Makabryczny przepis na kość niewidzialności…

Czarny kot… Źródło: https://pixabay.com/pl/kobieta-catandwoman-kot-black-cat-2775928/

Dobry wieczór, dzisiaj noc strachów, pogańskie Dziady, żmudzińskie pominki i oczywiście celtyckie Halloween. Uraczę Was więc dzisiaj przepisem (bardzo makabrycznym) na przyrządzenie kości niewidzialności, która pozwoli Wam moi drodzy czytelnicy stać się niewidzialnymi!

Continue reading

Średniowieczne rysunki z dupami.

medieval butt competition? (średniowieczny pojedynek tyłków?) left: Jacques de Longuyon, ‘Les voeux du paon’, Tournai (?), ca. 1350. NY, Morgan, MS G.24, fol. 25v right: ‘The Rutland Psalter’, England ca. 1260. British Library, Add 62925, fol. 67r

medieval butt competition? (średniowieczny pojedynek tyłków?)
left: Jacques de Longuyon, ‘Les voeux du paon’, Tournai (?), ca. 1350.
NY, Morgan, MS G.24, fol. 25v
right: ‘The Rutland Psalter’, England ca. 1260.
British Library, Add 62925, fol. 67r

Dzień dobry! Mam nadzieję, że co wrażliwsi wybaczą mi prowokacyjny tytuł wpisu, ale idealnie przedstawia on to co Wam dzisiaj pokażę.

Continue reading

Oszust – literat, grafomaństwo i prawdziwa miłość…

Moi drodzy, często na łamach (w ogóle to dobre słowo?), na stronach tego mojego bloga wrzucałem Wam przypadki oszustów sprzed lat. Dzisiejszy wpis nie będzie wyjątkiem, chociaż cała sprawa ma otoczkę lekko uduchowioną, ocierającą się o bytowanie ze sztuką słowa pisanego i pokazuje jak duża w ludziach drzemała i drzemie potrzeba docenienia i zaistnienia na salonach. Przedstawiam Wam sprawę, w której literatura odgrywa dużą rolę, a sprawne manipulowanie kobiecymi duszami pozwala dorobić się pokaźnej sumki i znaleźć prawdziwą miłość (chyba)…

Ilustrowany Kuryer Codziennynr 291, 22 października 1926 roku.

IKC_1926_nr291_dn22X_oszust_literacko_małzenski

Oszust literacko-małżeński

Miał 12 narzeczonych, odczytywał ich utwory grafomańskie i… pożyczał od nich… pieniądze.

Paryż, 18 października.

“(—) Przed sądem w Paryżu stanął Maurycy Levet, wydawca czasopisma „La Poesie” dyrektor firmy wydawniczej „Przyszłość”, właściciel zamku Mesnil, oskarżony mianowicie o to, że ani czasopismo, ani firma wydawnicza nie egzystują zupełnie, a zamek w Mesnil zalicza się do t. zw. posiadłości na księżycu.

Maurycy Levet był zwykłym oszastem małżeńskim, naciągającym łatwowierne kobiety, albo raczej niezwykłym oszustem, albowiem uprawiał swój proceder przy pomocy literatury. Był on wale nie złym psychologiem i umiał grać z jednej strony na popędzie grafomańskim niektórych ludzi, z drugiej zaś strony na pragnieniach i tęsknotach kobiet, oczekujących od małżeństwa spełnienia swych tajemnic nadziei.

Levet grając na uczuciach erotyzmu i próżności, zarobił w jednym roku przeszło 100.000 franków, nie licząc wystawnych obiadów i miłych rendes-vous.

 Ten nieprzeciętny oszust rozpoczął z kapitałem zakładowym 300 franków. Ogłosił on konkurs poetycki dla pań na wiersz do swego czasopisma. Levet nie kazał przysyłać znaczków na odpowiedź, nie żądał żadnych opłat na formalności, poprostu chodziło mu o adresy. Wreszcie wyszukał sobie 20 pań, które może nie miały zdolności poetyckich, ale za to posiadały stanowczo pieniądze. Maurycy Levet złożył wszystkim wizyty, przyrzekł, że wszystkie nadesłane wiersze i dramaty będą wydrukowane i zaręczał się. Miał on równocześnie 12 narzeczonych, przyczem od każdej zaciągał większą pożyczkę.

Pewna starsza nauczycielka z Chantilly oddała mu swoje serce i 20.000 franków. Inna dama, wdowa w Lille, zaofiarowała na ołtarzu miłości i próżności papiery wartościowe na 50.000 franków i kilka stary i pięknych obrazów, mających zdobić salę przyjęć w zamku w Mesnil. Inne panie poza swymi manuskryptami dawały, po kilka, kilkanaście tysięcy franków. Pewna, biedna, stara panna, oddała rzekomemu narzeczonemu wszystkie swoje oszczędności  w kwocie 500 franków, dołączając do tego trzy grube zeszyty wypełnione wierszami. Ona była jedyną. której wiersz ukazał się istotnie w druku w małem, prowincjonalnem piśmie, co ją widocznie tak wzruszyło, że przed sądem oświadczyła, iż nie czuje się poszkodowaną, a p. Maurycego Levet stale kocha.

Za to inne oszukane kobiety wykazywały silne rozgoryczenie. Naogół odnosiło się wrażenie, że mniej im chodziło o zawiedzione nadzieje małżeńskie, jak o rozczarowanie dla ich ambicyj literackich. Jedna z narzeczonych Leveta wezwana jako świadek zaczęła odczytywać przed sądem swoje wiersze. Sędzia, przerażony polecił jej zaprzestać, a Maurycy Levet, uśmiechając się, rzekł:

 — Czy nie sądzi pan, panie sędzio, ze zmuszony do słuchania takich wierszy sam się już dotkliwie ukarałem.

 Przewodniczący widocznie nie uważał tej kary za dostateczną, bo skazał Maurycego Levet na 6 miesięcy więzienia.

— Czekaj na mnie, powrócę — zawołał Levet do biednej starej panny, która zeznała na jego korzyść.

 — Będę czekale, odparła szlochając.

Jeżeli w kwietniu 1927 roku Maurycy Levet zgłosi się istotnie da tej biednej, prowincjonalnej poetki, to wszystkie winy jego należy mu wybaczyć. Istotnie przetrawienie 20 tomów poezji różnych domorosłych poettek, to kara, która okupić może nawet ciężkie grzechy !…”

Niestety nie wiem jak potoczyły się losy pana Leveta i czy rzeczywiście odezwał się do starej panny, która go pokochała.

Szkoda trochę kobiet, które omamione okrągłymi, pochwalnymi zdaniami na temat swojej twórczości poczuły się jak członkinie do sekty czy też cechu pisarskiego. Czy poettek to jakiś błąd i chochlik drukarski? Bo chyba nie użyto tego słowa specjalnie. Moje rozmyślania pozostaną raczej bez odpowiedzi.

Levet powinien dostać większy wyrok. Pal licho, jego cierpienia podczas wysłuchiwania kiepskich wierszy, ale za to, że utwierdzał owe panie i damy w przekonaniu, że coś z nich będzie powinien pójść na galery.

Znalezione jak zwykle w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.

P. S. Aha i jeszcze refleksja. Byłem dzisiaj na konferencji w Artetece zorganizowanej z okazji udostępnienia kompletnego archiwum “Ilustrowanego Kuryera Codziennego”. Dowiedziałem się kilku ciekawych rzeczy o samej gazecie jak i o procesie digitalizacji. Ujrzałem oczyma swoimi jaka to ciężka praca, dlatego składam wielkie dzięki wszystkim osobom, które przyczyniają się do tego, że ja mogę wygodnie w zaciszu domowym urządzać sobie wycieczki w przeszłość. Niech im się w życiu darzy, a materiałów do digitalizacji niech nie zabraknie na najbliższe kilkadziesiąt lat.
Link do wydarzenia na Fejsie.

Książki najgorsze – rubryka z “Wiadomości Literackich” vol. 23

Wróciły! Prawdopodobnie tylko na chwilkę, ale są! Książki najgorsze, co prawda tak jak poprzednio znów jest o przekładzie, ale to nie zmienia faktu, że są! A tak za nimi tęskniłem (oczywiście żartuję, nie tęsknię za najgorszymi książkami, tęskniłem za rubryką:) Coby długo nie owijać w bawełnę. Dzisiaj przed państwem Michał Asanka – Japołł Mową włoskich  poetów.

Wiadomości Literackie nr 20, 17 maja 1925 roku

WL1925nr2017V

 

Książki najgorsze

Michał Asanka – Japołł. Mową włoskich  poetów. Kraków, 1925; str. 84.

Jest to wiązanka przekładów z poezji włoskiej. Tłumacz poświęcił swe dzieło ministrowi spraw zagranicznych Skrzyńskiemu. Pan Asanka-Japołł tłumaczy wiersz Ugo Foscolo w podobnie bezwstydny sposób:

„Na czole brózdy, w głębi oczu płomień zapału.

 Włos płowy, różowe lica, wygląd pewności…

Warga, czy ząb, gotowe do uniesień szału,

Głowa pochylona, na szyi, ku starości”.

Pozwolę sobie ząb wyrwać, jeżeli w oryginale włoskim jest sportretowany „ząb, gotowy do uniesień szału”. Jak widzimy, w pierwszym wierszu jest za dużo o sylabę, a w pozostałych za mało sensu.

 …„gdy niemasz świątyni, obce świętych twarze,

ani słów matki co mienią świat w obrazki — — —”

Słowa matki zmieniają świat w obrazki! Panie Asanka – Japołł! to już nie obrazki — to obraza boska.

…. rzekę, jak i świat, czas zrodził, w nieskończoności…

użyczając podobieństw z błękitem lazuru;

pełne dziwnej harmonji, chociaż nie z miłości…”

Nie z miłości, tylko dla pieniędzy. A swoją drogą przydałby się jakiś podmiot albo jakieś orzeczenie. Wiersz o Cyganach Buzziego tak brzmi:

“Często ich wiedzie jakaś tęsknota:

W krainę zgoła pustych przestrzeni.

Znów wracają, żebrzą, strudzeni,

Nawrotem w inne strony —” (?)

Kraina zgoła pustych przestrzeni — to głowa tłumacza.

Pan minister Skrzyński, któremu ta książka jest poświęcona, powinien z własnej szkatuły wyznaczyć fundusz potrzebny na wywiezienie p. Asanki – Japołła do Włoch oraz dopilnować, aby Asankę oddano w ręce autorów przez niego tłumaczonych. Na drogę powrotną nie potrzeba ani grosza, bo go Włosi napewno już nie wypuszczą.”

bt

O autorze tych słów można sporo poczytać na Wikipedii. Na poezji się nie znam mówię to od razu, ale prowadzący rubrykę ewidentnie nie lubi jak ktoś szarga (przynajmniej w jego mniemaniu) świętą sztukę słowa pisanego. Chociaż metafora z krainą zgoła pustych przestrzeni i głową tłumacza świetna.

Jak zwykle można przeczytać egzemplarz w Bibliotece Jagiellońskiej. Karta katalogowa pod tym linkiem.

Sponsorem dzisiejszego odcinka jest pan Asanka – Japołł i Małopolska Biblioteka Cyfrowa.

Nocni lokatorowie Plant…

Wiosna! Co prawda na razie w dość zimnej, deszczowej szacie, ale nie można zaprzeczyć, że w końcu jest. Wspomniane w tytule Planty zaczynają zielenieć, życie nocne zaczyna rozkwitać, niemal dokładnie jak przed osiemdziesięciu laty, tylko nikt już tej piosenki przytoczonej w zamieszczonych poniżej  “Migawkach” z “Ilustrowanego Kuryera Codziennego” dziś nie śpiewa.

IKC1925nr96

IKC1925nr96

Dziś jest trochę lepiej, bo służby porządkowe dość często patrolują Planty, ale można powiedzieć, że tę notkę spokojnie mógłby wysmarować i dzisiaj jakiś dziennikarz obywatelski. Za tem moi drodzy WIOSNA!

Tradycyjnie już Małopolska Biblioteka Cyfrowa.

Józef Bliziński “Barbaryzmy i dziwolągi językowe”

Józef Bliziński "Barbaryzmy i dziwolągi językowe"

Józef Bliziński "Barbaryzmy i dziwolągi językowe"

Ach! Języku mój ojczysty, wielokrotnie na tym blogu przeze mnie gwałcony, poniewierany i oszpecany. Wybacz mi polszczyzno! Czasem błędy popełniam z niewiedzy, czasem z lenistwa, często z głupoty, lecz nigdy nie popełniłem ich z nienawiści do Ciebie! Poprawę obiecuję i sięgać do słowników przyrzekam. Choć edytor tekstu podpowiada co złe, jest tylko programem komputerowym i sam w sobie inteligencji nie posiada. To ode mnie zależy czy tekst w Internet posłany nie zaroi się od barbaryzmów i dziwolągów językowych!

Czytanie starych książek pozwala chłodno spojrzeć na wiele współczesnych procesów, wydarzeń,  spraw. Na przykład na wciąż żywą i co chwilę powracającą na usta wielu językoznawców, pisarzy, dziennikarzy, publicystów dyskusję o języku polskim i jego czystości. Słowik pana Józefa Blizińskiego wpasowuje się w ten nurt idealnie. Książka Józefa Blizińskiego jest książką niezwykle interesującą i ciekawą. Słownik ów zawiera wyrazy, które autor uważa za siłą wepchnięte do naszego języka bez żadnej potrzeby. Każdy taki barbaryzm opatrzony jest krótkim komentarzem, z jakiego języka się wywodzi, co w danym języku oznacza i w jaki sposób jest używany w polszczyźnie. Autor zadał sobie trud znalezienia przykładów z literatury i prasy. I teraz jest najlepsze. Większość z przytoczonych przez Blizińskiego słów na trwałe weszła do języka polskiego. Zdarzają się owszem w tym słowniku słowa zupełnie dla mnie niezrozumiałe jak na przykład domicylowany lub pauszal. Te wyrazy nie zagościły na dłużej w polszczyźnie. Jest jednak mnóstwo innych, które mają się dziś świetnie i istnieją w najlepsze.

Ciekawe co sobie myślą dzisiejsze “elity”, że są określane takim znanym i zrozumiałym przez każdego słowem? Ha! Pan Bliziński twierdzi, że przecież po polsku można powiedzieć: wybór, kwiat czego. Nasi politycy, często przez prasę określani mianem “elit politycznych” zapewne czuliby się zaszczyceni określeniem “kwiatu polskiego społeczeństwa”, lecz co do zasadności owego stwierdzenia mam pewne wątpliwości. Lub taka “awaria”. Wyraz szalenie popularny, karierę robiący, a tu przecież można rzec: szkoda, uszkodzenie. Wyobrażacie sobie dzisiejszą polszczyznę bez “awarii”? Praktycznie zaraz za “awarią” swojskie “demolować”, jak tu pisać o kibicach bez tego słowa?

Jest oczywiście również sporo wyrazów, które na szczęście nie sprawdziły się w języku polskim i skutecznie zostały wyplenione. Chciano na dworzec kolejowy mówić wprost po niemiecku “Banhof”?  Lub taka “egzasperacja”, ki djabeł wie co ten dziwoląg znaczy…

Ktoś te wyrazy do naszego języka wprowadzać musiał. Czy można wskazać winnego? Autor bezlitośnie wskazuje na dziennikarzy, urzędników (głównie galicyjskich) jako głównych “psujów” języka. Niemal wszystkie przykłady pochodzą z prasy autorowi współczesnej. Dziennikarze często tłumacząc teksty z prasy zagranicznej starali się, aby owe teksty brzmiały poważniej, dostojniej. Dlatego wprowadzali niezrozumiałe dla ogółu słowa starając się nadać notce prasowej większej powagi. A urzędnicy to urzędnicy… Od zawsze mieli skłonności do czynienia rzeczy prostych trudnymi bądź niezrozumiałymi. Bliziński w swej książce podał mnóstwo przykładów urzędniczej nadgorliwości, głównie z Galicji.

Język żywy jest, język się zmienia wciąż. Charlie po polskiemu pisać się stara, lecz “polska język, trudna język”. Pamiętajmy o tym, że to co dziś uważamy za “oczywistą oczywistość” dawniej uchodziło za rażący błąd. Ciekawe jak polski będzie brzmiał i wyglądał za lat kilkanaście.

Jeśli znajdziecie chwilę czasu, przeczytajcie sobie tę książkę. Dostępna jest na CBN POLONA. Słownik nie jest gruby, czyta się bardzo przyjemnie i zapewniam Was, że niejednokrotnie zostaniecie zaskoczeni.

Po ziobrze…

Wpis będzie troszkę polityczny. Nie uszło mej uwagi, że dziś nasi “dostojni” parlamentarzyści rozpoczęli kolejną kadencję. Jest trochę przepychanek, ale ja nie o tym:) Przeglądałem dziś rękopisy Ambrożego Grabowskiego w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej. I natrafiłem na taki fragmencik związany z przysłowiami polskimi:

ziobrze

Jeśli macie problemy z odczytaniem, to ja służę pomocą. Pierwsze przysłowie zwróciło moją uwagę i stało się iskrą do popełnienia tego wpisu. Brzmi ono “Chciejże komu dobrze, on ci za to da po ziobrze”. Skojarzenie dla mnie oczywiste w związku z obecną sytuacją w PiS:) Prezes Jarosław chciał dobrze i dostał od Ziobry po ziobrze:) Pozostałe również są dość interesujące. “Trudna to praca, wilkiem orać”, (przekonał się o tym prezes Jarosław, któren chciał orać Zbigniewem Z. ten jednak okazał się młodym wilkiem i pokazał kły). “Na św. Krzyż, gospodarzu owce strzyż” (Tutaj żadne skojarzenia odnośnie obecnej sytuacji politycznej w Rzeczpospolitej do głowy mi nie przychodzą. Chyba, że posłowie apel potraktują uniwersalnie i zawołanie to będzie znakiem do rozpoczęcia “strzyżenia” obywateli z czego się tylko da). I na koniec najlepsze “Kto trzyma z dworem, przypłaci dupą lub worem”. Moim zdaniem to d z kropkami oznacza ni mniej, ni więcej jeno rzyć, potocznie dupą zwaną. Prezes Kaczyński i jego “dwór” powinni uważać, bo ziobrzyści, czy tam ziobryści mogą jego “dworem” wstrząsnąć i przyjdzie płacić d… lub worem. Także politycy uważajcie, bo któż nie wierzy, że mądrość ludu w przysłowiach leży?

Polecam Wam rękopis Ambrożego Grabowskiego do przejrzenia w MBC. Nosi on fascynujący tytuł “I to i owo : kwoli rozrywki nakreślone, z przypadkiem niekiedy czego innego : silva-rerum, czyli cokolwiek o czemkolwiek”. To ten Grabowski z mojego wpisu “Domy dawnego Krakowa”:) Dla mnie osobiście fascynująca jest możliwość siedzenia przed laptopem, w cieple, z herbatą pod ręką, z głośników leci Habakuk “Baza“, i przeglądania dziennika człowieka, który dawno już złożony został do grobu. Polecam Wam, już nie wiem po raz który szperanie po bibliotekach cyfrowych.

Perły z lamusa

Pamiętacie ten program telewizyjny pana Zygmunta Kałużyńskiego? To dzięki niemu poznałem klasykę amerykańskiego i światowego kina. Dziś szalenie modne stają się wszelkiego rodzaju blogi, strony poświęcone starym filmom, reklamom, artykułom prasowym. Sam na swoim blogu często wrzucam jakieś materiały retro wyszperane z magazynu mojej biblioteki.

Obecnie dostęp do takich materiałów w wersji cyfrowej jest znacznie łatwiejszy i wygodniejszy. Działają biblioteki cyfrowe, które na potęgę digitalizują wiele cennych materiałów. Tutaj coś z naszego podwórka: Federacja Bibliotek Cyfrowych. O Google Books nawet nie będę wspominał.

Ale ja nie o tym, nie o tym. Jest taki portal www.openculture.com, i tam są przeróżne materiały dostępne za darmo. (W Polsce też jest kilka takich portali, z wrodzonego lenistwa nie będę ich wymieniał).

Wracając do “Pereł z lamusa”. Na openculture.com znalazłem listę czterystu dwudziestu filmów jakie można za darmo obejrzeć sobie w sieci.

Link do listy:  www.openculture.com/freemoviesonline.

Większość z nich to filmy z lat trzydziestych i czterdziestych, które można sobie zobaczyć na Youtube, Dailymotion, Internet Archive i tym podobnych. Inne są dostępne na stronach, gdzie trzeba ściągnąć jakiś programik, żeby sobie obejrzeć ten film.

Jedyną przeszkodą może być brak znajomości angielskiego oraz kiepskawa (do oglądania) jakość filmów.

Sprawdziłem, jest kilka filmów z gatunku sci-fi/horror – może na jakiś seans się skuszę.