Joanna Łańcucka “Stara Słaboniowa i spiekładuchy”

Słaboniowej lajf stajl. Nie chciało mi się szukać żadnych ziół. Dlatego macie – korkociąg z Polski, orzechy z Polski, papryczka z własnej hodowli balkonowej, książka jak najbardziej z Polski, kubek z Poznania, podkładka z Danii, woda z cytryna – pół na pół, woda z Krakowa, cytryna z Biedronki.

Dzień dobry, kogo witam, kogo goszczę (pamiętacie to powitanie z pewnego programu?). Dzisiaj będzie o książce z polecenia (dzięki Kasiu!), która okazała się strzałem
w dziesiątkę.

Continue reading

Tomasz Kołodziejczak “Czerwona mgła”

W dzisiejszym wpisie będą dominować fotografie z mgiełą w tle. Źródło: https://flic.kr/p/4asyMY

W dzisiejszym wpisie będą dominować fotografie z mgiełą w tle. Źródło: https://flic.kr/p/4asyMY

Ha! Oto przed Wami moi drodzy drugi tom cyklu Ostatnia Rzeczpospolita. O pierwszym możecie przeczytać tutaj. Tym razem dostajemy nie ciągłą opowieść, a zbiór opowiadań. Dokładniej czterech. W tym dwa o których wspominałem wcześniej – Piękna i graf oraz Klucz przejścia. Są jeszcze dwa: tytułowa Czerwona mgła oraz Nie ma siły na docenta.

Continue reading

Andrzej Pilipiuk “Reputacja”

Na początek zdjęcie z operacji rozdzielenia bliźniąt syjamskich. Dr Doyle i jego "Hindoo Twins". Źródło: https://flic.kr/p/59xwRi

Na początek zdjęcie z operacji rozdzielenia bliźniąt syjamskich. Dr Doyen i jego “Hindoo Twins”. Źródło: https://flic.kr/p/59xwRi

Po Bułhakowie potrzebowałem odskoczni, ale nie to, że jakiejś szczególnej. Akurat napatoczyła się książka Pilipiuka, którego bardzo lubię. Bodajże chyba najnowsza
i ostatnio napisana.

Continue reading

Niesamowite i przerażające rysunki demonów w książce z osiemnastego stulecia.

L0076375 A compendium about demons and magic. MS 1766. Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Watercolour c. 1775 Published:  -  Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

Pani tutaj biegnie ze zniczem olimpijskim.

Ahoj załogo! Dzisiaj zaprezentuję Wam dzieło, którego łaciński tytuł brzmi: Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Książka pochodzi z 1775 roku, ale wydawca bardzo starał się przekonać czytelnika, że została wydana w 1057 roku. Słowa Noli me tengere znaczą “Nie dotykaj mnie”.

Continue reading

Robert M. Wegner “Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód – Zachód.”

Takie tam na stepie. Źródło: https://flic.kr/p/cmGLzN

Takie tam na stepie. Źródło: https://flic.kr/p/cmGLzN

Drugą książkę z opowieściami znad granicy Meekhańskiego Imperium przeczytałem w trakcie świąt, ale różnego rodzaju rodzinne obowiązki nie pozwoliły mi się ogarnąć i napisać co myślę o Wschodzie i Zachodzie. A jeśli chcecie wiedzieć co myślę to zapraszam na dół.

Continue reading

Łukasz Śmigiel “Mordercy”

mordercy

„Mordercy” to moja druga książka Łukasza Śmigla. „Decathexis” podobało mi się bardzo, i nie będę przed Wami ukrywał, że „Mordercy” również wzbudzili we mnie jak najbardziej pozytywne emocje, chociaż nie wiem czy pozytywne to odpowiednie słowo, gdy pisze się o opowiadaniach, w których zło i okrucieństwo są głównymi tematami.

Śmigiel zaserwował mi prawdziwą karuzelę pomysłów. Każde z dwunastu opowiadań to zupełnie inne światy, czasy, klimaty i historie. Mamy tutaj prawdziwy miszmasz popkulturowych tematów. Są w zbiorku podróże w czasie („Rocznik 1866”), postapokaliptyczny świat razem z obcymi, którzy przekształcają Ziemię w swoje dominium („Do samego końca”). Są anioły i demony („Constant”), jest również prywatny detektyw, który nie godzi się odejść na tamten świat zgodnie z wolą pozostałej części społeczeństwa („Kozioł ofiarny”). Zresztą poruszony w tym opowiadaniu motyw Mordu Kolektywnego przewijał się również w „Decathexis”. A teraz jeszcze doszedł do skojarzeń film “Noc oczyszczenia”, w którym przez jedną noc w Stanach Zjednoczonych żadne siły porządkowe nie działają.

Nie będę rozpisywał się o każdym opowiadaniu, powiem Wam tyle, że każde z nich jest napisane w sposób przemyślany, zgodny z tematyką jaka jest poruszana w treści i ciekawym językiem.

Ja tylko Wam napiszę, że najbardziej podobało mi się opowiadanie z H. G. Wellsem, jako bohaterem, o podróżach w czasie i chorej wizji przyszłości (którą można na wiele ciekawych sposobów rozwinąć, ale to pewnie sam autor wie już najlepiej „Rocznik 1866”). Świetne również było to, w którym poznałem doktora Tulpa, na dworze Izabeli Portugalskiej “Omega” (podobno z TYCH Tulpów).

W każdym opowiadaniu znalazłem również kilka ciekawostek z historii, sztuki, medycyny. Widać, że autor zgromadził w swojej głowie mnóstwo interesujących informacji, o których zresztą wspomina w posłowiu.

Polecam gorąco miłośnikom dość krwawych, ale też różnorodnych w swej tematyce opowiadań z pogranicza horroru, fantastyki i kryminału.

P. S. Podoba mi się również nagromadzenie bardzo dużej liczby piosenek w tekstach. Muszę przyznać, że mamy z panem Łukaszem Śmiglem dość podobny gust muzyczny.

P. S. 2 Jest też opowiadanie, które świetnie wpisuje się w cały nurt dziwnych organizmów przejmujących władzę nad ludźmi i ich umysłami (“Za minutę północ”). Tutaj „Inwazja porywaczy ciał” się kłania. Dlatego też wrzucę Wam trailer z mojej ulubionej wersji z roku 1978 z Donaldem Sutherlandem.

Jarosław Grzędowicz “Popiół i kurz. Opowieści ze świata Pomiędzy.”

grzedowiczWyobraźcie sobie, że jesteście wariatem, albo sobie nie wyobrażajcie. Podobno nie ma ludzi normalnych są tylko nieprzebadani. Także jesteście wariatem, leczonym psychiatrycznie, obecnie próbującym odnaleźć się w społeczeństwie.

Nie jest lekko w dwudziestym pierwszym wieku zachować pozory normalności człowiekowi, który może odwiedzać inny wymiar. Ludzie nie lubią dziwaków, twierdzących, że opuszczają swoje ciało i wędrują  po świecie pełnym demonów, zagubionych dusz i zapomnianych bóstw. Nauczyliście się tego w tak zwany bolesny sposób. Bogatsi o doświadczenie, że lepiej nie rozmawiać  o podróżach do świata Pomiędzy, bo tak nazwaliście to miejsce. Swoje przygody opowiadacie tylko pamiętniczkowi.  W krótkiej historii przelanej na papier do pamiętniczka, takim  jakby opowiadaniu robicie to  w sposób dynamiczny, intrygujący, interesujący, ironiczny i z humorem. Ogólnie widać, że pamiętniczek spełnia swoją rolę i Wasza historia, historia wariata zdolnego odwiedzać inny wymiar jest czymś ciekawym i godnym zainteresowania. Skończyliście opisywać jedną ze swych przygód, w pamiętniczku zanotowane zostało jak zaczęliście być Charonem przeprowadzającym dusze jeszcze dalej. Skończyliście i widzieliście, że to co napisaliście było dobre.

Nic więc dziwnego, że zaczęliście pisać dalej. Tym razem więcej, i inną historię. Opisujecie więc swoje próby zerwania ze światem Pomiędzy, o tym jak pragnęliście żyć normalnie, cokolwiek to znaczy. Nie było wam jednak dane żyć tak jak reszta ludzkości. Nawiedzał Was w snach zmarły przyjaciel, który pragnął coś przekazać. Musieliście wrócić do świata Pomiędzy i rozwiązać zagadkę jego śmierci. A w tym świecie spotkaliście dziwaczny tajemniczy zakon, starą wiedźmę, którą bzyknęliście w rzeczywistym świecie, a była młodą wiedźmą, partyzantów i gestapo. Piliście życia innych ludzi jak wódkę. Ogólnie przeżyliście okropne przygody. Wszystko to opisaliście w pamiętniczku. Jednak już bez takiego fajnego przytupu jak w krótkim pierwszym opowiadaniu. Zaczęliście trochę filozofować, narzekać. Humor Wam się stępił. Ogólnie rozwinięcie opowiadania w książkę jakby się Wam trochę rozwlekło.

Dobra dość tej próby postawienia Was w roli bohatera książki Grzędowicza. Mam z nią problem. Przeczytałem ją błyskawicznie, czytało się dobrze. Zwłaszcza opowiadanie, które zostało napisane wcześniej, a w książce stało się prologiem. Opowiadanie jest świetne. Książka już mniej. Nie urzekła mnie w sposób szczególny. Cały czas miałem uczucie, że czegoś w niej brakuje. Niby wszystko jest na miejscu, niby ten sam świat co z opowiadania, ale coś zgrzytało. Może to wiecznie narzekający na wszystko główny bohater, znacznie odstający od współczesnego, rzeczywistego świata. Ja rozumiem, że nie wszyscy muszą kochać ten ziemski padół. Ba! Nawet nie powinni go kochać ci, którzy są przeklęci zdolnością do podróżowania w Zaświaty. Główny bohater zgubił dla mnie gdzieś swój cynizm, ironiczne spojrzenie na otaczającą go rzeczywistość, a przeistoczył się w biadolącego pana w średnim wieku. Zgrzytało mi to. Sam świat Pomiędzy stał się za bardzo swojski, jeżeli mogę tak powiedzieć, a mogę, bo to mój blog i pisać mogę co mi się  żywnie podoba. Partyzanci, gestapo? What the fuck? Chociaż motyw spożywania w formie alkoholu życia innych ludzi zajebisty.

W drodze podsumowania “Popiół i kurz” to dobra książka. Dobra w tym znaczeniu, że nie nuży, nie męczy, nie irytuje, ale nie ma podczas czytania żadnego, że się tak wyrażę pierdolnięcia. I ja nie piszę, że w każdej książce pierdolnięcie musi być. O nie! Jednak w tej pierdolnięcia się spodziewałem, a nie było. To tyle celem krótkiego podsumowania.

P. S. To pewnie wpływ przeczytanego “Pana Lodowego Ogrodu”. Tam pierdolnięcie było. A najgorsze jest to, że ja sam podczas spotkania z Grzędowiczem zadałem mu pytanie, czy nie boi się przyszycia łatki, tego gościa od “Pana Lodowego Ogrodu”. A w swojej pisaninie o książce napisanej krótko po pierwszym tomie “PLO”, a sporo przed pozostałymi oczekuję, że będzie coś  “a’la w podobie”. Kurde człowiek to jest niekonsekwentny.

P. S. 2 A sam pan Grzędowicz to konkretny facet z dużym poczuciem humoru.

 

 

Kazimierz Kyrcz Jr ; Łukasz Radecki “Lek na lęk”

Kazimierz Kyrcz Jr ; Łukasz Radecki "Lek na lęk"

Chyba coś ze mną jest nie tak. Po wstrząsającej lekturze książki Tochmana, w której opisano prawdziwe okrucieństwa ludzi wobec ludzi, w ramach odprężenia i zapomnienia o temacie zabrałem się za lekturę książki o wyimaginowanych okrucieństwach, jakie ludziom czynią inni ludzie, duchy, demony. Naprawdę psychika moja działa w bardzo pokręcony sposób. Ale musicie przyznać, że tytuł książki przedstawiać może jakąś obietnicę wyleczenia i przeprowadzenia terapii.

„Lek na lęk” to dzieło duetu pisarskiego. Duetu, którego wcześniej nie znałem zbyt dobrze. Może przemknęli mi gdzieś w jakiś zbiorach opowiadań grozy, ale zapomniałem widocznie. Przyznam się szczerze, że raczej dość sceptycznie byłem nastawiony do owego zbioru i nie spodziewałem się szczególnych fajerwerków. Jakoś tak wydawało mi się, że będzie to ta sama papka, która mielona była już w tak wielu zbiorach opowiadań grozy/horroru/makabry. A tu niespodzianka! Autorzy zaskoczyli mnie bardzo mile (nie wiem czy w przypadku horroru słowo „mile” jest adekwatne), dostałem do ręki historie odświeżające, bardzo dobrze napisane, pełne czarnego humoru. Gdzie cynizm i ironia dominują, a krew i makabra występują w idealnych jak dla mnie proporcjach.

„Lek na lęk” to zbiór szesnastu opowiadań, w większości bardzo krótkich, ciężko nazwać je nawet opowiadaniami to takie miniatury literackie. Oczywiście nie wszystkie, jest kilka dłuższych. Historie mamy przeróżne, niektóre mieszające ze sobą świat duchów, demonów, aniołów i ludzi Roszada, Opiekun, Pączek, Ręce rzeźnika. Inne to próba zgłębienia mrocznych zakamarków ludzkiej psyche Selena, Przytulanka, Mam marzenie. Galeria postaci, jaka przewija się w tym zbiorze jest dość imponująca. Rzeźnik – morderca niewiniątek, psychopata naprawiający świat za pomocą pistoletu, młody człowiek, będący pod opieką Anioła Stróża, który bardzo poważnie traktuje swoje obowiązki. Wszystkie dość interesujące.

Opowiadania trzymają wysoki poziom, są sprawnie i interesująco napisane. Dodatkową radość sprawiał mi fakt, że spora część opowiadań, w których wspominane jest miejsce akcji, dzieje się w moim Krakówku, co pozwalało wyobrazić sobie wiele rzeczy lepiej i bardziej “żywo” i barwnie. Język opowiadań jest naturalny, bez sztuczności, nadęcia. Tam gdzie powinna być przysłowiowa kurwa jest kurwa, a tam gdzie byłaby zupełnie niepotrzebna jest chuj, i wszystko gra:) Żartuję:)

Wielu polskim autorom nie udaje się przenieść naszej współczesności na karty książki w sposób naturalny. Często wypada taka próba blado i nieprzekonywująco. W „Leku na lęk” takich zgrzytów nie odczuwałem. Autorzy przekazali mi dość wiarygodny (sic!) obraz naszej rzeczywistości. Może z wyjątkiem duchów, flaków i fragmentów rozczłonkowanych ciał walających się tu i ówdzie. Przynajmniej chciałbym wierzyć, że w tej naszej rzeczywistości nie ma, aż tylu duchów, demonów i psychopatycznych morderców. Zapewne się mylę

Dla równowagi dodam, że pierwsze opowiadanie „Dobre rady Doroty”  nie nastrajało mnie pozytywnie do dalszych opowiadań. Podczas czytania miałem niedoparte wrażenie, że czytam o polskim Dexterze w wersji żeńskiej. I pomysł porzucania rozczłonkowanych zwłok w Zakrzówku uważam za nietrafiony. Na Zakrzówku trenują nurkowie często nurkowie policyjni, łatwo więc takie fragmenty ciał byłoby wykryć:D Ale na szczęście dalej było już tylko lepiej:)

Kto lubi horror, grozę, sporą dawkę humoru i absurdu, ironii i cynizmu, wszystko w polskim sosie, temu polecam gorąco „Lek na lęk”.

 

P. S. Z kronikarskiego obowiązku. Przy dwóch opowiadaniach gościnnie wystąpił Łukasz Orbitowski.

 

P. S. Miałem się  nie chwalić, ale się pochwalę. Książkę wygrałem w konkursie Wydawnictwa Fu Kang, za opowiadanie, które zajęło trzecie miejsce. Więcej info tutaj. Możecie tam znaleźć opowiadanko pt. “Kanciapa”.