Janusz Zajdel “Wyższe racje”

Lajfstajl moi drodzy. Zegarek z Chin (podróże w czasie), pendrive pewnie robiony w Chinach, ale dostałem go w Kato, książka z Polski, lampeczka na USB z Chin, szklanka ze Szkocji, woda z miętą z Polski, podkładka z Łotwy, rolka filmu z Niemiec.

Dobry wieczór! Nadrabiam, nadrabiam, ale się też nie narabiam, albowiem ciężko jest moi drodzy, bardzo ciężko wygospodarować trochę czasu na skrobanie literek
w cyfrowej rzeczywistości. Chociaż może po tym weekendzie znów znajdę trochę więcej wolnej chwili.

Continue reading

Ewa Białołęcka “Tkacz Iluzji”

Ładne zdjęcie zaoranego pola... Źródło: https://flic.kr/p/bDZ8Wp

Ładne zdjęcie zaoranego pola… Źródło: https://flic.kr/p/bDZ8Wp

Idę jak burza z tymi nagrodami Zajdlowskimi. Znaczy się z opowiadaniami i powieściami nagrodzonymi tą nagrodą. A w roku 1994 za najlepsze opowiadanie uznano „Tkacza Iluzji” Ewy Białołęckiej. Autorka 1997 wydała zbiór opowiadań, który to opisywał świat Kamyka – głuchoniemego chłopaka z talentem magicznym. I ja sobie przeczytałem cały ten zbiór opowiadań. Dlatego będzie ogólnie o wrażeniach po lekturze całego zbioru.

Continue reading

Janusz Zajdel “Cylinder van Troffa”

Takie ładne zdjęcie sobie znalazłem i chciałbym go użyć. Źródło: https://flic.kr/p/93DoSr

Takie ładne zdjęcie sobie znalazłem i chciałbym go użyć. Źródło: https://flic.kr/p/93DoSr

Kolejny raz po wpisie Fraa sięgnąłem po książkę, a właściwie dłuższe opowiadanie. Fraa przeczytała sobie “Cylinder van Troffa” i ja też sobie go przeczytałem. Dzięki Ci o Fraa!

“Cylinder…” czytałem dawno, dawno temu. W zamierzchłych i pokrytych patyną nostalgii latach dziewięćdziesiątych. I szczerze mówiąc z motywu opowieści pamiętałem tylko opis opuszczonych zautomatyzowanych miast i przekleństwo o straszliwym brzmieniu “ty docencie!”.

Continue reading

Andrzej Sapkowski “Mniejsze zło”

Kontynuuję moją przygodę z laureatami Zajdla. Dziś na dywanik do pana bibliotekarza trafił Sapkowski i jego opowiadanie „Mniejsze zło”, które w 1990 roku zdobyło tę nagrodę fandomu polskiego. Geralt z Rivii miał już wtedy cztery latka, bowiem pierwsze opowiadania o nim, a noszące tytuł „Wiedźmin” ukazało się w 1986 roku. Jak na czterolatka to całkiem wyrośnięty chłop, któremu niczego nie brakowało, no może oprócz normalnego wyglądu. Nie wiem czy jest osoba, która przegląda mojego bloga i nie zna opowiadań z cyklu wiedźmińskiego. Jeśli jest, to niech natychmiast rzuci wszystko w diabły i zacznie czytać.

Ja sam czytałem książki pana Andrzeja w liceum. Pamiętam, że byłem pod ogromnym wrażeniem, siły jego wyobraźni i pióra. Naprawdę każda kolejna książka z cyklu wiedźmińskiego była przeze mnie hołubiona i wielbiona (oczywiście bez przesady). Oprócz cyklu wiedźmińskiego Sapkowski napisał trylogię „Narrenturm”, która mnie rozłożyła na łopatki, w tym jak najbardziej pozytywnym aspekcie.

Dobra wracając do „Mniejszego zła”: osią opowiadania jest spotkanie Geralta i czarodzieja Stregebora, który ukrywa się w wieży przed zemstą pewnej księżniczki, którą gdy była jeszcze dzieckiem Stregebor kazał zabić, gdyż podejrzewał, że mała jest mutantem. Mała przeżyła i teraz wraz z bandą zbójców ściga czarodzieja. Gdy Renfri przybywa do Blaviken, gdzie w wieży przebywa czarodziej Geralt stara się namówić ją do porzucenia myśli o zemście. Jej historia jest bardzo smutna i pełna tragizmu dlatego Renfri chce za wszelką cenę dopaść czarodzieja. Dochodzi do krwawego porachunku i Geralt odchodzi w siną dal.

Ciężko uwierzyć, że opowiadanie ma już ponad dwadzieścia lat. Wciąż jest świeżutkie jak bułeczki o szóstej rano w piekarni. Mówię Wam, jeśli do dzisiaj jest takie świeże to jakie wrażenie musiało sprawiać te dwadzieścia lat temu? (Pytanie jest retoryczne). Przewrotność historii o Renfri, która jest bardzo brutalną wersją bajki o królewnie Śnieżce budzi podziw pomysłem. Motywy ze zmutowanymi księżniczkami, które były zamykane w wieżach oraz królewiczach uwalniających owe księżniczki bardzo błyskotliwy i mocno nasycony czarnym humorem. Czarodzieje ukazani jako banda szalonych i bezlitosnych naukowców, którzy wybierając tak zwane mniejsze zło nie mają skrupułów by niszczyć niewinne, dziewczęce życia. Księżniczki zmutowane mające przynieść kres ludzkości dotknięte Przekleństwem Czarnego Słońca, a może księżniczki ofiary nieludzkich eksperymentów popełnianych przez żądnych wiedzy czarodziei? Nic nie jest oczywiste i nic nie jest podane na talerzu. Trzeba dokonać wyboru. Ale co jeśli jest tak jak mówi Geralt:

– Zło to zło, Stregoborze – rzekł poważnie wiedźmin wstając. – Mniejsze, większe, średnie, wszystko jedno, proporcje są umowne a granice zatarte. Nie jestem świątobliwym pustelnikiem, nie samo dobro czyniłem w życiu. Ale jeżeli mam wybierać pomiędzy jednym złem a drugim, to wolę nie wybierać wcale. Czas na mnie. Zobaczymy się jutro.

Czy też może jest tak jak mówi Renfri:

Nie wierzysz, powiadasz. Widzisz, masz rację, ale tylko częściowo. Istnieje tylko Zło i Większe Zło, a za nimi oboma, w cieniu, stoi Bardzo Wielkie Zło. Bardzo Wielkie Zło, Geralt, to takie, którego nawet wyobrazić sobie nie możesz, choćbyś myślał, że nic już nie może cię zaskoczyć. I widzisz, Geralt, niekiedy bywa tak, że Bardzo Wielkie Zło chwyci cię za gardło i powie: “Wybieraj, bratku, albo ja, albo tamto, trochę mniejsze”.

Nikt w tym opowiadaniu nie wygrał, no może oprócz Stregebora, który zachował życie, pozbył się śmiertelnego wroga i mógł dalej robić co chciał.

„Mniejsze zło” to bardzo dobre opowiadanie, które czyta się świetnie. Praktycznie idealnie wpisuje się w konwencję fantasy. Baśniowe potwory, księżniczki i czarodzieje, samotny bohater zabijający owe potwory. Tylko tu nie ma happy endu, a krew, nie tylko potworów, leje się strumieniami. Konwencja fantasy nie przeszkadza przewrotnie i z czarnym humorem oraz dużą dawką ironii przenicować na drugą stronę znane wszystkim motywy baśniowe.

Opowiadanie można przeczytać na stronie sapkowski.pl.

Janusz Zajdel “Paradyzja”

 

zajdel

Zastanawiam się jak pisać o Zajdlu? Czy podchodzić z nabożną czcią do pisarza, który stawiany jest na równi z Lemem przynajmniej jeśli chodzi o rozwój polskiej literatury fantastycznej? Czy może zrównać z ziemią jego dorobek, który nie oparł się próbie czasu i dziś jest li tylko zatęchłym zbiorem słów?

A może pisać, że Zajdel wciąż się podoba, wciąż przykuwa uwagę i interesuje. Interesuje na wiele sposobów.

Jedną z najczęściej wymienianych cech pisarstwa Zajdla jest jego umiejętność obchodzenia cenzury, doskonałe ukrywanie aluzji do i krytyki z ówczesnego systemu. Ci, którzy przeczytali „Paradyzję” ze zdumieniem powtarzają słowa, że nie mogą uwierzyć jakim cudem książka przeszła przez sito cenzury. Uderzające jest w niej właśnie nakreślenie życia w systemie totalitarnym, zmuszającym ludzi do bezwzględnego posłuszeństwa. Posługującym się wszędobylskimi kamerami, mikrofonami, czujnikami, by inwigilować społeczeństwo niby dla jego dobra. Analogii do realiów PRL mnóstwo (może poza tą rozbudowaną techniką i elektroniką).

Troszkę o fabule, jeśli ktoś nie zna. Pochodzący z Ziemi pisarz Rinah Devi ma niebywałą okazję zwiedzić Paradyzję, największy sztuczny twór w kosmosie. Planetę zbudowaną na orbicie świata Tartar, który okazał się zbyt niegościnny dla ziemskich kolonistów. Sztuczny świat, który od początku do końca został zaprojektowany i stworzony przez ludzi i dla ludzi, miejsce życia stu pięćdziesięciu milionów mieszkańców, którzy twierdzą, że żyją na najlepszym ze światów. Rinah Devi musi porzucić ziemskie przyzwyczajenia, ziemskie nawyki i przekonania, gdyż wkroczył do czegoś tak niezrozumiałego dla istoty urodzonej na Ziemi, że wielu rzeczy musi się uczyć  od nowa. Zwiedzając Paradyzję, rozmawiając jej mieszkańcami, obserwując ich zachowanie Rinah Devi dochodzi do przerażających wniosków i odkrywa oszustwo, które od stu lat wpajane jest kolejnym pokoleniom paradyzyjczyków (? -> ten znak zapytania to refleksja nad tym czy dobrze odmieniłem).

Tyle o fabule, która jest tylko pretekstem do pokazania mechanizmów rządzących społeczeństwem Paradyzji.

Poniższy fragment odsłania bardzo sporą część książki, dlatego jeśli ktoś nie czytał niech lepiej przeskoczy dalej.

Primus: wszechobecna inwigilacja elektroniczna. Kamery, podsłuchy, latające kamerki,  czujniki ruchu, przezroczyste ściany. Identyfikatory noszone przez cały czas, dzięki którym doskonale znana jest lokalizacja każdego obywatela. To wszystko towarzyszy paradyzyjczykom na co dzień. Wszystko dla ich bezpieczeństwa. W końcu mieszkają w stalowej  puszcze zawieszonej w próżni, a każda najdrobniejsza rzecz może skończyć się tragedią dla całego świata.

Secundus: System zarządzający tą całą siecią inwigilującą. System komputerowy rozbudowywany przez lata, wciąż uczący się nowych algorytmów, wychwytujący podejrzane słowa, gesty, zachowania. Logiczny, racjonalnie „myślący”, „bezstronny”. Na Paradyzji nie ma donosów, nie ma szpiegów, nie ma procesów o zdradę. Wszystko jest nagrywane, przetwarzane i oceniane. Kto podpadnie traci punkty SC. A SC to trzecia rzecz składająca się na skomplikowany system społeczny Paradyzji.

Tertius: SC – to punktacja określająca status obywatela w danym momencie. Polega ona na systemie kar i nagród. Za każde zachowanie przyznawana jest określona liczba punktów karnych lub dodatnich. Liczone jest wszystko. Oglądanie telewizji to punkty na plus, oglądanie telewizji z zamkniętymi oczami to punkty na minus. Ludzie cały czas myślą tylko o swoich punktach, gdyż ich niska liczba może ich skazać na pracę w kopalniach Tartaru. Przy liczeniu punktów nie ma rywalizacji między obywatelami. Nie można nikomu „podłożyć świni” System wszystko widzi i nie dałoby się ukryć celowo robionych świństw. A kopalnie Tartaru są niczym łagry lub gułagi (analogia jest oczywista). Dlatego każdy myśli o swoich punktach SC (nie będę rozwijał skrótu, znajdziecie rozwinięcie w książce).

Quartus: propaganda sącząca się z telewizji, oficjalnych rządowych programów i ogłoszeń, prasy, literatury, szkolnictwa. Propaganda nienawiści do Ziemi, propaganda sukcesu w wydobywaniu zasobów naturalnych Tartaru, za które Paradyzja kupuje niezbędne do przetrwania produkty. Nachalna, prostacka i wszędobylska ta propaganda jest.

Quintus: społeczeństwo Paradyzji jest niepiśmienne. Wszystkie książki, prasa, ogłoszenia podawane są w formacie audio lub audiowizualnym. Nie ma papieru. Niewielu potrafi odcyfrować alfabet, ale to tylko dzięki napisom na ziemskich produktach. Oczywiście brak papieru ma swoje uzasadnienie. Papier jest łatwopalny, a na stacji kosmicznej, którą w istocie Paradyzja jest pożar może być przyczyną katastrofy. Nie zmienia to faktu, że społeczeństwem niepiśmiennym jest łatwiej manipulować.

Można już czytać z powrotem.

Fenomen języka kojarzeniowo-aluzyjnego, zwanego popularnie koalangiem, polegał na tym, że używający go ludzie nie usiłowali kryć treści wypowiedzi przed postronnym żywym uchem. Kamuflaż służył jedynie ogłupieniu elektronicznych uszu systemu komputerowego, dla którego zdania koalangu były niewartym uwagi bełkotem[…]

Jest jeszcze w książce mnóstwo smaczków, które sprawiają, że czyta się ją znakomicie. Otóż mieszkańcy Paradyzji w ciągu pokoleń wykształcili wiele sposobów radzenia sobie z System, który choć wszędobylski, niezawodny i w większości przypadków nieomylny jest tylko Systemem komputerowym i obce są mu pojęcia abstrakcji, groteski, wyobraźni. Całe mnóstwo działań zmierzających do oszukania systemu świadczy o ogromnej zdolności przystosowawczej ludzi. Na przykład ludzie przekazują sobie wiadomości posługując się językiem przypominającym poezję awangardową. Język ten nazwany został językiem kojarzeniowo – aluzyjnym.

Zajdel za „Paradyzję” otrzymał Nagrodę Fandomu polskiego tzw. „Sfinksa”, a nagroda ta po jego śmierci nazwana została jego (Zajdla) imieniem. Prawie trzydzieści lat minęło od premiery książki, a czyta się ją znakomicie. Zajdel potrafił doskonale opisać społeczeństwo systemu totalitarnego, w którym władza oszukuje obywateli, że jest dobrze, a obywatele oszukują władzę, że jej wierzą. Opisując język kojarzeniowo – aluzyjny sam użył go w swojej powieści do opisania otaczającej go wtedy rzeczywistości.

Zajdel antycypował podobnie jak Orwell wszędobylską inwigilację, służącą jako jedno z narzędzi aparatu ucisku. Dziś taka inwigilacja dzieje się na naszych oczach. Zajdel pisał o inwigilacji jako narzędziu narzuconemu przez rząd, a obecnie wielu ludzi z własnej woli oddaje swoje prawo do prywatności w imię wygody, bezpieczeństwa i tym podobne. Przykładów daleko nie trzeba szukać. Ja zdaję sobie sprawę, że moje działania w sieci nie są anonimowe, ba! Wiem doskonale, że praktycznie wszystko można sprawdzić, ale jestem zbyt leniwy, by coś z tym zrobić. Czytałem o okrytej złą sławą sieci Tor, nawet chciałem ją sobie przetestować, ale okazało się, że korzystanie z niej będzie wymagało ode mnie zrezygnowania z moich przyzwyczajeń. Dlatego gdy coś mi się stanie w Sieci mogę winić tylko siebie.

Nawiązania do książek Orwella, Huxleya czy też Zamiatina wydają się być oczywiste i nie wymagające głębszej analizy. Zajdel “pisarzów” znał i czerpał z nich inspirację dodając do siebie niepowtarzalną atmosferę, którą mógł oddać tylko ktoś żyjący systemie socjalistycznym.

Ciekawe jak Zajdel patrzyłby na dzisiejszą rzeczywistość, na tę wszechobecność kamer monitoringu, smartfony z GPS, Internet, drony, czy też, kurwa szpiegujące ludzi liczniki elektryczne  (link). Wydaje mi się, że miałby ogromne pole do popisu, by po swojemu zanalizować nasze społeczeństwo. I jego diagnoza byłaby chyba niezbyt pochlebna.

“Paradyzji” nie czytałem wcześniej, znam za to większość książek Zajdla czytanych jeszcze w licealnych czasach. Będę musiał sobie je odświeżyć:)

W 1986 roku nakręcono ekranizację “Paradyzji”. Chciałbym ją zobaczyć, niestety na Youtubie jest tylko mały fragment: