Stanisław Lem "Astronauci"

Stanisław Lem "Astronauci"

Z otchłani mych magazynowych regałów, z niemierzonych obszarów półek i książkowych stosów, gdzie mole toczą odwieczne wojny rodowe z pająkami, a kurz osiadając przez lata  stworzył niemal księżycowe krajobrazy. Z owych  czeluści przybyła do mnie w srebrnym rakietowym pocisku zakurzona książka Lema. Osiadła na stoliku z wizgiem atomowego silnika i poprosiła o przeczytanie. Czyż mogłem odmówić powieści fantastyczno-naukowej? Do tego jeszcze autorstwa tak znanego pana Stanisława? Gdybym powiedział nie, już nigdy nie mógłbym spojrzeć w swoje odbicie w  lustrze. Cóż powiedziałbym swoim wnukom, gdy one spytają mnie; co robiłeś dziadku zanim Cię przenieśliśmy całkowicie do komputera? A ja wykrzywiając swe holograficzne odbicie milczałbym wówczas z zażenowaniem. Nie mogłem więc nie przeczytać. Zasiadłem, stanąłem, położyłem się, przykucnąłem, rozparłem, rozłożyłem, zwinąłem w kłębek (oczywiście nie wszystko na raz) i przeczytałem.

Pokrótce fabuła – Lem wziął się za zagadkę  meteorytu tunguskiego. Chyba większość z Was moi drodzy słyszała o tym wydarzeniu, które miało miejsce na początku ubiegłego wieku. Jeśli nie służę linkiem: TUNGUSKI METEORYT. Otóż w „Astronautach” okazuje się, że to nie był żaden kawałek skały, lecz statek kosmiczny obcych. Naukowcom zjednoczonej ludzkości udaje się rozszyfrować zapis lotu, astronomowie obliczają skąd statek przyleciał i ludzkość wybiera się z rewizytą. Okazuje się, że obcy przylecieli z Wenery (sic!), tak kiedyś nazywano Wenus. Obydwu nazw Lem używa wymiennie. Dziś Wenera odeszła w niepamięć, bo chyba kojarzy się brzydko, a Wenus została, bo kojarzy się ładnie. I dzielna załoga statku kosmicznego Kosmokrator, wyrusza w podróż na Wenus. Relację z podróży i pobytu na Wenus poznajemy dzięki wspomnieniom pilota samolotu zwiadowczego, który poleciał z naukowcami, żeby latać samolotem zwiadowczym właśnie. Pilot ten Robert Smith urodził się w Związku Radzieckim, a jest wnukiem Murzyna – komunisty (zbiegłego z USA) i dzielnej radzieckiej komsomołki (nie żartuję).  I Roberto nam właśnie opisuje co się na tej Wenus dzieje i co się tam znajduje.

Książka została napisana w 1950/51 roku. I daje się w niej czasem odczuć duch socrealizmu. Nie mogę stwierdzić na ile Lem chciał, a na ile musiał wplatać w swe opowieści wątki ideologiczne. W „Astronautach”, akcja dzieje się na początku dwudziestego pierwszego wieku. A więc teraz. Nie ma już państw kapitalistycznych, zjednoczona ludzkość kontroluje klimat, a Sahara to kraina mlekiem i miodem płynąca. Na szczęście nie ma tego za wiele i odnoszę wrażenie, że fragmenty te napisane zostały po to, aby zadowolić ówczesną cenzurę i krytyków. Niemniej śmiesznie się to czyta z perspektywy czasu.

„Astronauci” to powieść fantastyczno – naukowa z naciskiem na naukowa. Lem starannie wyjaśnia wiele zjawisk fizycznych i chemicznych. Dzięki lekturze tej książki dowiedziałem się/przypomniałem sobie czym jest reguła Oerstanda, jak wygląda przestrzeń sferyczna i  czym i dlaczego właśnie tym ludzie mogą i latają w kosmos.

Czytając tę książkę przed oczyma miałem amerykańskie filmy z lat pięćdziesiątych, z reguły klasy B, w których ludzie latają rakietami na Marsa, a tam zjada ich gigantyczna parówka. Oczywiście u Lema nie było czegoś takiego. Bardziej mam na myśli otoczkę dotyczącą wyglądu statku kosmicznego, skafandrów i ogólnie sposobu poruszania się po obcej planecie.

W „Astronautach” widać już problemy, tematy, zagadnienia, które Lem znacznie później rozwinie lepiej i głębiej. To znaczy niemożność porozumienia się z obcą cywilizacją, brak punktów wspólnych i jakichkolwiek odniesień kulturowych i emocjonalnych. Pojawia się też choć szczątkowo zagadnienie sztucznej inteligencji w postaci ogromnego Mózgu elektronowego Maraxa, który służy naukowcom do obliczeń i prowadzi Kosmokratora przez pustkę kosmiczną, a wszystko to dzięki lampom katodowym.

Szkoda, że nie znałem tej książki wcześniej. Wydaje mi się ona dobrym wstępem do rozpoczęcia przygody z Lemem. Jest to dobra powieść, zawierająca wszelkie elementy gatunku fantastyki naukowej. I przyznam się bez bicia cały czas zastanawiałem się jaki los zgotuje ludziom Lem na Wenus. Nie zawiodłem się.

P. S. I dla takich fragmentów uwielbiam czytać Lema:

„[…] Kiedy pierwszy raz powiedziałem dziewczynie, że ją kocham, nie umiałem znaleźć dość wielkich i pięknych słów dla wyrażenia wszystkiego, co czułem. Dlatego powiedziałem jej, że miłość w moim wyobrażeniu to nie sfery wysokiego lotu ani niebo, w którym tak często przebywam, ale że to jest coś takiego jak ziemia, w co można słupy wbijać, na czym można mury stawiać i domy budować.

Inna rzecz, że jej to nie przekonało.”

Comments (15)

  1. Odpowiedz

    To w tej powieści jest taki makabrycznie długi opis budowy statku kosmicznego, prawda? Przzynaję, że cały pominęłam ;)

  2. Odpowiedz

    Hah, a ja właśnie sobie powolutku czytam „Astronautów” :) Ale przetykam to z „Dziennikami gwiazdowymi” (na rozpoczęcie przygody z Lemem, moim zdaniem, lepsze – bardziej „gładko” wchodzą;) ) i z Clarke’owymi „Odysejami kosmicznymi”, więc odbywa się to wszystko z naciskiem na POWOLUTKU. ^^

    Niemniej moja ocena „Astronautów” jest bardzo pozytywna i fajnie, że Lem jeszcze jest czytywany. :)

    PS. Ale Clarke też dobry, też! Nie zapominać mi o nim! (tak, wstyd przyznać, ale jestem bardziej fanką importowanego Clarke’a, niż rodzimego Lema…)

  3. Anna

    Odpowiedz

    Może by ją przekonało, jakby dorzucił kilka detali, wielkość domu, stosowny pojazd na podjeździe, ze dwie lokaty.. :)
    Lem jeszcze przede mną, kiedyś próbowałam, ale nie dałam rady.
    Update na ‚Anna i Gra o Tron’: muszę czekać półtora miesiąca na drugą cześć, to straszne; nie mam cierpliwości przedzierać się przez miliony imion i wątków po angielsku.. Chyba, że wiesz, skąd mogłabym zdobyć ją po polsku na Kindle..? Mogę nawet ewentualnie zapłacić ;)

    • Odpowiedz

      :) Za mało był konkretny:)

      Anno są dwie drogi. Jedna zakłada potraktowanie internetu jako wielkiej biblioteki i „wypożyczenie” książki na Kindla. Druga jest bardziej konkretna. Charlie w swych zbiorach posiada drugi tom sagi „Pieśń lodu i ognia” „Starcie królów” i Charlie jest miłym człowiekiem i z chęcią wyśle Ci tę książkę. Już piszę do Ciebie maila z pytaniem o detale takie jak adres itp. No chyba, że nie chcesz:)

  4. Odpowiedz

    Lem jest jednym z moich ulubionych pisarzy, jeżeli nie numerem jeden. ale jak dotąd opierałem się „Astronautom”, z powodów między innymi ideologicznych, spodziewając się tam sporej dawki socrealizmu, kadzenia komunistom, zbyt dużej dawki cukru w cukrze. Teraz widzę, że powinienem po pierwsze primo żałować, a po drugie primo jak najszybciej nadrobić stracony czas:) Czytałem „Dziennik 1954” Tyrmanda, a w nim jego pochwały po lekturze „Astronautów”, refleksje, i stwierdzenie, że Lem, który był dla niego dotąd nieznany, będzxie kiedyś bardzo dobrym pisarzem, ba już jest w tym 1954 roku:)

  5. Odpowiedz

    Boniu, jaka ja już jestem stara, no. Bo czytałam to, ale skleroza mnie tak łupnęła, że zapomniałam całkiem. Na szczęście Lema znam ogólnie i wiem mniej więcej jak pisze, te stare książki też, to jakoś nie odczuwam chęci, by sobie przypomnieć właśnie „Astronautów”, wolę sięgać po to, co mi jeszcze umknęło Lema, a sporo tego jeszcze…

  6. Ada

    Odpowiedz

    Pierwszy akapit rzeczywiście taki, jakby go Trurl z Klapaucjuszem pospołu pisali :)

    Byłam przekonana, że czytałam „Astronautów”, ale teraz mam wątpliwości, eh, memoria fragilis. Teraz trzeba by to sprawdzić, ale to dobrze – bardzo lubię wracać do Lema! Pierwszą jego książką, jaką przeczytałam dawno, dawno temu ;) był „Powrót z gwiazd”. I tak to się zaczęło.

Leave a comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Connect with Facebook

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.