Marcin Szczygielski “Omega”

Takie życie moi drodzy, taki życia styl. Książka polska, kubek Polski, karteczki do zaznaczania z Wielkiej Wsi, kawa z Etiopii (jeszcze mi jej trochę zostało), podkładka z Niemiec, klawiaturka z Chin

Hop, hop! Jest tu kto? W momencie, gdy piszę te słowa w Krakowie cieplutko się zrobiło. I delikatnie wieje, także smog olbrzymi, który od kilku dni swoim cuchnącym oddechem miasto owionął i zagarnął pod swe cuchnące siarką skrzydła podkulił na razie ogon i uciekł. A wszyscy trzymamy kciuki za wiosnę.

Continue reading

Gra “Przyczajone słowa – ukryte znaczenie” na portalu mambogram.pl – krótkie podsumowanie.

Nerilka o słowie KOSMOS

Witajcie, moi mili marynarze żeglujący po bezkresach światowego oceanu informacji. Ostatnio zaangażowałem się w pewien projekt, który ma szansę wykiełkować w coś całkiem fajnego. Tutaj możecie przeczytać o mojej grze, gierce “Przyczajone słowa – ukryte znaczenie”, która właśnie się zakończyła.

Continue reading

Czy bibliotekarzy zastąpią roboty lub automaty?

Taki oto bibliotekarz 2.0. Źródło: https://www.pinterest.com/pin/153403931029533449/

Taki oto bibliotekarz 2.0. Źródło: https://www.pinterest.com/pin/153403931029533449/

Na blogu Annoyed Librarian pojawił się ciekawy wpis zatytułowany “Rise of the Machines” wpis porusza problem automatyzacji różnych zawodów i rynku pracy w przyszłości.

Continue reading

Cory Doctorow “Homeland”

Dzisiejszy wpis zdominują zdjęcia vintage, głównie z rodzaju WTF?! Ale na początek macie piękną bibliotekę. Źródło: http://www.architecturendesign.net/50-of-the-most-majestic-libraries-in-the-world/

Dzisiejszy wpis zdominują zdjęcia vintage, głównie z rodzaju WTF?! Ale na początek macie piękną bibliotekę. Źródło: http://www.architecturendesign.net/50-of-the-most-majestic-libraries-in-the-world/

Kolejna książka Cory’ego Doctorowa za mną. Tym razem przeczytałem drugą część przygód Marcusa, który jest bohaterem “Małego brata”. Koniec mojego czytania zbiegł się z wydarzeniami z  Paryża i tym co sie działo potem. Dlaczego do tego nawiązuję? Sprawdźcie.

Continue reading

Cory Doctorow “Kontekst”

Maszyna deszyfrująca amerykańskiej marynarki wojennej. Ładnie pasuje do wpisu. Źródło: https://flic.kr/p/64fGf6

Maszyna deszyfrująca amerykańskiej marynarki wojennej. Ładnie pasuje do wpisu. Źródło: https://flic.kr/p/64fGf6

Na dzień dobry wylecę do Was z banałem. Otóż moi drodzy “świat się zmienia”. Jakkolwiek trywialnie by ten frazes nie brzmiał w Waszych uszach nie zmienia to faktu, że oddaje on istotę rzeczy. Świat się zmienia, a ludzie się nie zmieniają. Ludzie się tylko dostosowują i próbują ogarnąć te nowe technologie, nowe sposoby zarabiania pieniędzy, zaskakującą przyszłość. I jak to ludzie często w tym nowym świecie świetnie sobie radzą albo nie.

Continue reading

Przeróżne formaty książki – zabawny rysunek.

Internet pokazał mi taki oto rysunek pana Toma Gaulda:tumblr_nexntvmgxr1rwkrdbo1_1280

Moje pierwsze skojarzenie to “Kongres futorologiczny” Lema, w którym Ijon Tichy odwiedzając księgarnię przyszłości ma pełen asortyment literatury w postaci pigułek:

“Nareszcie dowiedziałem się, jak wejść w posiadanie encyklopedii. Już ją mam
nawet — mieści się w trzech szklanych fiolkach. Kupiłem ją w naukowej sięgarni. Książek się teraz nie czyta, książki się je, nie są z papieru, lecz z informacyjnej substancji, pokrytej lukrem.

Byłem też w delikatesowej dietotece. Pełna samoobsługa. Na półkach leżą pięknie opakowane argumentanki, kredybilany, multiplikol w omszałych gąsiorkach, ciżbina, purytacje i ekstazydy. […] Wszystko w pastylkach, pigułkach, w syropach, kroplach, w łomie, są nawet lizaki dla dzieci. Byłem  niedowiarkiem, ale przekonałem się do tej innowacji. Po zażyciu czterech tabletek algebryny opanowałem, ani wiem kiedy, wyższą matematykę bez najmniejszego starania z mej strony; wiedzę zdobywa się teraz przez żołądek.”

Pan Tom Gauld to znany rysownik i bardzo oczytany facet, ale chyba “Kongresu…” nie czytał, bo w swoim rysunku pewnie by zamieścił taki format książek:)

Cory Doctorow “Lawful Interception”

Źródło: https://flic.kr/p/4WrJkA

Wujek Sam lubi słuchać… Źródło: https://flic.kr/p/4WrJkA

Na razie nie chcę czytać powieści, która zdobyła Zajdla w 1994, a jest nią “Krew elfów” Sapkowskiego. Jak już zacznę czytać “Krew…” to pewnie chciałbym skończyć cały cykl o Wiedźminie, dlatego też czyszczę sobie Kundelka z różnego rodzaju wpisów z blogów, artykułów i krótkich nowelek, które można sobie od czasu do czasu gdzieś na stronach różnych wydawnictw dorwać. I tak na przykład wydawnictwo TOR od czasu do czasu umieszcza takie nowelki. Tę, którą ja przeczytałem można znaleźć pod adresem:

http://www.tor.com/stories/2013/08/lawful-interception

Continue reading

Niedźwiedź – amator koniaku.

Się działo przed wojną, się działo. Pisałem już o francuskiej krowie, która wypiła wiadro jabłkowej brandy, a dzisiaj będzie o węgierskim, tresowanym niedźwiedziu, który jak przystało na tresowane zwierzę z wiadra nie pija tylko z gwinta łoi koniak, a wszystko to w Warszawie, “myly” państwo.

IKC1926nr16518VI

Tresowany niedźwiedź upił się na przedstawieniu butelką koniaku.

” (?). Wesołą niespodziankę mieli we wtorek goście, zgromadzeni w kabarecie w Dolinie Szwajcarskiej przy ul. Szopena w Warszawie. Oto o godz. 2 w nocy ukazał się na estradzie Węgier z tresowanym niedźwiedziem. Zwierzę tańczyło, żonglowało, grało na trąbie i na tem występ niedźwiedzia byłby się zakończył, gdyby nie jego nałóg pijacki.

Bo oto co się stało. Do jednego ze stolików podszedł kelner z butelką koniaku, wkręcił korkociąg i szarpnął. Korek strzelił.  Znający się widocznie na takich „wybuchach” niedźwiedź, zeskoczył z estrady i na dwu łapach podszedł do stolika.

W sali powstało zamieszanie. Kelner i dwaj panowie, siedzący przy stoliku, uciekli, a niedźwiedź sapiąc, z zadowoleniem przyłożył do pyska butelkę i w kilku łykach wysączył ją do ostatniej kropli. Węgier przeklinał siarczyście, ale nie zdało się to na nic, gdyż niedźwiedź upił się tak gruntownie‚ że trzeba było zrezygnować z dalszych jego popisów. Wpędzony do komórki, natychmiast zasnął.”

Miejmy nadzieję, że oprócz kaca sympatycznego niedźwiadka nie spotkały inne nieprzyjemności. Piszę sympatycznego, bo to musiał być sympatyczny kompan. Nie od dziś wiadomo, że Polak Węgier dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki:)

“Ilustrowany Kuryer Codzienny” nr 165, 18 czerwca 1926 roku. Tradycyjnie znalezione w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

 

Stanisław Lem “Obłok Magellana” – fragment

Podczytuję sobie teraz Lema “Obłok Magellana” i trafiłem na fragment, którym muszę, po prostu muszę się z Wami podzielić, bo nie tylko jest o bibliotekarzach, ale ten fragment poraża wizją przyszłości i trafności z jaką Lem opisuje NASZĄ teraźniejszość (no może bez tego komunizmu).

obłok

Mały Obłok Magellana

“Za jeszcze dziwniejszy uważam upór czy raczej konserwatyzm, z jakim przez długie wieki stosowano archaiczny sposób magazynowania wszelkiej wiedzy w sporządzonych z papieru książkach, jest to zdumiewający dowód bezwładności nawyków przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Stosując odziedziczone środki, ludzie często komplikują sobie przez to wiele problemów, które rozważone w oderwaniu od tradycji, dałyby się pokonać znacznie prościej i szybciej.

Dokumenty pisane istnieją (moja wiedza historyczna jest bardzo uboga), jak się zdaje, od wielu tysięcy lat; różne cywilizacje wytworzyły odmienne rodzaje pisma. Wynalazek druku przyniósł wielkie udogodnienia, sądzę jednak, że już w XX i XXI wieku takie magazynowanie informacji było utrudniającym życie anachronizmem. Jak wiadomo, istniały wówczas tak zwane biblioteki publiczne, nieustannie kompletujące zestawy istniejących druków; już z końcem XX wieku każdy wielki księgozbiór liczył kilkanaście do kilkudziesięciu milionów tomów i proces wzrostu ich liczby przyśpieszył się po zapanowaniu komunizmu i związanym z tym upowszechnieniem oświaty. Centralne biblioteki kontynentów posiadały w roku 2100 przeciętnie po 90 milionów książek, ich fundusz podstawowy podwajał się co dwanaście lat i już w pół wieku później największe, takie jak berlińska, londyńska, leningradzka czy pekińska miały po siedmiuset katalogujących bibliotekarzy. Obliczano wtedy, że za sto lat w każdej bibliotece będzie ich musiało pracować około trzech tysięcy, a po dalszych dwustu latach – około stu osiemdziesięciu tysięcy. Nieodparcie nasuwała się groteskowa wizja świata z roku 2600, pokrytego grubą warstwą książek i katalogów; cała ludzkość musiałaby się przemienić w bibliotekarzy czuwających nad bezustannie rosnącymi stosami dzieł, gdyż proces ich starzenia się i wycofywania z bibliotek był — w epoce coraz powszechniejszej twórczości umysłowej – wielokrotnie powolniejszy od tempa, w jakim pojawiały się nowe.

Wprowadzane w pierwszej połowie trzeciego tysiąclecia innowacje miały charakter zachowawczy. Tworzono biblioteki specjalne, działowe, wprowadzono masowe mikrofilmy, skonstruowanie zaś automatów katalogujących zlikwidowało karykaturalną wizję ludzkości przemienionej w jeden ogromny zespół strażników ksiąg, nadal jednak powstawały katalogi katalogów i bibliografie bibliografii i proces ten wikłał się coraz bardziej, tak że wreszcie koło roku 2400 uczony, potrzebujący jakiegoś starego dzieła, musiał na nie czekać czasem i tydzień, rzecz, która wydaje się nam nonsensem z uwagi na to, że ówcześni ludzie na dobrą sprawę mieli już do dyspozycji środki techniczne pozwalające odmienić radykalnie tak niekorzystny stan rzeczy. Mimo to sprzeczność między archaicznymi formami przechowywania wiedzy, a jej nową treścią narastała aż do połowy tysiąclecia; dopiero w roku 2531 światowa narada najwybitniejszych specjalistów ustaliła zupełnie nowy sposób utrwalania myśli ludzkiej.

 Posłużyły do tego dawno już odkryte, lecz stosowane tylko W technice triony – kryształki kwarcu, których strukturę cząsteczkową można trwale zmieniać działaniem drgań elektrycznych. Nie większy od ziarnka piasku kryształek mógł zawrzeć w sobie ilość informacji równoważną starożytnej encyklopedii. Reforma nie ograniczyła się tylko do zmiany sposobów zapisu; decydujące było wprowadzenie jakościowo nowego sposobu korzystania z trionów. Stworzona została jedyna dla całej kuli ziemskiej Biblioteka Trionowa, w której odtąd miały być magazynowane wszystkie bez wyjątku płody pracy umysłowej. Specjalnie wiele trudu pochłonęło przełożenie na język współczesny dzieł, odziedziczonych po kulturach starożytnych, dla umieszczenia ich w Bibliotece Trionowej. Ten gigantyczny zbiór tworów umysłowości ludzkiej posiada urządzenia umożliwiające każdemu mieszkańcowi Ziemi doraźne korzystanie z dowolnej, byle utrwalonej w jednym z miliardów kryształów informacji., a to dzięki prostemu urządzeniu radiotelewizyjnemu. Posługujemy się nim dziś, nie myśląc wcale o sprawności i potędze tej olbrzymiej, niewidzialnej sieci opasującej glob; czy w swej pracowni australijskiej, czy w obserwatorium księżycowym, czy w samolocie — ileż razy każdy z nas sięgał po kieszonkowy odbiornik wywoławszy centralę Biblioteki Trionów, wymieniał pożądane dzieło, by w ciągu sekundy mieć je już przed sobą na ekranie telewizora. Nikt nie zastanawia się nawet nad tym, że dzięki doskonałości urządzeń z każdego trionu może jednocześnie korzystać dowolnie wielka ilość odbiorców, nie przeszkadzając sobie wzajem w najmniejszej mierze.

W pierwszych wiekach po reformie istniały jeszcze księgozbiory stanowiące własność osobistą rozmaitych uczonych. Był to niewątpliwy dowód konserwatyzmu, który zdawał się podpowiadać, że z papierowego tomiska, stojącego na półce w pokoju, szybciej można skorzystać niż z trionu odległego nieraz o tysiące kilometrów. Nic bardziej fałszywego nad ten pogląd; aby skorzystać z książki, trzeba wstać, podejść do pólek, wybrać potrzebne dzieło – wszystko to zabiera kilkanaście sekund czasu, gdy tymczasem od wywołania trionowni i podania hasła do ujrzenia żądanego dzieła w telewizorze upływa tylko tyle czasu, ile go trzeba automatom’ nastawni katalogującej oraz falom radiowym na przebycie przestrzeni dzielącej trionownię od odbiorcy. Czas ten wyraża się zazwyczaj ułamkiem sekundy. Tylko odbiorcy przebywający na drugiej półkuli księżyca muszą czekać o półtorej sekundy dłużej. Trion może magazynować nie tylko obrazy świetlne, sprowadzone do zmian jego struktury krystalicznej, a więc podobizny stronic książkowych, nie tylko wszelkiego rodzaju fotografie, mapy, obrazy, wykresy czy tablice, jednym słowem wszystko, co można przedstawić w sposób dostępny odczytaniu wzrokiem. Trion może magazynować równie łatwo dźwięki, a więc głos ludzki, jak i muzykę, istnieje też metoda „zapisu woni” – krótko mówiąc, każda postrzegalna zmysłami rzecz może zostać utrwalona, przechowana i na żądanie przekazana odbiorcy. Wreszcie trion może zawierać zapis „recepty produkcyjnej”. Połączony Z nim drogą radiową automat wykonuje potrzebny odbiorcy przedmiot i w taki sposób mogą zostać zaspokojone nawet najwymyślniejsze zachcianki fantastów pragnących mieć meble w stylu starożytnym czy najniezwykiejsze odzienie, trudno bowiem rozsyłać we wszystkie części Ziemi niewyobrażalną różnorodność dóbr, jakich może ktoś z rzadka zapragnąć.

 Telewizja nasza, w przeciwieństwie do średniowiecznej, jest barwna i plastyczna, obrazy jej dają pełne złudzenie rzeczywistości i człowiek, ślęczący u telewizora nad powieścią czy pracą naukową, nawet nie pomyśli o tym, że czytane dzieło czy oglądany przedmiot nie istnieją „naprawdę” w takiej postaci, W jakiej jawią się przed nim, to jest jako ważki tom, barwna plansza czy odłamek minerału, ale że to są tylko obrazy przestrzenne, wytwarzane w polu elektrycznym, a powstawaniem ich rządzi z oddali wprawiony w ruch jego rozkazem trion.

Gdyby rola trionów ograniczyła się tylko do wyparcia niewygodnej, staroświeckiej formy magazynowania wiedzy, dalej do umożliwienia każdemu korzystania z dzieł współczesności i starożytności, z jej sztuk teatralnych, symfonii, utworów poetyckich, z całego skarbca kultury człowieczej, wreszcie do uproszczenia systemu rozprowadzania dóbr użytkowych, byłaby bardzo wielka, ale rola ta okazała się nieporównanie poważniejsza i zapoczątkowała przemiany psychiczne, o jakich pierwsi reformatorzy nawet nie marzyli.[…]”

Czy ja czegoś nie kojarzę, czy Lem na chwilkę przeniósł się do dwudziestego pierwszego wieku i zerknął na chwilkę co też u nas się wyrabia:

Wielka Sieć oplatająca cały świat, do której dostęp mamy z przenośnych urządzeń?

Automaty, które “tworzą” różne rzeczy dzięki “przepisom” z Sieci?

Obrazy, muzyka, filmy, literatura – zgromadzona na wyciągnięcie ręki w owej ogromnej Sieci?

Internet, drukowanie 3D, telewizja 3D to wszystko się dzieje. Może drukowanie 3D jest jeszcze w powijakach, ale rozwija się dynamicznie. Czy to oznacza, że wreszcie zapanuje komunizm i sprawiedliwy podział dóbr?

Nośnik i technologia inne, ale zasada taka sama.

Nie mamy jeszcze zapachów, które można poczuć z komputera, ale mamy próby sterowania komputerem myślami.

Wizja ludzkości jako bibliotekarzy katalogujących książki przeraża mnie:)

Chylę znów czoła przed Lemem. Geniusz, czysty geniusz.

R. I. P. Jarosław Iwaszkiewicz – kaczka dziennikarska

Kojarzycie może czasem takie akcje pojawiające się od czasu do czasu w Sieci. Głównie na Youtubie, portalach filmom poświęconych, że ludzie w komentarzach wpisują pod jakimś artystą, aktorem, piosenkarzem teksty w rodzaju “Rest in Peace”, “We will miss him”, “[*]”? Ogólnie chodzi o fałszywą wiadomość, że ktoś zmarł choć wciąż żyje.

Ja myślałem, że takie zachowania to znak naszych czasów, choć nie wiem skąd mi się to przekonanie wzięło. Obecnie takie plotki i głupie żarty są szybko rozwiewane, a dawniej gdy jakieś pismo wypuściło taką kaczkę dziennikarską mogło minąć trochę czasu zanim wszystko odkręcono.

“Ilustrowany Kuryer Codzienny” informuje właśnie o takim przypadku. Tym razem chodzi o Jarosława Iwaszkiewicza.

Szkoda, że nie podaje nazw czasopism, które informację wypuściły. Miałbym materiał porównawczy, a tak to nie chce mi się przeglądać, aż tylu potencjalnych czasopism.

Żeby nie przedłużać wspomniane sprostowanie dotyczące rzekomej śmierci Iwaszkiewicza:

IKC1926nr8324III

Znalezione jak zwykle w “Małopolskiej Biblitotece Cyfrowej”.

Ilustrowany Kuryer Codzienny, nr 84 z 24 marca 1926 roku.