Michaił Jelizarow “Bibliotekarz”

Św. Hieronim

Św. Hieronim patron bibliotekarzy

Powiedzcie mi moi drodzy czy istnieje siła, która powstrzymałaby mnie przed przeczytaniem książki o tym jakże wymownym tytule? Chyba raczej nie ma takiej siły, a jak to mawia stare przysłowie Charlie nierychliwy, ale w końcu czytliwy to przyszła kolej i na książkę pana Michała, którą to książkę mam od dawna w swoim księgozbiorze, ale jakimś cudem nie było żywcem czasu, aby ją przeczytać. I znów tradycyjnie zacznę od narzekania (przeczytałem ją dawno) i dopiero teraz opisuję. Robię się nudny z tym narzekaniem, ale uwierzcie mi pomaga mi to w motywacji.

Continue reading

Dmitry Glukhovsky “Witajcie w Rosji”

Byggnadsverk-Religionsutövning - kyrkor-(01) Exteriörer, Byggnadsverk-Försvarsväsen-Fästning. Źródło: https://flic.kr/p/81yqiX

Byggnadsverk-Religionsutövning – kyrkor-(01) Exteriörer, Byggnadsverk-Försvarsväsen-Fästning. Źródło: https://flic.kr/p/81yqiX

Zacznę od narzekania! Moi drodzy, ależ mam zaległości! Masakryczne. Święta minęły, a ja wciąż zaległości, niedługo kolejny rok, a ja zaległości. I w sumie mógłbym ciepnąć to wszystko w kąt i nie dzielić się z Wami przeczytanymi przeze mnie książkami (a nazbierało się ich mnóstwo), ale jednak chcę. Dlatego postaram się Was zasypać nowymi wpisami.

Continue reading

Milena Moser “Księga samotnic”

Do książki będą pasować ilustracje kobiet łamiących stereotypy. Tutaj Maud Wagner pierwsza tatuażystka w Stanach Zjednoczonych. Źródło: http://ubersuper.com/a-history-if-women-and-tattoo/

Do książki będą pasować ilustracje kobiet łamiących stereotypy. Tutaj Maud Wagner pierwsza tatuażystka w Stanach Zjednoczonych. Źródło: http://ubersuper.com/a-history-if-women-and-tattoo/

Dzień dobry moi Wielce Szanowni Czytelnicy. Dzisiaj kolejna książka, którą ukończyłem w tak zwanym cugu kończenia. Naprawdę w jednym tygodniu skumulowało mi się kilka książek. I nie dlatego, że tak szybko czytam, ale po prostu tak się trafiło. A nie piszę
o nich bo zwyczajnie czasu ostatnio nie mam.

Continue reading

Adrian Markowski “Sąsiady”

A tu takie zdjęcie sąsiadów z noworocznego przyjęcia. Źródło: https://flic.kr/p/xpH7m4

A tu takie zdjęcie sąsiadów z noworocznego przyjęcia. Źródło: https://flic.kr/p/xpH7m4

Adriana Markowskiego już na swoim blogu raz przedstawiałem, TUTAJ możecie przeczytać o jego poprzednim zbiorku 13 opowiadań o króliku. Dzisiaj będzie o swoistej kontynuacji tego zbiorku zarówno tematycznej jak i stylistycznej oraz narracyjnej.

Continue reading

Adolf Nowaczyński “Nowe Ateny: satyra na Wielki Kraków”

Strona tytułowa wydania oryginalnego.

Strona tytułowa wydania oryginalnego.

Czasem mnie ochota najdzie na takie starocie, że nawet sam się sobie dziwię.

Continue reading

Andrzej Sapkowski “Ostatnie życzenie”

Grafika z gry o WIedźminie. Źródło: http://koziol.info.pl/2011/05/nastal-czas-bialego-wilka-czyli-retrospektywnie-o-pierwszym-wiedzminie/

Grafika z gry o WIedźminie. Źródło: http://koziol.info.pl/2011/05/nastal-czas-bialego-wilka-czyli-retrospektywnie-o-pierwszym-wiedzminie/

Dzisiaj sobie pofantazjuję, bo okazja ku temu dobra, a i przeczytany zbiór opowiadań należy już do KANONU, tak, tak moi drodzy do KANONU. A z kanonem różnie bywa. Jedni chuchają i dmuchają, pieszczą jedwabnymi chusteczkami coby tylko się błyszczał, stał i był podziwiany. Inni z kolei będą uderzać obrazoburczymi tekstami w piedestał, w KANON, aby go obalić, by zgnił i zmurszał i zniknął z pamięci ludzkiej. Ja dzisiaj sobie z KANONEM pogadam. I wybaczcie z góry tę rozmowę, będzie bardzo jednostronna, bo w końcu wymyślona przeze mnie.

Continue reading

Sławomir Mrożek “Donosy”

Mrożek z firanką na głowie, a'la dżin z baśni tysiąca i jednej nocy. Źródło: pudelek.pl

Mrożek z firanką na głowie, a’la dżin z baśni tysiąca i jednej nocy. Źródło: pudelek.pl

Moja biblioteka posiada ciekawą kolekcję książek z tak zwanego “drugiego obiegu”, czyli nielegalnych wydawnictw z okresu PRL. Książki te “drukowane” chałupniczymi metodami to literatura zakazana zarówno w PRL jak i w Związku Sowieckim. To opracowania historyczne odkłamujące zafałszowaną historię oraz publicystyka społeczno – ekonomiczna oraz literatura tak zwana “wywrotowa”. W sobotę na dyżurze odwiedził moją czytelnię bardzo sympatyczny starszy pan i poprosił o kilka książek z tej kolekcji. Jak się okazało ów pan był jednym z wielu pracowników Wydawnictwa LIBERTAS i aktywnie uczestniczył w drukowaniu i rozprowadzaniu owej podziemnej literatury. Pogawędziliśmy trochę, ja się dowiedziałem o metodach dystrybucji, wyglądzie “drukarni” i tym podobne. Po wyjściu czytelnika została w czytelni książka, a właściwie książeczka, broszura z “Donosami” Mrożka.

Czytaj dalej->

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego.

Jedna bardzo krótka historia z profesorem Tutką. Pamiętajcie o ludziach “głębokich” – cokolwiek to znaczy.

Profesor Tutka znał człowieka głębokiego

Rejent powiedział o jakimś artyście, że to artysta — głęboki.

Profesor Tutka podchwycił słowo — «głęboki».

— Znałem — mówił Profesor Tutka — człowieka o wyglądzie bardzo okazałym. Człowiek ten pięknie dekorował swą postacią stół prezydialny, salę teatralną podczas antraktu na premierze lub ucztę, gdy był na nią zaproszony. Cieszył się szacunkiem, gdyż był to człowiek przyzwoity, światły, poważny. Znał się na wielu rzeczach, gdyż, jak powiedziałem, był to człowiek światły. Słyszało się często, że to «umysł krytyczny». Bo często słuchano z uwagą, jak krytykuje.

W zaraniu swej kariery życiowej wpadł na doskonały, chociaż niezbyt oryginalny dowcip: mianowicie zarzucać prawie zawsze brak głębi. Metoda taka nie wzbudza śród słuchaczów sprzeciwu: głąb to coś nieokreślonego; trudno się sprzeciwiać. Metoda taka — oparta jest niewątpliwie na dość prostej znajomości psychologii: wygłoszenie, że komuś brak głębi, wywołuje w słuchaczu wrażenie, że ten, co brak jej zarzuca, jest człowiekiem głębokim. Tak też było z owym okazałym panem: pozyskał opinię — głębokiego.

Człowiek ten, nazywany głębokim — dożył późnej starości. O starości mówią, że jest nieubłagana. Rzadziej ktoś zauważy, iż starość bywa kapryśna, figlarna, złośliwa. Nie wiadomo dlaczego atakuje czasem tylko kawałek człowieka, a wszystko inne zostawia w porządku: dobierze się do nóg, a głowę pozostawia przytomną, a nawet mądrzejszą niż przed laty; to znów atakuje właśnie głowę, a resztę ciała zachowuje w czerstwości. Człowiekowi, o którym mowa, starość zaczęła atakować głowę — pozostawiając w spokoju okazałe ciało, które mogło jeszcze poprowadzić poloneza na balu reprezentacyjnym lub pięknie pomachać dzwonkiem, gdy było zaproszone do prezydialnego stołu.

Z mową już nie najlepiej: coś tam się nie kojarzyło, coś, zamiast skupiać — rozpraszało. Zaćmienie nadchodziło szybko: w tej głowie pozostało tylko zdanie — «w tym nie ma głębi», pozostał konik, na którym pan jeździł przez całe życie, gdy reszta pokaźnej stajni zniszczyła się czy rozbiegła po świecie. Nie dyskutowano z nim, gdyż nie dosłyszał i prawie niczego, o czym mówią, nie rozumiał. Ale jeszcze piękna, jak powiedziała jedna pani — hetmańska jego postać i dość sławna przeszłość robiły swoje: gdy zjawił się raz na premierze teatrzyku marionetkowego — dyrektor powitał go z wielkim szacunkiem i zapytał później o zdanie, jak mu się przedstawienie podobało. Odpowiedział — «pięknie, ale nie ma w tym głębi». Dyrektor odpowiedział z wielkim szacunkiem, iż sam to rozumie, ale jest nadzieja, że jeszcze w tym miesiącu uda mu się pogłębić scenę o półtora metra. Ale pan nie wiedział, czy to ze strony dyrektora — ironia, czy nieporozumienie.

Spotkałem tego człowieka — mówił Profesor Tutka — na wystawie obrazów: poznał mnie nawet i uprzejmie powitał. Staliśmy przed płótnem malarza z dziewiętnastego wieku, przedstawiającym pejzaż wiejski i kobiety w barwnych strojach, które, powracając z targu, rozzuły się i zakasawszy kiecki, przechodziły w bród rzeczkę.

— Niech, co chcą, mówią młodzi malarze — powiedziałem — ten umiał malować.

— Tak — odpowiedział mi sędziwy pan — ale nie ma w tym głębi.

— Gdyby była głębia — zauważyłem — kobiety utonęłyby w rzeczce.

Już tego nie słyszał.

Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ów człowiek umarł.

Zmartwiłem się nawet, bo człowiek porządny, światły i głęboki. Postanowiłem odprowadzić zmarłego na cmentarz. Jesień, deszcz padał ze śniegiem, osób bardzo mało, bo pan nie zajmował już żadnego stanowiska, zubożał i nie miał rodziny, której należało wyrazić współczucie. Na cmentarzu w dzielnicy niezamożnych kończono kopać grób. Zjawił się jakiś urzędnik cmentarny i zmierzył głębokość grobu długim kijem z podziałką. Nie było odpowiedniej głębi, kazał kopać dalej. Spojrzeliśmy, goście żałobni, na siebie porozumiewawczo.

A nawet uśmiechnęliśmy się… Nie trzeba dodawać, że wszyscy byli to ludzie dobrze wychowani — więc uśmiech nasz był dyskretny i smutny.”

Jerzy Szaniawski “Profesor Tutka”

Książki najgorsze – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 23

Wróciły! Prawdopodobnie tylko na chwilkę, ale są! Książki najgorsze, co prawda tak jak poprzednio znów jest o przekładzie, ale to nie zmienia faktu, że są! A tak za nimi tęskniłem (oczywiście żartuję, nie tęsknię za najgorszymi książkami, tęskniłem za rubryką:) Coby długo nie owijać w bawełnę. Dzisiaj przed państwem Michał Asanka – Japołł Mową włoskich  poetów.

Wiadomości Literackie nr 20, 17 maja 1925 roku

WL1925nr2017V

 

Książki najgorsze

Michał Asanka – Japołł. Mową włoskich  poetów. Kraków, 1925; str. 84.

Jest to wiązanka przekładów z poezji włoskiej. Tłumacz poświęcił swe dzieło ministrowi spraw zagranicznych Skrzyńskiemu. Pan Asanka-Japołł tłumaczy wiersz Ugo Foscolo w podobnie bezwstydny sposób:

„Na czole brózdy, w głębi oczu płomień zapału.

 Włos płowy, różowe lica, wygląd pewności…

Warga, czy ząb, gotowe do uniesień szału,

Głowa pochylona, na szyi, ku starości”.

Pozwolę sobie ząb wyrwać, jeżeli w oryginale włoskim jest sportretowany „ząb, gotowy do uniesień szału”. Jak widzimy, w pierwszym wierszu jest za dużo o sylabę, a w pozostałych za mało sensu.

 …„gdy niemasz świątyni, obce świętych twarze,

ani słów matki co mienią świat w obrazki — — —”

Słowa matki zmieniają świat w obrazki! Panie Asanka – Japołł! to już nie obrazki — to obraza boska.

…. rzekę, jak i świat, czas zrodził, w nieskończoności…

użyczając podobieństw z błękitem lazuru;

pełne dziwnej harmonji, chociaż nie z miłości…”

Nie z miłości, tylko dla pieniędzy. A swoją drogą przydałby się jakiś podmiot albo jakieś orzeczenie. Wiersz o Cyganach Buzziego tak brzmi:

“Często ich wiedzie jakaś tęsknota:

W krainę zgoła pustych przestrzeni.

Znów wracają, żebrzą, strudzeni,

Nawrotem w inne strony —” (?)

Kraina zgoła pustych przestrzeni — to głowa tłumacza.

Pan minister Skrzyński, któremu ta książka jest poświęcona, powinien z własnej szkatuły wyznaczyć fundusz potrzebny na wywiezienie p. Asanki – Japołła do Włoch oraz dopilnować, aby Asankę oddano w ręce autorów przez niego tłumaczonych. Na drogę powrotną nie potrzeba ani grosza, bo go Włosi napewno już nie wypuszczą.”

bt

O autorze tych słów można sporo poczytać na Wikipedii. Na poezji się nie znam mówię to od razu, ale prowadzący rubrykę ewidentnie nie lubi jak ktoś szarga (przynajmniej w jego mniemaniu) świętą sztukę słowa pisanego. Chociaż metafora z krainą zgoła pustych przestrzeni i głową tłumacza świetna.

Jak zwykle można przeczytać egzemplarz w Bibliotece Jagiellońskiej. Karta katalogowa pod tym linkiem.

Sponsorem dzisiejszego odcinka jest pan Asanka – Japołł i Małopolska Biblioteka Cyfrowa.

Jerzy Szaniawski “Profesor Tutka”

IMAG0536 Bez bicia przyznam się, że o Szaniawskim nie słyszałem nigdy lub moja pamięć nie zanotowała takiego nazwiska, aż do czasu, gdy zacząłem czytać o profesorze Tutce. A nawet sucha notka na Wikipedii mówi o człowieku, który przed wojną był wziętym dramatopisarzem, po wojnie odrzucił socrealizm za co został oficjalnie potępiony i wykreślony z polskiej literatury. Dopiero tak zwana odwilż znów pozwoliła na wydawanie i drukowanie jego utworów. Człowiek, który został na ojcowiźnie, uprawiał rolę i pisał. A którego spuścizna literacka spłonęła wraz z jego rodzinnym dworkiem w Zegrzynku kilka lat po jego śmierci. Barwny życiorys i ciekawa postać.

Nic więc dziwnego, że taki umysł wykreował profesora Tutkę. O którym można powiedzieć, że nie istnieje zagadnienie, myśl, idea na którą profesor Tutka nie mógłby znaleźć przykładu z własnego życia. Dla tego dystyngowanego, starszego pana spędzającego popołudnia w gronie miejskich notabli nie ma tematu, którego nie mógłby skomentować własnym doświadczeniem. Chcecie o malarzach tak się składa, że profesor znał kilku, a może o kobiecie interesującej? Oczywiście, że profesor Tutka znał i to niemało kobiet interesujących. Szereg sądów związanych z codziennym życiem, z drobiazgami, które to życie tworzą, ale także z wielkimi ideami i głębokimi emocjami profesor Tutka potrafi albo wyjaśnić, albo obalić, ale najczęściej robi jednocześnie jedno i drugie. To prawdziwy czarodziej pozostawiania słuchaczy i czytelników w stanie zawieszenia i braku pewności czy czasem nas profesor Tutka nie nabiera. Czy czasem nie chce sprawdzić, czy łatwo łykamy haczyk i przytakujemy mu bezmyślnie, bo wtedy on obnaży naszą ignorancję bezlitośnie.

Krótkie opowiastki profesora Tutki to bardzo ciekawy powrót do świata, którego już nie ma (przynajmniej tak mi się wydaje). Sędzia, doktor, radny i inni nie przesiadują w kawiarni godzinami i nie dyskutują na tak zwane “życiowe” tematy. Te opowiadania mają swoisty mieszczański klimat, którego chyba już się nie odnajdzie. Profesor Tutka natomiast to postać, która budzi pozytywne emocje. Zawsze ma dobry przykład, anegdotkę na każdą sytuację. Niezły też z niego jest i był kobieciarz, bo co chwila wspomina o miłościach, które nim zawładnęły.

Szaniawski dał mi chwilkę lekkiej zadumy i uśmiechu. To taki humor, który nie jest wulgarny, nie jest nachalny, wiele aluzji jest bardzo łatwych do odczytania, co nie znaczy, że wszystko masz człecze wyłożone na tacy. Oj nie. Polecam gorąco! Jako dobrą odskocznię od wszystkiego.