Maureen McHugh “Po apokalipsie”

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Ostatnimi dniami czasu nie miałem na nic, żar leje się z nieba, ja na blogu milczę, czas przerwać to milczenie. Dzisiaj książka, którą przeczytałem dawno, ale to bardzo dawno temu, ale zapomniałem jej wrzucić na bloga.

Continue reading

Quinn Fleming “DMQZ”

17790683Się czasem do człowieka przyczepi ochota na jakąś darmochę. Zwłaszcza jeśli tę darmochę poleca się na portalu, który przeglądam w miarę regularnie, chociaż ostatnio rzadziej. Na Boing Boing pojawił się link do książki na Amazonie i sobie ściągnąłem. Niestety promocja na książkę się skończyła i książka kosztuje obecnie 6 dolarów. To i tak nie dużo (jak na amerykanckie standardy:).

Klimaty postapokalitpyczne to jeden z moich koniów  koników, ale oczywiście nie będzie mi dane w życiu poznać całej bogatej literatury na ten temat. Czasem jednak coś człowiek przeczyta i po skończeniu lektury uniesie wzrok znad czytnika ewentualnie strony w książce lub ekranu komputiera i rzeknie – dobre to było. Tak miałem z „DMQZ”. Zupełny przypadek, a książka się spodobała.

W skrócie o fabule. Przez świat przeszła pandemia straszliwej, nieuleczalnej choroby o nazwie „popielica” (w oryginalne dormouse). Państwa runęły w gruzy, miasta obróciły się w perzynę. Ludzie ciskali gromy atomowe na zarażone tereny. Nosiciele „popielicy” walczyli z tymi, którzy chcieli przetrwać i odgrodzić się od nich. Walka była bezwzględna i bezpardonowa. Po kilkunastu latach Stany Zjednoczone podzieliły się na strefy bezpieczne i te, w których pozostali „odporni” (w oryginale resisters). Zdrowi ludzie stłoczeni w miastach, gdzie przestrzeń do życia zyskuje się poprzez budowanie ogromnych wysokościowców, a ruch uliczny odbywa się na piechotę (i tutaj smaczek: jest kilka pasów, w zależności od tempa poruszania się) żyją w strachu zarówno przed chorobą jak i przed jej nosicielami, którzy wciąż nie dają o sobie zapomnieć.

Przejdźmy do głównego bohatera: Jacob Hale to oficer policji, który jest całkowicie oddany swojej służbie i nowym Stanom Zjednoczonym. To państwo ocaliło go od śmierci, dało mu wykształcenie, pracę i miejsce do życia. Nic więc dziwnego, że gdy zostaje zdegradowany za nieposłuszeństwo wobec przełożonego (a to Hale postąpił słusznie) pragnie dowiedzieć się dlaczego spotkał go taki los i chce znaleźć winnych całej sytuacji. Powoli odkrywa mroczne spiski, różnego rodzaju ruchy oporu wobec jego Państwa, które z kolei nie okazuje się bezpośrednim następcą demokratycznych Stanów Zjednoczonych. Wręcz przeciwnie. Nowe USA jest państwem totalitarnym, gdzie każdy ruch jego obywateli jest monitorowany, nagrywany i każdym momencie można prześledzić krok po kroku jego życie. A  wszystko to w imię bezpieczeństwa obywateli przed „popielicą” i ochrony przed grupami terrorystów spoza stref wolnych od choroby.

Książkę czytało się bardzo dobrze, świetne opisy Manhattanu, który zaadaptowany został do nowych warunków, interesujące wykorzystanie różnych technologii. Podobało mi się to, że nie mamy do czynienia ze światem totalnie zniszczonym, który nawet nie próbuje udawać, że się podnosi z gruzów tylko z dość prężnie działającą cząstką cywilizacji w morzu chaosu (przynajmniej tak rząd nowych USA przedstawia sytuację na świecie). Tu i tam w miarę zgrabnie wplecione w fabułę fakty dotyczące epidemii, historii wojny pomiędzy „odpornymi” a rządem pozwalają na szersze zorientowanie się w sytuacji świata przedstawionego w książce. Zboża praktycznie nie ma, mięso jest szalenie drogie, a wódka zakazana (bimbrownicy pędzą ją z papierowych książek! Czy to w ogóle możliwe?).

Żeby nie było w książce jest kilka irytujących fragmentów, ale można na nie przymknąć oko. Hale jako główny bohater musi przetrwać i nie ma się co spinać, że wychodzenie ze wszelkich tarapatów wychodzi mu bardzo dobrze, aż za dobrze. Zresztą sam wątek kryminalno-spiskowy nie jest jakoś szalenie skomplikowany i raczej człowiek się zorientuje mniej więcej o co biega i po co biega po Manhattanie główny bohater.

„DMQZ” na pewno nie jest żadnym objawieniem i powalającą na kolana lekturą. Jednak w tej książce bardzo zgrabnie autor połączył motyw końca świata i cywilizacji z narastającą obawą ludzi o zakres kontroli państwa nad ich poczynaniami i coraz szerszym polem działania wszelakich organów państwowych szpiegujących własnych obywateli, a wszystko to w imię bezpieczeństwa. W świetle ostatnich wydarzeń na arenie międzynarodowej i doniesień z samych USA ten temat zajmuje obecnie bardzo wielu Amerykanów.

I zakończenie w książce jest takie, że wiadomo od razu, iż będzie druga część, co może być irytujące, bo akcja pod koniec tak przyspieszyła, że szkoda gadać. Ale nawet się tej drugiej części chce.

Karel Capek “Potop”

Pewnie macie dość już spamowania związanego z końcem świata. Ja mam dla Was trochę inne spojrzenie na to zagadnienie. Idealne, by się odprężyć. Historyjka z “Bajek i przypowiastek”. Moim zdaniem w sam raz na zimowy wieczór. Enjoy!

The Deluge by Francis Danby c. 1837

The Deluge by Francis Danby c. 1837

Potop

“Nie wiem, czy pamiętacie ostatni potop – pewnie nie, bo o takich rzeczach, jak zasłużona kara, ludzie bardzo chętnie zapominają. Ale to nie szkodzi, ja wam przypomnę. Było to pewnie po prostu tak, że Pan rozgniewał się na ludzi za rozpustę, frakcyjność i inne grzechy, i zdecydował, że dłużej na to nie będzie patrzyć. I zesłał deszcz, który trwał czterdzieści dni i czterdzieści nocy. Państwowy Instytut Meteorologiczny wprawdzie twierdził, iż jest to przypływ wilgotnego powietrza znad oceanu, spowodowany rozległym niżem znad kontynentu, ale kiedy Wełtawa rozlała się aż pod Muzeum1 ludzie zaczęli gadać, że to nie stało się samoistnie i że koniec świata jest murowany. No i stało się. Część ludzi szukała ratunku w kościołach, inni oblegali banki i wycofywali na gwałt swoje pieniądze, (co one były dla nich warte przy takiej katastrofie, niech Bóg osądzi), inni wreszcie hulali i żyli ponad stan jak dawniej. Mnóstwo ich utonęło właśnie w barach. Rozsądni ludzie naturalnie twierdzili, że temu potopowi trzeba jakoś zapobiec, na przykład budując tamy, i tłumnie zgłaszali się dobrowolnie d o pracy. Ale plany tam leżały w Ministerstwie Robót Publicznych i do dzisiaj chyba nikt do nich nie zaglądał. W końcu ludzie wzięli się za to sami i zaczęli budować tamy, gdzie im przyszła ochota. Ale cóż to było warte, skoro woda zalała Barrandov, Pankrac, Bohdalec i Stresovice2 i ciągłe jej przybywało. W innych miastach, krajach i częściach świata wcale nie było lepiej. Po prostu był to jeszcze jeden koniec świata, jak stoi w Księgach. I nikt sobie nawet arki nie mógł zbudować, no bo wiadomo. Podskali2 zostało zatopione najwcześniej, a ludzie na Vinohradach czy w Dejvicach2 nie potrafią nawet tratwy zbić, cóż dopiero mówić o arce, taki to już śródlądowy naród. Nic nie można było zrobić. Koniec świata to koniec świata.

W tym czasie żył jeden starszy pan, nazywał się Kościelny czy Nieumyślny, czy jakoś tak. Zostawszy emerytem wziął się za archeologię j ciągle szperał w poszukiwaniu jakichś prehistorycznych zabytków. Kiedyś kopał gdzieś w okolicy Hloubetina2 i znalazł jakieś gliniane skorupy, pocięte czymś w rodzaju skaz czy bruzd. Było tego około dwudziestu kawałków. No i ten pan Kościelny (czy Nieumyślny) wbił sobie do głowy, że te znaczki to historyczne runy i postanowił, że je odczyta. Przy tym odczytywaniu wyszło mu słowo SAMO i kilka innych dziwnych słów. Wtedy z radości przewróciło mu się w głowie i napisał książkę „O fragmentach Samona”, w której dowodził, że te skorupy pochodzą z rozbitej urny wielkiego wodza Samona, zwycięzcy Awarów i że na niej jest runami zapisany życiorys Samona w dawno wymarłym języku prehistorycznych celtyckich Bojów. Archeologowie przyjęli tę hipotezę kpinami, rzecz jasna, i określili te runy jako nieudany ornament kreskowy. Od tego czasu pan Nieumyślny (lub Kościelny) powziął śmiertelną nienawiść do uczonych archeologów i dowodził w szeregu broszur, że są ignorantami, a te jego skorupy to autentyczne resztki urny Samona. Zabrał się również do studiowania języków celtyckich i twierdził, że słowa, które odczytał na tych skorupach, naprawdę mają celtycki rodowód. Wiecie, jak można przekonywać uczonych o czymś, na co sami nie wpadli! Po prostu nauka nie przyjęła do wiadomości dowodów pana Kościelnego (lub Nieumyślnego), a pan Nieumyślny czuł się osobiście urażony i prowadził dalej swoją pełną goryczy walkę przeciwko archeologom. Nic innego dla niego na świecie nie istniało, tylko te jego runiczne napisy i walka o prawdę w naszej archeologii. I akurat w tym czasie nastał ten potop.

 Pan Nieumyślny (lub Kościelny) mieszkał na Vinohradach blisko wodociągów. Było mu obojętne, że na dworze leje jak z cebra, bo siedział przy swoim biurku i pisał namiętną polemikę z niejakim profesorem Ondrejczkiem, czy jak się tam nazywał ten specjalista od grobów celtyckich. Pisał więc i wcale nic go nie obchodziło. A kiedy mu jego służąca powiedziała, że z tego chyba będzie koniec świata, mruknął tylko, żeby mu dała spokój, bo nie ma czasu na takie głupoty. Co go może obchodzić jakiś tam koniec świat? Ja temu Ondrejczkowi pokażę, powiedział, tym razem rozszarpię go na kawałki. Te jego groby z Ouholic, powiedział, to żadne groby celtyckie, tylko zwyczajne germańskie mogiły. I taki dureń chciałby mnie pouczać, co to są fragmenty Samona! Po czym wyrzucił służącą, bo nie miał czasu słuchać jej gadaniny, i pisał dalej.

Potem znowu przybiegł do niego jeden z sąsiadów mówiąc, że wszyscy mieszkańcy domu postanowili zbudować tam w dole pod Kravinem zaporę przeciw tej nawałnicy żywiołów i żeby pan Kościelny też poszedł budować tamę. Jaka tama, panie, powiedział pan Nieumyślny, co mnie obchodzą wasze tamy, panie. Ja tu muszę nawtykać temu tępakowi, temu fałszerzowi nauki Ondrejczkowi, i to tak, żeby się nie pozbierał. Ja go muszę unieszkodliwić, to leży w interesie archeologii, mój panie. Taki ignorant nie może nam kalać imienia wymarłych ludów, krzyczał pan Kościelny (lub Nieumyślny). Mnie wasz potop nie interesuje, mój panie, proszę mi nim nie zawracać głowy. I usiadł, i pisał dalej. A woda sięgała po pas pomnika Svatopluka Cecha3.

Jako trzecia przyszła do tego pana Kościelnego jego kuzynka z Flory. Ona była z jakiejś sekty, która zbierała się U jednego kamieniarza na Olsanach i tam uprawiali wspólne modły, cuda i proroctwa. Ta kuzynka oznajmiła panu Nieumyślnemu, że nastaje koniec świata i wskrzeszenie sprawiedliwych, jak głosi Apokalipsa, i że on, pan Nieumyślny, powinien przyjść do nich i czekać na triumf sprawiedliwych przy wtórze zwycięskich hymnów. Ładni mi sprawiedliwi, stwierdził pan Nieumyślny. Modlić się to potrafią, ale walczyć przeciwko fałszowaniu nauki przez Ondrejczka to już nie. Dajcie mi wreszcie spokój z tym waszym końcem świata. Co do mnie, może być nawet dziesięć końców świata. Obym tylko pognębił tego Ondrejczka z jego grobami celtyckimi. Następnie zamknął drzwi, żeby mu nikt nie przeszkadzał w pracy.

Woda potem zaczęła się wznosić, aż zalała cały świat. Ludność wyginęła. Widocznie na to zasłużyła.

Kiedy wody znowu opadły i sięgały już tylko do placu Vinohradzkiego, na ulicy pokrytej warstwą błota pojawił się ten pan Kościelny czy Nieumyślny. Był suchy jak pieprz i niósł pod pachą rękopis swojej polemiki z profesorem Ondrejczkiem. Bardzo się złościł, że nie może znaleźć żadnego drukarza, który by mu tę broszurę wydrukował.

Kiedy po latach ludność znowu zaczęła się rozmnażać, nowi ludzie się dziwili, jak ten pan Kościelny czy Nieumyślny przeżył potop. Ale kiedy go o to spytali wprost, wybałuszył ze zdziwieniem oczy i powiedział: – Jaki potop? Ja o żadnym potopie nic nie wiem. Ja wtedy niszczyłem tego nieuka Ondrejczka. Wyobraźcie sobie, że ten ignorant wystąpił przeciwko moim runicznym napisom!

Między nami mówiąc, w przetrwaniu pana Nieumyślnego nie było nic szczególnego. My przecież od dawna wiemy, że ludzkie złości i fanatyzm przeżyją wszystkie pogromy i potopy, ba, nawet sam koniec świata ich nie ruszy.

 

1) Muzemu – Narodni Muzeum w Pradze, budynek położony w najwyższym punkcie placu Wacława.

2) Barrandov, etc.—dzielnice i okolice Pragi.

3) Svatopluk Cech —poeta czeski (1346-1903). Największy rozgłos zyskał cykl wierszy „Pieśni niewolnika”. Pomnik S. Cecha znajduje się w wysoko położonym punkcie Pragi.”

1938

Mało czasu…

Zostało niewiele ponad miesiąc. Kurde, a tu tyle książek do przeczytania, wódki do wypicia, nocy do zarwania. Jak z tym wszystkim się wyrobić?! Jak nadgonić tyle zmarnowanych chwil w jeden miesiąc? Ma ktoś może jakieś rady?

Koniec świata

Koniec świata

Nie żebym się czepiał, każdy ma prawo wierzyć w to co chce. Z czystej ciekawości wszedłem na stronę i nawet nie chce mi się  o tym pisać.