Dobry bibliotekarz to 3/4 wartości biblioteki…

Dzień dobry! Dzisiaj o poranku bardzo krótko i bardzo treściwie. Otóż taki cytat znalazłem w książce pani Jadwigi Bornsteinowej Jak urządzić bibljotekę szkolną i domową. Książka pochodzi z roku 1927 i zawiera proste instrukcje i porady w jaki sposób prowadzić nie tylko domowy księgozbiór, ale także szkolną bibliotekę.

Bornsteinowa Jadwiga

Bornsteinowa Jadwiga

Continue reading

Czytaj! Zobacz więcej – oficjalny spot.

Od kilku dni w sieci krąży filmik kampanii społecznej zachęcającej/zniechęcającej do czytania. Charlie czuje się w tę piękną  sobotę na siłach obejrzeć ten filmik, zaprezentować go Wam i powiedzieć trochę co o tym myśli.

Z góry uprzedzam, film mnie nie przekonał, bo ja już czytam. Niepotrzebne mi są  więc żadne akcje społeczne zachęcające do czytania. I lojalnie informuję, że do samego filmu jestem sceptycznie nastawiony również. Dlatego zastanówmy się kogo film ma przekonać do czytania.

Mam grupkę celebrytów, którzy przekornie nawołują Polaków do nie czytania książek. Wiadomo nie od dziś, że Polakowi jak czegoś zabronisz to natychmiast  zacznie to robić. Jak w tym starym dowcipie:

Anglik, Francuz, Niemiec i Polak lecą samolotem, który nagle wpada w turbulencje.  Stewardessa wpada i krzyczy, że aby ratować samolot ktoś musi wyskoczyć. Podchodzi do Anglika i mówi:
– Skacz!
– Nie skoczę.
– Gentleman by skoczył.
Anglik skoczył. Sytuacja się uspokoiła. Po chwili jednak znów samolot wpada w turbulencje. Stewardessa podchodzi do Francuza i mówi:
– Skacz!
– Nie skoczę.
– Gentleman by skoczył.
– Nie skoczę.
– Ale teraz jest taka moda.
Francuz skoczył. Sytuacja się powtarza. Ktoś musi skoczyć by ratować samolot. Stewardessa podchodzi do Niemca i mówi:
– Skacz!
– Nie skoczę.
– Gentleman by skoczył.
– Nie skoczę.
– Ale teraz jest taka moda.
– Nie skoczę.
– Taki jest rozkaz!
Niemiec skoczył. Chwila spokoju i znów samolotem trzęsie. Stewardessa podchodzi do Polaka i mówi:
– Skacz!
– Nie skoczę.
— Gentleman by skoczył.
– Nie skoczę.
– Ale teraz jest taka moda.
– Nie skoczę.
– To rozkaz!
– Nie skoczę.
– Eee, Polak wiedziałam, że nie skoczysz.

– Co, ja nie skoczę?!

I skoczył.

Twórcy spotu poszli dość oczywistą ścieżką:) Zasada negacji i zakazanego owocu miała tutaj odgrywać ogromną rolę. Wcześniej wypuszczono teaser spotu, który miał podgrzać atmosferę oraz zainteresować “ludziów”:

W moim przypadku podziałało i chciałem dowiedzieć się o co biega. Gdy się dowiedziałem, mój entuzjazm opadł i zaciekawienie zmalało. Powtarzam jeszcze raz; nie jestem grupą docelową tego spotu, bo ja już czytam (ooo Charlie czyta zobaczcie gościa jaki to on “mondry” jest, sie chwali cały czas:) Spot wisi już tydzień, komentarzy trochę się nazbierało dlatego podjąłem heroiczną decyzję przyjrzeć się im (tym komentarzom znaczy się).

Stan obecny komentarzy na 21.04.2012 godz. 12:30. Liczba 154, dwa będące “na topie” czyli takie, które zebrały najwięcej Youtubowych “łapek” brzmią następująco:

top comments

Użytkownicy w tych komentarzach nie komentują samej akcji, jej idei, przesłania i sposobu wykonania oraz przeprowadzania. Zwyczajnie minusują filmik z uwagi na osobę Michała Szpaka, dość kontrowersyjną postać z polskiego show biznesu. Ja tam telewizji nie oglądam, o Szpaku słyszałem, ale ogólnie nie jestem specjalnie zainteresowany co on tam sobie robi w życiu, i jak to robi. Na pewno nikogo nie krzywdzi.

Na 154 komentarze doliczyłem się mniej więcej ponad trzydziestu negatywnie oceniających udział Michała Szpaka w tym spocie. Pisząc słowa “negatywnie oceniających” użyłem dość sporego eufemizmu.

Całkiem w drugą stronę działają komentarze o Michale Żebrowskim, których też jest trochę.

comment2

A więc odpowiedni dobór celebrytów jest bardzo ważny jeśli chodzi o powodzenie kampanii. W tym spocie zdecydowanie negatywnym bohaterem jest Michał Szpak, który na Youtubie zdominował sferę komentarzy.

Komentujący zwracają również uwagę, że spot jest bardzo podobny do amerykańskiego spotu wyborczego z roku 2008 “Don’t vote”. I jak to zwykle bywa zarzucają plagiat, zerżnięcie wszystkiego i tak dalej i tak dalej. A wystarczy poszperać w sieci i przeczytać, że twórcy amerykańskim spotem się inspirowali i wcale tego nie ukrywają. Link do artykułu o akcji.

comment3

Jest kilka całkiem zabawnych komentarzy, mających (mam nadzieję) w ironiczny sposób podkreślić przewrotną akcję “Czytaj, zobacz więcej”

comment4

comment5

Użytkownicy Youtube zadają również pytania o sens takich akcji, które w ich mniemaniu mają utwierdzić czytających jacy to oni lepsi są od tych nie czytających. I tym podobne. Niektórzy się irytują, że to wszystko za pieniądze z ich podatków, choć pod filmem jest wyraźnie napisane, że film został zrealizowany ze środków własnych cokolwiek to znaczy. Niektórzy zwracają uwagę, że polscy celebryci angażują się  w każdą akcję, która może im przynieść choć trochę rozgłosu i tak dalej. Niektórzy piszą, że należy zachęcić do czytania nie poprzez spoty, ale poprzez rezygnację ze zmuszania młodzieży do czytania nudnych książek.

Generalnie zdecydowana większość komentujących jest niezbyt przychylnie nastawiona do spotu, z różnych względów. Pozytywne komentarze rzucają się od razu w oczy:) Oczywiście zdaję sobie sprawę, że komentarze na Youtubie nie są żadnym miarodajnym źródłem do wysnuwania wniosków, są raczej jedną z odnóg rzeki nazywanej obiektywizmem. Niestety Charlie jest wyposażony tylko w mały kajaczek i chcąc płynąć po tej rzece obiektywizmu musi się mocno wychylać by zobaczyć coś więcej niż najbliższe zakola owej rzeki, ale Charlie stara się bardzo i od tego wypatrywania i wiosłowania nabawił się wady wzroku i sporych bicepsów. A rzeka jest kręta i pełna meandrów i skał.

O profilu facebookowym akcji wspomnę. Tutaj nie ma zaskoczenia, same achy i ochy. Przecież to oczywiste, że klika się “lubię to” wtedy gdy coś się lubi, a może się mylę?. Dlatego raczej nie spodziewałem się krytycznych głosów.

Na początku wpisu mieliśmy się zastanowić kogo akcja ma zachęcić do czytania? I cholera nie wiem. Czytających nie ma co zachęcać, bo przecież czytają. Nie czytających w tej formie nie przekona, bo przekonać ich może chyba tylko dobra książka, albo materialna nagroda za przeczytanie książki (wiadomo: strawa duchowa to za mało:). Wielu ludzi ma uraz do czytania z czasów edukacji szkolnej, a takie urazy łatwo nie znikają. Także Charlie się rozpisał, nawklejał komentarzy, a jest tak samo głupi jak przed rozpoczynaniem tego wpisu.

Teraz jeszcze jeden link, z tej akcji. Filmik z wpadkami, który według mnie jest o niebo lepszy od oficjalnego, i który sprawił, że znacznie cieplejszym spojrzeniem i uczuciem obdarzyłem całą akcję. Najpierw przebrnijcie przez oficjalny spot, a później macie wpadki.

Urbański mówiący o czytelni:) Chyba swego czasu często bywał w bibliotekach:)

Podsumowanie – spot jest całkiem fajnie zrobiony, ale raczej wątpię, żeby miał jakiekolwiek przełożenie na rzeczywiste zwiększenie poziomu czytelnictwa w naszym przepięknym kraju. Jeden jest na to sposób, podany w komentarzu pod filmem. Sposób, który można określić tak: “CZYNY, NIE SŁOWA! “, a poniżej komentarz ze sposobem:

comment6

Janina Skarzyńska “Jak czytać książki i gazety”

Janina Skarzyńska "Jak czytać..."

Janina Skarzyńska “Jak czytać…”

Ileż to razy na moim blogu opisywałem moje stare zbiory biblioteczne. Dziś też będzie o książce z roku tysiąc dziewięćset trzydziestego czwartego. Jej tytuł może wywoływać lekki uśmiech na naszych twarzach. Bo jakże to?! Dziś w dwudziestym pierwszym wieku, każdy umie czytać książki i gazety, których jest tysiące i miliony. Nikomu dziś taka książka się nie przyda. A ja śmiem twierdzić, że w książce pani Janiny wciąż można odnaleźć pewne uniwersalne zasady i wartości dotyczące samokształcenia. Albowiem ta książka to poradnik dla ludzi, którzy pragną rozwinąć w sobie umiejętności aktywnego przyswajania wiedzy poprzez czytanie książek. Poradnik, który z powodzeniem, można stosować dzisiaj. Mnie osobiście nikt nigdy nie nauczył robienia notatek, zwracania uwagi na ważne rzeczy, systematyczności. Uczyłem się w tej podstawówce, liceum czy też na studiach, wyniki były jakie były, ale w taki sposób, jaki jest opisany w tej książeczce nigdy się nie uczyłem. Pokrótce autorka opisuje warsztat, jaki powinien sobie przygotować samouk pragnący przyswoić sobie wiedzę we własnym zakresie. Porusza kwestię higieny czytania, jak powinno się sporządzać notatki. Książka może trochę śmieszyć językiem, który lekko trąci myszką, i naiwnością autorki, zwłaszcza jeśli chodzi o wiarę w czytelnika oraz determinacji w samokształceniu. Takie przynajmniej ja odniosłem wrażenie, ale to raczej wynika z mojego podejścia do samokształcenia. Książka napisana przecież była w latach trzydziestych dwudziestego wieku, gdzie umiejętność czytania w społeczeństwie polskim nie była znowuż czymś tak oczywistym. A każdy czytający w miarę płynnie i ze zrozumieniem mógł z dumą twierdzić, że należy do elity.

Książka pani Janiny po raz kolejny przekonuje mnie, że wszystko już było. Jej podejście do książki i wiedzy imponuje mi i kto wie, może zastosuję  się do jej wskazówek. I choć zawiera wiele banałów i peanów na cześć książki, nie rażą one zupełnie. Czuć w tym poradniku wiarę w moc i możliwości książki i słowa drukowanego. Moc, która potrafi zmienić człowieka oraz jego status materialny dzięki WIEDZY. Polecam gorąco!!!

Przykład bardzo dobrego i zdroworozsądkowego podejścia autorki, jeśli chodzi o odczytywanie informacji z prasy:

“Dlatego też przy czytaniu gazet nastawienie powinno być czujniejsze i bardziej krytyczne niż przy czytaniu książek. Dobrze byłoby czytać nie jedną, lecz parę gazet, różnych kierunków, żeby wyrobić sobie własny sąd”

Ja w miarę możliwości staram się tak czynić:)

Garść dobrych rad od autorki książki:

Dobre rady

Dobre rady

Ja na przykład nie czytam z piórem w ręku, dlatego też często świetne zdania, złote myśli przepadają, bo podczas lektury wydaje mi się, że je zapamiętam, a później to już klops.

Czytać, k***a czy nie czytać? That is the question.

Pamiętacie swoją pierwszą książkę? Znacie jej treść, przypominają wam się wrażenia jakie towarzyszyły pierwszej lekturze. Opowiem wam historyjkę jak to Charlie przeczytał swoją książkę i cóż to za kniga była.

Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy, siedmioletni brzdąc idzie do szkoły podstawowej i tam zapisuje się do biblioteki szkolnej. Pani bibliotekarka była tak zwaną fest babą o piersiach, którymi spokojnie mogłaby małego Charliego zadusić. Ale nie o piersiach pani bibliotekarki miałem tutaj mówić. Mimo konkretnych gabarytów szkolna bibliotekarka była również kobietą do piersi tfu.. do rany przyłóż. Charlie pochodził trochę do podstawówki i wypożyczył pierwszą swoją książkę a była to książka opisująca przygody dziewczyny z mocno patologicznej rodziny, która była bezlitośnie wykorzystywana przez swoich bliskich. Jedyną okazją na ucieczkę od szarej rzeczywistości i ciężkiej harówki w rodzinnym domu były imprezy. Dopiero na tych balangach mogła lśnić prawdziwym blaskiem a dobry diler w postaci starej ciotki sprzedawał jej najlepszy towar jeszcze bardziej wzmagający doznania. Niestety jak każdy narkotyk, środek ciotki miał działanie krótkotrwałe i po jego zażywaniu następował bardzo zły i ciężki zjazd i dół psychiczny. Jednak wszystko dobrze się kończy i miejscowy playboy i facet, którego jedynym zajęciem w życiu było wydawanie kasy tatusia zakochał się w niej i przynajmniej na kilka tygodni wziął ją do siebie. Niestety nie wiemy jak długo bogaty paniczyk wytrzymał w związku z ubogą, niewykształconą, uzależnioną od środków odurzających dziewczyną, której jedynymi umiejętnościami było oddzielanie maku od fasoli i pranie koszul starszych sióstr. Mam nadzieję, że rzuciłem światło na treść i tytuł mojej pierwszej świadomej lektury a była to historia “Kopciuszka”. Z fajnymi rysunkami i dużymi literami. Taka to była moja pierwsza książka. Później poszło już z górki. Łykałem książkę za książką, jednak nigdy książki nie zastąpiły mi tak zwanego prawdziwego życia. Były doskonałym uzupełnieniem, chwilą wytchnienia. Czytałem dużo, znacznie więcej niż moi rówieśnicy ale jednocześnie wiodłem beztroskie dzieciństwo ze wszystkimi jego atrakcjami. Więcej czasu spędzałem na zewnątrz, a książki czytałem po nocach co bardzo denerwowało moich rodziców, jednak nic nie było w stanie odciągnąć mnie od czytania.

Kopciuszek oglądany od końca.

Kopciuszek oglądany od końca.

Dlaczego zebrało mi się na takie wyznania? A bo ostatnimi czasy osaczyły mnie wszędzie raporty dotyczące czytelnictwa i okazało się, że 56% moich kochanych rodaków nie czyta książek. Fejsbóg oszalał – co chwila jakieś wpisy nad tym jak to książki wzbogacają człowieka, pomagają przejść przez życie. Są światami, które zostały stworzone przez pisarzy specjalnie dla nas czytelników. Książki uszlachetniają duszę człowieka oraz robią z głupków geniuszy. Pobudzają i rozwijają wyobraźnię, uczą empatii i zrozumienia innych ludzi. Te wszystkie wpisy mówią najczystszą prawdę o książkach. I te wpisy, te akcje w stylu: Książka najlepszym przyjacielem człowieka! Przejść przez życie z książką! Pojawiają się wszędzie. Tak zwane tygodniki opinii zamieszczają wywiady ze mondrymi ludźmi co to mówią maluczkim jak to książki są cudowne i zajebiste. Zgadzam się z nimi całkowicie. Ale ja się pytam o co kurwa ten lament? Kto lubi czytać książki będzie je czytał a kto woli oglądać telewizję/grać w gry komputerowe/jeździć na rowerze/jeździć na łyżwach/budować domki z wykałaczek/sklejać samoloty/biegać nago boso po rosie/uprawiać ogródek warzywny będzie robił to co lubi. I basta! Na szczęście mamy jakąś wolność i książki nie są zakazanym towarem jak w powieści Bradbury’ego i możemy sobie czytać ile chcemy i nie musimy schodzić do podziemia. Przed wojną stan czytelnictwa był jeszcze gorszy bo prawie dwadzieścia procent ludzi w Polsce było analfabetami. Za komuny stan czytelnictwa był może trochę wyższy ale ludzie czytali komunistyczny badziew. I moim zdaniem nie ma co rozpaczać.

Ja uważam, że na siłę nie ma co ludziom książek wciskać. Jak mantrę będę powtarzał, że kto chce i lubi to będzie czytał. A kto nie chce niech nie czyta. Kropka. Wiem, że może dziwne to słowa padające z ust bibliotekarza ale tak już jest. Znam mnóstwo inteligentnych ludzi, którzy książek nie czytają i jakoś z tym żyją. Co prawda o książkach z nimi nie pogadam ale znajdą się inne tematy do rozmowy.

Wrzucam tutaj fragment z “Poranku kojota” na temat czytania książek :)

Poranek Kojota