Maureen McHugh “Po apokalipsie”

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Zdjęcie użytkownika Charles Hutchins. Źródło: https://flic.kr/p/a4ujzh

Ostatnimi dniami czasu nie miałem na nic, żar leje się z nieba, ja na blogu milczę, czas przerwać to milczenie. Dzisiaj książka, którą przeczytałem dawno, ale to bardzo dawno temu, ale zapomniałem jej wrzucić na bloga.

Czterech jeźdźców apokalipsy. Źródło: https://flic.kr/p/aqPt9r

Czterech jeźdźców apokalipsy. Źródło: https://flic.kr/p/aqPt9r

Czego można spodziewać się po książce zatytułowanej Po apokalipsie? Pierwsza myśl na widok tytułu to oczywiście opowieści o końcu świata lub o świecie po końcu, albowiem dla większości ludzi termin apokalipsa oznacza opis końca świata. Termin wywodzi się z greckiego, kojarzony jest najczęściej z religijnymi wizjami dni ostatecznych. Najsłynniejszą taką wizją jest Apokalipsa według św. Jana, która zawładnęła na stulecia wyobraźnią setek pokoleń. Zresztą podobnież święty Jan siedząc na wyspie Patmos zawdzięczał swoje wizje mieszance wina, różnych ziół, które palił lub spożywał w wywarach i grzybkom zjadanym w starożytnych wersjach zapiekanek.

Maureen McHugh nazywając swój zbiór opowiadań Po apokalipsie daje wyraźny sygnał czytelnikowi czego powinien się spodziewać, niestety czytelnik (czyli ja) ma prawo czuć się zawiedziony. A dlaczego? O tym postaram się opowiedzieć.

W zbiorze znajduje się dziewięć opowiadań, każde opisuje losy jednej istoty ludzkiej podczas wydarzeń, które mają tragiczne skutki dla społeczeństwa. Bohaterowie opowiadań nie znajdują się jednak w centrum owych kataklizmów, bardzo często te katastrofy wydarzyły się gdzieś daleko lub w przeszłości, a z ich skutkami mierzą się protagoniści (takie ładne i mądre słowo, które rzadko używane na tym blogu jest). W opowiadaniach nie ma określonych dokładnych ram czasowych, ale można założyć, że to niedaleka przyszłość. I tutaj mam jeden z najważniejszych problemów z tym zbiorem – dla mnie wyrażenie „po apokalipsie” ma oznaczać po końcu świata, po armagedonie, po dniach ostatecznych. Ludzkość została zniszczona, zniszczyła się sama, a to co zostało na powierzchni Ziemi to jej marne resztki starające się odbudowywać cywilizację. Nic nie poradzę, że tak rozumiem literaturę postapokaliptyczną. U Maureen McHugh nie ma wizji takiego końca świata. W każdym opowiadaniu tragiczne wydarzenia nie niszczą cywilizacji, przynoszą jej zmiany, z reguły na gorsze, ale ludzkość trwa w dość niezmienionym kształcie. Jedynie opowiadanie dające tytuł książce Po apokalipsie może pretendować do miana ciekawej, interesującej historii poruszającej tematykę upadku cywilizacji i związanych z tym wyzwań, zagrożeń i tragedii, gdyż opisuje losy młodej kobiety wraz z córką, które po katastrofie w USA wyruszają do Kanady, gdzie ma panować spokój. Wszystkie pozostałe opowiadania w zupełności postapokaliptyczne nie są. Podam przykłady (aha i przykłady to ogromne streszczenia opowiadań, jednym słowem SPOILERY JAK DIABLI):

Znów czterech jeźdźców. Źródło: https://flic.kr/p/ouUEB2

Znów czterech jeźdźców. Źródło: https://flic.kr/p/ouUEB2

Naturalista – zombie próbowali zawładnąć światem, ludzkość ich pokonała, a resztki nieumarłych przebywają w rezerwatach, do których wysyła się skazanych więźniów.

Specjalna ekonomia – po epidemii zabójczej grypy, w której zginęło miliony ludzi w Chinach, młoda dziewczyna trafia do firmy, która wykorzystuje nadmiernie pracowników.

Zagubiony chłopiec: dziennikarz w terenie – po wybuchu „brudnej” bomby w USA, w wyniku zamieszania znika chłopiec. Rodzina nie ustaje w poszukiwaniach.

Królestwo ślepców – informatycy zarządzający systemami medycznymi odkrywają, że jeden system wykształcił samoświadomość. W ich rękach leży przyszłość owej sztucznej inteligencji.

Bezużyteczne rzeczy – na południu Stanów Zjednoczonych trwa katastrofalna susza, a samotna kobieta radzi sobie jak może wytwarzając lalki na zamówienie i sztuczne penisy.

Wyprawa do Francji – ludzie latają, dosłownie, do Francji. Tutaj muszę wtrącić, że to  opowiadanie wywołało u mnie największe zdziwienie i wrażenie totalnego nieporozumienia od bardzo dawna.

Miesiąc miodowy – młoda kobieta po rozstaniu z mężem hazardzistą, aby się utrzymać bierze udział w testach nowych leków. Podczas jednego z testów unika zarażenia śmiertelną chorobą.

Efekt działania siły odśrodkowej – ludzie masowo umierają na chorobę prionową. Bohaterką jest nastolatka, której umiera matka, a sama nastolatka ma problemy.

Ta apokalipsa wydarzyła się naprawdę. Źródło: https://flic.kr/p/9ujHyg

Ta apokalipsa wydarzyła się naprawdę. Źródło: https://flic.kr/p/9ujHyg

Cały zbiór opowiadań wygląda jakby autorka nie mając lepszego pomysłu wrzuciła wszystko do jednego worka, nadała książce tytuł pochodzący od najlepszego  opowiadania i ktoś postanowił to wydać ładnie opakowując to w modne ostatnio klimaty postapo.

Styl pisarski Maureen McHugh jest irytujący, w książce bohaterowie opowiadają o swoich uczuciach, wrażeniach podczas sądnych dni, (które wcale sądne się nie wydają) w sposób miałki, trywialny i monotonny. Historie, wydarzenia jakich jesteśmy świadkami są przedstawione w sposób nie wywołujący emocji. Do opisania stylu narracji najbardziej pasowałoby określenie „trajkotanie” – bez ładu, bez sensu przerywając opowieść wstawkami z zupełnie innych wydarzeń, jeśli to miało naśladować ciąg myślowo-skojarzeniowy zwykłego człowieka to moim skromnym zdaniem autorka nie podołała zadaniu.

I znów Fukushima. Źródło: https://flic.kr/p/9unJvJ

I znów Fukushima. Źródło: https://flic.kr/p/9unJvJ

Po apokalipsie to zbiór bardzo przeciętny, w którym nie ma praktycznie za grosz niczego przyciągającego uwagę. Autorka być może pragnęła opisać koniec świata z punktu widzenia szarego człowieka, ale wyszły jej ckliwe i bardzo mdłe historyjki.

Sobie trochę ponarzekałem, ale nic na to nie poradzę, że książka pani McHugh wywoływała u mnie jedynie irytację. Czuję się troszkę oszukany.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook