Michaił Bułhakow “Diaboliada”

Sponsorem dzisiejszych obrazków jest Discarding Images. Diaboł - źródło: http://discardingimages.tumblr.com/post/119098238778/full-cauldrons-speculum-humane-salvationis

Sponsorem dzisiejszych obrazków jest Discarding Images. Diaboł – źródło: http://discardingimages.tumblr.com/post/119098238778/full-cauldrons-speculum-humane-salvationis

Wpadłem moi drodzy w delikatny bułhakowowy cug. Zachwycony Fatalnymi jajami sprawdziłem co można uzyskać kilkoma kliknięciami z Wolnych lektur, co prawda Psiego serca, nie było, ale była za to Diaboliada, którą można pobrać STĄD.

Continue reading

Władimir Sawczenko “Retronauci”

Czy tak wyglądał retronauta? Źródło: pinterest.com

Czy tak wyglądał retronauta? Źródło: pinterest.com

Była taka seria wydawana w Polszcze przed laty przez Wydawnictwo Literackie. Seria zwała się “Fantastyka i groza” i redaktorzy owego cyklu z bardzo szerokim rozmachem dobierali lektury dla polskich czytelników. Czegóż tam nie było. Huxley, Le Guin ale także Mary Shelley i sowieccy pisarze. Ja dzisiaj o jednym sowieckim pisarzu chcę napisać. A piszę sowieckim, a nie radzieckim, bo chyba już najwyższy czas porzucić nazewnictwo epoki PRL. Cały świat pisze Soviet Union tylko my z powodów wiadomych mamy Związek Radziecki. Dlatego postaram się (już wcześniej tego próbowałem) pisać sowiecki, albo ewentualnie Kraj Rad:)

Continue reading

Kazimierz Kyrcz Jr “Femme Fatale”

Ava Gardner - femme fatale? Źródło: http://theniftyfifties.tumblr.com/tagged/Ava+Gardner/page/3

Ava Gardner – femme fatale? Źródło: http://theniftyfifties.tumblr.com/tagged/Ava+Gardner/page/3

Książki Kazimierza Kyrcza Jr na moim blogu pojawiają się dość regularnie. Dlatego dzisiaj uraczę Was opowieścią o jego najnowszym zbiorku opowiadań, o jakże wymownym tytule Femme fatale.

Continue reading

Maureen McHugh “Po apokalipsie”

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Ostatnimi dniami czasu nie miałem na nic, żar leje się z nieba, ja na blogu milczę, czas przerwać to milczenie. Dzisiaj książka, którą przeczytałem dawno, ale to bardzo dawno temu, ale zapomniałem jej wrzucić na bloga.

Continue reading

Robert M. Wegner “Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe”

Pod słońcem Sahary. Ilustracja z 1904 roku. Źródło: https://flic.kr/p/owkQtV

Pod słońcem Sahary. Ilustracja z 1904 roku. Źródło: https://flic.kr/p/owkQtV

Dzień dobry poświątecznie! Będzie krótko, bo nie chce mi się za bardzo rozpisywać. Będzie entuzjastycznie i bardzo polecankowo. Słuchajcie trafiłem na książkę, którą pochłonąłem w jeden wieczór niemalże! I to z wypiekami na twarzy.

Continue reading

William Tenn “Bernie Faust”

Venus na zdjęciach sondy Magellan.

Venus na zdjęciach sondy Magellan.
Źródło: http://www.universetoday.com/102973/what-is-the-hottest-planet-in-the-solar-system/

Kolejny klasyk science – fiction. Nie wiem co się ze mną dzieje. Może dojrzałem? Nie, to na pewno nie ma nic wspólnego z dojrzałością. Na pewno nie w moim wydaniu. Chyba raczej postanawiam nieświadomie nadrobić braki w elementarnej znajomości literatury science – fiction. Dobra, dajmy temu pokój i przejdźmy do książki, którą skończyłem czytać.

Czytaj dalej ->

Wiktor Pielewin “Kryształowy świat”

Podobno taksówka jest z białoruska, ale kto by się tym przejmował.

Podobno taksówka jest z białoruska, ale kto by się tym przejmował.

Po sieci krąży powiedzenie „Rosja to nie kraj. To stan umysłu.” Z reguły powiązane albo z dziwacznymi zdjęciami lub filmikami, w których nie można dopatrzeć się znamion logiki, normalności czy przyzwoitości. Czy w literaturze rosyjskiej to hasło znajduje odzwierciedlenie? I to nie w tym negatywnym, stereotypowym, memowo – kamerkowo – wypadkowo – internetowo (ależ mi potworek językowy wyszedł! Jezdem z siebie dumnym) kontekście. Ciężko mi na to pytanie odpowiedzieć, bo o Rosji, Rosjanach czytam stanowczo za mało. A dodatkowo niewiele przeczytałem książek napisanych przez pisarzy rosyjskich, a większość przeczytanych należy do nurtu fantastycznonaukowego. Będzie dzisiaj o moim drugim spotkaniu z panem Pielewinem, któren podobno jest uznawany za jednego z lepszych pisarzy naszego kontynentu. Wcześniej przeczytałem jego „Omon Ra…” i podobało mi się bardzo.

Czytaj dalej ->

“Światy Zajdla” – antologia.

zajdlaMam ostatnio szczęście do darmowych publikacji. A może to nie chodzi o szczęście tylko o to, że jakość takich wydawnictw się znacząco poprawiła? Najpierw była „Zombiefilia”, która była ciekawym i wciągającym projektem, a teraz opowiem Wam o „Światach Zajdla” czyli antologii konkursowej, która miała w pewien sposób uhonorować polskiego pisarza i jednocześnie pokazać, że jego dzieło dalej żyje, rozwija się i ludzie pamiętają. Czy to się udało? Raczej tak. Teksty w antologii są naprawdę ciekawe i jak na debiutanckie w większości opowiadania to można powiedzieć, że jest dobrze.

Zastanawiałem się czy przytoczyć Wam w skrócie i scharakteryzować te siedem tekstów. Nie jest tego dużo, a i samą antologię czyta się bardzo szybko więc tak zrobię.

„Świerszcze w karabinie” Anny Głuszek u mnie niestety nie zagrały. Niby tajemnicza choroba, niby jakaś Wielka Wojna, epidemia, Szara Armia zabierająca umierających na ową chorobę nie wiadomo gdzie. Sceny w bibliotece i czytelni, gdzie główny bohater mógł znaleźć wytchnienie mi się podobały, ale to takie moje skrzywienie zawodowe. Zupełnie nie wczułem się w klimat opowiadania, brakowało mi trochę szczegółów dotyczących tego świata, skąd wojna, dlaczego. A sam bohater też jakiś taki nie dla mnie. I oczywiście teraz piszę o swoich wrażeniach, bo innych zarzutów do opowiadania nie mam. Żadnych merytorycznych uwag też nie.

„Ostatni archeolog” Szymona Nogi. Tematyka zajebista. W świecie przyszłości remiksy, miksy, misz-masze sprawiły, że już nie ma praktycznie szans na odnalezienie oryginalnych utworów. Zajmuje się tym główny bohater, który dostaje zlecenie na odnalezienie oryginału „Limes inferior” niejakiego Zajdla, a to co odkrywa nie przyniesie mu niczego dobrego. Samo opowiadanie jest naszpikowane nawiązaniami do jednego z najsłynniejszych utworów Zajdla. A struktura opowiadania przez chwilę sprawia, że czujemy się jak w „Incepcji” –  bardzo mi się podobało to puszczanie oczka do czytelnika i zabawa z rzeczywistością. Opowiadanie zdecydowanie na plus.

„Poza systemem” Marzeny Starczyk. Ach, znacie to powiedzenie „jeśli czegoś nie ma w Google to ta rzecz nie istnieje?”. Pewnie, że znacie. To wyobraźcie sobie świat, w którym stale jesteśmy podpięci pod sieć, która nam podpowiada gdzie zjeść, co kupić do ubrania, z kim się spotkać. Wyobrażacie sobie taki świat? Ej! Zaraz! Przecież to już się dzieje! Na szczęście nie dla wszystkich i nie na taką skalę jak w opowiadaniu. Całkiem ciekawa historyjka.

Międzyplanetarna kolonizacja wykorzystująca siłę roboczą więźniów z Ziemi. Tajemnicze ule budowane ogromnym wysiłkiem, a później rozbierane równie ogromnym wysiłkiem. Terror i nieludzkie eksperymenty. Śmierć, cierpienie i totalitaryzm. To wszystko w „Nagraniu” Maćka Kaźmierczaka. Całkiem klimatyczne, ale brakowało mi trochę detali dotyczących po co i dlaczego się te ule buduje. I skąd właściwie taki, a nie inny układ sił. Ogólnie całkiem fajnie.

Polski rząd jaki jest każdy widzi. Nie komentuję tutaj polityki, (bo nie!), ale to co zrobił Adam Podlewski w opowiadaniu „Ministerstwo ds. Apokalipsy” to świetna sprawa. Wyobraźcie sobie specjalny departament w naszym rządzie, który ma opracowywać plany końca świata. Pracują w nim same świry, wariaci i najgroźniejsi terroryści w myśl zasady lepiej ich czymś zająć, bo inaczej rzeczywiście coś zrobią. Patrząc na niektóre działania naszych polityków zastanawiam się czy czasem część z nich nie dorabia sobie w takim ministerstwie do spraw Apokalipsy. Opowiadanie zabawne, choć z goryczkowym posmakiem.

A teraz absolutnie moje ulubione z całego zbiorku. „Świeżorodek” Ewy Morawskiej. Nieokreślona przyszłość, genetyka rządzi, a ludzie się nie rodzą lecz są wypuszczani na rynek jak książki. Egzemplarze człowieka się zamawia w wydawnictwie, określa się specyfikację i dokładne cechy przyszłego człowieka i później dostajemy już gotowe wydanie, które może od razu funkcjonować w społeczeństwie i być przydatne. Świetnie napisane, dynamicznie i przede wszystkim jak dla mnie jest w tym opowiadaniu dobrze zbalansowana ilość wiedzy o świecie i cała fabuła. Naprawdę bardzo interesujące i ciekawe spojrzenie na przyszłość.

I ostatnie opowiadanko „Życie bezwolne” Pawła Kuklińskiego nie należy co prawda do jakiś szczególnie powalających na kolana, ale jest interesująco napisane. Społeczność ogłupiona za pomocą jednego bodźca (nie zdradzę wam jakiego). Ludzie poddani ogłupiającym metodom są szczęśliwi, wolni od trosk, z pokorą i radością przyjmują każdy dzień, a świat jest dla nich piękny zawsze! I wszystko ich fascynuje. Czyż nie do tego dążymy? Pragniemy mieć świat radosny i bez większych problemów. Jak w „Matriksie”: wybierasz niebieską czy czerwoną pigułkę? Jedna oznacza życie w nieświadomości i kłamstwie, a druga życie w prawdzie, ale bardzo niebezpieczne i trudne. Nie będę Wam zdradzał co wydarzyło się w opowiadaniu Pawła Kuklińskiego i jakich wyborów dokonano.

Wybaczcie mi za tę w sumie dość schematyczny wpis, ale wydawał mi się on najlepszy do scharakteryzowania tego zbiorku. „Światy Zajdla” to ciekawa antologia z autorami wykazującymi duży potencjał. Co prawda opowiadania jak dla mnie nie są, aż w takim zajdlowskim duchu (ciężko mi powiedzieć co mam tutaj na myśli, ale mam nadzieję, że ci co Zajdla czytali, zrozumieją o co mi chodzi) to jednak dają radę. Widać po tekstach, że są jeszcze nieokrzesane, że przydałoby się doszlifować tu i tam, ale to naprawdę zajmująca lektura.

Książkę można pobrać stąd: Wydawnictwo ALMAZ.

Andrzej Pilipiuk “Czerwona gorączka”

czerwonaZacznę od refleksji. KFASON, KFASON i po KFASONIE. Moim zdaniem było sympatycznie i ciekawie. Zwłaszcza jak na pierwszą edycję. Moje spotkanie z panem Andrzejem Pilipiukiem chyba też dobrze wypadło. Denerwowałem się strasznie, ale może trochę niepotrzebnie, bo pan Andrzej to świetny gawędziarz, bardzo inteligentny człowiek z ogromnym poczuciem humoru. I teraz będzie wspomniana refleksja: przygotowując się do spotkania przeczytałem sporo wywiadów z autorem, obejrzałem dość znaczną liczbę filmików dostępnych w sieci, jednym słowem znacznie przybliżyłem sobie postać twórcy Wędrowycza. I tu wreszcie refleksja: gdy się bliżej pozna autora i jego poglądy, jego sposób patrzenia na świat to czytanie jego książek nie będzie już takie samo. Pojawiają się zupełnie nowe tropy, zupełnie inaczej patrzę na pomysły i użyte schematy i motywy. A dodatkowo jeśli się pogada chwilkę, pozna pisarza osobiście to już percepcja i odbiór książek znów się zmieni. I u mnie ten proces nastąpił:)

Tak miałem podczas lektury „Czerwonej gorączki”. Pilipiuka czytywałem wcześniej. Jednak „Czerwoną gorączkę” odebrałem zupełnie inaczej niż wcześniejsze książki. Na blogu pisałem o „Rzeźniku drzew” i „Wampirze z M-3”. Nie wiem czy miałem jakieś oczekiwania dotyczące „Czerwonej…”, na pewno spodziewałem się dobrej rozrywki i takową otrzymałem. Tematyka opowiadań oscyluje w obszarach, do których Pilipiuk nas przyzwyczaił. Carska Rosja, rewolucja październikowa, podróże w czasie i alternatywne wersje historii.

11 opowiadań jak to w antologii bywa wywołuje różne emocje. Od szczerego śmiechu („Silnik z Łomży”) po delikatne rozdrażnienie, że w taki sposób można skończyć świetne opowiadanie („Zeppelin L-59/2”). Jest tradycyjnie jak to u Pilipiuka ostra nagonka na socjalistów i komunistów. Raz na poważnie i z całkiem interesującym pomysłem („Czerwona gorączka”), drugie już zupełnie jajcarskie i świetnie naśmiewające się z „przejściowych trudności” jakim jest poddane budujące się socjalistyczne społeczeństwo („Operacja „Szynka””). Trafiła się nawet w zbiorze historia o krasnoludach i najemnikach („Niebieski trąd”). Interesujące i nawiązujące (moim zdaniem) to twórczości Stefana Grabińskiego opowiadanie („Wujaszek Igor”) również chlastało ubecję i cały system komunistyczny po mordzie, a interesujący pomysł z pociągiem widmem, gdzie głównym maszynistą jest Piłsudski dodawał klimatu posępnej grozy. Mamy też historię alternatywną bardzo dla nas łaskawą (dla nas Polaków) czyli „Samolot von Ribbentropa”, bo w niej jesteśmy supermocarstwem i rządzimy światem. Trafiła się też opowieść znacznie mniej łaskawa, w której to Europa zdominowana jest przez islam i resztki chrześcijan szukają swojego świętego („Gdzie diabeł mówi dobranoc”). „Grucha” to opowiadanko o nauczycielce, którą spotyka słuszna kara (może trochę za bardzo hardkorowo i ewidentnie tu widać jak bardzo nie lubi pan Pilipiuk instytucji oświatowych w naszym kraju). „Po drugiej stronie” i „Piórko w żywopłocie” to dość fantasmagoryczne historie, w których przenikają się różne światy.

„Czerwona gorączka” to kilka godzin dobrej rozrywki, połączonej ze zgrzytaniem zębów na niektóre patenty autora. Nie zmieni to jednak mojej sympatii do pana Andrzeja, ale może przydałoby się przeskoczenie na jakieś nowe tematy, bo ileż można tych komuszków i socjalistów wszelkiej maści molestować:)

Niektóre opowiadania czasem trąciły odwetem na rzeczywistości naszej, szarej polskiej i pobożnymi życzeniami, że powinno być inaczej, a nie jest. Ale to święte prawo autora, że pisze co chce i jak jemu w głowie się układa. A że robi to składnie, zgrabnie, ciekawie i w miarę wciągająco to człowiek sobie podczytuje.

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego.

Jedna bardzo krótka historia z profesorem Tutką. Pamiętajcie o ludziach “głębokich” – cokolwiek to znaczy.

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego

Rejent powiedział o jakimś artyście, że to artysta — głęboki.

Profesor Tutka podchwycił słowo — «głęboki».

— Znałem — mówił Profesor Tutka — człowieka o wyglądzie bardzo okazałym. Człowiek ten pięknie dekorował swą postacią stół prezydialny, salę teatralną podczas antraktu na premierze lub ucztę, gdy był na nią zaproszony. Cieszył się szacunkiem, gdyż był to człowiek przyzwoity, światły, poważny. Znał się na wielu rzeczach, gdyż, jak powiedziałem, był to człowiek światły. Słyszało się często, że to «umysł krytyczny». Bo często słuchano z uwagą, jak krytykuje.

W zaraniu swej kariery życiowej wpadł na doskonały, chociaż niezbyt oryginalny dowcip: mianowicie zarzucać prawie zawsze brak głębi. Metoda taka nie wzbudza śród słuchaczów sprzeciwu: głąb to coś nieokreślonego; trudno się sprzeciwiać. Metoda taka — oparta jest niewątpliwie na dość prostej znajomości psychologii: wygłoszenie, że komuś brak głębi, wywołuje w słuchaczu wrażenie, że ten, co brak jej zarzuca, jest człowiekiem głębokim. Tak też było z owym okazałym panem: pozyskał opinię — głębokiego.

Człowiek ten, nazywany głębokim — dożył późnej starości. O starości mówią, że jest nieubłagana. Rzadziej ktoś zauważy, iż starość bywa kapryśna, figlarna, złośliwa. Nie wiadomo dlaczego atakuje czasem tylko kawałek człowieka, a wszystko inne zostawia w porządku: dobierze się do nóg, a głowę pozostawia przytomną, a nawet mądrzejszą niż przed laty; to znów atakuje właśnie głowę, a resztę ciała zachowuje w czerstwości. Człowiekowi, o którym mowa, starość zaczęła atakować głowę — pozostawiając w spokoju okazałe ciało, które mogło jeszcze poprowadzić poloneza na balu reprezentacyjnym lub pięknie pomachać dzwonkiem, gdy było zaproszone do prezydialnego stołu.

Z mową już nie najlepiej: coś tam się nie kojarzyło, coś, zamiast skupiać — rozpraszało. Zaćmienie nadchodziło szybko: w tej głowie pozostało tylko zdanie — «w tym nie ma głębi», pozostał konik, na którym pan jeździł przez całe życie, gdy reszta pokaźnej stajni zniszczyła się czy rozbiegła po świecie. Nie dyskutowano z nim, gdyż nie dosłyszał i prawie niczego, o czym mówią, nie rozumiał. Ale jeszcze piękna, jak powiedziała jedna pani — hetmańska jego postać i dość sławna przeszłość robiły swoje: gdy zjawił się raz na premierze teatrzyku marionetkowego — dyrektor powitał go z wielkim szacunkiem i zapytał później o zdanie, jak mu się przedstawienie podobało. Odpowiedział — «pięknie, ale nie ma w tym głębi». Dyrektor odpowiedział z wielkim szacunkiem, iż sam to rozumie, ale jest nadzieja, że jeszcze w tym miesiącu uda mu się pogłębić scenę o półtora metra. Ale pan nie wiedział, czy to ze strony dyrektora — ironia, czy nieporozumienie.

Spotkałem tego człowieka — mówił Profesor Tutka — na wystawie obrazów: poznał mnie nawet i uprzejmie powitał. Staliśmy przed płótnem malarza z dziewiętnastego wieku, przedstawiającym pejzaż wiejski i kobiety w barwnych strojach, które, powracając z targu, rozzuły się i zakasawszy kiecki, przechodziły w bród rzeczkę.

— Niech, co chcą, mówią młodzi malarze — powiedziałem — ten umiał malować.

— Tak — odpowiedział mi sędziwy pan — ale nie ma w tym głębi.

— Gdyby była głębia — zauważyłem — kobiety utonęłyby w rzeczce.

Już tego nie słyszał.

Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ów człowiek umarł.

Zmartwiłem się nawet, bo człowiek porządny, światły i głęboki. Postanowiłem odprowadzić zmarłego na cmentarz. Jesień, deszcz padał ze śniegiem, osób bardzo mało, bo pan nie zajmował już żadnego stanowiska, zubożał i nie miał rodziny, której należało wyrazić współczucie. Na cmentarzu w dzielnicy niezamożnych kończono kopać grób. Zjawił się jakiś urzędnik cmentarny i zmierzył głębokość grobu długim kijem z podziałką. Nie było odpowiedniej głębi, kazał kopać dalej. Spojrzeliśmy, goście żałobni, na siebie porozumiewawczo.

A nawet uśmiechnęliśmy się… Nie trzeba dodawać, że wszyscy byli to ludzie dobrze wychowani — więc uśmiech nasz był dyskretny i smutny.”

Jerzy Szaniawski “Profesor Tutka”