Co można wyrabiać ze skóry ludzkiej?

Czy dostrzegacie tutaj ludzką twarz? Źródło: http://io9.com/5886724/anthropodermic-bibliopegy-or-the-truth-about-books-bound-in-human-skin

Czy dostrzegacie tutaj ludzką twarz? Źródło: http://io9.com/5886724/anthropodermic-bibliopegy-or-the-truth-about-books-bound-in-human-skin

Przepraszam Was bardzo za milczenie (o ile kogoś to interesuje), ale mam teraz kierat w pracy straszliwy i nie wiem kiedy się od niego uwolnię.

Dzisiejszy wpis będzie transkrypcją tekstu z międzywojennego czasopisma “To – to”, którego wydawcą, redaktorem był Julian Tuwim. Tygodnik ten to świetne źródło ciekawostek, rozrywki i interesujących informacji. Odzwierciedla ono zamiłowanie Tuwima do wszelkiego rodzaju kuriozów, dziwactw i osobliwości. W artykule ze stycznia 1926 roku znajdziemy wzmianki o spodniach z ludzkiej skóry zakładanych przez francuskiego generała, książkach oprawionych w ludzką skórę, bębnach na których wygrywa się Yankee Doodle i wiele, wiele innych apetycznych wieści.

Continue reading

Wizje przyszłości – nowy projekt

kaseta

To jest przyszłość! Źródło: http://www.pinterest.com/pin/230246599671818850/

Nowy rok chciałbym rozpocząć od nowych projektów. Dlatego teraz przedstawiam Wam moją nową stronę, której pomysł łaził mi po głowie od wielu, wielu miesięcy, a sama stronka istnieje już od bardzo wielu dni, ale była utrzymywana w stanie zawieszenia. Jednakże kilka wpisów już przygotowałem.

Continue reading

Wielka Księżycowa Mistyfikacja (Great Moon Hoax of 1835). Cz. 1

Źródło: https://flic.kr/p/a4zrof

Źródło: https://flic.kr/p/a4zrof

Szperając sobie po sieci w poszukiwaniu ilustracji do wpisu o “Na Srebrnym Globie” Żuławskiego natrafiłem na informację o pierwszym medialnym przekręcie dziewiętnastego wieku. W skrócie o co chodzi.

Otóż dnia 21 sierpnia roku pańskiego tysiąc osiemset trzydziestego piątego, nowojorski dziennik The New York Sun na swojej drugiej stronie zamieścił wzmiankę o Sir Johnie Herschelu, który z Przylądka Dobrej Nadziei, dzięki nowemu rodzajowi teleskopu dokonał niesamowitych odkryć astronomicznych i naukowych. Wzmianka jak i późniejsze artykuły sygnowane są również informacją, że wszystkie informacje stanowią suplement do naukowego czasopisma  Edinburgh Journal of Science, co miało dodatkowo podkreślić wagę odkrycia i uwiarygodnić je w oczach czytelników.

Continue reading

Strategja literacka: jak zostać sławnym mało pisząc.

Wiecie drodzy  moi czytelnicy, że powtarzam jak mantrę słowa “wszystko już było, wszystko już było”. I dzięki mej pracy przekonuję się o tym za każdym razem, gdy zanurzam się w przeszłość. Dzisiaj zaprezentuję Wam artykuł z “Wiadomości Literackich” opisujący książkę francuskiego pisarza Ferdynanda Divoire’a: „Strategie litteraire”. Rady jakie pan Ferdynand daje początkującym literatom z drobnymi modyfikacjami związanymi z postępem technologicznym mogłyby spokojnie być udzielane dzisiaj:)

Wiadomości Literackie nr 33(85), 16 sierpnia 1925

Pisownia oryginalna.
Czytaj dalej ->

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 26

Hej! Ku mojej radości i uciesze już w następnym numerze “Wiadomości Literackich” pojawiły się “Książki Najgorsze”. Mam tylko nadzieję, że ten wysyp będzie trwał jak najdłużej. Choć z drugiej strony jeśli będziemy mieć taki wysyp książek najgorszych to nie za dobrze będzie ten fakt świadczył o literaturze międzywojnia (taki żart).

Dzisiaj bracia Franciszek i Marian Kolasińcy i ich dramat “Na zgliszczach”.

Wiadomości Literackie nr 32, 9 sierpnia 1925 roku.

Czytaj dalej->

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 25

Są! Przybyły! Nareszcie po niemalże dwóch miesiącach od ostatniego odcinka znów powróciły! Na szczęście literatura polska nie zawodziła i nie zawodzi i wciąż dostarcza kiepskich jakościowo produktów czy też dzieł o znikomej i wątpliwej jakości. Oczywiście pamiętajcie, że krytyk z “Wiadomości Literackich” nie był, ani nawet nie bywał nieomylnym Panem zasiadającym na Niebiańskim Tronie wśród chórów archaniołów i nie miał monopolu na prawdę.

Pisał o książkach, które jego zdaniem były najgorsze. A często robił wycieczki osobiste pod adresem autorów co podobno krytykowi nie przystoi, lecz niewątpliwie dodawało ostrości i zadziorności jego artykułom.

Mam wrażenie, że przez te dwadzieścia pięć odcinków wytwory przedwojennych literatów jakie tu prezentowano na owo miano (książek najgorszych) zasługiwały, choć nie zdobyłem się na to, aby którąkolwiek z prezentowanych książek przeczytać w całości.

Dzisiejszym bohaterem jest Kazimierz Brzeski i jego “Poezja buduaru”

Wiadomości Literackie nr 31(83), 2 sierpnia 1925.

Czytaj dalej->

Bajka o tym jak powstał dziennikarz.

Znalazłem taki dość zabawny fragment w jednym z numerów “Ilustrowanego Kuryera Codziennego” z roku 1923. Przytaczam Wam moi drodzy anegdotkę o powstaniu zawodu dziennikarza. Ile w tym prawdy osądźcie sami:) Zwróćcie również uwagę na przymioty jakie charakteryzują poszczególne zawody.

Czytaj dalej->

O Karelu Capku w przedwojennych “Wiadomościach Literackich”

Cieszą mnie takie znaleziska, które pozwalają z perspektywy osiemdziesięciu ponad lat spojrzeć na autora, którego się ceni. Na artykuł o Capku natrafiłem w numerze 27 (79) “Wiadomości Literackich” z roku 1925. Kto chce może sobie przeczytać artykuł bezpośrednio na stronie Małopolskiej Biblioteki Cyfrowej (KILK).

Z współczesnej literatury czeskiej

Karol Capek

Krytyk, autor dramatyczny, powieściopisarz

capek11“W literaturze czeskiej po wojnie wypłynęły rozmaite nowe talenty. Między młodymi autorami najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem dojrzałości literatury czeskiej wobec Europy, młodym rycerzem, torującym jej drogę w świecie, jest Karol Capek.

Próby jego twórczości niczem nic zapowiadały, że zostanie nagle sławą nie tylko swej ojczyzny, lecz autorem znanym w Europie, prawie na całym świecie. Próby te były wprawdzie ciekawe, lecz o tyle, o ile ciekawa była działalność jego poprzedników, z pokolenia niepopularnych pisarzy, którzy przyszli po starych twórcach przedwojennej czeskiej literatury.

Początki twórczości Capka sięgają na parę lat przed wojną. Krytyka z lat dziewięćdziesiątych kończyła już prawie swe posłannictwo rozwojowe, miała za sobą głównie wojny zaczepne, wynikł szereg indywidualności, wojujących już nie ze swymi poprzednikami, lecz z przyjaciółmi. Na stanowiskach pozostali tylko krytycy społeczeństwa, walczący na dwa fronty: burzyli oni podupadłe życie narodowe i nieustraszenie walili w gmach władzy austrjackiej. Karol Capek, a raczej bracia Capkowie, gdyż równocześnie rozpoczynał pracę literacką Józef, postępowali śladami krytyków społeczeństwa. Nie odziedziczyli wprawdzie zapału narodowego, lecz zaczęli przejmować się gorąco życiem społeczeństwa. Chciwemi oczami ogarniali wszystko, co interesowało ich młode umysły, spragnione, subtelne i szybko się udoskonalające.

Erudycja ich miała orjentację niemiecką i francuską. Zajmowali się literaturą i sztuką (Józef został malarzem), rozwijali się w szybkiem tempie. Studjum w obu dziedzinach pomagały wielce podróże do Paryża i Hiszpanji, rozszerzające ich horyzonty. Literaturę rozpoczęli drobnemi, lekkiemi feljetonami prozą, podpisywanemi „Bracia Capkowie”, lecz następnie, otrzymawszy stałą trybunę w tygodniowym „Przeglądzie”, w którym pracowała ówczesna postępowa inteligencja, rzucili się do krytyki i popierali prądy wszelkich „izmów”, od których roiło się w artystycznej Francji. Następstwa tej intensywnej agitacji ukazały się wkrótce. Za przyczyną Capków założono „Miesięcznik Artystyczny”, organ młodych literatów i artystów, a wkrótce potem Karol Capek, zaledwie dwudziestotrzyletni młodzieniec, został na czas pewien redaktorem pierwszego artystycznego miesięcznika — „Volnych Smerów” („Wolnych Kierunków.”). Bojownicza młodzież trafiła jednak na opór, pozycje się zachwiały, trzeba było szukać współpracy ze starszem pokoleniem. Walczący bracia znaleźli poparcie w propagatorze wolnego wiersza, Otokarze Theer’ze, i w ciągle młodym burzycielu, St. Neumannie. Z nimi, a także z kilku innymi z pośród starszych i młodych, ułożyli z końcem 1913 r. manifestacyjny „Almanach na r. 1914″.

Najdzielniejszym ich pomocnikiem został St. K. Neumami, propagator t. zw. cywilizmu w sztuce. Capkowie powierzyli mu bardzo odpowiedzialną rolę: przygotowanie gruntu dla nowej sztuki wojowniczemi artykułami w robotniczych i ludowych gazetach morawskich. Znaleźli w nim rzeczywiście odpowiedniego człowieka, Neumann uznał ideały młodych za własne i przejął się niemi do tego stopnia, iż stanowi to nowy etap jego niespokojnego rozwoju.

Obaj bracia rozpoczęli twórczość  własną po ukończeniu tego teoretycznego przygotowania. Początkowo byty to tylko eksperymenty, które w druku wyszły dość późno, jako dokumenty przebytych stadjów rozwoju. Przed wojną wydali pierwszą wspólną książkę „Płonące głębie”, obejmującą próby nowel w stylu nowo-klasycznym, który przenikał czeską przedwojenną literaturę. Pod koniec wojny bracia Capkowie ostatni raz wystąpili wspólnie w „Ogrodzie Krakonosza” jest to miły utwór młodociany, pisany pod wpływem niemieckim, podobnie zresztą jak wspomniane już „Płonące głębie”.

capek10

Następnie wystąpił Karol Capek z własną książką p. t, „Boża męka”, która swem filozoficznem, pełnem samoudręki założeniem, zwięzłą formą i dekoratywnością słowa różni się wielce od książki brata Józefa, wydanej w tym samym czasie p. t. „Lelio”.

 Nadeszły lata przykre, i młody teoretyk musiał złożyć broń literacką wobec szalejącej walki narodów; podczas gdy drżał o losy ukochanej Francji, zajmował I się przekładami współczesnej liryki francuskiej, poto tylko, by paść ucho drogiemi mu dźwiękami francuskiej mowy. W tymże czasie zdobył zaszczytne stanowisko redaktora wielkiego dziennika „Narodni Listy”, który reorganizował się pod koniec wojny.

W feljetonach „Narodnich Listów” drukuje swe utwory filozoficzne, zebrane później w książkę „Pragmatyzm, czyli filozofja praktycznego życia”. Tamże otwiera przed czytelnikiem pracownię pisarza, przygotowującego się świadomie do swego zadania w tygodniowych, dowcipnych artykułach, które zebrał potem w książkę p. t. „Krytyka słów”.

Tak było do końca wojny; widoczne jest, że dotychczasowy jego rozwój był tylko przygotowaniem. Przygotowaniem nawet szkolnem, gdyż w tym czasie skończył uniwersytet, został doktorem filozofji, obok francuskiej zaczął studjować i angielską literaturę, a jako krytyk literacki, starannie badał literatury obce i pisał sprawozdania z ukazujących się drukiem przekładów. Lecz książki jego, wydane wspólnie z bratem i osobno, nie szły, nie były popularne, nie interesowała się niemi szersza publiczność, i nie było nadziei, by zainteresowanie wzrosło. Zadziwiająca „Boża męka” zajmowała tylko najmłodszych, którzy do dziś uważają tę książkę Capka za jedyne jego pozytywne dzieło, mające wartość dla młodej sztuki. Niespodzianie wystąpił Karol Capek na polu, gdzieby się go było można najmniej spodziewać — na polu dramatu. Wystawił utwór p. t. „Rozbójnik”. Sztuka miała nadzwyczajne powodzenie. Przedtem jeszcze wspólnie z bratem napisał na wzór włoskiej commedia dell’arte drobną, bibelotkową sztuczkę „Nieszczęśliwa igraszki miłości”. Lecz drobnostka ta, którą zauważyły teatry czeskie dopiero po jego powojennych powodzeniach scenicznych, nie dawały pojęcia o talencie autora „R. U. R.”

W Czechach wytworzyła się ciekawa sytuacja pod koniec wojny i w pierwszych latach powojennych: teatr stał się punktem powszechnego zainteresowania i zupełnie zgasił poprzednie zamiłowania do literatury. Capek wystąpił we właściwej chwili i twórczy wysiłek jego uwieńczyło powodzenie. ”Rozbójnik”, to pomnik postawiony młodocianym wierzeniom w chwili pożegnania się z niemi dojrzałego mężczyzny, to jeszcze utwór młodości, lecz już pełno tam poglądów Europejczyka i poważnego człowieka.

Wszystko, co napisał potem, czy w formie dramatu, czy powieści, bo i na nie się wreszcie odważył, jest niczem innem jak chwilami tęsknym, chwilami rozjaśnionym monologiem praktycznego filozofa, który przenika nawskroś przeszłe społeczeństwo. Pod różnemi maskami i przemianami, dostosowywanemi wprawnie przez tego namiętnego intelektualistę, oczarowanego prądem teoryj artystycznych, przemawia zawsze tylko on sam. Czasem wyimaginuje sobie zmechanizowanie cywilizacji z całą grozą tej ewentualności i opowie w „R. U. R.” nowoczesną bajkę o buncie sztucznych ludzi, dozwalając w końcu zwyciężyć uczuciom nad materią. Czasem wspomni sobie lata, spędzone z bratem, ich wspólne zamiłowania do przyrody, ich studia praktyczne i zbiory motyli i owadów, które dotąd zdobią jego mieszkanie — i stąd powstanie wspólna ferja „Z życia owadów”, która pod postaciami zwierząt kryje dzieje ludzkie, a jednocześnie jest spowiedzią autora, jego sceptycznej niewiary w ludzkość — niewiary nie spłoszonej uwodnem marzeniem, że przeminął groźny sen. To znów rozmyśla o urządzeniach świata, o wiecznie walczących żywiołach, i zamyśli się na temat przedłużenia istnienia człowieka. Żyjemy w czasach poważnych doświadczeń naukowych, lecz Capek wie, jak zniewolić widzów, więc chętniej wyszuka sobie u jakiegoś niegdyś bardzo czytanego autora przedziwne zdarzenie o żonie cudownego starca, i stąd wyniknie „Sprawa Makropulos”! Obok uśmiechu błyskającego z dyskusji o długości świata, pada na tę sztukę przerażający cień głównej postaci, która jakby była uosobioną minioną kulturą, zaprzepaszczoną przez mocnych panów świata, długo wyuzdanie hulających na rachunek słabych, bezbronnych członków społeczeństwa.

Dopiero po powodzeniu dramatów spróbował Capek szczęścia w powieści. Tutaj również jest to monolog autora zmieniającego maski.

Romans-feljeton ,,Fabryka absolutu” jest pełnym ducha wariantem tematów poruszanych w „R. U. R.” i „Z życia owadów”.

W „Krakatit” dotyka tematu masy wybuchowej, przez którąby można zapanować nad światem, niewiarą w cywilizację i kończy, podobnie jak w ,,R.U.R” wiarą w zwycięstwo królestwa bożego na ziemi i uczucia.

Należy podziwiać umiejętność, z jaką Capek przerzuca się z dociekań nad chaosem, wytworzonym przez wojnę, do fantastycznych a ciągle nowych zagadnień, tak jakby czeska myśl twórcza pod wpływem dążeń kulturalnych wydobyła się z kokonu poczwarki, w którą się oprzędła w czasach przedwojennych. Karol Capek jest nowym typem czeskiego pisarza przez swój nieoczekiwany rozpęd, którego nabrał po wojnie. W istocie jednak tkwią w nim wszystkie zdobycze czeskiej literatury współczesnej, które stworzyły państwo czeskie i ukazały mu nowe warunki rozwoju kulturalnego.”

Antoni Vesely

Jeśli ktoś przeczytał dotąd to bardzo mi miło. Ja sam obiecuję sobie, że przeczytam w końcu “R. U. R.”. Utwór, który zapowiada się bardzo ciekawie i smakowicie.

Ale, że pan Antoni określił “Fabrykę absolutu” romansem? Chyba, że wtenczas trochę inaczej pojmowano definicję romansu:)  Pozdrawiam Wam moi drodzy serdecznie w ten deszczowy, listopadowy, wieczór. I niech roboty się nie zbuntują!

“Książki najgorsze” – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 24

Ha! I na wtorkowy, październikowy dzionek (w Krakowie słonecznie jest) “Książki najgorsze”!

Dzisiaj będzie o książce “Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny” napisanej przez pana Franciszka Małysza.

Wiadomości Literackie nr 21, 24 maja 1925 roku

Nie wiem jak odczytujecie rubrykę, ale tutaj “druk ekranu” (taki żarcik) jest całkiem spory i raczej nieczytelny dlatego polecam transkrypcję:)

WL1925nr21dn24V_najgorsze

Książki najgorsza

 

“Nowy pogląd na przyrodnicze skarby świata. Ustrój fizjologiczno – psychiczny”. Napisał Franciszek Małysz. Cieszyn, 1917.

Jest to jedna z tych książek, które się nie starzeją: jak była w r. 1917 najgorszą polską książką, tak też i pozostała najgorszą w r. 1925, pomimo tylu złych książek, które nadrukowano od tego czasu.

Niech książka p. Małysza mówi zresztą sama za siebie. Cytuję najpierw część rozdziału zatytułowanego „Ręce szóstym zmysłem głównym”. „Nauka przyjęła dotychczas pięć zmysłów u człowieka… Szóstym — i to głównym zmysłem, są bezsprzecznie „ręce” — które znowu pięcioma odrębnymi jakby eks-zmysłami są obdarzone, i które tu w następującym porządku podaję: 1) zmysł uzupełniający dotyk, 2) zmysł mistrzowski, 3) zmysł muzykalny, 4) zmysł dźwigni, 5) zmysł równowagi.

„Pierwszy ten eks-rączy (!) zmysł, możnaby nazwać uzupełniający dotyk, ponieważ… człowiek może się całem ciałem drugich ciał dotykać, lecz czyni (!) to bardzo niedołężnie, a rękami uzupełnia on tę czenność (!) w bardzo łatwy sposób.

„Drugi zmysł byłby „zmysł mistrzowski!” Zmysł ten sam w sobie się rozumi (!), są to ręce same, które przy pomocy mózgownicy wszelkie sztuki i największe dzieła świata wyrzeźbiły.

„Trzeci zmysł muzykalny”. Zmysł ten aczkolwiek jest też (!) od słuchu zależny, to jednakowoż największą rolę w tej czynności odgrywa ręka, — a względnie palce, ponieważ ta sama ręka, która przedewszystkiem instrument wykonała, uzupełnia też całą technikę muzykalną, a ucho tworzy tylko melodyjną całość. Ręka potrafi nawet bez słuchu mechanicznie różne głosy i kawałki odegrać, a słuch sam bez ręki w muzyce jest martwy. Jest niezbity dowód, że prawie cały zmysł muzykalny w rękach się znajduje.

„Piąty „zmysł równowagi”. Ręce mają jeszcze w swym posiadaniu jeden ważny czennik (!), a mianowicie równoważnik. Nauka poczeniła (!) spostrzeżenia u zwierząt morskich „chełbi” i odkryła u nich szósty zmysł równowagi; natomiast zapomniano zupełnie o człowieku „lino-skoczku”, który również tem (!) zmysłem równowagi jest obdarzony. Człowiek po linie chodzący, reguluje ruchy nóg rękami i utrzymuje cały swój ruchomy ciężar w równowadze. Cyklista, jadący na rowerze, reguluje znowu cały swój — i roweru ciężar nogami w biegu, – coby miało świadczyć o dalszym jego zmyśle, ale ponieważ w tej czynności rowerowej są pomocne ręce, — a w chodzeniu po linie są one głównem (!) czynnikiem równowagi, dlatego wypada cały ten zmysł równowagi na nie przenieść”.

Inny rozdział traktuje o darwinizmie. Jako człowiek prawdziwie „moderne” p. Małysz jest przeciwnikiem Darwina. Ale stanowisko swoje uzasadnia w sposób szczególny; mniema, że rodzaj ludzki nie mógł powstać ze skrzyżowania ras zwierzęcych, które posiadają swe własności i obyczaje, — a mianowicie: „Z doświadczenia zwierzęcego życia wiemy, że ich obyczajność pod względem płciowem (!), zachowuje się jaknajbardziej w karbach praw natury. Dlatego wydaje się niesłusznem i wprost krzywdzącem najwyższych uczuć (!), jeżelibyśmy takie przypuszczenia twierdzić bezkrytycznie chcieli”. I dodaje jeszcze: „Nie chcąc czenić (!) żadnej ujmy tem (!) boskim stworzeniom, które z nieopisaną dobrocią stoją człowiekowi na usługach, żywią go i ostatnią kroplę krwi bez szemrania w ofierze mu niosą (np. krowa i t. d.)…”

Sporo miejsca p. Małysz poświęca eugenice i higienie, szuka środków dla zapewnienia człowiekowi długowieczności. Środki jego są zresztą dość proste i znane: antyalkohlizm, jarska kuchnia i praca. Środki te są natomiast poparte nieposplitemi argumentami. Co do antyalkoholizmu: „Ludwik Wolcham umarł, mając lat 119. Do śmierci miał wszystkie zęby i ani jednego siwego włosa. Żywił się tylko kartoflami i mlekiem. Wódki nie pił nigdy, ale gdy się raz dał namówić, i opił się wódką, wtedy stracił przytomność i na drugi dzień umarł”. Co do pracy: „Brak zatrudnienia bezwarunkowo skraca życie. Wszyscy inwalidzi pobierający rentę, pensjoniści i t. d. wykazują bardzo wzmożoną śmiertelność”. W sprawie jarskiej kuchni pisze: „Człowiek niezadowolił się przydzielonemi mu (!) jarzynami, ziarnem i mlekiem, przywłaszczył on sobie zdaje się zupełnie bezprawnie mięso z potulnego bydlęcia”. „Potulne bydlęta” mają stać się dla człowieka właśnie wzorem moralności i higjeny: „Możemy ich sobie postawić za wzór, pod wzgl. życia i moralności… żyją one tak, jak przed tysiącami wieków i temisamemi odżywiają się roślinami. Dlatego też są zawsze zdrowe, zęby mają aż do starości dobre, nie widać sztucznej podniety, żadnych wenerycznych chorób i żyją według dawno oznaczonego okresu, będąc stworzeniami, które rozumu nie posiadają”.

Te cytaty powinny wystarczyć: całe 105 stron książki są napisane mniej więcej z tym samym sensem i w tym samym stylu. Najgorsze jest to, że p. Małysz jest człowiekiem myślącym, mającym wyczucie zagadnień doniosłych i ciekawych. To nie jest, jakby zdawało się wskazywać pierwsze wrażenie, człowiek niedorozwinięty, chory, maniak. Jest tylko niedouczony. Wystarczyłoby, żeby przeszedł sumiennie kurs czterech klas gimnazjalnych: jużby wtedy książkę swoją napisał lepiej, a prawdopodobnie nie napisałby jej, lecz uczyłby się dalej. Gdyż nie jest to uczony, któryby cały swój system naukowy chciał zbudować sam bez niczyjej pomocy; jeżeli jakie prace cudze zna, to korzysta z nich; nieszczęściem jego jest, że zna i korzysta głównie z artykułów „naukowych”… „Ilustrowanego Kurjera Codziennego” (podany jak źródło na str. 59). Pisanie książek jest zabawą niewinną i społecznie mało niebezpieczną; natomiast niebezpieczne jest — drukowanie książek. Książki drukowane, zwłaszcza najgorsze, bywają kupowane i czytanie. W sferach naukowych, uniwersyteckich książka p. Małysza nie jest znana; wykazy bibliograficzne nie ujawniły mi jej istnienia. Ale poznałem ją na prowincji, na wsi zapadłej. Dowiedziałem się o niej dopiero w dniu, gdy służący nie podał na czas obiadu, zaczytany w jej rozdziały p. t. „Elektryczność w ludzkim ciele” i „Laska, czyli pręt magiczny”; służący miał książkę od gospodyni, gospodyni od pisarza, pisarz od ogrodnika; wszyscy miejscowi alfabeci (przeciwieństwo analfabetów) zaspakajali tem dziełem swe pragnienie wiedzy…”

Łuk

Książka pana Małysza musi być bardzo interesującą książką. Powiem Wam szczerze, że fragmenty wybrane w rubryce ogromnie mnie zaciekawiły i ja na pewno ją przeczytam. W końcu także łaknę i pragnę wiedzy. Niestety w Jagiellonce nie ma:( Będę starał się książkę znaleźć. Nie ma to tamto:)

Autor w końcu popisał się niespotykaną wyobraźnią i swoistym wdziękiem:)

Wiadomości Literackie przeczytane jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

Aha i dzisiaj rozpoczyna się rok akademicki. Także wszystkim studenciakom owocnego! I na koniec wpisu piosenka, którą puszczaliśmy w momentach najwyższego uniesienia duchowego i moralnego. Wyrażała ona nasz pogląd na ten skrawek przestrzeni w akademiku, który należał do nas:)

A puszczaliśmy sobie ją z pliku wideło, bo Youtuba jeszcze niebyło! Mój Boże! Zdałem sobie sprawę, że jak zacząłem studia nie było Youtube! Jak myśmy wtedy żyli? Jak?!

Co można z czasopismami zrobić…

To chyba znak naszych czasów, że zadrukowany papier coraz częściej staje się elementem artystycznych instalacji.

Dziś nie będzie o książkach służących jako różnego rodzaju surowiec artystyczny, ale o czasopismach, które są takim surowcem.

Poniżej znajdziecie bardzo fajne instalacje artystyczne (rzeźby?) autorstwa Davida Macha. Na mnie zrobiły spore wrażenie.

Więcej informacji o artystycznych przedsięwzięciach Davida Macha znajdziecie na jego stronie: www.davidmach.com

Znalezione na [VisualNews]