Joanna Łańcucka “Stara Słaboniowa i spiekładuchy”

Słaboniowej lajf stajl. Nie chciało mi się szukać żadnych ziół. Dlatego macie – korkociąg z Polski, orzechy z Polski, papryczka z własnej hodowli balkonowej, książka jak najbardziej z Polski, kubek z Poznania, podkładka z Danii, woda z cytryna – pół na pół, woda z Krakowa, cytryna z Biedronki.

Dzień dobry, kogo witam, kogo goszczę (pamiętacie to powitanie z pewnego programu?). Dzisiaj będzie o książce z polecenia (dzięki Kasiu!), która okazała się strzałem
w dziesiątkę.

Ot dzisiaj ilustracje rożne nawiązujące do słowiańskiej mitologii. Źródłem pinterest.com

Słuchajcie moi drodzy – z terminowością u mnie średnio jest, ale staram się mozolnie nadrabiać zaległości. I tak też jest ze Starą… przeczytałem ją jeszcze w czasie, gdy zima brzydka dzierżyła władzę nad tym światem, a dzielę się z Wami uwagami
w momencie, gdy kwitną kasztany, ptaszki śpiewają, kwiaty cudnie ubarwiają łąki
i ogrody. Także sami możecie sobie wyrobić zdanie o mojej terminowości.

Południca.

Wracając do książki – to tak naprawdę zbiór kilku opowiadań, które łączy osoba Starej Słaboniowej – głównej bohaterki, miejsce akcji – wieś, gdzieś w Polsce bardziej na wschodzie niż zachodzie i tajemnicze, demoniczne siły, które na tę akurat wieś się uwzięły.

Słowiańskie demony – Kikimory, południce, strzygi i inne dziwy, które wcale Polski wraz z nadejściem nowej wiary nie opuściły, tylko się zaadaptowały do nowych warunków i wciąż dręczą tych Słowian ubogich i skromnych. I w książce na jedną wieś biedną spadają co chwila nieszczęścia, którym tylko mądrość, siła, wiedza i determinacja Starej Słaboniowej może dać radę.

Czy to Rusałka?

Ciężko mi oddać w moich prostackich słowach cały zachwyt nad tą książką, nad jej klimatem, który jest mi szalenie bliski – od maleńkości do dojrzałości (przynajmniej fizycznej) spędzaliśmy z siostrami każde wakacje, każde ferie, każdą wolną chwilę u babć na wsi, niedaleko mej kochanej Przysuchy. I Pani Joanna świetnie oddaje klimat takiej wsi. Zarówno zimowych, długich wieczorów jak i upalnego lata. Pocukrzona (chociaż u mnie mówi się posłodzona) herbata, chleb z masłem i cukrem lub ze śmietaną i cukrem. Leniwe siedzenie przed domem z kotami. Ciężka praca w polu, ale i słodkie nicnierobienie na łące. Ta strona książki silnie zagrała na moich wspomnieniach
i emocjach i jest jednym z głównych powodów dla których będę tutaj peany na cześć Starej… wypisywał.

Bebok.

Drugi powód to język książki – prawdziwy, z naleciałościami, gwarowy, zniekształcony,
a jednocześnie żywy. Opisy stworów, wydarzeń są bardzo plastyczne
i odczuwalne. Ja miałem wrażenie, że biorę udział w wydarzeniach, tak jakby się działy naprawdę. Wciągała akcja jak bagno.

Trzeci powód – to jest mądra książka o tradycji, o przemijaniu świata, o zmianach, które niesie cywilizacja i trochę o tęsknocie za pierwotnością, za tym co nienazwane
i nieopisane w encyklopediach i podręcznikach do medycyny. O oderwaniu, ale też
o przywiązaniu do miejsca, do wsi, do domu. O ludziach – mądrych i głupich, naiwnych
i sprytnych, którzy choć patrzą na świat to wielu rzeczy nie chcą widzieć, bo tak jest wygodniej.

Czort.

Ogólnie ogromny plus za całokształt, za ożywienie tradycyjnych mitów i zabobonów
i nadanie im nowego blasku i sznytu. Nasi przodkowie mieli wyobraźnię i mieli czego się bać, a ich świat zamieszkiwały tysiące dziwacznych i przerażających istot. Łańcucka pięknie budzi te stwory do życia. A jej główna bohaterka to kobieta z przeszłością, która może i jest staruszką, ale staruszką z którą bym nie wchodził w żadną polemikę czy też nie stawałbym na jej drodze, bo swoje przeżyła i swoje za uszami ma. Jest silną i mądrą kobietą, która wiele w swoim życiu przeszła, ale wciąż nie wie kiedy trzymać język za zębami i dopiec potrafi, a wzrok choć już nie ten to wciąż jednak bystro Słaboniowa patrzy na świat i dostrzega niedostrzegalne. I skutecznie z tym niedostrzegalnym Złem walczy!

Kurczę przecież to jest gotowy materiał na serial o pogromczyni demonów. Stara Słaboniowa niczym ojciec Mateusz tylko o lasce, niczym Blade Wieczny Łowca tylko przygarbiona, jak Constantine tylko siwa, jak Buffy tylko pomarszczona, jak Van Hellsing tylko w skromnej chustce, jak Wiedźmin tylko bez wspomagaczy tak Stara Słaboniowa ratuje swój mikro świat przez Złem. A ta biedna wieś pełna jest tajemnic, grzechu
i kłamstw. Przecież to ma taki ładunek – zarówno horrorowy, jak i humorystyczny
i obyczajowy, że aż się prosi, by ktoś odpowiedni wziął tę książkę na warsztat. Netlfiks powinien się temu przyjrzeć. Stanowczo.

Kikimora

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał tej książki, a interesuje się trochę naszą słowiańską mitologią to polecam gorąco. To jest dobre. To jest cudowne i mądre.

11 thoughts on “Joanna Łańcucka “Stara Słaboniowa i spiekładuchy”

  1. Pokonany, tzn. przekonany zostałem. Przyznaję, że sama konwencja przywiodła mi na myśl właśnie Wiedźmina – te kolejne stwory, którym trzeba stawić czoło, a które są mocno związane z naszą słowiańską mitologią. I to połączenie z żywo oddanym klimatem polskiej wsi. Brzmi świetnie!

  2. “Dzień dobry, kogo witam, kogo goszczę” to przecież z Piratów, to znaczy nie wiem dokładnie, jak program się nazywał, ale dział się na statku, kamera się kołysała, można było dzwonić do programu i coś wygrywać, szał ciał. Bardzo lubiłam.
    A o Słaboniowej słyszałam i teraz gram o to, bo jest konkurs na fb. :)
    A czytałeś o Babuni Jagódce? Mam pewne podejrzenia, że mogłoby Ci się spodobać.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook