Biblioteka Raczyńskich i ich klip “Miłość za regałem” – czyli disco polo w Bibliotece

Ot takie tam książkowe.

Dzień dobry. Od kilku dni (dokładniej od 9 czerwca) na fanpage’u Biblioteki Raczyńskich gości nagranie piosenki, której melodia pochodzi z baaaaardzo znanego kawałka niejakiego Sławomira “Miłość w Zakopanem”. Przeróbka funkcjonuje pod nazwą “Miłość za regałem” i wzbudza naprawdę ogromne emocje!

Tutaj macie rzeczone wideo:

W momencie, w którym to piszę filmik na Youtube ma kilka tysięcy wyświetleń, natomiast post na fanpage’u Biblioteki ponad 160 komentarzy, ponad 60 udostępnień i ponad 47 tysięcy wyświetleń. To sporo.

Continue reading

Ukradli mi rower…

Miał być wpis o książce Le Guin, którą przeczytałem wczoraj, ale życie każe pisać różne wpisy.

Już raz ukradli mi rower, tutaj link do okolicznościowego wpisu, ale tamtą sprawę potraktowałem lekko, bo rower był stary, brzydki i ogólnie go nie lubiłem.

Dziś jednak sytuacja przedstawia się inaczej. I nie chodzi o kasę ani o rower. Dupa! Właśnie o rower chodzi. Rower, który wiernie służył mi ponad rok. Na którym zrobiłem kilka tysięcy kilometrów, który wiózł mnie poprzez piękne krakowskie ulice, parki, aleje, chodniki, place. Na którym zobaczyłem całkiem sporo pięknych okoliczności przyrody.

Na policji byłem, kradzież zgłosiłem, pan funkcjonariusz nadziei w me serce nie wlał, raczej nastroił bardzo pesymistycznie:(

Chciałbym rower odnaleźć, bo go zwyczajnie lubię, dobrze się mi na nim jeździ i łączy nas wspólnota dusz… To znaczy on bardzo lubi czytać książki, a ja bardzo lubię na nim jeździć.

Chciałbym napisać płomienny manifest, który w gorących słowach wzywałby o pomstę do nieba, ale jestem zmęczony.

Idę spać.

Rower wyglądał tak:

Skradziony rower:(

Skradziony rower:(

Marka KROSS, HEXAGON v4, nr ramy: C0G20850

Jakby ktoś widział, niech da znać…

Aha i goście nie potrafili sobie poradzić z zamkiem to wyrwali metalowy szczebel ze ściany…

Link do wydarzenia na fejsie:

https://www.facebook.com/events/433319843356295/

Roześlijcie dobrzy ludzie po świecie, tę smutną wiadomość…

 

Kampania reklamowa biblioteki…

I znowuż Internety przyniosły mi ciekawe znalezisko. Otóż Biblioteka Publiczna w Milwaukee zrobiła sobie trzy billboardy, które w interesujący, intrygujący sposób zachęcają do odwiedzenia biblioteki.

Intrygujący bo wykorzystujący loga trzech bardzo znanych serwisów internetowych na świecie. Serwisów, na których ludzie spędzają czas liczony w setkach tysiącach godzin.

Billboardy rozgrzały amerykańskich bibliotekarzy i nie tylko. Niektórzy są zdecydowanie za twierdząc, że akcja jest dowcipna, inteligentna i odświeżająca. Inni ludzie wręcz przeciwnie uważają, że billboardy niepotrzebnie zaostrzają konflikt pomiędzy biblioteką, a social media.

Żeby Was dłużej nie trzymać w napięciu, przedstawię Wam owe billboardy zgromadzone na jednym zdjęciu:)

Milwaukee

Milwaukee

Przeciwnicy kampanii twierdzą, że billboardy deprecjonują użytkowników mediów społecznościowych w porównaniu z tymi czytającymi książki, przekazując informację, że czytanie książek jest znacznie lepsze niż oglądanie filmików kotów na Youtube, wciskanie przycisków “Lubię to” przy zdjęciach znajomych lasek z charakterystycznym całuskiem przypominającym kaczy dziobek lub pisanie o tym, że akurat jemy kanapkę z dżemem truskawkowym przygotowanym przez babcię. Nie będę się spierał o wyższość jednych czynności nad drugimi. Sam spędzam godziny na czytaniu książek (co uwielbiam), trochę mniej godzin na oglądaniu filmików na Youtubie, jeszcze mniej godzin na wciskaniu przycisków “Lubię to” (choć znajomi twierdzą inaczej), a zupełnie nie korzystam z “Twittera”, który nie podoba mi się.

Dla mnie pomysł kampanii jest świetny, wykonanie jeszcze lepsze, ale tak jak przeciwnicy kampanii mam tutaj wrażenie pewnego pstryczka w nos dla social media. Pstryczka mówiącego, że lepiej czytać książki. Zwłaszcza billboard z Youtube przemawia do mnie tym głosem. Biblioteka Publiczna w Milwaukee twierdzi, że chce zwrócić uwagę potencjalnych czytelników, na fakt swojej obecności w owych mediach. Dla mnie jakoś nie zwracają:) Jednak hasła użyte na billboardach mają swój urok.

Billboardy mają zwrócić uwagę ludzi przejeżdżających samochodem, którzy mają tylko bardzo krótką chwilę na rzucenie okiem. W takim przypadku przesłanie sprawdza się świetnie i na pewno przyciąga uwagę. Przy dłuższym zastanowieniu kampanii traci trochę na uroku.

Ważne jest, że amerykańscy bibliotekarze wiedzą co to jest social media, o kampanii reklamowej zrobiło się dość głośno w sieci. A stara zasada brzmi: “Nieważne co mówią, ważne żeby mówili”.

P. S. Choć piarowcy z Wedla się chyba z tą zasadą nie zgodzą:) Jedliście ostatnio Ptasie Mleczko®? Burza już ucichła, ale w piątek miałem naprawdę niezły ubaw czytając wpisy na facebookowym wallu Wedla. I nazwę ich produktu napisałem ze znakiem, bo nie chcę skończyć jak Iwusia… Jeśli jeszcze nie słyszeliście o akcji, kliknijcie w linka przy Wedlu, naprawdę warto.

P. S. 2 Śmiałem się choć, był to trochę taki głuchy śmiech…

Skrzetuski na Facebooku…

Był już Jagiełło, to czas na kolejną postać. Tym razem znaną wszystkim z literatury polskiej. Mam nadzieję, że się spodoba:)

Jan Skrzetuski Fake Facebook Profile

Jan Skrzetuski Fake Facebook Profile

I jak może być? Czy raczej humor na poziomie prowadzącego “Familiadę”?

P. S. Korzystałem z dostępnych w sieci kadrów z filmu “Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana. Tak piszę, żeby nie było.

Jagiełło na fejsbuku…

Na fejsie jest pełno profili znanych ludzi. Profil ma Jezu Chrystus, Ghandi i inni. Ale również w sieci pojawiają się screeny z niby fejsa, które pokazują co by było gdyby znane postacie, najczęściej historyczne miały profil na fejsie. Ja też postanowiłem się zabawić i zrobiłem profil Władka II Jagiełły. Króla, którego Polakom raczej nie trzeba przedstawiać.

Wladyslaw II Jagiello Fake Facebook Profile

Wladyslaw II Jagiello Fake Facebook Profile

Co o tym myślicie? Śmieszne to?

Mam jeszcze kilka pomysłów, ale to jak znajdę czas. Głównie myślę żeby zrobić coś o postaciach z literatury. Tej naszej najbardziej znanej. Macie jakieś pomysły? Może się razem pobawimy :D Zapraszam serdecznie: do zabawy)

Czytać, k***a czy nie czytać? That is the question.

Pamiętacie swoją pierwszą książkę? Znacie jej treść, przypominają wam się wrażenia jakie towarzyszyły pierwszej lekturze. Opowiem wam historyjkę jak to Charlie przeczytał swoją książkę i cóż to za kniga była.

Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy, siedmioletni brzdąc idzie do szkoły podstawowej i tam zapisuje się do biblioteki szkolnej. Pani bibliotekarka była tak zwaną fest babą o piersiach, którymi spokojnie mogłaby małego Charliego zadusić. Ale nie o piersiach pani bibliotekarki miałem tutaj mówić. Mimo konkretnych gabarytów szkolna bibliotekarka była również kobietą do piersi tfu.. do rany przyłóż. Charlie pochodził trochę do podstawówki i wypożyczył pierwszą swoją książkę a była to książka opisująca przygody dziewczyny z mocno patologicznej rodziny, która była bezlitośnie wykorzystywana przez swoich bliskich. Jedyną okazją na ucieczkę od szarej rzeczywistości i ciężkiej harówki w rodzinnym domu były imprezy. Dopiero na tych balangach mogła lśnić prawdziwym blaskiem a dobry diler w postaci starej ciotki sprzedawał jej najlepszy towar jeszcze bardziej wzmagający doznania. Niestety jak każdy narkotyk, środek ciotki miał działanie krótkotrwałe i po jego zażywaniu następował bardzo zły i ciężki zjazd i dół psychiczny. Jednak wszystko dobrze się kończy i miejscowy playboy i facet, którego jedynym zajęciem w życiu było wydawanie kasy tatusia zakochał się w niej i przynajmniej na kilka tygodni wziął ją do siebie. Niestety nie wiemy jak długo bogaty paniczyk wytrzymał w związku z ubogą, niewykształconą, uzależnioną od środków odurzających dziewczyną, której jedynymi umiejętnościami było oddzielanie maku od fasoli i pranie koszul starszych sióstr. Mam nadzieję, że rzuciłem światło na treść i tytuł mojej pierwszej świadomej lektury a była to historia “Kopciuszka”. Z fajnymi rysunkami i dużymi literami. Taka to była moja pierwsza książka. Później poszło już z górki. Łykałem książkę za książką, jednak nigdy książki nie zastąpiły mi tak zwanego prawdziwego życia. Były doskonałym uzupełnieniem, chwilą wytchnienia. Czytałem dużo, znacznie więcej niż moi rówieśnicy ale jednocześnie wiodłem beztroskie dzieciństwo ze wszystkimi jego atrakcjami. Więcej czasu spędzałem na zewnątrz, a książki czytałem po nocach co bardzo denerwowało moich rodziców, jednak nic nie było w stanie odciągnąć mnie od czytania.

Kopciuszek oglądany od końca.

Kopciuszek oglądany od końca.

Dlaczego zebrało mi się na takie wyznania? A bo ostatnimi czasy osaczyły mnie wszędzie raporty dotyczące czytelnictwa i okazało się, że 56% moich kochanych rodaków nie czyta książek. Fejsbóg oszalał – co chwila jakieś wpisy nad tym jak to książki wzbogacają człowieka, pomagają przejść przez życie. Są światami, które zostały stworzone przez pisarzy specjalnie dla nas czytelników. Książki uszlachetniają duszę człowieka oraz robią z głupków geniuszy. Pobudzają i rozwijają wyobraźnię, uczą empatii i zrozumienia innych ludzi. Te wszystkie wpisy mówią najczystszą prawdę o książkach. I te wpisy, te akcje w stylu: Książka najlepszym przyjacielem człowieka! Przejść przez życie z książką! Pojawiają się wszędzie. Tak zwane tygodniki opinii zamieszczają wywiady ze mondrymi ludźmi co to mówią maluczkim jak to książki są cudowne i zajebiste. Zgadzam się z nimi całkowicie. Ale ja się pytam o co kurwa ten lament? Kto lubi czytać książki będzie je czytał a kto woli oglądać telewizję/grać w gry komputerowe/jeździć na rowerze/jeździć na łyżwach/budować domki z wykałaczek/sklejać samoloty/biegać nago boso po rosie/uprawiać ogródek warzywny będzie robił to co lubi. I basta! Na szczęście mamy jakąś wolność i książki nie są zakazanym towarem jak w powieści Bradbury’ego i możemy sobie czytać ile chcemy i nie musimy schodzić do podziemia. Przed wojną stan czytelnictwa był jeszcze gorszy bo prawie dwadzieścia procent ludzi w Polsce było analfabetami. Za komuny stan czytelnictwa był może trochę wyższy ale ludzie czytali komunistyczny badziew. I moim zdaniem nie ma co rozpaczać.

Ja uważam, że na siłę nie ma co ludziom książek wciskać. Jak mantrę będę powtarzał, że kto chce i lubi to będzie czytał. A kto nie chce niech nie czyta. Kropka. Wiem, że może dziwne to słowa padające z ust bibliotekarza ale tak już jest. Znam mnóstwo inteligentnych ludzi, którzy książek nie czytają i jakoś z tym żyją. Co prawda o książkach z nimi nie pogadam ale znajdą się inne tematy do rozmowy.

Wrzucam tutaj fragment z “Poranku kojota” na temat czytania książek :)

Poranek Kojota