Robert E. Howard “Conan: Godzina Smoka”

Conan The Lajfstajlmen, książka z Ameryki, nóż z Polski, podkładka z Ukrainy, szklaneczka ze Szkocji, wódka z Polski.

Hej, hej. A teraz o krótkiej książeczce, którą ot tak sobie przeczytałem w ramach chwili relaksu, bo akurat miałem ją na półce.

Dzisiejszy wpis będzie ilustrowany gifami z Arnoldem.

Ten cykl zna chyba każdy czytelnik/czytelniczka. Czy to za sprawą samych książek Howarda, czy filmów z Arnoldem, czy też wszelkich możliwych popkulturowych nawiązań, parodii czy też następców tego nurtu w literaturze fantasy. Howard był jednym z prekursorów i to widać w książkach o Conanie z Cymerii czy też Conanie Barbarzyńcy.

I nie tylko z Arnoldem…

Dlaczego widać? Ano, bo mamy tutaj dużo elementów składających się na całość opowieści. Są magowie, mamy ożywionych sprzed tysięcy lat władców ciemności, są ruiny starożytnych królestw, jest Zło mroczne i odwieczne, a jednocześnie są rycerze na koniach niczym ze średniowiecznej bajki, którzy pasują tutaj jak miecz do wyjściowego garnituru. Nie zabrakło też pięknej odzianej w napierśniki dziewoi, która ratuje Conana z lochów i od pewnej śmierci, a miłuje go i kocha go od momentu, gdy go ujrzała (tylko i wyłącznie)!

Nie mogłem się powstrzymać, żeby tego nie wrzucić :)

Ogólnie nasz Conan został królem i w tym dłuższym opowiadaniu musi walczyć o swoją koronę z czarnoksiężnikiem, który posiada moc tajemną i złowrogą. Conan jest już dobrze po czterdziestce (tak mi się wydaje), ale to wciąż zwinny, sprytny, mocny, szybki, mądry i przenikliwy wojownik, którego lata królowania wcale nie zmiękczyły. Gdy traci władzę w swoim królestwie staje się banitą i znów przypomina sobie lata młodości gdy był piratem, najemnikiem, dzikim barbarzyńcą z Północy, który za nic miał prawa, reguły i jarzmo cywilizacji. Przeżywa drugą młodość (ot taki kryzys wieku średniego, tylko zafundowany Conanowi przez mumię maga liczącą sobie ponad trzy tysiąclecia).

Conan silny jest, Conan mocny jest i nikt na niego plwał nie będzie.

Nie będę ukrywał, że opowieść o Conanie swoje lata już ma i czuć to. Metrykalnie Conan miałby chyba z 86 lat i choć jego historia była jedną z pierwszych to po nim przyszli równie wspaniali, o ile nie lepsi, ale i tak miejsce zasłużone w panteonie dzikich, bohaterskich barbarzyńców ma bezapelacyjnie zasłużone.

Książkę czytało mi się z przyjemnością, jako powrót do czasów młodości, ale szczerze przyznam i wiem, że nie powinienem tak robić to jednak przygody Conana to klisze i cóż z tego, że być może pierwsze klisze ciężko było się nie wzdragać nad sztampowością, ale i tak polecam jako książkę, która otwiera oczy i pokazuje, że wiele rzeczy już ktoś wymyślił wcześniej.

A tak ogólnie to przyjemnej majówki! Bawcie się i wypoczywajcie!

2 thoughts on “Robert E. Howard “Conan: Godzina Smoka”

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook