Cory Doctorow “Homeland”

Dzisiejszy wpis zdominują zdjęcia vintage, głównie z rodzaju WTF?! Ale na początek macie piękną bibliotekę. Źródło: http://www.architecturendesign.net/50-of-the-most-majestic-libraries-in-the-world/

Dzisiejszy wpis zdominują zdjęcia vintage, głównie z rodzaju WTF?! Ale na początek macie piękną bibliotekę. Źródło: http://www.architecturendesign.net/50-of-the-most-majestic-libraries-in-the-world/

Kolejna książka Cory’ego Doctorowa za mną. Tym razem przeczytałem drugą część przygód Marcusa, który jest bohaterem “Małego brata”. Koniec mojego czytania zbiegł się z wydarzeniami z  Paryża i tym co sie działo potem. Dlaczego do tego nawiązuję? Sprawdźcie.

Continue reading

Cory Doctorow “Lawful Interception”

Źródło: https://flic.kr/p/4WrJkA

Wujek Sam lubi słuchać… Źródło: https://flic.kr/p/4WrJkA

Na razie nie chcę czytać powieści, która zdobyła Zajdla w 1994, a jest nią “Krew elfów” Sapkowskiego. Jak już zacznę czytać “Krew…” to pewnie chciałbym skończyć cały cykl o Wiedźminie, dlatego też czyszczę sobie Kundelka z różnego rodzaju wpisów z blogów, artykułów i krótkich nowelek, które można sobie od czasu do czasu gdzieś na stronach różnych wydawnictw dorwać. I tak na przykład wydawnictwo TOR od czasu do czasu umieszcza takie nowelki. Tę, którą ja przeczytałem można znaleźć pod adresem:

http://www.tor.com/stories/2013/08/lawful-interception

Continue reading

Janusz Zajdel “Cylinder van Troffa”

Takie ładne zdjęcie sobie znalazłem i chciałbym go użyć. Źródło: https://flic.kr/p/93DoSr

Takie ładne zdjęcie sobie znalazłem i chciałbym go użyć. Źródło: https://flic.kr/p/93DoSr

Kolejny raz po wpisie Fraa sięgnąłem po książkę, a właściwie dłuższe opowiadanie. Fraa przeczytała sobie “Cylinder van Troffa” i ja też sobie go przeczytałem. Dzięki Ci o Fraa!

“Cylinder…” czytałem dawno, dawno temu. W zamierzchłych i pokrytych patyną nostalgii latach dziewięćdziesiątych. I szczerze mówiąc z motywu opowieści pamiętałem tylko opis opuszczonych zautomatyzowanych miast i przekleństwo o straszliwym brzmieniu “ty docencie!”.

Continue reading

Cory Doctorow “Little Brother” (“Mały brat”)

congress„Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia.

Że celem zabezpieczenia tych praw wyłonione zostały wśród ludzi rządy, których sprawiedliwa władza wywodzi się ze zgody rządzonych.

Że jeżeli kiedykolwiek jakakolwiek forma rządu uniemożliwiałaby osiągnięcie tych celów, to naród ma prawo taki rząd zmienić lub obalić i powołać nowy, którego podwalinami będą takie zasady i taka organizacja władzy, jakie wydadzą się narodowi najbardziej sprzyjające dla ich szczęścia i bezpieczeństwa. Roztropność, rzecz jasna, będzie dyktowała, że rządu trwałego nie należy zmieniać dla przyczyn błahych i przemijających; Doświadczenie zaś wykazało też, że ludzie wolą raczej ścierpieć wszelkie zło, które jest do zniesienia, aniżeli prostować swoje ścieżki przez unicestwienie form, do których są przyzwyczajeni. Kiedy jednak długi szereg nadużyć i uzurpacji, zmierzających stale w tym samym kierunku, zdradza zamiar wprowadzenia władzy absolutnej i despotycznej, wówczas ich słusznym i ludzkim prawem, ich obowiązkiem staje się odrzucenie takiego rządu oraz stworzenie nowej straży dla swego przyszłego bezpieczeństwa.”

„Deklaracja niepodległości Stanów Zjednoczonych”

Czytaj dalej

Janusz Zajdel “Paradyzja”

 

zajdel

Zastanawiam się jak pisać o Zajdlu? Czy podchodzić z nabożną czcią do pisarza, który stawiany jest na równi z Lemem przynajmniej jeśli chodzi o rozwój polskiej literatury fantastycznej? Czy może zrównać z ziemią jego dorobek, który nie oparł się próbie czasu i dziś jest li tylko zatęchłym zbiorem słów?

A może pisać, że Zajdel wciąż się podoba, wciąż przykuwa uwagę i interesuje. Interesuje na wiele sposobów.

Jedną z najczęściej wymienianych cech pisarstwa Zajdla jest jego umiejętność obchodzenia cenzury, doskonałe ukrywanie aluzji do i krytyki z ówczesnego systemu. Ci, którzy przeczytali „Paradyzję” ze zdumieniem powtarzają słowa, że nie mogą uwierzyć jakim cudem książka przeszła przez sito cenzury. Uderzające jest w niej właśnie nakreślenie życia w systemie totalitarnym, zmuszającym ludzi do bezwzględnego posłuszeństwa. Posługującym się wszędobylskimi kamerami, mikrofonami, czujnikami, by inwigilować społeczeństwo niby dla jego dobra. Analogii do realiów PRL mnóstwo (może poza tą rozbudowaną techniką i elektroniką).

Troszkę o fabule, jeśli ktoś nie zna. Pochodzący z Ziemi pisarz Rinah Devi ma niebywałą okazję zwiedzić Paradyzję, największy sztuczny twór w kosmosie. Planetę zbudowaną na orbicie świata Tartar, który okazał się zbyt niegościnny dla ziemskich kolonistów. Sztuczny świat, który od początku do końca został zaprojektowany i stworzony przez ludzi i dla ludzi, miejsce życia stu pięćdziesięciu milionów mieszkańców, którzy twierdzą, że żyją na najlepszym ze światów. Rinah Devi musi porzucić ziemskie przyzwyczajenia, ziemskie nawyki i przekonania, gdyż wkroczył do czegoś tak niezrozumiałego dla istoty urodzonej na Ziemi, że wielu rzeczy musi się uczyć  od nowa. Zwiedzając Paradyzję, rozmawiając jej mieszkańcami, obserwując ich zachowanie Rinah Devi dochodzi do przerażających wniosków i odkrywa oszustwo, które od stu lat wpajane jest kolejnym pokoleniom paradyzyjczyków (? -> ten znak zapytania to refleksja nad tym czy dobrze odmieniłem).

Tyle o fabule, która jest tylko pretekstem do pokazania mechanizmów rządzących społeczeństwem Paradyzji.

Poniższy fragment odsłania bardzo sporą część książki, dlatego jeśli ktoś nie czytał niech lepiej przeskoczy dalej.

Primus: wszechobecna inwigilacja elektroniczna. Kamery, podsłuchy, latające kamerki,  czujniki ruchu, przezroczyste ściany. Identyfikatory noszone przez cały czas, dzięki którym doskonale znana jest lokalizacja każdego obywatela. To wszystko towarzyszy paradyzyjczykom na co dzień. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. W końcu mieszkają w stalowej  puszcze zawieszonej w próżni, a każda najdrobniejsza rzecz może skończyć się tragedią dla całego świata.

Secundus: System zarządzający tą całą siecią inwigilującą. System komputerowy rozbudowywany przez lata, wciąż uczący się nowych algorytmów, wychwytujący podejrzane słowa, gesty, zachowania. Logiczny, racjonalnie „myślący”, „bezstronny”. Na Paradyzji nie ma donosów, nie ma szpiegów, nie ma procesów o zdradę. Wszystko jest nagrywane, przetwarzane i oceniane. Kto podpadnie traci punkty SC. A SC to trzecia rzecz składająca się na skomplikowany system społeczny Paradyzji.

Tertius: SC – to punktacja określająca status obywatela w danym momencie. Polega ona na systemie kar i nagród. Za każde zachowanie przyznawana jest określona liczba punktów karnych lub dodatnich. Liczone jest wszystko. Oglądanie telewizji to punkty na plus, oglądanie telewizji z zamkniętymi oczami to punkty na minus. Ludzie cały czas myślą tylko o swoich punktach, gdyż ich niska liczba może ich skazać na pracę w kopalniach Tartaru. Przy liczeniu punktów nie ma rywalizacji między obywatelami. Nie można nikomu „podłożyć świni” System wszystko widzi i nie dałoby się ukryć celowo robionych świństw. A kopalnie Tartaru są niczym łagry lub gułagi (analogia jest oczywista). Dlatego każdy myśli o swoich punktach SC (nie będę rozwijał skrótu, znajdziecie rozwinięcie w książce).

Quartus: propaganda sącząca się z telewizji, oficjalnych rządowych programów i ogłoszeń, prasy, literatury, szkolnictwa. Propaganda nienawiści do Ziemi, propaganda sukcesu w wydobywaniu zasobów naturalnych Tartaru, za które Paradyzja kupuje niezbędne do przetrwania produkty. Nachalna, prostacka i wszędobylska ta propaganda jest.

Quintus: społeczeństwo Paradyzji jest niepiśmienne. Wszystkie książki, prasa, ogłoszenia podawane są w formacie audio lub audiowizualnym. Nie ma papieru. Niewielu potrafi odcyfrować alfabet, ale to tylko dzięki napisom na ziemskich produktach. Oczywiście brak papieru ma swoje uzasadnienie. Papier jest łatwopalny, a na stacji kosmicznej, którą w istocie Paradyzja jest pożar może być przyczyną katastrofy. Nie zmienia to faktu, że społeczeństwem niepiśmiennym jest łatwiej manipulować.

Można już czytać z powrotem.

Fenomen języka kojarzeniowo-aluzyjnego, zwanego popularnie koalangiem, polegał na tym, że używający go ludzie nie usiłowali kryć treści wypowiedzi przed postronnym żywym uchem. Kamuflaż służył jedynie ogłupieniu elektronicznych uszu systemu komputerowego, dla którego zdania koalangu były niewartym uwagi bełkotem[…]

Jest jeszcze w książce mnóstwo smaczków, które sprawiają, że czyta się ją znakomicie. Otóż mieszkańcy Paradyzji w ciągu pokoleń wykształcili wiele sposobów radzenia sobie z System, który choć wszędobylski, niezawodny i w większości przypadków nieomylny jest tylko Systemem komputerowym i obce są mu pojęcia abstrakcji, groteski, wyobraźni. Całe mnóstwo działań zmierzających do oszukania systemu świadczy o ogromnej zdolności przystosowawczej ludzi. Na przykład ludzie przekazują sobie wiadomości posługując się językiem przypominającym poezję awangardową. Język ten nazwany został językiem kojarzeniowo – aluzyjnym.

Zajdel za „Paradyzję” otrzymał Nagrodę Fandomu polskiego tzw. „Sfinksa”, a nagroda ta po jego śmierci nazwana została jego (Zajdla) imieniem. Prawie trzydzieści lat minęło od premiery książki, a czyta się ją znakomicie. Zajdel potrafił doskonale opisać społeczeństwo systemu totalitarnego, w którym władza oszukuje obywateli, że jest dobrze, a obywatele oszukują władzę, że jej wierzą. Opisując język kojarzeniowo – aluzyjny sam użył go w swojej powieści do opisania otaczającej go wtedy rzeczywistości.

Zajdel antycypował podobnie jak Orwell wszędobylską inwigilację, służącą jako jedno z narzędzi aparatu ucisku. Dziś taka inwigilacja dzieje się na naszych oczach. Zajdel pisał o inwigilacji jako narzędziu narzuconemu przez rząd, a obecnie wielu ludzi z własnej woli oddaje swoje prawo do prywatności w imię wygody, bezpieczeństwa i tym podobne. Przykładów daleko nie trzeba szukać. Ja zdaję sobie sprawę, że moje działania w sieci nie są anonimowe, ba! Wiem doskonale, że praktycznie wszystko można sprawdzić, ale jestem zbyt leniwy, by coś z tym zrobić. Czytałem o okrytej złą sławą sieci Tor, nawet chciałem ją sobie przetestować, ale okazało się, że korzystanie z niej będzie wymagało ode mnie zrezygnowania z moich przyzwyczajeń. Dlatego gdy coś mi się stanie w Sieci mogę winić tylko siebie.

Nawiązania do książek Orwella, Huxleya czy też Zamiatina wydają się być oczywiste i nie wymagające głębszej analizy. Zajdel “pisarzów” znał i czerpał z nich inspirację dodając do siebie niepowtarzalną atmosferę, którą mógł oddać tylko ktoś żyjący systemie socjalistycznym.

Ciekawe jak Zajdel patrzyłby na dzisiejszą rzeczywistość, na tę wszechobecność kamer monitoringu, smartfony z GPS, Internet, drony, czy też, kurwa szpiegujące ludzi liczniki elektryczne  (link). Wydaje mi się, że miałby ogromne pole do popisu, by po swojemu zanalizować nasze społeczeństwo. I jego diagnoza byłaby chyba niezbyt pochlebna.

“Paradyzji” nie czytałem wcześniej, znam za to większość książek Zajdla czytanych jeszcze w licealnych czasach. Będę musiał sobie je odświeżyć:)

W 1986 roku nakręcono ekranizację “Paradyzji”. Chciałbym ją zobaczyć, niestety na Youtubie jest tylko mały fragment: