Antologia “Legendy polskie”

Światowid ze Zbrucza. Źródło: http://pauart.pl/app/artwork?id=5838225d0cf2844219bff418

Dobry wieczór kochani. Piszę do Was żeby się przed Wami choć trochę ukorzyć, bo cóż się stało z moją obietnicą częstszego pisania? Ano nie została dotrzymana. Może zrobiłem się trochę aktywniejszy na fejsiku, ale to i tak wciąż za mało! Mało, mało i mało! Trochę to dziwne, bo przecież lubię sobie skrobać tutaj te marne słowa (które później okazują się przydatne jeśli chodzi o sięganie po wspomnienia co do przeczytanych książek).

Continue reading

Aleksander Sołżenicyn “Jeden dzień Iwana Denisowicza”

Aleksander Sołżenicyn. Źródło: wikipedia.com

Zdrastwujtje! Witajcie towarzysze i towarzyszki. Zgodnie z obietnicą cofam się w opisywaniu książek w taki sposób, że opisuję te ostatnio przeczytane. Chociaż “ostatnio” w przypadku moich książek to naprawdę spory eufemizm. I nie żartuję. Według lubimyczytac.pl książkę Sołżenicyna przeczytałem pod koniec września. Minęło więc trochę czasu.

Continue reading

Ursula K. Le Guin “Czarnoksiężnik z Archipelagu”

A tu czarnoksiężnik z krainy Oz :) Źródło: https://flic.kr/p/ovrG3P

A tu czarnoksiężnik z krainy Oz :) Źródło: https://flic.kr/p/ovrG3P

I dalej mój licznik przeczytanych książek jest znacznie większy od tych opisanych. Dlatego zaciskam zęby i piszę. Z tym zaciskaniem zębów oczywiście przesadzam, ale moje podejście do systematyczności można określić eufemizmem, że się staram, ale mi nie wychodzi.

Continue reading

Wojciech Sumliński “Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”

Także ten tego... Źródło: http://www.andrzejrysuje.pl/samobojstwo/

Także ten tego… Źródło: http://www.andrzejrysuje.pl/samobojstwo/

Mam ogromny problem z tą książką. Otóż jeśli to co napisał pan Wojciech Sumliński jest choć po części prawdą, a on zarzeka się, że tak jest, to Rzeczpospolitą Polską toczy rak. Zżera ją od samego czubka, samej wierchuszki. Nie jest dobrze. Jest przerażająco i tragicznie.

Continue reading

Niesamowite i przerażające rysunki demonów w książce z osiemnastego stulecia.

L0076375 A compendium about demons and magic. MS 1766. Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Watercolour c. 1775 Published:  -  Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

Pani tutaj biegnie ze zniczem olimpijskim.

Ahoj załogo! Dzisiaj zaprezentuję Wam dzieło, którego łaciński tytuł brzmi: Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Książka pochodzi z 1775 roku, ale wydawca bardzo starał się przekonać czytelnika, że została wydana w 1057 roku. Słowa Noli me tengere znaczą “Nie dotykaj mnie”.

Continue reading

Dla narzekaczy…

Życie to dziwka. Niby banał, niby oczywista oczywistość, ale jak często zapominamy o tym, że życie to dziwka. Ja to rozumiem nie w sensie tego, że życie jest prostytutką świadczącą usługi seksualne za pieniądze.

Życie to dziwka jeśli chodzi o charakter. To wredna suka, która robi Ci na złość. Tylko dla swojej radości i pustego chichotu.

Gdy coś idzie nie tak, gdy czujemy rozdrażnienie na otaczający nas świat. Na wszelkie przejawy zła, głupoty i tak dalej i tak dalej. Wtedy warto sobie zobaczyć jak inni dają sobie radę w dużo gorszych sytuacjach, w jakich się znajdują. Nie każdy ma bowiem tak dobrze jak my Polacy. Bo wbrew pozorom nie jest tak tragicznie.

Dlatego dla wszystkich, którym jest źle zapodam mocno motywujący film. O determinacji w dążeniu do celu, pragnieniu uczynienia świata ciut lepszym i potędze informacji, która w czynieniu dobra jest bardzo potrzebna.

Film jest z serii Google Stories. Czyli historii o tym jak wyszukiwarka Google pomaga w zwyczajnym życiu oraz w ekstremalnych sytuacjach. Ja wiem, że to robione pod publiczkę jest, ale nie odbieram tym filmom siły przekazu. Mam nadzieję, że Google Stories są prawdziwe.

Inne możecie zobaczyć na tym kanale: http://www.youtube.com/user/SearchStories?feature=watch

Jakub Żulczyk “Zmorojewo”

Jakub Żulczyk "Zmorojewo"

Jakub Żulczyk "Zmorojewo"

Była taka akcja, bo już po akcji jest, że wydawnictwo Nasza Księgarnia wypuściło książkę Jakuba Żulczyka za darmo, w formie ebooka. A, że od jakiegoś czasu posiadaczem Kindle jestem postanowiłem skorzystać z okazji, bo o książce co nieco słyszałem i większość opinii była dość pochlebna.

Macie ochotę na ogromną dawkę Zła w swojskich klimatach polskiej wsi? Myślicie, że Polacy gęsi i swoich horrorów nie mają? Jeśli tak myślicie, to się mylicie. A polskich horrorów nie znacie, bo zagraniczne czytacie. Jak polski horror przeczytacie to narobicie w gacie. Nawet nie czuję, kiedy rymuję, a ja tutaj przecież książkę recenzuję. Dobra koniec pitolenia. Wracamy do książki. Żulczyk pokazuje, że horror mamy. Choć nie jest to horror – przynajmniej w moim odczuciu – dla dorosłych. „Zmorojewo” to bardziej dla młodzieży jest. Autor daje nam bohatera – typowego fajtłapę w wieku lat kilkunastu, co to całe dnie spędza przed komputerem, siedząc w Internecie i grając w gry komputerowe, ewentualnie odwiedzając strony pornograficzne – o tym autor nie pisał, ale Tytus Grójecki to piętnastolatek, niektórych rzeczy nie trzeba pisać, są oczywiste – bohater czyta też książki i ogólnie lepiej jest mu w świecie wyimaginowanym niż rzeczywistym. Tytus ów skazany został na wakacje u babci na wsi. Wiadomo, że wakacje na wsi dla dzieciaka z Warszawy to nie jest żadna frajda – ja w jego wieku każde wakacje spędzałem na wsi i to była zawsze najlepsza część roku -, ale ja to ja, a Tytus to Tytus. I tutaj możemy dojść do wysnucia dość ostrożnych wniosków, że z Tytusem może się utożsamiać całkiem spora grupa młodzieży. Ta część młodzieży, która oczywiście przeczyta „Zmorojewo”. Te wakacje na wsi jak to w takich książkach bywa zamiast okazać się nudnymi okazały się przygodą życia. Czegóż na tej polskiej wsi nie było! Twardowski i jego lustro, Kwiat Paproci, miasto widmo, dziwaczne stwory zmuszające ludzi do pożerania się nawzajem, pierwszy pocałunek i pierwsza miłość. No takich wakacji to tylko pozazdrościć.

„Zmorojewo” jest horrorem dość krwawym i całkiem, całkiem okropnym, ale jest  horrorem dla młodzieży. Nie dlatego, że jest mało krwiste i mało groźne. Niektóre sceny i opisy są naprawdę godne nazwania ich iście makabrycznymi. Po prostu ewidentnie przez cały czas czytania czułem, że jestem ciut za stary na tę książkę. Po drugie Jakub Żulczyk przypomniał mi powieści z lat młodości, głównie Nienackiego. Potrafił oddać klimat zagadki, potrafił wciągnąć czytelnika w akcję i co najlepsze prawie się z młodym bohaterem utożsamiałem. Choć od Tytusa Grójeckiego dzieli mnie nie tylko bariera lat, ale również zupełnie inny bagaż doświadczeń  jeśli chodzi o wiek szczenięcych lat. Za tę umiejętność, czyli związanie czytelnika z bohaterem ogromny plus dla autora.

Książka jest zabawna, galeria postaci interesująca i całkiem spora. Teksty ironicznie opisują naszą szarą, polską rzeczywistość, ale wiele z nich jest mocno stereotypowych. I z jednym się nie zgodzę – mianowicie sposobem zdobycia starodruków z Biblioteki Narodowej – tak łatwo cennych książek z Biblioteki się nie wynosi, no chyba, że jest się wyrodnym i niegodziwym pracownikiem Biblioteki Jagiellońskiej, albo profesorem historii na UJ.

Pod koniec  +++SPOILER+++  w momencie, gdy Tytus pokonywał ZŁO, autorowi włączyło się nadmiernie moralizatorstwo i rzucanie hasłami w stylu życie jest do przeżycia, czerp z niego pełnymi garściami, nie bój się, kochaj, płacz, śmiej się i tak dalej i tak dalej. W sumie w książce dla młodzieży można się było czegoś takiego spodziewać:)

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie miałem problemu z wciągnięciem się w akcję powieści. Interesowało mnie co będzie dalej i jak wszystko się potoczy. Z drugiej strony na chłodno z boku analizowałem większość motywów i motywików jakie zostały wykorzystane w tym horrorze.  Trochę psuło mi to lekturę, ale nie na tyle by nie mieć ochoty na następną część cyklu, bo to cykl będzie. „Zmorojewo” jest dobrą książką, to horror z elementami książki przygodowej dla młodzieży. Gdybym przeczytał to z dziesięć lat temu to piałbym z zachwytu. Dziś jestem tylko zadowolony i poczucia straconego czasu nie miałem.

I jeszcze jedno czytając książkę miałem nieodparte wrażenie, że jest to niemal gotowy materiał na świetny film. Naprawdę. Opowieść o chłopcu, który spotyka swoje przeznaczenie i walczy ze Złem. Potwory, piękna dziewczyna, świat po tamtej stronie. Tajemnicze obiekty do zdobycia. I całkiem spore ilości flaków i krwi. Gdyby tylko polscy filmowcy umieli takie filmy kręcić…

Pszczoły walczą z alkoholizmem…

Ja wiem, że alkohol to zło, a jego nadużywanie prowadzi często do patologii.

Znam jego zgubne skutki na własnej skórze… a może lepiej będzie powiedzieć na własnej wątrobie. Dlatego staram się hołdować zasadzie złotego środka (czasem mi się nie udaje i ponoszę sromotną klęskę, lecz z upadku podnoszę się i podejmuję dalszą walkę).

Nic więc dziwnego, że od zawsze aktywiści, działacze wszelakich lig trzeźwości, lekarze promowali różnego rodzaju kuracje antyalkoholowe, lecz to co wymyślili osiemdziesiąt lat temu Amerykanie…

Ich pomysły walki z alkoholem przerażają i przyprawiają o dreszcze…

IKC1925nr74

IKC1925nr74"

 

“Prawidłowa kuracja lekarska”? Na pewno ukąszenia pszczół były doskonałą terapią szokową i wielu pijaków skutecznie zniechęciły do spożywania nadmiernych ilości trunków wysokoprocentowych. Mając do wyboru: abstynencję albo wielokrotne użądlenie przez pszczoły, wielu wybrałoby abstynencję.

Co do jadu pszczelego, czyli apitoksyny, jako substancji leczniczej, na Wikipedii (wiem, wiem, bibliotekarz a jedzie po najmniejszej linii oporu), znajdziemy informację, że jad pszczeli jest wykorzystywany farmakologicznie, a medycyna ludowa od wieków poleca ukąszenia pszczół. Istnieje również coś takiego jak apiterapia, czyli leczenie produktami pochodzącymi od pszczół. Dziś też można dać się pokąsać przez pszczoły w celach zdrowotnych (oczywiście pod kontrolą lekarza).

Mam nadzieję, że swoim wpisem nie przyczynię się do powrotu pomysłu sprzed lat i nikt w Izbach Wytrzeźwień nie będzie pijaków wrzucał do ulów.

P. S. Tradycyjnie już napiszę Wam, że znalezione w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.