Charlie na tournée po Polsce… Vol. 2 – Łódź

Ekran powitalny.

Idę za ciosem i po krótkim opisie wizyty w Gdyni napiszę Wam o kolejnej konferencji.  Moi drodzy tak się złożyło, że w tym samym tygodniu co (nie)konferencja odbywał się Kongres Bibliotek organizowany przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego. Miastem gospodarzem Kongresu była Łódź, a odbywał się on w dniach 23-24 listopada 2017.

Continue reading

Z Pegazem pod gazem, czyli odpowiedź na ankietę o stanie sztuki w Łodzi w roku 1947.

pegazem

Moi drodzy, ci którzy czytają moją pisaninę powinni się domyślać lub wiedzieć, że mam do alkoholu stosunek dość liberalny, by nie powiedzieć wręcz, że alkohol lubię, znam, spożywam i często przez niego cierpię. Takie życie.

Continue reading

Dzień Bibliotekarza!

Dziś będąc na delikatnym kacyku nagle zorientowałem się, że dzisiaj jest ŚWIATOWY DZIEŃ BIBLIOTEKARZA, BIBLIOTEKAREK (taki ze mnie obrońca równouprawnienia, bo wszędzie pisze się o bibliotekarzach, których w tym fachu jak na lekarstwo) i BIBLIOTEK!

Żeby uczcić to ważne wydarzenie dla kraju i świata, tę rocznicę, której Polacy nie obchodzą należycie (Oprócz bibliotekarzy z Łodzi i ich akcji Odjazdowy Bibliotekarz). Z tej właśnie okazji chciałem się podzielić jakimś mądrym linkiem. Ale jak to zwykle u Charliego bywa zwyciężyła jego prostacka natura i pokażę wam co znajdziemy na bardzo popularnym portalu Youtube. Po wpisaniu hasła sweet librarian otrzymujemy takie wyniki:

sweet librarian

sweet librarian

Dla odwrotnej frazy czyli librarian sweet jest tak samo. Aby być w miarę rzetelnym dodam, że już na drugiej stronie wyszukiwania pokazują się filmiki choć trochę związaną z biblioteką.

A co otrzymamy jak wpiszemy słodki bibliotekarz?

Otóż otrzymamy Eugena, bibliotekarza z Great Britain (ja go dla swoich potrzeb nazwałem tak z superbohaterska Człowiek-Stereotyp :)

Trzeba przyznać, że koleś ma w sobie coś sympatycznego. Zresztą ten filmik był już na wielu, wielu możliwych portalach. Wiem, że na Pulowerku chyba był. A jego wiersz jeśli się wsłuchać jest ironiczny i pełen humoru i dystansu do siebie. Co nie zmienia faktu, że kolo wygląda jak chodzący stereotyp. Na Youtube jest pełno wariacji na temat tego filmiku. Nie znalazłem zresztą dalszej części jego przygód, co jest dziwne bo skoro przeszedł dalej mogli go pokazać. Ale widocznie już za drugim razem nie był hmm… powalający.

Tak czy siak drodzy koledzy i koleżanki po fachu. Ci wszyscy, którzy niesiecie kaganek oświaty, udostępniacie mądre księgi, filtrujecie sieć w poszukiwaniu wartościowych informacji, w pocie czoła przeprowadzacie skontrum a wszystko wyłącznie z pasji i miłości do wiedzy i książek:

Keep Calm and Be Librarian

To tyle, a ja idę sobie na zimne piwko… tralala…

P. S. Jeśli ktoś chce częstować się tym “Keep Calm” proszę śmiało. Zresztą jest świetna stronka, na której to zrobiłem: Keep Calm.

Back to the past…

Wielokrotnie już wspominałem, że przeglądam sobie stare czasopisma. Pozwala mi to nabrać dystansu do dzisiejszych czasów. Do tych wszystkich słów, że kiedyś to było lepiej. Ludzie byli bardziej przyjaźni, każdy sobie pomagał. O tym, że dawniej to było mniej morderstw, okrucieństwa i krwi. A dziś to tylko krew i flaki na ekranach telewizorów. Moje podróże w przeszłość za każdym razem utwierdzają mnie, że tak naprawdę wszystko już było a ludzie się nie zmieniają. Rządzą nimi te same namiętności i uczucia. Po prostu każde pokolenie musi idealizować przeszłość inaczej nie miałoby nadziei na przyszłość. Jakkolwiek pokrętnie to brzmi wydaje mi się, że taka jest prawda. Chciałbym teraz poruszyć sprawę epatowania okrucieństwem w mediach. Zwrócę uwagę, że śmierć i trupy były zawsze obecne na łamach prasy. A pogoń za tanią sensacją od zawsze towarzyszyła dziennikarzom. Zamieszczę poniżej fotografie z “Tygodnika Ilustrowanego” z bodajże 1908 roku, choć będzie bez trupów to być może artykuł i zdjęcia zobrazują podejście ówczesnych ludzi do tematu śmierci i przemijania.

Oto pierwsze zdjęcie:

Proszę zwrócić uwagę jakie to pogodne i w sumie wesołe zdjęcie. Chłopaki sobie siedzą, po żadnym nie widać jakiś szczególnych zmartwień. Wszystko psuje owa szubienica w tle i podpis pod zdjęciem. Jak to miło, że więźniowie robią sobie zdjęcie razem z więziennym katem. Wszystko fajnie, ładnie ale jest jeden szczegół, który psuje tę idyllę. Otóż jak przeczytamy w treści artykułu:

A więc praktycznie wszyscy ze zdjęcia zostali powieszeni na owej szubienicy, która tak ładnie im w tle sobie stała. Moim zdaniem to niezła masakra i swojego rodzaju wyrachowanie. Robić ludziom zdjęcie praktycznie tuż przed egzekucją. Mi osobiście to zdjęcie mrozi krew w żyłach.

Dalsza treść artykułu:

Czyli człowiek w płaszczu to kat. W zamian za darowanie życia podjął się niewdzięcznego zadania bycia katem. Twardy z niego musiał być skurczybyk. Własnego szwagra wieszać. Ale prawo jest prawem. Jak to mawiali starożytni Rzymianie Dura lex, sed lex.

O ludziach z powyższej fotografii tak napisano w czasopiśmie:

Byli to według carskich władz bandyci i mordercy. Niestety nie za bardzo wiem i nie za bardzo mi się chce sprawdzać, czy to zwykli złodzieje i mordercy czy też może czasem to nie byli jacyś rewolucjoniści. Przecież wtedy Polaków walczących przeciwko carskiej Rosji nazywano bandytami. Może kiedyś to sprawdzę.

Następne zdjęcie:

Też w sumie niezłe zdjęcie. Stoi sobie bandyta, elegancko ubrany pod szubienicą, na której zawiśnie. Naprawdę kozak. A to co o Gruszczyńskim napisali w “Tygodniku”:

A więc był z tego kolesia prawdziwy kozak. I na koniec cytat, który może być podsumowaniem tego wpisu. Co napisano w artykule o fotografiach i czasach z początków XX wieku:

Oczywiście do samych informacji z “Tygodnika Ilustrowanego” też trzeba mieć dystans. Pamiętajmy, że carska cenzura działała i raczej treść i wymowa artykułu nie mogła być inna. Mnie tutaj bardziej chodzi o samo podejście do życia i śmierci. Kiedyś śmierć dla większości ludzi nie była czymś niezwykłym. Stykali się z nią na co dzień. W “Tygodniku Ilustrowanym” w wielu jego numerach jest pełno zdjęć, które można uznać dzisiaj za drastyczne. Topielcy, ofiary katastrof kolejowych czy nawet ofiary morderstw. Niestety nie zamieszczę ich tutaj bo już mi się nie chce z powrotem szperać w ich poszukiwaniu. Taki leniwy jestem trochę.

Ale żeby nie zostawiać ludzi bez żadnego zupełnego potwierdzenia o epatowaniu okrucieństwem zamieszczę poniżej słit focię żandarmów tureckich. No w sam raz na Naszą klasę albo fejsa:

Prawda, że chłopaki wyszli na zdjęciu bardzo profesjonalnie. To zdjęcie pochodzi z okresu wojen bałkańskich.

P. S. Żeby być rzetelnym znalazłem artykuł w “Dzienniku Łódzkim” na temat Fremla właśnie. Trochę się różni od tego co napisane było w “Tygodniku Ilustrowanym” i ciekaw jestem kto popełnił błąd. Czy dziennikarz sprzed lat stu czy autor artykułu, do którego link zamieszczam poniżej:

Artykuł z “Dziennika Łódzkiego”

Uwielbiam…

W przeciwieństwie do wielu, wielu ludzi kocham te upały.

Kocham ten Kraków spieczony, udręczony, rozgrzany tą wysoką temperaturą.

Ubóstwiam asfaltowe aleje z tak gorącym powietrzem, że powoduje zwidy.

Życie mogę oddać za to miasto moje, gdzie drgające od wysokiej temperatury powietrze płata figle, a samochody i piękne i jakże klimatyzowane autobusy MPK potęgują wrażenie niemiłosiernego gorąca.

Ten zapach, smród, odór, woń  spalin, która odurza i przy 30 stopniowym upale wali po głowie jak kawałek Beatelsów

kawałek, który swoją drogą jest jednym z moich ulubionych :D

Anglicy mają takie fajne słowo: sizzle, a w czasowniku to jest bodajże sizzling. Oznacza ono mniej więcej tyle samo co słowo polskie: skwierczeć, i właśnie ten skwierczący, prawie zgrillowany Kraków jest dla mnie rajem.

Nie będę również ukrywał, że powód mojego uwielbienia dla tego miasta i pogody, która teraz panuje, bierze się stąd, że mam teraz wolne i naprawdę opierdalam się, aż miło. Wiem, że brzydkiego słowa tu użyłem ale naprawdę żadne inne nie oddaje w stu procentach tego co robię lub nie robię :D

I podróżując rowerem po tej stolicy Małopolski nie zauważyłem takiego zjawiska jak w Łodzi:

Było na wykopie ale ja zapodałem linka bezpośrednio z jołtuby.

Chcę mieć taką pogodę cały czas, nieważne czy będę na urlopie, czy w pracy.

Na koniec jeszcze specyficzny kawałek, który większości się nie podoba jednak jak dla mnie oddaje to lato we mieście!

Jest z tego teledysk ale dźwięk słabo daje i lepiej ten link brzmi :)

P.S>

A w sobotę weselicho (jeszcze u mnie w rodzinnych stronach)!

Oj szykuj, szykuj się wątrobo, bo po prostu tak po dupie dostaniesz, że aż mi szkoda żeś moją wątrobą jest!