Andrzej Pilipiuk “Triumf Lisa Reinicke”

Taka panorama Gdańska. Źródło Polona.pl

Taka panorama Gdańska. Źródło Polona.pl

I pomalutku odgrzebuję z pamięci wrażenia z kolejnego tomu cyklu o gałce ocznej jelenia czyli Obcym zaklętym w kamień czy też w SCALAK.

Continue reading

Wojciech Sumliński “Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”

Także ten tego... Źródło: http://www.andrzejrysuje.pl/samobojstwo/

Także ten tego… Źródło: http://www.andrzejrysuje.pl/samobojstwo/

Mam ogromny problem z tą książką. Otóż jeśli to co napisał pan Wojciech Sumliński jest choć po części prawdą, a on zarzeka się, że tak jest, to Rzeczpospolitą Polską toczy rak. Zżera ją od samego czubka, samej wierchuszki. Nie jest dobrze. Jest przerażająco i tragicznie.

Continue reading

Niesamowite i przerażające rysunki demonów w książce z osiemnastego stulecia.

L0076375 A compendium about demons and magic. MS 1766. Credit: Wellcome Library, London. Wellcome Images images@wellcome.ac.uk http://wellcomeimages.org Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Watercolour c. 1775 Published:  -  Copyrighted work available under Creative Commons Attribution only licence CC BY 4.0 http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/

Pani tutaj biegnie ze zniczem olimpijskim.

Ahoj załogo! Dzisiaj zaprezentuję Wam dzieło, którego łaciński tytuł brzmi: Compendium rarissimum totius Artis Magicae sistematisatae per celeberrimos Artis hujus Magistros. Anno 1057. Noli me tangere. Książka pochodzi z 1775 roku, ale wydawca bardzo starał się przekonać czytelnika, że została wydana w 1057 roku. Słowa Noli me tengere znaczą “Nie dotykaj mnie”.

Continue reading

Kazimierz Kyrcz Jr “Podwójna pętla”

"Podwójna pętla" opowiada o życiu policjanta, dlatego dzisiejsze zdjęcia będą z motywem przewodnim policji. Oto pies policyjny. Źródło: https://flic.kr/p/5TJoyH

“Podwójna pętla” opowiada o życiu policjanta, dlatego dzisiejsze zdjęcia będą z motywem przewodnim policji. Oto pies policyjny. Źródło: https://flic.kr/p/5TJoyH

Praca w policji nie należała nigdy do moim marzeń. Znam kilu policjantów i wiem, że nie jest to lekka, łatwa i przyjemna robótka. Z opowiadanych przez nich historii bardzo często wieje takim absurdem, groteską, że ciężko uwierzyć w ich prawdziwość. Dlatego też Mateusz policjant z krakowskiej policji wzbudził we mnie zaufanie, bo z jego opowieści o pracy w policji czuć doświadczenie. A “Podwójna pętla” to książka po części o pracy w policji.

Continue reading

Łukasz Śmigiel “Mordercy”

mordercy

„Mordercy” to moja druga książka Łukasza Śmigla. „Decathexis” podobało mi się bardzo, i nie będę przed Wami ukrywał, że „Mordercy” również wzbudzili we mnie jak najbardziej pozytywne emocje, chociaż nie wiem czy pozytywne to odpowiednie słowo, gdy pisze się o opowiadaniach, w których zło i okrucieństwo są głównymi tematami.

Śmigiel zaserwował mi prawdziwą karuzelę pomysłów. Każde z dwunastu opowiadań to zupełnie inne światy, czasy, klimaty i historie. Mamy tutaj prawdziwy miszmasz popkulturowych tematów. Są w zbiorku podróże w czasie („Rocznik 1866”), postapokaliptyczny świat razem z obcymi, którzy przekształcają Ziemię w swoje dominium („Do samego końca”). Są anioły i demony („Constant”), jest również prywatny detektyw, który nie godzi się odejść na tamten świat zgodnie z wolą pozostałej części społeczeństwa („Kozioł ofiarny”). Zresztą poruszony w tym opowiadaniu motyw Mordu Kolektywnego przewijał się również w „Decathexis”. A teraz jeszcze doszedł do skojarzeń film “Noc oczyszczenia”, w którym przez jedną noc w Stanach Zjednoczonych żadne siły porządkowe nie działają.

Nie będę rozpisywał się o każdym opowiadaniu, powiem Wam tyle, że każde z nich jest napisane w sposób przemyślany, zgodny z tematyką jaka jest poruszana w treści i ciekawym językiem.

Ja tylko Wam napiszę, że najbardziej podobało mi się opowiadanie z H. G. Wellsem, jako bohaterem, o podróżach w czasie i chorej wizji przyszłości (którą można na wiele ciekawych sposobów rozwinąć, ale to pewnie sam autor wie już najlepiej „Rocznik 1866”). Świetne również było to, w którym poznałem doktora Tulpa, na dworze Izabeli Portugalskiej “Omega” (podobno z TYCH Tulpów).

W każdym opowiadaniu znalazłem również kilka ciekawostek z historii, sztuki, medycyny. Widać, że autor zgromadził w swojej głowie mnóstwo interesujących informacji, o których zresztą wspomina w posłowiu.

Polecam gorąco miłośnikom dość krwawych, ale też różnorodnych w swej tematyce opowiadań z pogranicza horroru, fantastyki i kryminału.

P. S. Podoba mi się również nagromadzenie bardzo dużej liczby piosenek w tekstach. Muszę przyznać, że mamy z panem Łukaszem Śmiglem dość podobny gust muzyczny.

P. S. 2 Jest też opowiadanie, które świetnie wpisuje się w cały nurt dziwnych organizmów przejmujących władzę nad ludźmi i ich umysłami (“Za minutę północ”). Tutaj „Inwazja porywaczy ciał” się kłania. Dlatego też wrzucę Wam trailer z mojej ulubionej wersji z roku 1978 z Donaldem Sutherlandem.

Jakub Szamałek “Kiedy Atena odwraca wzrok”

Lubię czytać o tym, że wszystko już było, a ludzie nie zmienili się przez stulecia. Znaczy się nie zmieniły się targające nimi namiętności i emocje. Gdy ktoś pisze lub mówi słowa wpadające w ten deseń (wszystko już było, a ludzie są tacy sami) kiwam potakująco głową i czuję się mądrzejszy, bo sam tak powtarzam od bardzo długiego czasu. Dziwi mnie odkrywanie przez wielu ludzi tej prawdy na nowo i obwieszczanie jej światu jako czegoś niesamowitego. Ja może ze względu na specyfikę mojej pracy, dostęp do informacji z przeszłości mam ułatwiony i od dawna lubię sobie wędrować w przeszłość.

Jakub Szamałek także miał dostęp do przeszłości ułatwiony, bo to archeolog, doktorant Cambridge. I postanowił napisać kryminał osadzony w starożytności. Na MFK pytany o swoją książkę powiedział, że chciał napisać coś, co jemu samemu by się spodobało i przypadło do gustu.

 W antycznej Grecji, dokładniej w Atenach roku pańskiego, ups! Znaczy się roku 430 p.n.e. dzieje się źle. Spartanie dają w kość Ateńczykom, miasto jest pełne uchodźców ze spalonych przez Spartan miejscowości pod Atenami. Syf, brud, smród i ubóstwo. Na dodatek ktoś z Ateńczyków współpracuje ze Spartanami. Leochares człowiek pracujący dla Peryklesa (taki z niego spec od mokrej roboty) ma zająć się tą sprawą. Staje się prawdopodobnie pierwszym ateńskim prywatnym detektywem. Detektywem ze skłonnościami do wpędzania się w kłopoty. A sprawa zdrajcy okaże się znacznie bardziej krwawa, mroczna niż Leochares mógł się spodziewać. Trup ściele się gęsto, przeciwnik naszego bohatera jest sprytnym skurczybykiem i nie daje łatwo za wygraną, zawsze wyprzedzając o krok pomagiera Peryklesa.

Szamałek zafundował mi kilka godzin godziwej rozrywki. I to jest bardzo ważne, bo czymże byłoby życie bez godziwej rozrywki? Podobały mi się jego Ateny – miasto pełne zarówno pięknych świątyń poświęconych wielu bogom, ale pełne również rynsztoków, burdeli i podejrzanych typów na ulicach. Demokracja to pic na wodę, a Perykles korumpuje kogo może, a oszukuje na czym może i gdzie tylko może. Zupełnie jak u nas nad Wisłą.

Pan Jakub stworzył realistyczną wizję przeszłości, w której jest miejsce na wiele rzeczy dziś raczej niewyobrażalnych w naszej kulturze i społeczeństwie. Młodzi mężczyźni będący oficjalnie kochankami starszych, bogatych facetów. Kobiety zamknięte w domach na cztery spusty, z którymi mąż może i robi co tylko mu się zamarzy. Niewolnictwo, gdzie człowieka można sprzedać, zabić, torturować i ogólnie czynić mu rzeczy bardzo nieprzyjemne, bo jest się jego właścicielem. Dla kogoś kto miał podręcznikowe wyobrażenie o starożytnych Atenach książka Szamałka może się wydać obrazoburcza i wyssana z palca.

Podobał mi się język, nasz współczesny, przeplatany jedynie greckimi określeniami. No i przekleństwa, których było całkiem sporo. Książka stała się dzięki temu bardziej krwista i mocniejsza. Dla mnie na plus.

Urzekła, nie to niezbyt dobre określenie, spodobała mnie się postać medyka Menekratesa, który reprezentował całym sobą stan ówczesnej medycyny ateńskiej. Jego poglądy dotyczące kobiet raczej nie zdobyłyby popularności wśród ruchów feministycznych. A jego porady dla ojca, który ma w domu dorastającą córkę naprawdę są bardzo ekstrawaganckie (patrząc z dzisiejszego punktu widzenia).

W książce mamy postacie historyczne takie jak Sokrates, Perykles, Aspazja. Szamałek dodał im trochę kolorytu i stały się one znacznie bardziej żywe, niż z kart podręczników.

„Kiedy Atena…” to interesujący, ciekawy i dobrze napisany kryminał. Intryga nie jest może zbyt zaplątana, bardziej pasuje pod szpiegowskie historie. Ja uważam, że akurat w tej książce nie jest ona (intryga) najważniejsza. Najważniejsze są Ateny i ludzie, którzy w nich mieszkają. Ich problemy, które mogą się różnić od naszych (kupić sobie dwóch niewolników seksualnych czy tylko jednego?), ale nie zmieniły się uczucia i emocje, które rządzą ludźmi.

 

P. S. Pan Jakub Szamałek zdobył Nagrodę Wielkiego Kalibru Czytelników na MFK we Wrocławiu.

 

Ursula K. Le Guin “Słowo “las” znaczy świat”

Ursula K. Le Guin "Słowo las znaczy świat"

Ursula K. Le Guin "Słowo las znaczy świat"

Dobra wróciłem. Ależ miałem tydzień moi kochani. Konferencja w Warszawie od środy do piątku, sobota to odjazdowy w Krakowie, a w niedzielę impreza rodzinna w Łodzi. Po prostu szok! Nawet nie miałem kiedy napisać o książce, którą przeczytałem w drodze do Warszawy. Idąc za ciosem będzie to kolejna Ursula i kolejna książka zaliczana do cyklu Hain.

Opowiem Wam o fabule troszkę. Bo to ważne jest jeśli chodzi o powieści fantastyczne. Uniwersum Hain, ziemska kolonia na Nowej Tahiti. Ziemianie kolonizują planetę, która niemal w całości pokryta jest lasem. I oni sobie to drzewo wycinają i wysyłają na Ziemię, bo na Ziemi nie ma już drzewa, wielu rzeczy na Ziemi nie ma. Zwierząt też już nie ma, oprócz szczurów. Ziemia to betonowa pustynia, na której zdarzają się klęski głodu. Ale na szczęście są statki kosmiczne, które Ziemianie skwapliwie wykorzystują do kolonizacji planet „we” kosmosie. Nowa Tahiti to raj, cieplutko, zwierzątka bardzo podobne do ziemskich (i są żywe a nie sztuczne), świeże powietrze, ciężka praca i wyzwanie skolonizowania nowego świata. Czyż nie jest to marzeniem każdego mężczyzny? Przybyć, zobaczyć, wyciąć, zwyciężyć? Zrobić z pięknego świata przytulny dom bez zwierząt, bez lasów za to z betonem i skażonym środowiskiem. Na Nowej Tahiti ludziom w zrealizowaniu ich celu nie przeszkadza nic, nawet tubylcza ludność, która znacznie różni się od Ziemian, lecz wykazuje cechy humanoidalne. „Stworzątka” bo tak określają miejscowych Ziemianie wykorzystywane są bez litości do ciężkich prac, ich wioski są  palone, kobiety gwałcone (zadziwiające, że choć Ziemianie brzydzą się „stworzątek” i uważają ich za coś podobnego do małp to jednak kobiety gwałcić można). I tak sobie kolonizują tę Nową Tahiti ćpając, rąbiąc las, paląc wioski, (można powiedzieć, że robią to w klasycznym dziewiętnastowiecznym stylu). Aż do momentu, w którym pokojowi mieszkańcy Athsheanu, bo tak naprawdę nazywa się Nowa Tahiti nie przyswoili sobie od ludzi pewnej „umiejętności” czyli zabijania. Całość kończy się swego rodzaju „happy endem” choć to mocno na wyrost powiedziane. “Happy endem” dla miejscowych, ale nie dla Ziemian.

„Słowo las…” to modelowa książka opisująca cywilizację białego człowieka w natarciu. Przeniesiona w kosmos. Hiszpanie w Ameryce Południowej, Anglicy w Indiach czy Afryce, Australii i Ameryce Północnej, Rosjanie na swoich wschodnich rubieżach. Wszyscy oni postępowali tak samo w stosunku do miejscowych jak ziemscy kolonizatorzy w stosunku do humanoidalnych „stworzątek”. Jeden tylko członek ziemskiej ekipy zadał sobie trud poznania kultury i cywilizacji owłosionych krewniaków ludzi. Nie wyszło z tego nic dobrego, ale zazwyczaj tak bywa.

Czytałem sobie tę książkę i skojarzenia z konfliktem w Wietnamie były nieuniknione. Po pierwsze książka została wydana w 1976 roku, chwilę po skończeniu wojny w Wietnamie. Po drugie mamy na planecie las, który niczym dżungla jest nieprzenikniony i Ziemianie nie przyzwyczajeni do takiej ilości drzew czują  się zagubieni jak Amerykanie w wietnamskiej dżungli. Po trzecie miejscowi są mali jak Wietnamczycy. Co prawda nie żółci, ale za to różnokolorowi i pokryci futrem. A las na swej planecie znają jak mało kto. Jest taka scena w „Czasie Apokalipsy” w której do muzyki Wagnera amerykańskie helikoptery atakują Wietnamczyków. Totalna rozpierducha, ogień, wybuchy i ta muzyka… Czytając książkę miałem przed oczyma podobny widok. I tu również pojawia się szalony żołnierz, który ukrywa się w dżungli i walczy z tubylcami. Nie zakłada swojego królestwa jak bohater „Czasu apokalipsy” ale dla mnie skojarzenie było dość oczywiste.

„Słowo las znaczy świat” jest znacznie słabszą pozycją niż „Lewa…”. Jak dla mnie czuć upływ czasu, czuć mocne zaangażowanie autorki w ówczesne sprawy społeczne i polityczne. Analogie i metafory są bardzo oczywiste i proste jak amerykańska „way of life”. Nie podobało mi się to. Nie to żeby książka była kiepska, o nie:) Czytało się ją bardzo dobrze i szybko, po prostu widać sporą różnicę jeśli chodzi o jakość, między jej poprzedniczką z cyklu Hain.

Innym smaczkiem może być umiejscowienie w czasie jeśli chodzi o cały cykl Hain. Jesteśmy bowiem świadkami narodzin Ligi Światów oraz wynalezienia ansibla.

I na koniec scena z “Czasu apokalipsy”:

“Czas apokalipsy”

P. S. Miałem również problem z kolejnością książek. Otóż na przykład na biblionetce „Słowo las” jest piątą książką z cyklu Hain, tak samo jak w polskiej Wikipedii. W angielskiej Wikipedii na stronie dotyczącej samego cyklu to „Wydziedziczeni” są piątą książką, a „Słowo las…” dopiero szóstą. Ale już na podstronach dotyczących poszczególnych książek to właśnie „Słowo las…” jest wymienione jako następna powieść po „Lewej…”

Zamieszanie wzięło się pewnie stąd, że powieść „Słowo las…” powstała na bazie opowiadania z 1972 roku. I teraz jestem w kropce, bo „Wydziedziczonych” to ja dopiero czytam:)

George R. R. Martin “Taniec ze smokami. Część II”

George R. R. Martin "Taniec..."

George R. R. Martin "Taniec..."

Dziś dwudziesty dziewiąty lutego. Dlatego uświęcę tę datę stukając palcami w klawiaturę  i zostawiając potomnym wpis. Ku pamięci. Kto wie co będzie za cztery lata. Może zamiast na klawiaturze, będę grawerował znaki alfabetu w kamieniu, bo w wyniku III wojny światowej padnie cała cywilizacja. Wpis z dnia dwudziesty dziewiąty lutego, jak tytuł posta wskazuje będzie dotyczył najnowszej książki Martina.

Przeczytałem ją już kilka dni temu, ale jakoś nie mogłem się zabrać za opisanie mych wrażeń. Premiera była we wtorek, książka przeczytana przed weekendem, a tu już tydzień mija a ja nie wiem co napisać.

Martin to Martin. Czytało mi się dobrze, ale jestem lekko rozczarowany. Książka nie miała takiego tempa, rozmachu, nie było w niej, aż tylu smakowitych kąsków jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele (w tej części to chyba w ogóle burdeli nie było!).

Tych kąsków nie było tak wiele moi drodzy przyjaciele.

UWAGA BEDOM SPOJLERY!

A jak tam sprawa z bohaterami. Ich historie, ukazywanie wydarzeń z różnej perspektywy, emocje, miłości, namiętności to zawsze był mocny punkt w „Pieśni Lodu i Ognia”. W tej części za bardzo tego nie odczułem. Tyrion rzucał jakimiś żarcikiem, cynicznym humorem lecz słabo, Daenerys coraz bardziej wpadała w tę manię „Jestem Królową, jestem Królową muszę robić to co Królowa”, Jamiego w ogóle praktycznie nie było! Cersei dostała to na co zasłużyła, ale pewnie niezły numer jeszcze wywinie, bo to zła kobieta jest. Miło było wrócić do Aryi, która dalej pomyka sobie po Braavos. Spodobał mi się wątek Theona Greyjoya, jako Fetora. Ten Ramsay Bolton to kawał zboczonego skurwysyna i mam nadzieję, że dostanie to na co zasłużył. Mamy trochę Ashy Greyjoy. Pojawia się kilka drobniejszych postaci, które wyjaśniają to i owo:) A Jon Snow, biedny Snow… „Snowa pamięci żałobny rapsod” trzeba napisać, Martin bezlitosny jest, choć pewnie Snowa nie uśmiercił ostatecznie, a Jon wróci za sprawą Melisandre. Martin zostawił sporo otwartych furtek, podgrzał atmosferę niedokończonymi historiami i zostawił mnie z uczuciem pewnego niedosytu…

Podobały mi się wydarzenia z przeszłości, które wspominane są przez wielu bohaterów. Uświadamiają mi, że Martin stworzył świat ogromny, który mógłby dać spokojnie zatrudnienie dziesiątkom pisarzy:) Ale obiło mi się o uszy, że Martin nie jest zbyt przychylny fanowskiej twórczości i ostro tępi wszelkie jej przejawy. Jego prawo. Choć stworzył taki kompletny świat, że szkoda jego dzieła tak zostawiać.

Fani serii, do których i ja się chyba zaliczam nie powinni być zbytnio zawiedzeni, ja byłem tak troszkę. Teraz pozostaje czekać na pozostałe części, bo jak dla mnie druga część „Tańca…” to taka przystawka do głównego dania, mająca rozbudzić apetyty. I mam nadzieję, że w kolejnych tomach powróci pierdolnięcie, czego sobie i państwu życzę.

George R. R. Martin “Taniec ze smokami: Część 1”

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

 Ja z książki łaski Charlie Bibliotekarz pierwszy tego imienia, król niezmierzonych połaci Magazynu Zbiorów Zwartych, władca Szerokich Regałów, namiestnik Zakurzonych Półek, bezpośredni spadkobierca i kontynuator tradycji Deweya, Ranganathana etc.. Wojownik UKD i obrońca Katalogu Alfabetycznego. Ja rycerz Rewersu powiadam Wam moi drodzy czytelnicy, że z każdej rzeczy początkiem następuje jej koniec. I tak jak  Martina lekturę zacząłem tak na chwilę dzisiejszą ją zakończyłem. Informacja ta napawa mnie smutkiem i rozpaczą, jednak na horyzoncie świta jutrzenka nadziei i radości. Otóż za niecałe dni dwadzieścia ukaże światu swe dziewicze stronice kolejna część „Pieśni Lodu i Ognia” wydana sumptem wydawnictwa Zysk i S-ka. Dlatego przerwa w lekturze zbyt długą nie będzie, a wyczekiwanie sprawi, że apetyt ostrzejszy się stanie i danie książkowe smakować Charliemu lepiej będzie.

Jednakże by nie zapomnieć o wydarzeniach dziejących się w „Tańcu ze smokami” krótkie spoilery. Wróciliśmy do starych bohaterów – Tyrion bierze udział (nie z własnej woli) w spisku mającemu za zadanie przywrócić na tron syna Rhaegara, który wcale nie został zabity. Wpada w ręce ser Joraha. Ser Jorah pragnie oddać Krasnala Daenerys i wkupić się z powrotem w jej łaski. Królowa smoków nie daje sobie rady, jako władczyni Meeryn. Odnoszę wrażenie, że Martin nie lubi kobiet i z każdej swej bohaterki robi po pewnym czasie irytującą pindę. Daenerys zaczęła świetnie, ale w tym tomie zwyczajnie mnie wkurza. Jon Snow robi co może na Murze, a może niewiele i nuże Inni ich dopadną i Mur padnie snadnie. Bękart Boltona to kawał skurwysyna i psychopaty oraz zboczeńca. Mam nadzieję, że Theon Sprzedawczyk (który żyje!) otrząśnie się ze strachu przed Bękartem Boltona i przestanie być Fetorem. Davos także żyje! I radzi sobie całkiem nieźle. Polubiłem Cebulowego Rycerza i mam nadzieję, że Martin tak szybko nie skaże go ponownie na śmierć tym razem prawdziwą. I jest Bran! Spotkał trójoką wronę i uczy się latać. Zaczną go powoli zżerać czardrzewa i zostanie na zawsze w jaskini z leśnymi dziadkami dziećmi.

W tej części, która toczy się równocześnie z wydarzeniami z „Uczty wron” mamy to do czego przyzwyczaił nas Martin. Humor (na czoło zdecydowanie wysuwa się tutaj Ed Cierpiętnik i jego fatalistyczna filozofia życiowa), zaskakujące zwroty akcji (które mogą się wydawać czasem naciągane – taki Theon na przykład lub młody Gryf), ale nie przeszkadzało mi to wciągnąć powietrza i mruknąć kilkukrotnie: Osz kurwa! Jest też znacznie więcej takich rzeczy jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele (dobra burdeli jest niedużo).

Zostaje mi teraz czytać inne książki, które leżały odłogiem jak część pola w trójpolówce i odliczać czas do premiery części drugiej.

P. S. Nie myślcie, że nie śledzę bieżących wydarzeń. Polska literatura straciła wyjątkową osobę, Wisława Szymborska odcisnęła swoje piętno na kulturze naszego kraju, bardzo głębokie piętno. Jej brak odczujemy dotkliwie.

George R. R. Martin “Uczta dla wron: Sieć spisków”

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

Biedne Westeros, biedne Siedem Królestw. Łuny pożarów, gnijące trupy konsumowane przez wrony, wilki. Biedne Westeros władane przez tępą blondynkę, która myśli, że jest sprytna i przebiegła niczym Tywin Lannister. Naprawdę miło jest patrzeć jak Cersei pogrąża się w niebycie. Choć smutno robi się człowiekowi na myśl o losie królestwa do którego przyszła zima, a spichrze puste.

Skończyłem kolejny podtom:) Czytało się bardzo dobrze. Martin jak zwykle na poziomie. Co prawda nie ma Tyriona, nie ma Jona Snow, ale przecież opowieść dotyczy wielu ludzi i całego Westeros. Po skończonej “Sieci spisków” doceniłem zabieg Martina dotyczący przeniesienia akcji i opowiedzenia historii z innymi bohaterami. Jamie wzbudza sympatię, Brienne – mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Sam Tarly zaczyna stawać się prawdziwym mężczyzną.Cersei wspomniana wcześniej przeze mnie, daje prawdziwy popis głupoty i wpada we własne sidła. A taka miała być sprytna. Sansa Stark i Littlefinger na pewno zamieszają jeszcze konkretnie. Trzeba przyznać, że Petyr ma łeb nie od parady. Tylko jakie są jego prawdziwe zamiary? Tego bardzo chciałbym się dowiedzieć:)

W “Sieci spisków” akcja toczy się wręcz leniwie. Jest kilka momentów bardziej żywych, w których na chwilkę pojawia się to co lubimy czyli:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele.

Nie jest jednak tego tak dużo jak w “Nawałnicy mieczy”.

Przede mną “Taniec ze smokami cz. 1”. Później trzeba czekać na premierę, ale to już pod koniec lutego:) Przynajmniej uwolnię się na chwilę od Martina (Choć nie wiem czy tego chcę:)