Orson Scott Card “Gra Endera”

Znów nie ma zdjęcia lajstajlowego. A we wpisie możecie podziwiać gify z jednego z najfajniejszych filmów o walce z robalami czyli “Żołnierzy kosmosu” Źródło: https://flic.kr/p/279ucih

Czołem moje drogie Czytelniczki i Czytelnicy – dzisiaj będzie o drugiej książce
z Będzina. O pierwszej możecie przeczytać TUTAJ, a dzisiaj na warsztat pójdzie klasyk. Klasyk literatury science and fiction. Książka, która dla wielu (również dla mnie) była jednym z objawień lat młodzieńczych, gdy w czasach niemalże niewinnych brałem z półki w mojej bibliotece wszystko jak leci. I gdy cudem jakimś (wcale nie takim cudem – skoro brałem jak leci to wcześniej czy później bym na nią trafił, ale zawsze to lepiej brzmi) trafiłem na tę książkę to okazała się ona bramą do bardziej świadomego eksplorowania przebogatego świata science and fiction.

Continue reading

Mikołaj Bułhakow “Krótko mówiąc”

Kiki krótko mówi - "To nie ten Bułhakow!", Źródło: jedna kotka, która w sprawach zasadniczych milczy.

Kiki krótko mówi – “To nie ten Bułhakow!”, Źródło: jedna kotka, która w sprawach zasadniczych wyraża swoje zdanie.

Dzień dobry. Opowiem Wam śmieszną historyjkę, jak to wybrałem sobie książkę do czytania i okazała się ona książką nie tego autora o którego mi chodziło. Otóż zafascynowany i zachwycony książkami Bułhakowa (Psie serceFatalne jaja) wpadłem do mojej biblio (jednej z dwóch, w której pracuję – taki ze mnie aktywny bibliotekarz). I zgarnąłem wszystko z półki co miało na grzbiecie nazwisko Bułhakow.

Continue reading

Joanna Olczak-Ronikier “Korczak: Próba biografii”

Joanna Olczak-Ronikier "Korczak..."

Joanna Olczak-Ronikier “Korczak…”

Korczak w moim życiu funkcjonował do tej pory na zasadzie postaci mitycznej, znanego pedagoga, który zginął wraz z dziećmi, którymi się opiekował. Taki obraz wyniosłem ze szkoły. Sąd dziecięcy, nowatorskie metody wychowawcze, heroiczna śmierć i „Król Maciuś Pierwszy”. Taki schematyczny i bardzo płytki obraz Janusza Korczaka funkcjonował w mym umyśle. Och! Naiwności niemalże dziecięca, która sprawia, że spłycamy i upraszczamy tak wiele rzeczy. Na szczęście warto się Ciebie pozbywać dzięki lekturom takich książek jak opisywana poniżej.

Najsmutniejsza książka jaką przyszło mi czytać od bardzo dawna. Przeczytałem dzieje życia Korczaka z wciąż obecną w zakamarkach mego umysłu świadomością losu, jaki go spotkał. Nie udało mi się odciąć od tej wiedzy. I nawet wtedy, gdy autorka prowadziła mnie przez jego lata dziecięce z ojcem i matką, którzy jako Żydzi, walczyć musieli o uznanie w polskim środowisku. Nawet wtedy, gdy autorka poruszała interesujący moim zdaniem epizod w życiu Korczaka, który polegał na włóczeniu się po najgorszych melinach Warszawy, picia wódki z szemranym towarzystwem, nawet wtedy wciąż widziałem finalną scenę z filmu Wajdy. Świadomość końca Korczaka nie opuszczała mnie również, gdy czytałem o jego sukcesach, spełnianiu się marzeń, sławie literata, sukcesach pedagogicznych i naukowych. Zresztą sama autorka nie pozostawia nam żadnych złudzeń, co do przyszłości. Nawet w chwilach szczęśliwych, opisach dzieci, które wreszcie mogą się cieszyć życiem czai się widmo Zagłady.

W tej próbie biografii pełno jest ludzi ważnych dla Polski, ważnych dla naszej historii. Niektóre postacie nakreślone zostały bardzo wyraziście i mocno. Pełno jest również ludzi, których można określić jako ziarna, które zmielone zostały przez żarna młyna historii. Gdyby nie „Pamiętnik” i inne pisma Korczaka nikt nie pamiętałby o dzieciach, które zginęły straszną śmiercią tylko dlatego, że były małymi żydkami. Nikt nie znałby ich imion i cech, które na zawsze zostały uwiecznione przez pióro i ołówek Korczaka. I to jest w tej książce najbardziej wzruszające.

Podziwiam autorkę za styl, w jakim napisana i opowiedziana jest historia Korczaka, czyli Henryka Goldszmita. Jest rzeczowy i spokojny, ale nie suchy i beznamiętny. W sposób wyciszony i nie natarczywy prowadzi nas autorka przez kolejne siódemki lat życia pedagoga. (Ważny motyw w życiu Korczaka, który podzielił swe losy na okresy siedmioletnie). Przy okazji poznajemy świetnie nakreślony obraz społeczeństwa polskiego i problemów, które dotykały zasymilowanych Żydów. Korczak również stykał z nienawiścią i antysemityzmem, który w Polsce tuż przed wojną osiągnął naprawdę spore rozmiary. Jego reputacja wybitnego pedagoga, literata często przegrywała z atakami antyżydowskich środowisk. Dodatkowe nieprzyjemności powodował fakt, że należał do loży masońskiej (kolejna ciekawostka z życia Korczaka, o której nie miałem pojęcia). Wszystkie ataki brał na siebie i obracał na swą korzyść z właściwą sobie ironią i poczuciem humoru.

Czytałem tę książkę i byłem wzruszony. Czytałem tę książkę i byłem pełen podziwu dla siły Korczaka. Czytałem tę książkę i byłem przerażony. Czytałem tę książkę i byłem pełen bezsilnej złości na świat i ludzi. Czytałem tę książkę i obiecywałem sobie, że będę lepszym człowiekiem.  Czy coś z tych obietnic składanych samemu sobie zostanie zrealizowanych? To będę wiedział tylko ja, ale jak mawiał Stary Doktor w marzeniach tkwi siła.

P. S. Wybrałem zdjęcie okładki bez obwoluty, moim zdaniem lepiej wygląda. Bardziej pasuje do treści.

Anne Fadiman “Ex libris: wyznania czytelnika”

Anne Fadiman "Ex libris..."

Anne Fadiman “Ex libris…”

No nareszcie, pomyślał Charlie gdy przeczytał gdzieś krótką recenzję książki pani Fadiman. Książka o książkach i ich wielbicielach. Charlie w swej pysze pomyślał, że on również  jest takim wielbicielem książek i z pewnością lektura “Ex libris…” podnieci go intelektualnie do granic możliwości i wyniesie na Parnas. I tak było! Och, jakież rozkoszne umysłowe rozrywki zapodała mi pani Fadiman w swoich siedemnastu esejach o książkach w jej życiu. Czułem jak moja głowa puchnie od tych wszystkich wysublimowanych smaczków. Te perełki delikatnej ironii skrzące się pomiędzy literkami w rządku grzecznie stojącymi. Te hausty elokwencji jakie można wciągać wprost ze stronic książeczki. Sto osiemdziesiąt stron czystej niemal erotycznej i perwersyjnej fascynacji słowem pisanym. Szał spoconych okładek po prostu!

Mam nadzieję, że nie przesadziłem z sarkazmem czy tam ironią. Powiem krótko nie dostałem tego czego się spodziewałem i troszkę byłem zawiedziony. Autorka naprawdę w bardzo interesujący i zabawny sposób opisuje wiele sytuacji i wspomnień związanych z książkami w JEJ życiu. I to chyba powód dlaczego ta książka nie trafiła do mnie. JEJ (znaczy się autorki) wspomnienia z dzieciństwa i młodości kompletnie się różnią od moich. Córka małżeństwa pisarzy, dorastała w domu gdzie książki były obecne zawsze, i młoda Anne nasiąknęła nimi do szpiku kości. U mnie w domu rodzice książek nie czytali. Czytałem tylko ja. Autorka gromadziła swój księgozbiór od lat najmłodszych, ja tak na dobrą sprawę zacząłem kupować książki na studiach (a i tak może ich było z kilka – wtedy raczej inne priorytety były :D ). To tak od strony formalnej wyjaśnienie dlaczego książka nie powaliła mnie na kolana. Żeby zająć się stroną narracyjną Charlie przyjmie pozę napuszonego krytyka i powie, że książka jest przeintelektualizowana, ciężko strawna dla przeciętnego polskiego czytelnika, zawiera mnóstwo odniesień do mało znanych w Polsce książek i pisarzy, którzy dawno wyginęli. Kontekst kulturowy jest wyraźnie amerykański i gdyby nie przypisy na końcu każdego eseju wiele rzeczy nie byłoby zrozumiałych. Niektórzy czytelnicy mogą odnieść wrażenie, że autorka chełpi się swoim pochodzeniem i tym, że miała takie cudowne dzieciństwo. (Charlie krytyk po części tak myśli). Inni czytelnicy rozsądnie powiedzą, że jeśli ktoś był ze swojego dzieciństwa zadowolony, nawet jeśli było zupełnie inne od dzieciństwa autorki nie ma czego zazdrościć (Z tymi czytelnikami zgadza się prawdziwy Charlie). Książka broni się stylem pisarskim, który trochę ociepla wizerunek autorki jako feministycznej, wszystko wiedzącej i przemądrzałej suki. (To Charlie krytyk tak pisze, prawdziwy Charlie nic do samic psów nie ma). Wiele zabawnych i śmiesznych fragmentów wzbudza szczerą radość. Kilka esejów to naprawdę piękne przykłady pisarstwa i dają wiele powodów do zadowolenia. Dodatkowym atutem jest fakt, że książkę czyta się szybko, więc nie zdąży zmęczyć czytelnika. Eseje, które Charlie krytyk uważa za dobre a nawet piękne i przecudowne to esej “Moja Specjalna Półka” opowieść o półce autorki, na której trzyma ona książki o tematyce polarnej. Naprawdę esej porusza w człowieku struny, o których istnieniu nie miał pojęcia oraz esej “Psoty wieloczłonowców” interesująca tematyka eseju pobudza intelektualnie.

Charlie krytyk zastanawia się czy polecić książkę czytelnikom, można a nawet warto przeczytać. Choćby dla zapoznania się z zapatrywaniami pani Fadiman na temat książek. Poza tym książka naprawdę poszerza horyzonty i skłania do pewnych działań, o których być może dowiedzą się czytelnicy wkrótce.

P. S. W eseju “Psoty wieloczłonowców” autorka porusza temat erudycji i przytacza tekst jakiegoś kolesia z lat dwudziestych, z którego nie zrozumiała dwudziestu dwóch słów. Oto one: monofizyta, mefityczny, calineries, diapazon, grimorie, adapertile, retromingent, perllan, kupelacja, adyton, sipaj, subadar, paludalny, apozemiczny, camorra, ityfalliczny, alkad, aspergilium, agathodemon, kakodemon, geotyczny, opoponaks.

Esej polegał na tym, że autorka dzwoniła po znajomych i sprawdzała ich stan erudycji po ilości rozpoznanych słów. Nie chwaląc się Charlie znał znaczenie dziesięciu słów a dwóch się domyślał. Podbudowało to dumę Charliego, że oto bibliotekarz z Polski erudytą lepszym jest od uznanej pani pisarki. (Po chwili euforii Charlie uświadomił sobie jak ulotnym i mało znaczącym jest jego triumf i zwiesił głowę smutno).

A wy? Ile potraficie rozpoznać lub przynajmniej skojarzyć słów? Bez oszukiwania i podpowiedzi!

Czytać, k***a czy nie czytać? That is the question.

Pamiętacie swoją pierwszą książkę? Znacie jej treść, przypominają wam się wrażenia jakie towarzyszyły pierwszej lekturze. Opowiem wam historyjkę jak to Charlie przeczytał swoją książkę i cóż to za kniga była.

Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy, siedmioletni brzdąc idzie do szkoły podstawowej i tam zapisuje się do biblioteki szkolnej. Pani bibliotekarka była tak zwaną fest babą o piersiach, którymi spokojnie mogłaby małego Charliego zadusić. Ale nie o piersiach pani bibliotekarki miałem tutaj mówić. Mimo konkretnych gabarytów szkolna bibliotekarka była również kobietą do piersi tfu.. do rany przyłóż. Charlie pochodził trochę do podstawówki i wypożyczył pierwszą swoją książkę a była to książka opisująca przygody dziewczyny z mocno patologicznej rodziny, która była bezlitośnie wykorzystywana przez swoich bliskich. Jedyną okazją na ucieczkę od szarej rzeczywistości i ciężkiej harówki w rodzinnym domu były imprezy. Dopiero na tych balangach mogła lśnić prawdziwym blaskiem a dobry diler w postaci starej ciotki sprzedawał jej najlepszy towar jeszcze bardziej wzmagający doznania. Niestety jak każdy narkotyk, środek ciotki miał działanie krótkotrwałe i po jego zażywaniu następował bardzo zły i ciężki zjazd i dół psychiczny. Jednak wszystko dobrze się kończy i miejscowy playboy i facet, którego jedynym zajęciem w życiu było wydawanie kasy tatusia zakochał się w niej i przynajmniej na kilka tygodni wziął ją do siebie. Niestety nie wiemy jak długo bogaty paniczyk wytrzymał w związku z ubogą, niewykształconą, uzależnioną od środków odurzających dziewczyną, której jedynymi umiejętnościami było oddzielanie maku od fasoli i pranie koszul starszych sióstr. Mam nadzieję, że rzuciłem światło na treść i tytuł mojej pierwszej świadomej lektury a była to historia “Kopciuszka”. Z fajnymi rysunkami i dużymi literami. Taka to była moja pierwsza książka. Później poszło już z górki. Łykałem książkę za książką, jednak nigdy książki nie zastąpiły mi tak zwanego prawdziwego życia. Były doskonałym uzupełnieniem, chwilą wytchnienia. Czytałem dużo, znacznie więcej niż moi rówieśnicy ale jednocześnie wiodłem beztroskie dzieciństwo ze wszystkimi jego atrakcjami. Więcej czasu spędzałem na zewnątrz, a książki czytałem po nocach co bardzo denerwowało moich rodziców, jednak nic nie było w stanie odciągnąć mnie od czytania.

Kopciuszek oglądany od końca.

Kopciuszek oglądany od końca.

Dlaczego zebrało mi się na takie wyznania? A bo ostatnimi czasy osaczyły mnie wszędzie raporty dotyczące czytelnictwa i okazało się, że 56% moich kochanych rodaków nie czyta książek. Fejsbóg oszalał – co chwila jakieś wpisy nad tym jak to książki wzbogacają człowieka, pomagają przejść przez życie. Są światami, które zostały stworzone przez pisarzy specjalnie dla nas czytelników. Książki uszlachetniają duszę człowieka oraz robią z głupków geniuszy. Pobudzają i rozwijają wyobraźnię, uczą empatii i zrozumienia innych ludzi. Te wszystkie wpisy mówią najczystszą prawdę o książkach. I te wpisy, te akcje w stylu: Książka najlepszym przyjacielem człowieka! Przejść przez życie z książką! Pojawiają się wszędzie. Tak zwane tygodniki opinii zamieszczają wywiady ze mondrymi ludźmi co to mówią maluczkim jak to książki są cudowne i zajebiste. Zgadzam się z nimi całkowicie. Ale ja się pytam o co kurwa ten lament? Kto lubi czytać książki będzie je czytał a kto woli oglądać telewizję/grać w gry komputerowe/jeździć na rowerze/jeździć na łyżwach/budować domki z wykałaczek/sklejać samoloty/biegać nago boso po rosie/uprawiać ogródek warzywny będzie robił to co lubi. I basta! Na szczęście mamy jakąś wolność i książki nie są zakazanym towarem jak w powieści Bradbury’ego i możemy sobie czytać ile chcemy i nie musimy schodzić do podziemia. Przed wojną stan czytelnictwa był jeszcze gorszy bo prawie dwadzieścia procent ludzi w Polsce było analfabetami. Za komuny stan czytelnictwa był może trochę wyższy ale ludzie czytali komunistyczny badziew. I moim zdaniem nie ma co rozpaczać.

Ja uważam, że na siłę nie ma co ludziom książek wciskać. Jak mantrę będę powtarzał, że kto chce i lubi to będzie czytał. A kto nie chce niech nie czyta. Kropka. Wiem, że może dziwne to słowa padające z ust bibliotekarza ale tak już jest. Znam mnóstwo inteligentnych ludzi, którzy książek nie czytają i jakoś z tym żyją. Co prawda o książkach z nimi nie pogadam ale znajdą się inne tematy do rozmowy.

Wrzucam tutaj fragment z “Poranku kojota” na temat czytania książek :)

Poranek Kojota