Ludzie i gwiazdy: Antologia opowiadań pisarzy krajów demokracji ludowej

Taka retro rakietka idealnie pasuje tutaj. Źródło: https://pl.pinterest.com/pin/AW9jMKzyraNp7J453zNtSyfG-tik8eCIkjB6omzH4BPJ71-TLW9zqcg/

Ahoj czytelnicy moi drodzy. Przepraszam za nieobecność i jedynie pozostaje mi powiedzieć, że kolejna moja obietnica legła w gruzach i znów z tych gruzów powoli staram się wygrzebać. Dlatego będzie o książce, którą przeczytałem już ponad osiem miesięcy temu, ale zapomniałem praktycznie co w niej było i przeczytałem teraz znów. Dziwne to może, ale jakoś tak mnie naszło, że może lepiej Wam będzie opowiedzieć coś co mam w głowie na świeżo.

Continue reading

Janusz Zajdel “Wyjście z cienia”

Mrówki odgrywają sporą rolę w książce i to taką dość ciekawą. Źródło: https://flic.kr/p/sDx51X

Ahoj! Jak na razie moja obietnica dotycząca w miarę regularnego zamieszczania wpisów na tymże blogu nie jest w pełni spełniona. Dlatego też dzisiaj piszę o krótkim utworze prozatorskim Janusza Zajdla.

Continue reading

Stanisław Lem “Niezwyciężony”

IMAG0519

I znów Lem. Tym razem w klasycznej wersji. Klasycznej do bólu, ale to nie oznacza złego bólu oj nie, nie. „Niezwyciężony” to eksploracja kosmosu w starym dobrym stylu. Rakieta ma kształty rakiety (if you know what i mean), ludzie na statku kosmicznym mają funkcje i stopnie jak w marynarce, ludzkość podbiła całkiem sporą część kosmosu i w owym kosmosie życie rozkwita jak kiedyś rozkwitło w moim pokoju w akademiku w puszcze po paprykarzu szczecińskim (przysięgam wydawało mi się, że widziałem tam miniaturowe miasta wydrążone w ziarenkach ryżu).

„Niezwyciężony” to krążownik kosmiczny, 25 piętrowa, ogromna stalowa bestyja, która eksploruje kosmos niczym załoga statku „Enterprise” z bratniego kraju kapital… ups trochę się zapędziłem.

Wracamy do eksploracji kosmosu. „Niezwyciężony” ląduje na planecie „Regis III” gdzie zaginął „Kondor” inny krążownik kosmiczny. Regis to pustynna planeta, gdzie życie jest, ale jedynie w oceanie, a na lądzie króluje piasek, tajemnicze ruiny i dziwaczne chmury z których kapie metalowy deszcz. W trakcie poszukiwań „Kondora” oraz wyjaśnienia zagadki co się stało z załogą statku naukowcy “Niezwyciężonego” dochodzą do niesamowitego odkrycia, które może odmienić los całej planety (trochę dramatyzuję, ale odkrycie jest naprawdę niesamowite). Nie będę się rozpisywał o fabule, bo uważam, że akurat w tym przypadku jest to niepotrzebne. I choć zagadka nie jest jakaś szczególnie wymagająca to jednak warto trochę pogłówkować co też naukowcy odkryli.

Niewielka objętościowo książeczka, a w niej ludzie i ich chęć dopasowywania całego otoczenia do własnych wyobrażeń, ich wieczna pasja odkrywania i ciekawość, która prowadzi czasem do piekła. Zero polityki, zero umoralniających gadek tylko czyste, twarde science – fiction z przydługimi opisami automatów i procedur lądowania, ale i tak wciąż grzejące serducho niczym atomowe reaktory silniki „Niezwyciężonego”. Lektura bardzo interesująca – polecam każdemu, kto kiedykolwiek otarł się o science – fiction. Dziwne, że ja tego nie czytałem w młodości.

Tak mógł wyglądać “Niezwyciężony”:

http://monsterkidclassichorrorforum.yuku.com/topic/2521#.UeT0EY2Syy8

Źródło: http://monsterkidclassichorrorforum.yuku.com/topic/2521#.UeT0EY2Syy8

Stanisław Lem “Astronauci”

Stanisław Lem "Astronauci"

Stanisław Lem "Astronauci"

Z otchłani mych magazynowych regałów, z niemierzonych obszarów półek i książkowych stosów, gdzie mole toczą odwieczne wojny rodowe z pająkami, a kurz osiadając przez lata  stworzył niemal księżycowe krajobrazy. Z owych  czeluści przybyła do mnie w srebrnym rakietowym pocisku zakurzona książka Lema. Osiadła na stoliku z wizgiem atomowego silnika i poprosiła o przeczytanie. Czyż mogłem odmówić powieści fantastyczno-naukowej? Do tego jeszcze autorstwa tak znanego pana Stanisława? Gdybym powiedział nie, już nigdy nie mógłbym spojrzeć w swoje odbicie w  lustrze. Cóż powiedziałbym swoim wnukom, gdy one spytają mnie; co robiłeś dziadku zanim Cię przenieśliśmy całkowicie do komputera? A ja wykrzywiając swe holograficzne odbicie milczałbym wówczas z zażenowaniem. Nie mogłem więc nie przeczytać. Zasiadłem, stanąłem, położyłem się, przykucnąłem, rozparłem, rozłożyłem, zwinąłem w kłębek (oczywiście nie wszystko na raz) i przeczytałem.

Pokrótce fabuła – Lem wziął się za zagadkę  meteorytu tunguskiego. Chyba większość z Was moi drodzy słyszała o tym wydarzeniu, które miało miejsce na początku ubiegłego wieku. Jeśli nie służę linkiem: TUNGUSKI METEORYT. Otóż w „Astronautach” okazuje się, że to nie był żaden kawałek skały, lecz statek kosmiczny obcych. Naukowcom zjednoczonej ludzkości udaje się rozszyfrować zapis lotu, astronomowie obliczają skąd statek przyleciał i ludzkość wybiera się z rewizytą. Okazuje się, że obcy przylecieli z Wenery (sic!), tak kiedyś nazywano Wenus. Obydwu nazw Lem używa wymiennie. Dziś Wenera odeszła w niepamięć, bo chyba kojarzy się brzydko, a Wenus została, bo kojarzy się ładnie. I dzielna załoga statku kosmicznego Kosmokrator, wyrusza w podróż na Wenus. Relację z podróży i pobytu na Wenus poznajemy dzięki wspomnieniom pilota samolotu zwiadowczego, który poleciał z naukowcami, żeby latać samolotem zwiadowczym właśnie. Pilot ten Robert Smith urodził się w Związku Radzieckim, a jest wnukiem Murzyna – komunisty (zbiegłego z USA) i dzielnej radzieckiej komsomołki (nie żartuję).  I Roberto nam właśnie opisuje co się na tej Wenus dzieje i co się tam znajduje.

Książka została napisana w 1950/51 roku. I daje się w niej czasem odczuć duch socrealizmu. Nie mogę stwierdzić na ile Lem chciał, a na ile musiał wplatać w swe opowieści wątki ideologiczne. W „Astronautach”, akcja dzieje się na początku dwudziestego pierwszego wieku. A więc teraz. Nie ma już państw kapitalistycznych, zjednoczona ludzkość kontroluje klimat, a Sahara to kraina mlekiem i miodem płynąca. Na szczęście nie ma tego za wiele i odnoszę wrażenie, że fragmenty te napisane zostały po to, aby zadowolić ówczesną cenzurę i krytyków. Niemniej śmiesznie się to czyta z perspektywy czasu.

„Astronauci” to powieść fantastyczno – naukowa z naciskiem na naukowa. Lem starannie wyjaśnia wiele zjawisk fizycznych i chemicznych. Dzięki lekturze tej książki dowiedziałem się/przypomniałem sobie czym jest reguła Oerstanda, jak wygląda przestrzeń sferyczna i  czym i dlaczego właśnie tym ludzie mogą i latają w kosmos.

Czytając tę książkę przed oczyma miałem amerykańskie filmy z lat pięćdziesiątych, z reguły klasy B, w których ludzie latają rakietami na Marsa, a tam zjada ich gigantyczna parówka. Oczywiście u Lema nie było czegoś takiego. Bardziej mam na myśli otoczkę dotyczącą wyglądu statku kosmicznego, skafandrów i ogólnie sposobu poruszania się po obcej planecie.

W „Astronautach” widać już problemy, tematy, zagadnienia, które Lem znacznie później rozwinie lepiej i głębiej. To znaczy niemożność porozumienia się z obcą cywilizacją, brak punktów wspólnych i jakichkolwiek odniesień kulturowych i emocjonalnych. Pojawia się też choć szczątkowo zagadnienie sztucznej inteligencji w postaci ogromnego Mózgu elektronowego Maraxa, który służy naukowcom do obliczeń i prowadzi Kosmokratora przez pustkę kosmiczną, a wszystko to dzięki lampom katodowym.

Szkoda, że nie znałem tej książki wcześniej. Wydaje mi się ona dobrym wstępem do rozpoczęcia przygody z Lemem. Jest to dobra powieść, zawierająca wszelkie elementy gatunku fantastyki naukowej. I przyznam się bez bicia cały czas zastanawiałem się jaki los zgotuje ludziom Lem na Wenus. Nie zawiodłem się.

P. S. I dla takich fragmentów uwielbiam czytać Lema:

“[…] Kiedy pierwszy raz powiedziałem dziewczynie, że ją kocham, nie umiałem znaleźć dość wielkich i pięknych słów dla wyrażenia wszystkiego, co czułem. Dlatego powiedziałem jej, że miłość w moim wyobrażeniu to nie sfery wysokiego lotu ani niebo, w którym tak często przebywam, ale że to jest coś takiego jak ziemia, w co można słupy wbijać, na czym można mury stawiać i domy budować.

Inna rzecz, że jej to nie przekonało.”