Długi weekend is coming…

Jak mówi Pismo w Księdze Koheleta: „wszystko ma swój czas […] jest czas rodzenia i czas umierania, czas burzenia i czas budowania, czas płaczu i czas śmiechu, czas zawodzenia i czas pląsów, […] czas pieszczot cielesnych i czas wstrzymania się od nich”.   Zaprawdę powiadam Wam niech w całej naszej krainie nastanie czas śmiechu i

Ursula K. Le Guin „Miasto złudzeń”

Ależ mam cug! Jadę z cyklem “Hain” jak polski rząd z bublami prawnymi – szybko, ostro i bez zastanowienia (bez przesady – ja się po lekturze zastanowię, rząd przed i po wydaleniu ze swych biurokratycznych trzewi jakiegoś przepisu nie zastanawia się w ogóle). Tym razem przedstawiam Wam trzecią część wspomnianego na początku cyklu. I dodam

Ursula K. Le Guin „Planeta wygnania”

Odgrzebywania przeszłości ciąg dalszy. Dodam, że nie jest to jakaś przeszłość szczególnie mi bliska i którą darzę szczególną estymą i miłością. Ot, kiedyś się czytało i się podobało. A jak jest dzisiaj? Czy Charlie spojrzy wyniosłym wzrokiem na książki pani Le Guin i powie: a Fe! Ja tutaj „zaczytowywuję” się  Proustem, Shoppenhauerem i Kantem, więc

Ursula K. Le Guin „Świat Rocannona”

Czasem moi kochani czytelnicy warto wrócić do klasyki, którą kiedyś się czytało, lecz czas w swej pracowitości (w moim przypadku czas plus alkohol) zatarł praktycznie wszystkie wspomnienia o książce. Dlatego, gdy ostatnio wpadła w oczęta me krótkowzroczne, książka znanej i uznawanej za kultową pisarkę science – fiction i fantasy, czyli pani Ursuli K Le Guin

Czytaj! Zobacz więcej – oficjalny spot.

Od kilku dni w sieci krąży filmik kampanii społecznej zachęcającej/zniechęcającej do czytania. Charlie czuje się w tę piękną  sobotę na siłach obejrzeć ten filmik, zaprezentować go Wam i powiedzieć trochę co o tym myśli. Z góry uprzedzam, film mnie nie przekonał, bo ja już czytam. Niepotrzebne mi są  więc żadne akcje społeczne zachęcające do czytania.

Zwłoki swoje tanio sprzedam!

Oczywiście tytuł posta chwytliwy ma być:) Nie bójcie się, ja na razie z mym ciałem rozstawać się nie zamierzam dlatego, że trochę się do niego przyzwyczaiłem, a i wystawić na aukcję nie za bardzo wiem jak. Pewnie zresztą nawet nauce mój trup się nie przyda, (no chyba, że przełomowe badania na temat super regeneracyjnych właściwości

Nocni lokatorowie Plant…

Wiosna! Co prawda na razie w dość zimnej, deszczowej szacie, ale nie można zaprzeczyć, że w końcu jest. Wspomniane w tytule Planty zaczynają zielenieć, życie nocne zaczyna rozkwitać, niemal dokładnie jak przed osiemdziesięciu laty, tylko nikt już tej piosenki przytoczonej w zamieszczonych poniżej  „Migawkach” z „Ilustrowanego Kuryera Codziennego” dziś nie śpiewa. Dziś jest trochę lepiej,

Arma De Instruccion Masiva czyli Broń Masowej Instrukcji…

Towarzysze i towarzyszki! Bibliotekarze i bibliotekarki! Czytelnicy i czytelniczki! Dość mamy już tych akcji propagujących czytelnictwo w sposób łagodny, grzeczny i przede wszystkim nieumiejętny! Czas zejść ze ścieżki pokojowego nakłaniania do czytania! Czas pokazać siłę i moc słów! Dosłownie i w przenośni! Koniec z ugrzecznionymi, mało perswazyjnymi przekazami! Koniec z dobrotliwym proszeniem o czytanie! Czas

Stanisław Lem „Astronauci”

Z otchłani mych magazynowych regałów, z niemierzonych obszarów półek i książkowych stosów, gdzie mole toczą odwieczne wojny rodowe z pająkami, a kurz osiadając przez lata  stworzył niemal księżycowe krajobrazy. Z owych  czeluści przybyła do mnie w srebrnym rakietowym pocisku zakurzona książka Lema. Osiadła na stoliku z wizgiem atomowego silnika i poprosiła o przeczytanie. Czyż mogłem

Spal tę książkę!

Książki przez stulecia nie miały łatwego żywota. Zawsze znalazł się jakiś przeciwnik słowa pisanego, który chciał widzieć płonące stronice. Książki płonęły na stosach razem z ich heretyckimi autorami, książki utleniały się w procesie spalania podczas setek wojen. Całkiem niedawno pewien niespełniony austriacki malarz urządzał prawdziwe całopalenie różnych książek. W Stanach Zjednoczonych mnóstwo ludzi widziałoby wiele

%d bloggers like this: