Aleksander Sołżenicyn “Jeden dzień Iwana Denisowicza”

Aleksander Sołżenicyn. Źródło: wikipedia.com

Zdrastwujtje! Witajcie towarzysze i towarzyszki. Zgodnie z obietnicą cofam się w opisywaniu książek w taki sposób, że opisuję te ostatnio przeczytane. Chociaż “ostatnio” w przypadku moich książek to naprawdę spory eufemizm. I nie żartuję. Według lubimyczytac.pl książkę Sołżenicyna przeczytałem pod koniec września. Minęło więc trochę czasu.

Praca w łagrach. Źródło: http://gulaghistory.org/nps/

Co zapamiętałem z tej książki, która jest opowieścią jak tytuł wskazuje o jednym dniu Iwana, ale gdzie ten Iwan spędził ten dzień? Co porabiał? Otóż ta cienka książka to zapis jednego dnia w łagrze sowieckim. Zapamiętałem mróz, zapamiętałem przejmujące uczucie chłodu wciskającego się do walonek. Zapamiętałem, że trzeba walczyć o swoje miejsce w stołówce, ale też jednocześnie walczyć o miejsce dla swojej brygady. Zapamiętałem, że ścisła hierarchia jaka obowiązuje w sowieckim łagrze jest czymś nie do przeskoczenia, a człowiek może jedynie starać się przeżyć i “wyszarpać” dla siebie jak najwięcej.

Kurczę ciężko uwierzyć, że Jeden dzień… to pierwszy utwór Sołżenicyna. Ta książka jest mocno skondensowanym przekazem o tym jak wiele zła można wyrządzić ludziom i jak przerażającym miejscem był sowiecki łagr/łagier.

Zdjęcia z baraku kobiecego. Źródło: http://gulaghistory.org/nps/

Co mnie zdziwiło i zaskakiwało podczas czytania, to zadziwiająca lekkość stylu (ja przynajmniej tak to odbierałem) i pogoda ducha (też wiem, że to średnio pasuje), która przewijała się w słowach Iwana. Te lekka narracja silnie kontrastowała z ponurą  i okrutną codziennością łagra. Najciekawsze fragmenty książki, to momenty, w których Iwanowi udawało się osiągnąć zwycięstwo nad systemem. Chciałem napisać drobne, ale ugryzłem się w kciuki, bo czytając opis związany z jedzeniem plasterka kiełbasy zrozumiałem, że to nie żaden “drobny” sukces to zwycięstwo dla Iwana równie ważne jak przeżycie kolejnego dnia. I wstyd mi za to, że tak chciałem napisać.

Ilustracja jednej z więźniarek. I cała opowieść z tym związana. Źródło: http://gulaghistory.org/nps/

W książce sporą część zajmują fragmenty relacjonujące ciężką pracę przy budowie jakiejś inwestycji, która nie wiadomo czy kiedykolwiek będzie służyć “społeczeństwu”. Zresztą kolejne opisy marnotrawstwa, braku jakiejkolwiek organizacji, nieefektywności i ogólnie totalnego rozpierdolu na placu budowy może człowieka, który choć chwilkę pracował na budowie doprowadzić do szewskiej pasji. I wtedy zaczyna człowiekowi świtać, że ten system sowieckich łagrów tak naprawdę być może nie służył by coś zbudować (budowano przy okazji), ale by zniszczyć i złamać, bo taka niegospodarność i rozpieprzanie wszystkiego (z punktu widzenia inwestycji) nie może być przypadkiem i cały system GUŁAGów został w innym celu niż poprawczym zbudowany (wiem, że to brzmi jak odkrywanie Ameryki ponownie, ale zwyczajnie musiałem to dla siebie napisać).

Katorżnicza praca w lesie. Źródło: https://muzeumakbooks.wordpress.com/tag/rosja-w-lagrze/

Jeden dzień… to dobra książka, która przyprawia o dreszcze. Właśnie przez to zadziwiające zestawienie podejścia Iwana (pogodzenie się ze swoim losem) do nieludzkiego systemu, do którego musiał się dostosować i musiał się nauczyć jak w nim lawirować i jak w nim przetrwać.

3 thoughts on “Aleksander Sołżenicyn “Jeden dzień Iwana Denisowicza”

    • Szałamowa polecała mi ostatnio koleżanka, znawczyni tematyki i mówiła, że Sołżenicyn przy nim to kolonie letnie. Dlatego ja boję się na razie ruszać jego opowiadań.

      Walonki już poprawione :) To buty przecież są :D

  1. Jeśli chodzi o tej Pana, to czytałem “Kochaj rewolucję!” (także jeden z wczesnych utworów Sołżenicyna, ale bardzo dojrzały) oraz “Oddział chorych na raka” (mocna proza szpitalna). “Jeden dzień Iwana Denisowicza” wydaje się dobrym krokiem, który warto uczynić w stronę “Archipelagu GUŁag”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook