Czytać, k***a czy nie czytać? That is the question.

Pamiętacie swoją pierwszą książkę? Znacie jej treść, przypominają wam się wrażenia jakie towarzyszyły pierwszej lekturze. Opowiem wam historyjkę jak to Charlie przeczytał swoją książkę i cóż to za kniga była.

Rok tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty pierwszy, siedmioletni brzdąc idzie do szkoły podstawowej i tam zapisuje się do biblioteki szkolnej. Pani bibliotekarka była tak zwaną fest babą o piersiach, którymi spokojnie mogłaby małego Charliego zadusić. Ale nie o piersiach pani bibliotekarki miałem tutaj mówić. Mimo konkretnych gabarytów szkolna bibliotekarka była również kobietą do piersi tfu.. do rany przyłóż. Charlie pochodził trochę do podstawówki i wypożyczył pierwszą swoją książkę a była to książka opisująca przygody dziewczyny z mocno patologicznej rodziny, która była bezlitośnie wykorzystywana przez swoich bliskich. Jedyną okazją na ucieczkę od szarej rzeczywistości i ciężkiej harówki w rodzinnym domu były imprezy. Dopiero na tych balangach mogła lśnić prawdziwym blaskiem a dobry diler w postaci starej ciotki sprzedawał jej najlepszy towar jeszcze bardziej wzmagający doznania. Niestety jak każdy narkotyk, środek ciotki miał działanie krótkotrwałe i po jego zażywaniu następował bardzo zły i ciężki zjazd i dół psychiczny. Jednak wszystko dobrze się kończy i miejscowy playboy i facet, którego jedynym zajęciem w życiu było wydawanie kasy tatusia zakochał się w niej i przynajmniej na kilka tygodni wziął ją do siebie. Niestety nie wiemy jak długo bogaty paniczyk wytrzymał w związku z ubogą, niewykształconą, uzależnioną od środków odurzających dziewczyną, której jedynymi umiejętnościami było oddzielanie maku od fasoli i pranie koszul starszych sióstr. Mam nadzieję, że rzuciłem światło na treść i tytuł mojej pierwszej świadomej lektury a była to historia “Kopciuszka”. Z fajnymi rysunkami i dużymi literami. Taka to była moja pierwsza książka. Później poszło już z górki. Łykałem książkę za książką, jednak nigdy książki nie zastąpiły mi tak zwanego prawdziwego życia. Były doskonałym uzupełnieniem, chwilą wytchnienia. Czytałem dużo, znacznie więcej niż moi rówieśnicy ale jednocześnie wiodłem beztroskie dzieciństwo ze wszystkimi jego atrakcjami. Więcej czasu spędzałem na zewnątrz, a książki czytałem po nocach co bardzo denerwowało moich rodziców, jednak nic nie było w stanie odciągnąć mnie od czytania.

Kopciuszek oglądany od końca.

Kopciuszek oglądany od końca.

Dlaczego zebrało mi się na takie wyznania? A bo ostatnimi czasy osaczyły mnie wszędzie raporty dotyczące czytelnictwa i okazało się, że 56% moich kochanych rodaków nie czyta książek. Fejsbóg oszalał – co chwila jakieś wpisy nad tym jak to książki wzbogacają człowieka, pomagają przejść przez życie. Są światami, które zostały stworzone przez pisarzy specjalnie dla nas czytelników. Książki uszlachetniają duszę człowieka oraz robią z głupków geniuszy. Pobudzają i rozwijają wyobraźnię, uczą empatii i zrozumienia innych ludzi. Te wszystkie wpisy mówią najczystszą prawdę o książkach. I te wpisy, te akcje w stylu: Książka najlepszym przyjacielem człowieka! Przejść przez życie z książką! Pojawiają się wszędzie. Tak zwane tygodniki opinii zamieszczają wywiady ze mondrymi ludźmi co to mówią maluczkim jak to książki są cudowne i zajebiste. Zgadzam się z nimi całkowicie. Ale ja się pytam o co kurwa ten lament? Kto lubi czytać książki będzie je czytał a kto woli oglądać telewizję/grać w gry komputerowe/jeździć na rowerze/jeździć na łyżwach/budować domki z wykałaczek/sklejać samoloty/biegać nago boso po rosie/uprawiać ogródek warzywny będzie robił to co lubi. I basta! Na szczęście mamy jakąś wolność i książki nie są zakazanym towarem jak w powieści Bradbury’ego i możemy sobie czytać ile chcemy i nie musimy schodzić do podziemia. Przed wojną stan czytelnictwa był jeszcze gorszy bo prawie dwadzieścia procent ludzi w Polsce było analfabetami. Za komuny stan czytelnictwa był może trochę wyższy ale ludzie czytali komunistyczny badziew. I moim zdaniem nie ma co rozpaczać.

Ja uważam, że na siłę nie ma co ludziom książek wciskać. Jak mantrę będę powtarzał, że kto chce i lubi to będzie czytał. A kto nie chce niech nie czyta. Kropka. Wiem, że może dziwne to słowa padające z ust bibliotekarza ale tak już jest. Znam mnóstwo inteligentnych ludzi, którzy książek nie czytają i jakoś z tym żyją. Co prawda o książkach z nimi nie pogadam ale znajdą się inne tematy do rozmowy.

Wrzucam tutaj fragment z “Poranku kojota” na temat czytania książek :)

Poranek Kojota

4 thoughts on “Czytać, k***a czy nie czytać? That is the question.

    • Szatanie uznam Twoją wypowiedź za prowokację :) Bo wiadomo, że wiele książek napisanych zostało z Twojego podpuszczenia :)

  1. Pingback: Henryk Wernic „Druga książka do czytania dla dzieci do lat 10″ « Blog Charliego Bibliotekarza

  2. Pingback: Henryk Wernic “Druga książka do czytania dla dzieci do lat 10″ | Blog Charliego Bibliotekarza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook