Filip Springer “Miedzianka. Historia znikania”

Widok na Miedziankę z Janowic, Źródło: http://jbc.jelenia-gora.pl/dlibra/doccontent?id=1942

I kolejna świeżynka przeczytana przeze mnie :) Ogarnąłem temat i przeczytałem pierwszą książkę Springera, o innej piszę TUTAJ. Jak możecie sprawdzić Źle urodzone… zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Czy Miedzianka zrobiła podobne? Czytajcie dalej…

Continue reading

Marcin Wroński “A na imię jej będzie Aniela”

 Lublin. Wieża ciśnień przy ul. Teatralnej. 1940. Źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/20335/2354ed7d08876ba174fad10ab2574332/

Lublin. Wieża ciśnień przy ul. Teatralnej. 1940. Źródło: https://audiovis.nac.gov.pl/obraz/20335/2354ed7d08876ba174fad10ab2574332/

A nie mówiłem, że Was zasypię! Wróciłem na chwilkę do Wrońskiego – to tak w ramach odstresowania się. I przyznam się, że to był strzał w dziesiątkę. Wroński w trzecim tomie cyklu o Maciejewskim daje radę.

Continue reading

Feliks W. Kres “Król Bezmiarów”

2013-fantastic-pirate-ship-wallpaper-hd-wide

Hej,ho! na “umrzyka skrzyni ”
I butelka rumu
Hej, ho! resztę czart uczyni,
I butelka rumu.

Tak śpiewał Krzysztof Klenczon w piosence „Statek widmo”. Tak pewnie poza kartami książki śpiewali sobie piraci ze świata stworzonego przez Feliksa W. Kresa, w książce którą to jak się możecie domyśleć przeczytałem. Wyobraźcie więc sobie, że siedzicie w mrocznej izbie,w zatłoczonej portowej tawernie, za oknem szaleje sztorm jakiego najstarszy miejscowy kuternoga nie widział, Wy sączycie sobie kubek rumu, a Charlie Wam opowiada jaką to książkę ostatnio przeczytał. Wpis będzie dzisiaj przetykany muzycznymi wstawkami, cobyście poczuli klimat.

Czytaj dalej->

Ursula K. Le Guin “Słowo “las” znaczy świat”

Ursula K. Le Guin "Słowo las znaczy świat"

Ursula K. Le Guin "Słowo las znaczy świat"

Dobra wróciłem. Ależ miałem tydzień moi kochani. Konferencja w Warszawie od środy do piątku, sobota to odjazdowy w Krakowie, a w niedzielę impreza rodzinna w Łodzi. Po prostu szok! Nawet nie miałem kiedy napisać o książce, którą przeczytałem w drodze do Warszawy. Idąc za ciosem będzie to kolejna Ursula i kolejna książka zaliczana do cyklu Hain.

Opowiem Wam o fabule troszkę. Bo to ważne jest jeśli chodzi o powieści fantastyczne. Uniwersum Hain, ziemska kolonia na Nowej Tahiti. Ziemianie kolonizują planetę, która niemal w całości pokryta jest lasem. I oni sobie to drzewo wycinają i wysyłają na Ziemię, bo na Ziemi nie ma już drzewa, wielu rzeczy na Ziemi nie ma. Zwierząt też już nie ma, oprócz szczurów. Ziemia to betonowa pustynia, na której zdarzają się klęski głodu. Ale na szczęście są statki kosmiczne, które Ziemianie skwapliwie wykorzystują do kolonizacji planet „we” kosmosie. Nowa Tahiti to raj, cieplutko, zwierzątka bardzo podobne do ziemskich (i są żywe a nie sztuczne), świeże powietrze, ciężka praca i wyzwanie skolonizowania nowego świata. Czyż nie jest to marzeniem każdego mężczyzny? Przybyć, zobaczyć, wyciąć, zwyciężyć? Zrobić z pięknego świata przytulny dom bez zwierząt, bez lasów za to z betonem i skażonym środowiskiem. Na Nowej Tahiti ludziom w zrealizowaniu ich celu nie przeszkadza nic, nawet tubylcza ludność, która znacznie różni się od Ziemian, lecz wykazuje cechy humanoidalne. „Stworzątka” bo tak określają miejscowych Ziemianie wykorzystywane są bez litości do ciężkich prac, ich wioski są  palone, kobiety gwałcone (zadziwiające, że choć Ziemianie brzydzą się „stworzątek” i uważają ich za coś podobnego do małp to jednak kobiety gwałcić można). I tak sobie kolonizują tę Nową Tahiti ćpając, rąbiąc las, paląc wioski, (można powiedzieć, że robią to w klasycznym dziewiętnastowiecznym stylu). Aż do momentu, w którym pokojowi mieszkańcy Athsheanu, bo tak naprawdę nazywa się Nowa Tahiti nie przyswoili sobie od ludzi pewnej „umiejętności” czyli zabijania. Całość kończy się swego rodzaju „happy endem” choć to mocno na wyrost powiedziane. “Happy endem” dla miejscowych, ale nie dla Ziemian.

„Słowo las…” to modelowa książka opisująca cywilizację białego człowieka w natarciu. Przeniesiona w kosmos. Hiszpanie w Ameryce Południowej, Anglicy w Indiach czy Afryce, Australii i Ameryce Północnej, Rosjanie na swoich wschodnich rubieżach. Wszyscy oni postępowali tak samo w stosunku do miejscowych jak ziemscy kolonizatorzy w stosunku do humanoidalnych „stworzątek”. Jeden tylko członek ziemskiej ekipy zadał sobie trud poznania kultury i cywilizacji owłosionych krewniaków ludzi. Nie wyszło z tego nic dobrego, ale zazwyczaj tak bywa.

Czytałem sobie tę książkę i skojarzenia z konfliktem w Wietnamie były nieuniknione. Po pierwsze książka została wydana w 1976 roku, chwilę po skończeniu wojny w Wietnamie. Po drugie mamy na planecie las, który niczym dżungla jest nieprzenikniony i Ziemianie nie przyzwyczajeni do takiej ilości drzew czują  się zagubieni jak Amerykanie w wietnamskiej dżungli. Po trzecie miejscowi są mali jak Wietnamczycy. Co prawda nie żółci, ale za to różnokolorowi i pokryci futrem. A las na swej planecie znają jak mało kto. Jest taka scena w „Czasie Apokalipsy” w której do muzyki Wagnera amerykańskie helikoptery atakują Wietnamczyków. Totalna rozpierducha, ogień, wybuchy i ta muzyka… Czytając książkę miałem przed oczyma podobny widok. I tu również pojawia się szalony żołnierz, który ukrywa się w dżungli i walczy z tubylcami. Nie zakłada swojego królestwa jak bohater „Czasu apokalipsy” ale dla mnie skojarzenie było dość oczywiste.

„Słowo las znaczy świat” jest znacznie słabszą pozycją niż „Lewa…”. Jak dla mnie czuć upływ czasu, czuć mocne zaangażowanie autorki w ówczesne sprawy społeczne i polityczne. Analogie i metafory są bardzo oczywiste i proste jak amerykańska „way of life”. Nie podobało mi się to. Nie to żeby książka była kiepska, o nie:) Czytało się ją bardzo dobrze i szybko, po prostu widać sporą różnicę jeśli chodzi o jakość, między jej poprzedniczką z cyklu Hain.

Innym smaczkiem może być umiejscowienie w czasie jeśli chodzi o cały cykl Hain. Jesteśmy bowiem świadkami narodzin Ligi Światów oraz wynalezienia ansibla.

I na koniec scena z “Czasu apokalipsy”:

“Czas apokalipsy”

P. S. Miałem również problem z kolejnością książek. Otóż na przykład na biblionetce „Słowo las” jest piątą książką z cyklu Hain, tak samo jak w polskiej Wikipedii. W angielskiej Wikipedii na stronie dotyczącej samego cyklu to „Wydziedziczeni” są piątą książką, a „Słowo las…” dopiero szóstą. Ale już na podstronach dotyczących poszczególnych książek to właśnie „Słowo las…” jest wymienione jako następna powieść po „Lewej…”

Zamieszanie wzięło się pewnie stąd, że powieść „Słowo las…” powstała na bazie opowiadania z 1972 roku. I teraz jestem w kropce, bo „Wydziedziczonych” to ja dopiero czytam:)

George R. R. Martin “Taniec ze smokami. Część II”

George R. R. Martin "Taniec..."

George R. R. Martin "Taniec..."

Dziś dwudziesty dziewiąty lutego. Dlatego uświęcę tę datę stukając palcami w klawiaturę  i zostawiając potomnym wpis. Ku pamięci. Kto wie co będzie za cztery lata. Może zamiast na klawiaturze, będę grawerował znaki alfabetu w kamieniu, bo w wyniku III wojny światowej padnie cała cywilizacja. Wpis z dnia dwudziesty dziewiąty lutego, jak tytuł posta wskazuje będzie dotyczył najnowszej książki Martina.

Przeczytałem ją już kilka dni temu, ale jakoś nie mogłem się zabrać za opisanie mych wrażeń. Premiera była we wtorek, książka przeczytana przed weekendem, a tu już tydzień mija a ja nie wiem co napisać.

Martin to Martin. Czytało mi się dobrze, ale jestem lekko rozczarowany. Książka nie miała takiego tempa, rozmachu, nie było w niej, aż tylu smakowitych kąsków jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele (w tej części to chyba w ogóle burdeli nie było!).

Tych kąsków nie było tak wiele moi drodzy przyjaciele.

UWAGA BEDOM SPOJLERY!

A jak tam sprawa z bohaterami. Ich historie, ukazywanie wydarzeń z różnej perspektywy, emocje, miłości, namiętności to zawsze był mocny punkt w „Pieśni Lodu i Ognia”. W tej części za bardzo tego nie odczułem. Tyrion rzucał jakimiś żarcikiem, cynicznym humorem lecz słabo, Daenerys coraz bardziej wpadała w tę manię „Jestem Królową, jestem Królową muszę robić to co Królowa”, Jamiego w ogóle praktycznie nie było! Cersei dostała to na co zasłużyła, ale pewnie niezły numer jeszcze wywinie, bo to zła kobieta jest. Miło było wrócić do Aryi, która dalej pomyka sobie po Braavos. Spodobał mi się wątek Theona Greyjoya, jako Fetora. Ten Ramsay Bolton to kawał zboczonego skurwysyna i mam nadzieję, że dostanie to na co zasłużył. Mamy trochę Ashy Greyjoy. Pojawia się kilka drobniejszych postaci, które wyjaśniają to i owo:) A Jon Snow, biedny Snow… „Snowa pamięci żałobny rapsod” trzeba napisać, Martin bezlitosny jest, choć pewnie Snowa nie uśmiercił ostatecznie, a Jon wróci za sprawą Melisandre. Martin zostawił sporo otwartych furtek, podgrzał atmosferę niedokończonymi historiami i zostawił mnie z uczuciem pewnego niedosytu…

Podobały mi się wydarzenia z przeszłości, które wspominane są przez wielu bohaterów. Uświadamiają mi, że Martin stworzył świat ogromny, który mógłby dać spokojnie zatrudnienie dziesiątkom pisarzy:) Ale obiło mi się o uszy, że Martin nie jest zbyt przychylny fanowskiej twórczości i ostro tępi wszelkie jej przejawy. Jego prawo. Choć stworzył taki kompletny świat, że szkoda jego dzieła tak zostawiać.

Fani serii, do których i ja się chyba zaliczam nie powinni być zbytnio zawiedzeni, ja byłem tak troszkę. Teraz pozostaje czekać na pozostałe części, bo jak dla mnie druga część „Tańca…” to taka przystawka do głównego dania, mająca rozbudzić apetyty. I mam nadzieję, że w kolejnych tomach powróci pierdolnięcie, czego sobie i państwu życzę.

George R. R. Martin “Taniec ze smokami: Część 1”

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

George R. R. Martin "Taniec ze smokami: Część 1"

 Ja z książki łaski Charlie Bibliotekarz pierwszy tego imienia, król niezmierzonych połaci Magazynu Zbiorów Zwartych, władca Szerokich Regałów, namiestnik Zakurzonych Półek, bezpośredni spadkobierca i kontynuator tradycji Deweya, Ranganathana etc.. Wojownik UKD i obrońca Katalogu Alfabetycznego. Ja rycerz Rewersu powiadam Wam moi drodzy czytelnicy, że z każdej rzeczy początkiem następuje jej koniec. I tak jak  Martina lekturę zacząłem tak na chwilę dzisiejszą ją zakończyłem. Informacja ta napawa mnie smutkiem i rozpaczą, jednak na horyzoncie świta jutrzenka nadziei i radości. Otóż za niecałe dni dwadzieścia ukaże światu swe dziewicze stronice kolejna część „Pieśni Lodu i Ognia” wydana sumptem wydawnictwa Zysk i S-ka. Dlatego przerwa w lekturze zbyt długą nie będzie, a wyczekiwanie sprawi, że apetyt ostrzejszy się stanie i danie książkowe smakować Charliemu lepiej będzie.

Jednakże by nie zapomnieć o wydarzeniach dziejących się w „Tańcu ze smokami” krótkie spoilery. Wróciliśmy do starych bohaterów – Tyrion bierze udział (nie z własnej woli) w spisku mającemu za zadanie przywrócić na tron syna Rhaegara, który wcale nie został zabity. Wpada w ręce ser Joraha. Ser Jorah pragnie oddać Krasnala Daenerys i wkupić się z powrotem w jej łaski. Królowa smoków nie daje sobie rady, jako władczyni Meeryn. Odnoszę wrażenie, że Martin nie lubi kobiet i z każdej swej bohaterki robi po pewnym czasie irytującą pindę. Daenerys zaczęła świetnie, ale w tym tomie zwyczajnie mnie wkurza. Jon Snow robi co może na Murze, a może niewiele i nuże Inni ich dopadną i Mur padnie snadnie. Bękart Boltona to kawał skurwysyna i psychopaty oraz zboczeńca. Mam nadzieję, że Theon Sprzedawczyk (który żyje!) otrząśnie się ze strachu przed Bękartem Boltona i przestanie być Fetorem. Davos także żyje! I radzi sobie całkiem nieźle. Polubiłem Cebulowego Rycerza i mam nadzieję, że Martin tak szybko nie skaże go ponownie na śmierć tym razem prawdziwą. I jest Bran! Spotkał trójoką wronę i uczy się latać. Zaczną go powoli zżerać czardrzewa i zostanie na zawsze w jaskini z leśnymi dziadkami dziećmi.

W tej części, która toczy się równocześnie z wydarzeniami z „Uczty wron” mamy to do czego przyzwyczaił nas Martin. Humor (na czoło zdecydowanie wysuwa się tutaj Ed Cierpiętnik i jego fatalistyczna filozofia życiowa), zaskakujące zwroty akcji (które mogą się wydawać czasem naciągane – taki Theon na przykład lub młody Gryf), ale nie przeszkadzało mi to wciągnąć powietrza i mruknąć kilkukrotnie: Osz kurwa! Jest też znacznie więcej takich rzeczy jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele (dobra burdeli jest niedużo).

Zostaje mi teraz czytać inne książki, które leżały odłogiem jak część pola w trójpolówce i odliczać czas do premiery części drugiej.

P. S. Nie myślcie, że nie śledzę bieżących wydarzeń. Polska literatura straciła wyjątkową osobę, Wisława Szymborska odcisnęła swoje piętno na kulturze naszego kraju, bardzo głębokie piętno. Jej brak odczujemy dotkliwie.

George R. R. Martin “Uczta dla wron: Sieć spisków”

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Sieć spisków"

Biedne Westeros, biedne Siedem Królestw. Łuny pożarów, gnijące trupy konsumowane przez wrony, wilki. Biedne Westeros władane przez tępą blondynkę, która myśli, że jest sprytna i przebiegła niczym Tywin Lannister. Naprawdę miło jest patrzeć jak Cersei pogrąża się w niebycie. Choć smutno robi się człowiekowi na myśl o losie królestwa do którego przyszła zima, a spichrze puste.

Skończyłem kolejny podtom:) Czytało się bardzo dobrze. Martin jak zwykle na poziomie. Co prawda nie ma Tyriona, nie ma Jona Snow, ale przecież opowieść dotyczy wielu ludzi i całego Westeros. Po skończonej “Sieci spisków” doceniłem zabieg Martina dotyczący przeniesienia akcji i opowiedzenia historii z innymi bohaterami. Jamie wzbudza sympatię, Brienne – mam nadzieję, że nic jej nie będzie. Sam Tarly zaczyna stawać się prawdziwym mężczyzną.Cersei wspomniana wcześniej przeze mnie, daje prawdziwy popis głupoty i wpada we własne sidła. A taka miała być sprytna. Sansa Stark i Littlefinger na pewno zamieszają jeszcze konkretnie. Trzeba przyznać, że Petyr ma łeb nie od parady. Tylko jakie są jego prawdziwe zamiary? Tego bardzo chciałbym się dowiedzieć:)

W “Sieci spisków” akcja toczy się wręcz leniwie. Jest kilka momentów bardziej żywych, w których na chwilkę pojawia się to co lubimy czyli:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele.

Nie jest jednak tego tak dużo jak w “Nawałnicy mieczy”.

Przede mną “Taniec ze smokami cz. 1”. Później trzeba czekać na premierę, ale to już pod koniec lutego:) Przynajmniej uwolnię się na chwilę od Martina (Choć nie wiem czy tego chcę:)

George R. R. Martin “Uczta dla wron: Cienie śmierci”

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

George R. R. Martin "Uczta dla wron: Cienie śmierci"

 Idę jak burza! Jak sztorm! Jak nawałnica, może mieczy, a może zwyczajna, gradowa taka? Następny tom połknięty, przetrawiony. I jaka ta „Uczta dla wron” jest?

Siedzą sobie te wrony i żrą tę padlinę i kraczą. Oj, jak dużo one kraczą! I tylko to robią. W porównaniu z poprzednim tomem NIC się nie dzieje! Martin musiał nowych bohaterów wprowadzić na arenę wydarzeń, bo sporo z poprzednich zostało przez wrony zjedzonych. Mamy więc Brienne, która szuka Sansy Stark, bo złożyła przysięgę Jamiemu Królobójcy. Cersei, złotowłosą królową. I kilka pomniejszych postaci, które natychmiast giną.

Nawet nie będę spoilerował tak bardzo. Zarysuję w skrócie akcję. Arya ucieka do Braavos, gdzie wstępuje do zakonu Boga o wielu twarzach. Grubas ser Świnka też jest w Braavos, lord dowódca Nocnej Straży wysłał go do Cytadeli, by zaczął się uczyć i został maestrem. Wędruje z nim Goździk wraz z dzieciakiem Mance’a Rydera i stary maester Aemon oraz brat z Nocnej Straży, który zaczyna się szlajać po burdelach. Cersei sprawuję władzę, jest jednak krótkowzroczna, butna, i myśli, że jest najmądrzejsza (długo tak nie pociągnie). Jamie próbuje siostrze przemówić do rozumu, ale ta nie chce go słuchać. Gdzieś tam się przebija informacja, że ścięli Cebulowego Rycerza – naprawdę szkoda. Mam nadzieję, że to podła plotka jest. Ogar podobno złapał niezły wkurw i grasuje po dorzeczu gwałcąc i zabijając, co się tylko da. Sansa siedzi w Orlim Gnieździe z Littlefingerem i powoli poddaje się jego urokowi. Wątek młodej Myrcelli Lannister, która jest w Dorne może tutaj namieszać całkiem sporo, lecz na razie nic się nie dzieje.

„Ucztę dla wron: Cienie śmierci” dobrze się czyta, ale nie ma tutaj, wielu rzeczy z poprzednich tomów, takich jak:

Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele. No dobra, dużo wron jest.

A tak się czyta książki w „Uczcie dla wron”:

„Sam był zmęczony jak pies, ale trudno mu było przerwać. Jeszcze tylko jedna księga — obiecywał sobie w duchu. — Potem odpocznę. Jeden foliał, jeszcze tylko jeden. Jeszcze jedna stronica, a potem pójdę na górę odpocząć i coś zjeść. Ale po jednej stronicy zawsze była następna i następna, a pod stosami kryły się kolejne księgi.”

Macie tak?

George R. R. Marin “Nawałnica mieczy: Krew i złoto”

George R. R. Marin "Nawałnica mieczy: Krew i złoto"

George R. R. Marin "Nawałnica mieczy: Krew i złoto"

 Skończyłem! Skończyłem kolejny tom! Dumny z siebie jestem jak jasna cholera, zadowolony jak spasiony Garfield po wsunięciu kilku lazanii. A wiecie co jest najlepsze? Bezczelnie wołam jeszcze! Martin zaczarował mnie zupełnie:) „Krew i złoto” obfituje w takie ilości tego samego co w poprzednich tomach, tyle, że w znacznie skondensowanej dawce. Mam więc: Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele.

Po prostu miodzio. Dzieje się dużo, zwroty akcji są niesamowite i zaskakujące!

Dobra spoilerujemy:

Jon Snow – młody pnie się w górę, jest wierny, odważny, mądry i szlachetny. Stoi na Murze i nikt nie przejdzie mu pod jego czujnym okiem:) Wątek Jona zrobił się bardziej interesujący i ciekawy.

Jamie Lannister – przeżywa swoiste nawrócenie, staje się bardziej szlachetny i honorowy. Stara się naprawić swoje błędy i postępować zgodnie z własnym sumieniem, które nagle mu się wykształciło.

Tyrion Lannister – Krasnal był w sporych opałach, oskarżony o zabójstwo bratanka, miał być skazany na śmierć. Jamie pomaga mu uciec. Dla mnie stanowczo za mało Tyrionka było. Choć on z kolei trochę przechyla się na szalę zła. Jego historia miłosna z pierwszą żoną jest bardziej rozczulająca niż myślałem.

Sam Tarlyn – mało go, ale daje radę. Przeprowadził Goździk. Pomógł Jonowi zostać kimś ważnym. Choć wciąż walczy z otyłością to jednak zaczyna robić postępy jeśli chodzi o posiadanie takiej cechy charakteru jak odwaga.

Bran Stark – prawie w ogóle go nie widać. Pojechał na łosiu za Mur do trójokiej wrony nauczyć się latać (brzmi osobliwie, ale taka jest prawda).

Arya Stark – te kobiety z rodu Starków naprawdę mają tendencję do wkurzania mnie. Arya wędruje z Ogarem, lecz trafia na „Krwawe Gody” w Bliźniakach i muszą uciekać. Później to ona ucieka od Ogara co jest głupim posunięciem, ale dzięki pewnej monecie dostaje się na statek z Braavos.

Daenerys – zdobywa kolejne miasto, postanawia jednak odpocząć i zostaje w jednym z miast, które podbiła. Ma problemy ze swoją popędem seksualnym i podejrzewam, że to może sprawić jej dużo kłopotów.

Davos Cebulowy Rycerz – mało go było, ale postępuje szlachetnie i jest prawdziwym głosem rozsądku dla Stannisa.

Catelyn Stark – oj, oj, oj. Tego się nie spodziewałem. Biedactwo dostało od życia potężnego kopa w tyłek, albo raczej miecz w gardło…

Sansa Stark – niestety nie była szczęśliwa w związku małżeńskim z Tyrionem. Zapewne wynikało to z jej oziębłości seksualnej i zupełnego braku poczucia humoru. Udaje jej się jednak zbiec z Królewskiej Przystani przy pomocy Littlefingera, który ewidentnie ma na nią chrapkę.

To tyle. Zadziwiające jak działa umysł ludzki. Wspominałem, że Martina czytałem w liceum. Moje dwie szare komórki przechowały zaledwie strzępy informacji dotyczących cyklu „Pieśń Lodu i Ognia”, ale z całkowitą jasnością i wyrazistością pamiętam fragment, który odnosił się do powiedzenia, że Tywin Lannister sra złotem. Oto ten fragment:

„Fetor, który wypełnił wychodek świadczył jednak dobitnie, że często powtarzany  żart o jego ojcu był tylko kolejnym kłamstwem. Okazało się, że Tywin Lannister wcale nie srał złotem.

Ten fragment pamiętałem bardzo dobrze i czytając kolejne tomy cyklu z  niecierpliwością czekałem na niego. No i wreszcie się doczekałem. Nie wiem dlaczego akurat ten fragment. Nie będę tego faktu zgłębiał, bo mogę się przerazić tym co wyjdzie na jaw. Niech wam wystarczy tylko ta refleksja nad kondycją umysłową Charliego…

Dwa podtomy trzeciego tomu(sic!) zdecydowanie rządzą!

George R. R. Martin “Nawałnica mieczy: Stal i śnieg”

George R. R. Martin "Nawałnica mieczy: Stal i śnieg"

George R. R. Martin "Nawałnica mieczy: Stal i śnieg"

 Uff! Udało mi się zdobyć trzeci tom „Pieśni Lodu i Ognia”. Dokładniej to 3.1 (sprytny ten Martin). Niestety Agnes nie jestem w stanie Ci pomóc:(

Co my mamy w trzecim tomie, zasadniczo to samo co w dwóch poprzednich. Krew, flaki, walka, miecze, czary, smoki, magia, olbrzymy, dziwki, dziewki, seks, sperma, tortury, gwałty, morderstwa, plamy na honorze i na spodniach, wilkory, Inni, Mur, zima nadchodzi, królów, niewolników, seks, dużo seksu, dziewice, rozdziewiczanie, trupy, chodzące trupy, złoto, dużo złota, miłość, nienawiść, sprawiedliwość, żądza, władza, zdrada, korony, trony, wrony, upiory,  mamony, burdele i inne duperele. (Dam sobie to do tagów:)

Martin posiada talent ogromny. Ledwo skończyłem „Stal i śnieg”, a już mi się chce czytać następny tom. I przyblokował wszelkie inne moje lektury. Nie spocznę dopóki nie przeczytam wszystkiego, wtedy odetchnę  z ulgą i spocznę w moim Winterfell Krakowskim, bo zima nadeszła:)

Będę teraz SPOILEROWAŁ, bo dużo się wydarzyło i jak będę stary i będę chciał pokazać wnukom mój kawałek Internetu, to chciałbym móc pamiętać co ja właściwie czytałem.

Arrya ma mnóstwo przygód, jest zadziorna, bezczelna, odważna i bardzo często głupia. Trafia od jednych band do drugich za każdym razem udaje jej się uniknąć niebezpieczeństwa:) Pod koniec zostaje porwana przez Ogara Sandora Clegana, który chce ją odstawić za solidny okup rodzinie. Jej przygody lubię czytać, bo nie wiadomo z czym wyskoczy.

Jon Snow bękart Neda przyłącza się do dzikich, z nimi wędruje i poznaje również smak kobiecego ciałka. Przedziera się z bandą dzikich za Mur aby zaatakować Czarny Zamek, udaje mu się uciec i ostrzec resztę braci z Czarnego Zamku. Jakoś tak wcześniej budzący moją sympatię, chłopak z białym wilkorem tym razem trochę przynudzał. No nic zobaczymy co mu Marin wyszykował w 3.2.

Samwell Tarly Nowy bohater, ser Świnka cudem przeżywa atak Innych na Pięść Starych Ludzi, w nocnej bitwie Czarna Straż zostaje rozgromiona. Nieliczni docierają do Twierdzy Castera, po drodze Samwell zabija Innego obsydianowym sztyletem. W grodzie Castera dochodzi do buntu i wzajemnego wyrzynania się. Samwell znów cudem przeżywa, ucieka z Goździk (to córka i żona Castera) oraz jej nowo narodzonym synem. Ciekawy wątek, zobaczymy co grubasek wymyśli.

Jamie Lannister też nówka postać, trochę dostaje po dupie od życia. Krwawi Komedianci ucinają mu prawą dłoń. Koleś jest zabawny, ironiczny i o dziwo ma dużo tajemnic do wyjawienia. Miło, że Martin wprowadził go na scenę.

Davos Cebulowy Rycerz. Polubiłem gościa w „Starciu królów” i dobrze, że się uratował. Zostaje lordem i mówi prawdę w oczy Stannisowi, ale jakoś szczególnie nie za dużo tam się dzieje.

Tyrion. Za mało Krasnala! Stanowczo za mało. I jakiś taki smętny się zrobił. I jeszcze brzydszy niż był, bo mu ucięli nochala w bitwie. Zmuszony został poślubić Sansę Stark! Półmężczyzna jedną z moich ulubionych postaci.

Daenerys. Młoda radzi sobie zadziwiająco dobrze i nawet, aż za bardzo. Jak na kilkunastoletnie dziewczę, udaje jej się zrobić w balona potężnych handlarzy niewolnikami z Astaportu i zyskać Nieskalanych i zrobić sobie potężną armię. Mam nadzieję, że Matka Smoków da jeszcze ognia:)

Bran. Mało go, póki co wędruje na Mur żeby opanować sztukę wstępowania w ciała zwierząt.

Cateyln Stark i Sansa Stark – nie chce mi się o tych dwóch babach pisać. Wkurwiają mnie niemiłosiernie. Cateyln to taka mamałyga, która życzy śmierci wszystkim tylko nie swojej rodzince i niczym nie różni się od Cersei, a Sansa mogłaby rozłożyć nogi przed Krasnalem – co prawda nie jest urodziwy, lecz na miłosnej sztuce się zna:)

Alem się rozpisał! No, ale to wystarczy mi, żeby ogarnąć te dłużyzny:) Przeczucie mam, że Sandor Clegane będzie jakimś dobrym kolesiem:)