania kopalni w stanie Pensylwania zatruwa się radioaktywnymi wyziewami. Chłop budzi się prawie 500 lat później, w nowym i nieznanym świecie. Okazuje się, że USA już nie ma; zostały pokonane przez potomków Mongołów i Chińczyków, a dumny niegdyś naród amerykański żyje rozproszony w puszczach jakie porastają niemalże cały kontynent. Hanowie, bo tak nazywają się najeźdźcy mieszkają w dawnych amerykańskich miastach i poruszają się w swoich ogromnych maszynach kroczących. Całkowicie dominują w powietrzu.  Rogers spotyka przyjazny klan amerykański (w oryginale gang) i dzięki swojej dwudziestowiecznej wiedzy militarnej rozpoczyna wojnę o niepodległość.

Potomkowie Amerykanów, chociaż żyją w lasach wcale nie są prymitywni. Mają różne wynalazki typu pasy antygrawitacyjne, komunikację naziemną dzięki hełmofonom, bazooki i tym podobne sprzęty. Ich problemem jest nadmierne rozproszenie i skonfliktowanie. Jednak Rogers staje się tym czynnikiem, który poprowadzi do zrywu przeciw Hanom. Tak zwanej „Drugiej wojny o niepodległość”. Pomocna się okaże degeneracja rasy Hanów, którzy zgnuśnieli i stali się straszliwie leniwi i wygodni.

Książkę, a raczej nowelkę czytało mi się szybko i z zainteresowaniem. Nie zauważyłem jakichś większych problemów z angielskim sprzed osiemdziesięciu lat. No chyba, że „Projekt Gutenberg” uwspółcześnił warstwę tekstową. Ciekawe są poczynione obserwacje Rogersa dotyczące stosunków społecznych w „gangach”. Panuje emancypacja, małżeństwa to wspólne kontrakty, pruderyjnego kolesia z pierwszej połowy dwudziestego wieku zadziwia wyzwolenie i otwartość w sprawach seksu.

Szkoda, że to dziełko nie jest znane u nas. To jedna z pozycji, z której czerpano wielokrotnie i można w niej odnaleźć całkiem sporo później wykorzystywanych wątków i motywów przez wielu pisarzy science – fiction. Nawet jeśli należy to tak zwanej pulp fiction.

P. S. Dzisiaj helołin! Bawcie się dobrze. A ja znalazłem na stronie http://961wodz.com. Przepis na halołinowy drink o nazwie CMENTARZ.

Składniki:

– ćwierć litra Triple sec (to podobno jakiś likier jest) także możecie dać tutaj jakiś swojski likierek

– ćwierć litra Bacardi 151 proof rum

– ćwierć litra czystej wódki

– ćwierć litra Ginu

– ćwierć litra Tequilli

– ćwierć litra burbon

– ćwierć litra whisky

– piwko

– porter

Przygotowanie:

Mieszamy likier, wódkę, gin, tequillę, rum później whisky i burbon w takich samych proporcjach (oczywiście nie musicie wlewać od razu całych ćwiartek:) A na wierzch pół piwka i pół portera.

 

Ciekawym jak ten CMENTARZ smakuje. Może sprawdzę w weekend, bo dzisiaj za bardzo nie mogę:)

Stephen King “Under the dome” (“Pod kopułą”)

king

Zdałem sobie przed chwilą sprawę, że nie pisałem o żadnej książce Kinga na moim blogu, ale na pewno wielokrotnie o nim wspominałem. Dziwne to, bo pana Stefana to ja namiętnie czytywałem w liceum i trochę mniej namiętnie na studiach. Aha! Wcale to nie dziwne, bo gdy ja byłem w liceum to Internet był na kartki lub na modemy, a ja nie miałem własnego modemu:( Dobra nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem i czas opowiedzieć Wam o książce Kinga „Pod kopułą”.

Zacznę od wyznania, że to kolejna książka napisana po angielsku, którą przeczytałem! Nigdy nie myślałem, że będę w stanie czytać książki po angielsku, moim marzeniem jest też zacząć czytać książki po niemiecku, ale do tego baaardzo długa droga. Miałem więc styczność z oryginałem.

Dodatkowo nie zdawałem sobie, że to jest taka cegła, bo czytałem ją na Kindlu i znów urządzenie Amazona zaburzyło mi odczucia czytelnicze, bo ominęło mnie odczuwania ciężaru historii jaką King spreparował.

King książkę zaczyna pierdolnięciem, idzie więc za radą Alfreda Hitchocka, który mawiał, że „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć.” Bo rzeczywiście kilkanaście pierwszych stron to bezlitosny opis tragicznych zgonów, gdzie nawet biedny świstak z nadwagą nie zostaje oszczędzony. Atmosfera gęstnieje (dosłownie i w przenośni), bo miasteczko Chester’s Mill zostało otoczone niewidzialną barierą, która praktycznie nie przepuszcza powietrza, a ciągnie się na wiele kilometrów w górę i w głąb ziemi. Zadziwiający jest również fakt, że bariera idealnie odzwierciedla wytyczone przez człowieka granice administracyjne miasteczka. Wszyscy Amerykanie zakrzyknęli: what the fuck! A ci uwięzieni pod kopułą dodatkowo wzywali pana Boga nadaremno. Nawet amerykańska armia i amerykańscy naukowcy nic nie byli w stanie zrobić!

Wspomniałem, że atmosfera gęstnieje? Oj gęstnieje jak na posiedzeniu rządu w sprawie budżetu. King przedstawił nam całą masę bohaterów, mieszkańców małego miasteczka żyjących swoim życiem, którzy nagle zostali zamknięci niczym mucha pod szklanką. Łapaliście kiedyś tak muchy? Lub inne owady? Ja łapałem i z chorą fascynacją przyglądałem się jak tłuką się o brzegi szklanki. Mamy więc postacie nikczemne i bohaterskie, życzliwe i wywołujące odrazę. Radnego miejskiego, któremu zamarzył się sen o wielkości, bohatera wojennego, który chciał tylko smażyć burgery i mieć święty spokój, fanatyka religijnego i pastorkę (po polsku to jest?), która w Boga już nie wierzy. Ogólnie cały przekrój małej społeczności. To wszystko wrzucił King do tygla, a raczej umieścił pod kopułą i zamieszał. Jest krwawo, ludzie giną co chwila i ogólnie cały czas coś się dzieje, aż do samiuśkiego końca.

Ulubiony motyw Kinga czyli ludzie z małego miasteczka na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych postawieni przed sytuacją nie z tej ziemi, paranormalną i wywołującą przerażenie tutaj nabrał jeszcze większej intensywności, gdyż całe to miasteczko jest zamknięte, nie ma szans ucieczki, a mieszkańcy są skazani na siebie. Intensyfikacja doznań, emocji i uczuć jest silna. Jest krwiście i trup ściele się gęsto.

Muszę napisać, że jednak w pewnym momencie byłem już znużony, gdyż tak naprawdę wszystko rozegrało się może w połowie książki – to znaczy bohaterowie zostali przedstawieni i nam czytelnikom i sobie nawzajem. Doskonale było wiadomo kto jest dobry, a kto zły i teraz tylko można było ewentualnie zgadywać kto zginie i jaką śmiercią. Trochę to męczyło,  jednak nie na tyle, by nie chcieć dowiedzieć się co będzie dalej i jakie nowe męczarnie zgotowała Kopuła mieszkańcom Chester’s Mill. A zgotowała sporo.

King pisze prostym językiem nie miałem problemów ze zrozumieniem. Zauważyłem, że ma kilka ulubionych słów i zwrotów, które wciska wszędzie. Jak refren piosenki Jamesa Mcmurtry’ego „It’s a small Town” (wrzucę ją na koniec wpisu). Angielski Kinga jest na poziomie zrozumiałym dla Charliego. Oczywiście nie mogło się obyć bez słownika, bez Urban dictionary, gdyż było mnóstwo związków frazeologicznych, powiedzonek, których za Chiny ludowe nie mogłem skumać od razu. A sprawdzanie w słowniku poszerzyło mój zasób słów w języku “angielskiem” :)

Krótkie podsumowanie, bo rozpisywać się nie lubię – to King jakiego znamy, jeśli go czytamy. Ze swoimi popkulturowymi wstawkami, z bohaterami, którzy są z krwi i kości i do szpiku tych kości amerykańscy. Republikanie, demokraci, “rednecki” i wojskowi. Jest śmierć, jest groza, jest lęk przed nieznanym, ale również przed innym człowiekiem, przed sąsiadem, który w momencie zagrożenia może stać się Twoim śmiertelnym wrogiem. Jest trochę metafizyki i moralności, zwłaszcza w zakończeniu, które jest niczym z kina familijnego. Napisałem wcześniej o znużeniu podczas lektury, lecz nie było to znużenie pokroju: Dżizas, ależ on pierdzieli, kiedy to się wreszcie skończy! Tylko raczej coś w stylu: no dalej panie King, ja już wszystko wiem, pokaż co jeszcze mogłeś tutaj dodać. I King dodawał.

Ja z lektury jestem zadowolony.  Może nie zachwycony, ale cieszę się, że książkę przeczytałem. Zwłaszcza, że lekturę rozpocząłem ze względu na serial, który już miał swoją premierę w Stanach. Chcę obejrzeć serial i porównać z książką, bo materiał na dobry, wciągający serial z tej książki jest idealny.

Wspomniana piosneczka (zresztą w książce jest wspominana cała masa innych piosenek, które muszę sobie sprawdzić):

It’s a hard knock life…

Lubię o sobie myśleć, że na amerykańskiej popkulturze jakoś tam się znam. Wiem jakiej muzyki tam się słucha, wiem jakie filmy i seriale Amerykanie oglądają.

Wydaje mi się, że podczas oglądania filmu czy serialu potrafię wychwycić  odniesienia do innych filmów i motywów popkulturowych z amerykańskiego kręgu, ale nie jestem wszechwiedzący i czasem byle pierdółka, którą wygrzebałem gdzieś w sieci sprawia, że mam mózg rozje*any. Tak było wczoraj, gdy okazało się, że w jednej z moich ulubionych piosenek amerykańskiego rapera niejakiego pana Jaya Z “Hard knock life”, gdzie od zawsze podobał mi się jej refren, to ten refren pochodzi z czegoś jeszcze innego!

Otóż pochodzi on z musicalu z roku tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego drugiego “Annie” o rudej sierotce, która mieszka w ponurym domu dziecka, gdzie dziewczynki mają bardzo ciężki żywot. Żyją w trudnych warunkach i wykorzystywane do ciężkich prac przez okrutną opiekunkę. Nie widziałem tego nigdy i dlatego pewnie nie kojarzyłem fragmentu z piosenką Jaya. Dobra dość przynudzania. Dzięki dobrodziejstwu Youtube obejrzyjcie sobie:)

Najpierw Jay Z:

A teraz fragment z musicalu:

 

Jeśli ktoś to wiedział to szacun. Człowiek codziennie dowiaduje się czegoś ciekawego i nawet taka drobnostka może umilić dzień:) Miejcie lżejsze życie!

Aha i musiałem się tym z Wami podzielić, tak mnie to podjarało:)

Dlaczego biblioteki są ważne? Listy do dzieci z Troy (1971)

Znalazłem wpis na portalu mental_flos.

Dotyczy on prośby pewnej bibliotekarki z miasta Troy skierowanej do pisarzy, polityków, dziennikarzy, aktorów. Otóż otwarto pierwszą bibliotekę w mieście Troy. Z tej okazji bibliotekarka Marguerite Hart napisała wiele listów do znanych osób, aby zwrócili się  do młodych ludzi, dzieci ze swoimi przemyśleniami na temat roli jaką odgrywa w życiu ludzi książka, biblioteka i czytanie. Otrzymała 97 odpowiedzi. Ja pokażę Wam te, które ukazały się  na portalu (no nie wszystkie):

Pisarz Isaac Asimov:

Dla nieznających angielskiego moje nieudolne tłumaczenie:

“Drodzy Chłopcy i Dziewczęta,l

Gratulacje z okazji otwarcia nowej biblioteki, bo nie jest to tylko biblioteka. To statek kosmiczny, który zabierze Was w najdalsze zakątki Wszechświata. Nowa biblioteka to wehikuł czasu, który przeniesie was w daleką przeszłość i przyszłość. To nauczyciel, który wie więcej niż jakikolwiek człowiek. To przyjaciel, który Was rozbawi i pocieszy — i najważniejsze, biblioteka to brama do lepszego, szczęśliwszego i bardziej spełnionego życia.”

William White (Profesor):

“It really gives someone a bang to discover suddenly that reading books can be fun. Just don’t wait too long to find this out—think of all the hours and days of fun you’ll miss. Go read a book in the library. Now.”

“Odkrycie, że czytanie książek jest świetną zabawą może dać ludziom prawdziwego kopa. Nie czekajcie długo, by się o tym przekonać – pomyślcie o tych wszystkich godzinach i dniach zabawy, które przegapicie. Idźcie do biblioteki i przeczytajcie książkę. Już.”

William Broomfield (Kongresmen):

“Almost everyone is ignorant about almost everything. Surely there is no denying that. The most brilliant people are only brilliant about one or two matters, and ignorant of everything else. And ignorance is painful and irritating—the enemy of happiness. One of the greatest powers against the forces of ignorance is the public library. It knows no racial or economic boundaries. All who enter are welcome.”

“Prawie każdy jest ignorantem na temat praktycznie wszystkiego. Nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Nawet najbardziej błyskotliwi ludzie, są genialni tylko w jednej lub dwóch kwestiach, a są ignorantami w we wszystkim innym. Ignorancja jest bolesna i irytująca – jest wrogiem szczęścia. Biblioteka publiczna jest jedną z największych broni przeciwko ignorancji. Biblioteka  nie zna żadnych rasowych ani ekonomicznych granic. Każdy kto zawita w jej progach jest mile widziany.

Neil Armstrong (Astronauta):

“Through books you will meet poets and novelists whose creations will fire your imagination. You will meet the great thinkers who will share with you their philosophies, their concepts of the world, of humanity and of creation. You will learn about events that have shaped our history, of deeds both noble and ignoble. All of this knowledge is yours for the taking… Your library is a storehouse for mind and spirit. Use it well.”

“Dzięki książkom spotkacie poetów i pisarzy, których twórczość rozpali waszą wyobraźnię. Spotkacie wielkich myślicieli, którzy podzielą się z Wami swoją filozofią, swoimi wizjami świata, ludzkości i kreacji. Dowiecie się o wydarzeniach, które ukształtowały naszą historię, o czynach szlachetnych jak i niegodziwych. Cała ta wiedza jest Wasza, wystarczy tylko po  nią sięgnąć. Wasza biblioteka to magazyn dla ducha i umysłu. Używajcie jej mądrze.

David M. Kennedy (Sekretarz Gabinetu):

“Your library is not just a building full of books. It is a gateway to thousands of worlds which you may choose to enter. Any world ever explored by man, or by man’s mind, is there awaiting you in print. The choice is yours.”

“Wasz biblioteka nie tylko jest budynkiem pełnym książek. To brama do tysiąca światów, możecie wybrać które odwiedzić. Każdy świat kiedykolwiek odkryty przez człowieka, lub stworzony przez jego umysł czeka na Was wśród zadrukowanych stron. Wybór należy do Was.

Ronald Reagan (Gubernator Kalifornii – to ten Reagan):

“A world without books would be a world without light—without light, man cannot see.”

“Świat bez książek byłby światem bez światła – a bez światła, człowiek nie jest w stanie widzieć.”
Dr. Seuss (autor książek dla dzieci):

 

Deane Davis (Gubernator stanu Vermont):

“Read! It is nourishing, civilizing, worthwhile. Read! It destroys our ignorance and our prejudice. Read! It teaches us to understand our fellowman better and, once we understand this, it will be far easier to love him and work with him in a daily more complex society.”

“Czytajcie! Czytanie odżywia, cywilizuje, jest warte zachodu. Czytajcie! Czytanie niszczy naszą ignorancję i uprzedzenia. Czytajcie! Czytanie uczy nas lepiej zrozumieć bliźniego i gdy już to pojmiemy, będzie nam znacznie łatwiej bliźniego umiłować i z nim pracować na co dzień w naszym skomplikowanym społeczeństwie.”

Robert D. Ray (Gubrenator stanu Iowa):

“Freedom cannot falter where libraries flourish.”

“Wolność nie osłabnie, tam gdzie biblioteki będą się rozwijać” – to chyba będzie moje ulubione:)

John Burns (Hawaii Governor):

“Be very kind to all the librarians. They are among the wisest people in the world. We could do without governors if we had to, but we could not get along very well without librarians.”

“Bądźcie miłe dla wszystkich bibliotekarzy. Należą oni do najmądrzejszych ludzi na świecie. Moglibyśmy sobie dać radę bez gubernatorów gdybyśmy musieli, ale nie dalibyśmy sobie rady bez bibliotekarzy”

John Berryman (Poeta):

“The chief thing is to read as hard as you play, with the same seriousness and a mind wide open…You have a pretty building for your books. Go in, and change your life.”

“Ważną rzeczą jest byście czytały tak samo mocno jak gracie, z taką samą powagą i z takim samym szeroko otwartym umysłem… Macie ładny budynek dla swoich książek. Wejdźcie i zmieńcie swoje życie.

Lisl Weil (Pisarka):

“Books speak, if you listen well, they will make you think and grow tall and strong in feeling and seeing the world around you.”

“Książki mówią, jeśli zaczniecie dobrze słuchać, książki sprawią, że zaczniecie myśleć i urośniecie mocni i silni w czuciu i dostrzeganiu świata wokół was.”

Joseph Alioto (BurmistrzSan Francisco):

“Books can be your companion on rainy days. They will always be there. And when you want to read, a book will never say, ‘No, I don’t want to.’”

“Książki mogą być Waszymi towarzyszami podczas deszczowych dni. Będą zawsze na Was czekać. I kiedy będziecie chcieli poczytać, książka nigdy nie powie “Nie, nie chcę”.

Herbert Zim (Pisarz):

“Bring a friend to the library. Get him to bring a friend, also. A good library is one that is over-worked and over-used.”

“Przyprowadź przyjaciela do biblioteki. Namów go, żeby również przyprowadził przyjaciela. Dobra biblioteka to biblioteka nadmiernie przepracowana i nadmiernie wykorzystywana.”

Kingsley Amis (Pisarz):

“Use your library, remembering that, whatever else you may not have, if you have books, you have everything.”

“Używajcie biblioteki, pamiętając, że możecie nie posiadać wielu rzeczy, ale jeśli macie książki, macie wszystko”
Jest tego znacznie więcej, ale nie chciało mi się tłumaczyć wszystkiego. Moim zdaniem całkiem budujące te cytaty.
Jeśli ktoś ciekawy wszystkich listów do dzieci, to znajdzie je na stronie biblioteki w Troy.
A swoją drogą zobaczcie jakie życie jest przewrotne. Piękne listy z okazji otwarcia, a czterdzieści lat później rada miasta chciała zamknąć bibliotekę. Na szczęście zrobiono świetną akcję propagandową i biblioteka ocalała. Oto film podsumowujący kampanię na rzecz biblioteki:

Kampania reklamowa biblioteki…

I znowuż Internety przyniosły mi ciekawe znalezisko. Otóż Biblioteka Publiczna w Milwaukee zrobiła sobie trzy billboardy, które w interesujący, intrygujący sposób zachęcają do odwiedzenia biblioteki.

Intrygujący bo wykorzystujący loga trzech bardzo znanych serwisów internetowych na świecie. Serwisów, na których ludzie spędzają czas liczony w setkach tysiącach godzin.

Billboardy rozgrzały amerykańskich bibliotekarzy i nie tylko. Niektórzy są zdecydowanie za twierdząc, że akcja jest dowcipna, inteligentna i odświeżająca. Inni ludzie wręcz przeciwnie uważają, że billboardy niepotrzebnie zaostrzają konflikt pomiędzy biblioteką, a social media.

Żeby Was dłużej nie trzymać w napięciu, przedstawię Wam owe billboardy zgromadzone na jednym zdjęciu:)

Milwaukee

Milwaukee

Przeciwnicy kampanii twierdzą, że billboardy deprecjonują użytkowników mediów społecznościowych w porównaniu z tymi czytającymi książki, przekazując informację, że czytanie książek jest znacznie lepsze niż oglądanie filmików kotów na Youtube, wciskanie przycisków “Lubię to” przy zdjęciach znajomych lasek z charakterystycznym całuskiem przypominającym kaczy dziobek lub pisanie o tym, że akurat jemy kanapkę z dżemem truskawkowym przygotowanym przez babcię. Nie będę się spierał o wyższość jednych czynności nad drugimi. Sam spędzam godziny na czytaniu książek (co uwielbiam), trochę mniej godzin na oglądaniu filmików na Youtubie, jeszcze mniej godzin na wciskaniu przycisków “Lubię to” (choć znajomi twierdzą inaczej), a zupełnie nie korzystam z “Twittera”, który nie podoba mi się.

Dla mnie pomysł kampanii jest świetny, wykonanie jeszcze lepsze, ale tak jak przeciwnicy kampanii mam tutaj wrażenie pewnego pstryczka w nos dla social media. Pstryczka mówiącego, że lepiej czytać książki. Zwłaszcza billboard z Youtube przemawia do mnie tym głosem. Biblioteka Publiczna w Milwaukee twierdzi, że chce zwrócić uwagę potencjalnych czytelników, na fakt swojej obecności w owych mediach. Dla mnie jakoś nie zwracają:) Jednak hasła użyte na billboardach mają swój urok.

Billboardy mają zwrócić uwagę ludzi przejeżdżających samochodem, którzy mają tylko bardzo krótką chwilę na rzucenie okiem. W takim przypadku przesłanie sprawdza się świetnie i na pewno przyciąga uwagę. Przy dłuższym zastanowieniu kampanii traci trochę na uroku.

Ważne jest, że amerykańscy bibliotekarze wiedzą co to jest social media, o kampanii reklamowej zrobiło się dość głośno w sieci. A stara zasada brzmi: “Nieważne co mówią, ważne żeby mówili”.

P. S. Choć piarowcy z Wedla się chyba z tą zasadą nie zgodzą:) Jedliście ostatnio Ptasie Mleczko®? Burza już ucichła, ale w piątek miałem naprawdę niezły ubaw czytając wpisy na facebookowym wallu Wedla. I nazwę ich produktu napisałem ze znakiem, bo nie chcę skończyć jak Iwusia… Jeśli jeszcze nie słyszeliście o akcji, kliknijcie w linka przy Wedlu, naprawdę warto.

P. S. 2 Śmiałem się choć, był to trochę taki głuchy śmiech…

Ruchome obrazki…

Witajcie moi drodzy w ten piękny listopadowy dzień. W Krakowie cudna mgła, która unieruchomiła samoloty z Balic, a miastu nadała iście młodopolski wygląd i charakter. Taki Kraków uwielbiam:)

Mgła już rzednie, a ja sobie pomyślałem, że skoro Pulowerek.pl ma swój audiowizualny piątek to Charlie nie będzie gorszy:) Podzielę się z Wami linkami dosyć interesujących moim zdaniem filmików.

Zaczniemy od filmu, w którym postacie z okładek książek ożywają w pewnej francuskiej księgarni:

Spike Jonze: Mourir Auprès de Toi

Przepraszam za brak miniaturki i bezpośredniego linku, lecz mam jakieś problemy z osadzeniem filmu. Kliknijcie sobie w odnośnik:)

Pomysł był już wcześniej wykorzystywany i na przykład znane wszystkim Warner Bros. Pictures z ich Looney Tunes w roku 1946 wypuścili taką kreskówkę. Będzie trochę w klimacie vintage, ale przecież ostatnio jest to bardzo popularne:

Tu już znacznie lepiej widać:) Bo z Youtube:) Jeśli nie przeszkadza Wam ta muzyczna maniera z lat czterdziestych prześledźcie powoli tytuły, z których wyskakują postacie. Większość znałem, ale niektóre to literatura bardzo anglosaska:)

I w podobnym tonie utrzymany filmik tylko o osiem lat młodszy też od Merrie Melodies/Looney Tunes :

Tutaj też miałem całkiem niezłą zabawę z wyłapywaniem nieznanych mi książek:) Polecam tę zabawę:) Dziś niektóre postacie nie przeszłyby ze względu na ich niepoprawny politycznie wizerunek.

I mój ulubiony, też Looney Tunes/Merrie Melodies. Też postacie z okładek, tym razem jednak przewodników turystycznych. Film jest z roku 1938. Absolutne must see:

Film przedstawia jak najbardziej stereotypowe wyobrażenia o krajach, znajdziemy również świetną grę słów i zabawę konwencją. Niestety zabolało mnie, że nie ma tam Polski. Choć w pewnym momencie, przy tych dwóch Węgrach coś tam obok prześwituje takie POL. Dam Wam obrazek na dowód:

poland

Poland

Kreskówka pojawiła się 5 listopada 1938 roku. A więc już po Anschlussie Austrii przez Trzecią Rzeszę. Co prawda pojawia się, gdzieś na początku Vienna i para tańcząca walca, ale jakoś tak dziwnie podejrzanie robi się dłużej ciemno i zaraz wyskakuje Szkocja. Zresztą nie ma też nic o Niemcach. Z reguły przedstawianych jako Bawarczykach pijących piwo i jodłujących. Czyżby cenzura?

Internet wciąż mnie zaskakuje. Otóż jak wyczytałem z Wikipedii, o tym odcinku, oryginał trwał o 45 sekund dłużej… Isn’t that interesting? (Ach, błysnął swą angielszczyzną!).

I ostatni film, co prawda był już na pulowerku, ale bardzo mi się podoba:

This Is Where We Live from 4th Estate on Vimeo.

Film ten powstał z okazji dwudziestopięciolecia wydawnictwa 4th Estate.

Niektóre filmy znalezione na openculture.com, inne samemu:)

Ciężki był żywot starych kobiet…

Taka ciekawostka historyczna, znaleziona w Kalendarzu Powszechnym Juliusza Wildta na rok 1861. Kalendarze takie to prawdziwa kopalnia informacji o dawnych czasach. Jest w nich wszystko – porady gospodarcze, ciekawostki gieograficzne, informacje o targach jakie odbywają się w różnych miastach, genealogia panujących rodów w Europie, rozkłady jazdy pociągów i tym podobne. Tutaj naprawdę interesująca informacja z dalekich krajów:

Kalendarz Powszechny

Cóż nie miały lekko stare kobiety, za to psy raczej nie narzekały.