Kazimierz Nowak “Rowerem i pieszo przez czarny ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931 – 1936”

Zdjęcie profilowe Kazimierza Nowaka.

Dobry wieczór. Trochę może przydługi tytuł, ale słuchajcie inaczej się nie dało. Dzisiaj będzie o książce, którą przeczytałem w Etiopii. Podczas jednego i drugiego mojego wyjazdu. Wydawała mi się idealnie pasować do miejsca mojej podróży. I faktycznie pasowała.

Continue reading

Henry Kuttner “Księżycowe Hollywood”

Krwiożercza ośmiornica z Plutona dobierze się Wam do tyłków! Źródło: http://www.darkroastedblend.com/2008/10/grand-old-times-in-future.html

Krwiożercza ośmiornica z Plutona dobierze się Wam do tyłków! Źródło: http://www.darkroastedblend.com/2008/10/grand-old-times-in-future.html

Układ Słoneczny kipiący życiem? Każda planeta, ba! Każda większa asteroida zasiedlona przez niesamowite, niewyobrażalne stworzenia? Marsjańskie plemiona nomadów, inteligentne istoty z Tytana i obrzydliwe, niebezpieczne stworzenia z radioaktywnego Plutona. A między tym wszystkim wścibscy ludzie, którzy wszędzie wcisną swoją obrzydliwą w dodatku „amerykancką” „way of life”. Czy to możliwie? W uniwersum wykreowanym przez Kuttnera oczywiście, że tak.

Czytaj dalej->

Marcin Wroński “Morderstwo pod cenzurą”

Marcin Wroński "Morderstwo pod cenzurą"

 Jestem już po Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Może zbiorę się by napisać jakąś obszerniejszą relację z tego fantastycznego wydarzenia. Na razie jednak brak mi weny, by w sposób godny i właściwy oddać klimat festiwalu. Powiem krótko: poznałem nowych fenomenalnych ludzi, a z wieloma równie niezwykłymi spotkałem się ponownie. Miałem okazję porozmawiać z wieloma pisarzami, uświadomić sobie, że muszę porzucić doczesny świat na rzecz odludnej jaskini, w której oddam się czytaniu książek. Żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie będę spożywał żadnych pokarmów a żywić się będę wyłącznie strawą duchową, która pozwoli jednocześnie na aktywność 24 godziny na dobę. A jeśli tak nie zrobię, to sczeznę na świadomość, że tyle literatury nigdy nie zostanie przeze mnie poznane.

Dobra wracając do książki, o której chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć. Zacznę może mało oryginalnie, ale powiem Wam, że „Morderstwo…” to kryminał tak zwany retro. Dziejący się w czasach już minionych, czy słusznie to możecie ocenić sami. Tym razem mamy lata trzydzieste wieku oznaczanego dwoma iksami (XX). Rzecz dzieje się w Lublinie, który wówczas był stolicą województwa lubelskiego leżącego w centralnej Polsce! W tymże Lublinie, który miastem był dość prowincjonalnym ginie redaktor/redaktorzyna* mocno prawicowego czasopisma. Koleś obrażał wszystkich od Żydów a na endecji kończąc. Nic dziwnego, że mógł zaleźć wielu ludziom za skórę. Sprawa śmierdziała na kilometr i nie był to tylko smród gwałtownej śmierci.  Komisarz Maciejewski facet twardy i obdarzony niezwykłym policyjnym zmysłem wyczuwa, że z tego może być grubsza afera. Nie myli się zupełnie.

Dalej dzieje się jeszcze więcej, padają kolejne trupy, leje się wódka, obijane są różnej proweniencji facjaty. Po prostu dziwki, konserwy i muzyczka bez przerwy. Na szczęście zagadka zostaje rozwiązana, choć obywa się bez stuprocentowego szczęśliwego zakończenia.

Jak kryminał to może trochę o głównej postaci (nie jest nią trup, ani nawet trupy). Komisarz Maciejewski to idealny bohater kryminału. Twardy glina, który sporo w swoim życiu przeżył. Posiada wiedzę i umiejętności pozwalające mu z powodzeniem lawirować między zawiłościami stosunków służbowych i dzięki talentowi do rozwiązywania spraw zdolny jest utrzymać swoje stanowisko. Jego metody nie zawsze zgadzają się z regulaminem, ale współpracownicy go szanują i cenią jego zdolności. Nawet jeśli się nie myje i wygląda jak bandyta z podmiejskich ruder. I ma ciekawy, bardzo ciekawy sposób na sprawdzenie czy jest bardzo skacowany. Dodam, że w sposób zaangażowane są książki. Muszę spróbować.

Lektura należała do przyjemnych. Lublin lat trzydziestych jest żywym miastem, które autor odmalowuje między innymi dzięki smaczkom z międzywojennej prasy serwowanym nam po trochu. Bardzo mi się podobało to odbrązowienie tego okresu. Zawsze się dziwię temu, że tak wielu ludzi gloryfikuje ten czas, choć bywało w nim tak samo jak teraz, a może nawet gorzej. Policjanci są słabo opłacani, nie mają papieru, środków do pisania i tym podobne. Muszą drżeć przed karierowiczami, którzy liżą dupy komu trzeba i w ten sposób awansują. Cwaniactwo, kumoterstwo rządzą. Ja wyczuwam w autorze pokrewną duszę jeśli chodzi o fascynację prasą przedwojenną. Co mnie cieszy ogromnie, bo przede mną trzy książki tego samego autora i na pewno nadrobię zaległości. Tylko muszę znaleźć jakąś celę (ani klasztorną ani więzienną).

 

 

*niepotrzebne skreślić

Rowerowe łyżwiarstwo i inne dziwne filmiki sprzed lat wielu…

Dzień dobry! Moi drodzy parafianie… ups! Czytelnicy:) Mam dla Was kolejną garść vintydż filmów dość dziwnych, swoją drogą. Na początek sport, który niestety nie zyskał na popularności, a szkoda. Bo chłopaki wyglądają na filmie dość interesująco.

Oto przed Wami cycle skating:

Bardzo interesująco to wygląda. Może zna ktoś kogoś, kto zrobiłby podobne w swoim warsztacie?

I kolejny “dziwny” sport. Rolkowe narciarstwo. Można śmiało powiedzieć, że to takie niedopracowane deskorolki.

 

 

A za chwilę zobaczycie pojazd dziwny, który wygląda bardzo intrygująco i futurystycznie. Ciekawym czemu on również nie podbił dróg, autostrad i szos.

Dynasphere:

Vintage videos uświadamiają mi, że wszystko już było, a wiele rzeczy, z których dzisiaj korzystamy i uznajemy za oczywiste powstały na bazie innych pomysłów, które były mniej udane.

Teraz ostatni film, ale mocny, ciężki i z gatunku: WHAT THE FUCK?!

Wyścigi słoni:

Filmy pochodzą z Youtubowego kanału British Pathe.

Vintage style videos!

Lubicie być wintydż? Dziś ten stajl jest bardzo modny. Hipsterzy (i nie tylko) uwielbiają retro i vintage. Posiadacze ifonów mogą strzelać fotki i dzięki Instagram nadawać im ten niezapominany połysk old schoolu:) Na inne smartfony są inne aplikacje.

Ja lubiłem od zawsze być vintage, robiłem to zanim stało się takie modne i popularne, zanim hipsterzy zrobili z tego ich rzecz.

Dlatego też podzielę się z Wami świetną stronką, na której można spędzić bardzo wiele czasu przeglądając fragmenty filmów sprzed wielu, wielu lat.

BRITISH PATHE to strona, która ma zarchiwizowane tysiące minut starych filmów, programów dokumentalnych, kronik filmowych. Można je przeglądać, można kupować, można się nimi dzielić. Niestety nie wiem, czy jest różnica między filmami do “preview”, a tymi, które można kupić. Nie stać mnie, aby zapłacić 40 funciaków za prawa do filmu. Dlatego na poczet dzisiejszego wpisu cieszmy się tym co mamy za darmo udostępnione:)

Jest to źródło niewyczerpanej radości dla Charliego:)

Mała wskazówka. Mam problemy z osadzeniem filmików na blogu. Dlatego jak klikniecie na obrazek, to automatycznie zostaniecie przeniesieni na stronę British Pathe. Klikajcie na odnośniki, oglądajcie, ale wracajcie do mnie:)

 

Pierwszy film to pomysł dosłownego “wyjścia” do czytelnika. Zakładasz przenośną półeczkę i jazda w miasto:) Bibliotekarze od zawsze byli grupą zawodową, która musiała dbać o swoich klientów. Robili wszystko byle zadowolić czytelnika. Film z roku 1936 roku.

Tacy sami byli bibliotekarze z Monachium, w latach trzydziestych. Wszystko dla ludzi. Nic więc dziwnego, że po mieście kursował biblioteczny tramwaj! To naprawdę niezły pomysł na miarę dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku. Ciekawe czy w Krakowie dałoby się coś takiego zorganizować:) Z drugiej strony nie wiem jaki byłby sens takowego przedsięwzięcia w dzisiejszych czasach. Oglądajcie poniższy film z roku 1932:

Kolejny rodzaj wędrującej, a raczej pływającej biblioteki:) Koleś na łódce, pływa i wypożycza książki. Przy okazji jeszcze może sobie powędkować. Parafrazując Cezarego Pazurę z “Chłopaków nie płaczą” puszczę wam film o bibliotekarzu w łódce:) Film z 1940:

A teraz o największej Biblii świata! Louis Waynai wydrukował(!) tę książkę w roku 1930! Książka ma metr dziesięć wysokości, i prawie dwa i pół metra szerokości! Koleś drukował ją przez trzy lata. Obecnie spoczywa sobie w Abilene Christian University. Obejrzyjcie sobie filmik z 1931:

Na koniec kronika z różnego rodzaju ciekawostkami. Niestety jest po angielskiemu jazyku. Dlatego mały skrót dla tych, którzy po angielsku nie szprechają. Najpierw o gościu ze Stanów, który chciał mieszkać w zamku i zaczął go budować samemu, każdy kamień, wszystko robił sam. Ale nie zdążył w nim zamieszkać, bo zmarł. Później najmniejszy dom mieszkalny świata. Następna jest makieta kamienicy, która maskuje tory kolejki. Następny jest gość, który kolekcjonuje korzenie o nietypowych kształtach… Ostatni filmik dotyczy wydobycia gazu, który ma bardzo ujemną temperaturę… Aha i strasznie denerwuje mnie lektor z tym swoim: Would You belive it? powtarzanym non stop:)

 

Pamiętajcie, że retro i vintage są dla wszystkich. Nie pozwólmy hipsterom zagrabić naszego prawa do bycia vintage! Hipsterzy już dość krzywdy wyrządzili rodzajowi ludzkiemu:)

Prądożerca!!!

Moi drodzy czytelnicy! Reklama dźwignią handlu! Ostatnio popularny dyskont spożywczy zmienił strategię marketingową. O czym natychmiast rozpisali się blogerzy zajmujący się marketingiem. Podobają Wam się nowe reklamy owada? Bo mnie nie! Infantylne, toporne i wkurzające… Spytacie się dlaczego piszę o owadzie na blogu bibliotekarza? Tak mi się skojarzyło, z drożyzną, która panuje. Wszystko jest drogie – jedzenie, benzyna, gaz, prąd. Wszystko jest drogie i wszystko było drogie. W latach sześćdziesiątych XIX wieku, kronikarz “Tygodnika Ilustrowanego” narzeka na drożyznę. W książce, którą czytam, (akcja dzieje się na początku XX wieku), wszyscy się skarżą, że życie drogie… W dwudziestoleciu międzywojennym drożyzna sięgnęła apogeum… Dlatego też ówcześni marketingowcy potrafili przemówić do wyobraźni konsumenta i podsuwali mu bardzo proste wyjaśnienia dlaczego tak drogo jest…

Prądożerca nr 1

Prądożerca nr 1

Proste prawda? Mamy pasożyta, złego skrzata, który po prostu wpierdziela nasz prąd! Na szczęście żarówka Philipsa nie ma “prądożercy”, który w niej mieszka:)

Prądożerca nr 2

Prądożerca nr 2

Moja babcia zawsze powtarzała “co tanie to drogie”. Mimo pozornej sprzeczności tego zdania tkwi w nim mądrość. “Tanie” żarówki zapewne nie miały zabezpieczeń przed “prądożercą”, na przykład dodatkowych zamków, albo zakratowanych końcówek, dlatego “prądożerca” mógł swobodnie się do nich zakradać. Żarówki Philipsa to zupełnie inna bajka – solidnie wykonane, bez żadnych szpar, zamknięte na cztery spusty z próżnią w środku! Nic dziwnego, że “prądożerca” nie miał ochoty w nich zamieszkać.

Prądożerca nr 3

Prądożerca nr 3

Philips jasno wskazuje, że rachunki fałszuje “prądożerca”, któren jest oszustem i pisze podwójną kredą. Niedobry ten “prądożerca” niedobry… A tu wygląda jak didżej miksujący bity…

Prądożerca nr 4

Prądożerca nr 4

Koniec walki! “Prądożerca” pokonany! Wspaniała i szlachetna żarówka Philipsa wygrywa! Przez nokaut (zmieniła się troszkę pisownia słowa knock out:) Strasznie brzydki ten “prądożerca”.

P. S. Żeby nie było. Ja zdaję sobie sprawę, że reklamy żarówki Philips to subtelna gra z konsumentem. Nie istnieje żaden “prądożerca” spece od marketingu chcieli zwrócić uwagę ludzi w międzywojniu, że czasem warto zapłacić więcej za żarówkę, która obniży nam koszty elektryczności:)

P. S. 2 Reklamy znalezione w przedwojennych numerach “Głosu Nauczycielskiego” lata dwudzieste, lata trzydzieste…

Dashiell Hammett “Szklany klucz”

Dashiell Hammett "Szklany klucz"

Dashiell Hammett “Szklany klucz”

Zacząłem. Zacząłem po kryminalnej konferencji bibliotekarzy czytać kryminały.  Dokładniej jeden. Klasyk. Mocny. Zadymiony. Z kapeluszem i whisky oraz cygarem w zębach (taki  był klasyk, ja go tak nie czytałem: po pierwsze nie palę, a od whisky wolę czystą wódkę; ot takie skrzywienie narodowe). Klasyk napisany przez ojca chrzestnego czarnego kryminału. Dobrze zrobiłem, że zacząłem. Intrygę przed czasem rozwiązałem. Wiedziałem kto zabił zanim główny bohater wykrzyczał to w twarz mordercy. Miałem obawy co do sposobu w jaki  mój organizm zareaguje na klasyka czarnego kryminału. Czy nie będzie to zbyt klasyczne danie (to wciąż po „Grillbarze…” mam takie skojarzenia kulinarne). Nie było. Było dobre.

Ameryka czasy prohibicji. Skorumpowani politycy, nielegalne lokale sprzedające kiepski alkohol. Fortuny rodzące się z przemytu i pędzenia podejrzanego bimbru. Hazard, dziwki, konserwy i muzyczka bez przerwy. Wybory za pasem, lokalny boss półświatka i prominentny biznesmen popiera w wyborach senatora. W tajemniczych okolicznościach ginie syn owego senatora. Ned Beaumont przyjaciel i pracownik bossa postanawia odnaleźć mordercę. Po drodze zostaje pobity, kończy wieloletnią przyjaźń, zostaje zastępcą prokuratora, wygrywa na wyścigach, staje się przyczyną samobójstwa, wypija morze whisky i wypala z kilkadziesiąt cygar. Wszystko to z ironicznym uśmiechem na ustach. Twardy, męski, bezwzględny, przebiegły i inteligentny. Ned nie jest postacią do końca pozytywną. W końcu robi w półświatku. Niejeden grzech i grzeszek ma zapewne na swym sumieniu. Ale czułem do niego sympatię, choć momentami postępował irracjonalnie (wtedy tak mi się wydawało). On miał jednak plan. Przeprowadził go i wykrył sprawcę morderstwa. Na koniec wyprowadził się z bezimiennego amerykańskiego miasta w poszukiwaniu nowych przygód.

To była dobra książka. Ciekawa i dobrze napisana. Klimaty Ala Capone, Niewidzialnych, czy też jednego z moich ulubionych seriali „Zakazane Imperium”. Mężczyźni pachną whisky i fajkami, biją się na pięści, a jednocześnie potrafią być dżentelmenami. Szalone i mroczne lata trzydzieste.

Dasheill Hammett to jeden z twórców, prekursorów i filarów gatunku czarnego kryminału. Dobrze, że zacząłem od jego książki. Na pewno na „Szklanym kluczu” się nie skończy. Polecam książkę nie tylko miłośnikom kryminałów, ale czytelnikom, którzy do tej pory kryminał raczej omijali z daleka (normalnie sam nie wierzę, że to piszę:).

Cukier krzepi…

Wszyscy o tym wiemy doskonale. Ale, oj chyba będziemy mieć powrót do starych czasów, gdy cukier był luksusem. Tak wyglądała reklama społeczna w latach trzydziestych:

Cukier i trzy koszule

Cukier i trzy koszule

Oj chyba nasz premier i kochany rząd nie chcą aby wszyscy czuli się jak magnaci. Strach pomyśleć jak zdrożeją koszule?!

Cukier krzepi kobiety!

Cukier krzepi kobiety!

Intrygujące prawda? Że też biała śmierć miała taki PR. Zwróćcie uwagę na średni wiek – naprawdę ZUS bardzo chciałby powrotu starych dobrych czasów. A może wysokie ceny cukru – czyli artykułu przedłużającego życie to właśnie spisek ZUS-u. Te urzędasy chcą pozbawić narodu jego żywotności i wpędzić wszystkich do grobu znacznie wcześniej! Odkryłem ogólnokrajowy spisek! Na alarm, kto żyw do cukru!

Zdjęcia pochodzą z “Tygodnika Ilustrowanego”  z roku 1931, bodajże (zawsze jak robię zdjęcia to zapominam zapisać sobie z jakiego dokładnie numeru pochodzą – mało sumienny ze mnie bibliotekarz).