Henry Kuttner “Księżycowe Hollywood”

Krwiożercza ośmiornica z Plutona dobierze się Wam do tyłków! Źródło: http://www.darkroastedblend.com/2008/10/grand-old-times-in-future.html

Krwiożercza ośmiornica z Plutona dobierze się Wam do tyłków! Źródło: http://www.darkroastedblend.com/2008/10/grand-old-times-in-future.html

Układ Słoneczny kipiący życiem? Każda planeta, ba! Każda większa asteroida zasiedlona przez niesamowite, niewyobrażalne stworzenia? Marsjańskie plemiona nomadów, inteligentne istoty z Tytana i obrzydliwe, niebezpieczne stworzenia z radioaktywnego Plutona. A między tym wszystkim wścibscy ludzie, którzy wszędzie wcisną swoją obrzydliwą w dodatku „amerykancką” „way of life”. Czy to możliwie? W uniwersum wykreowanym przez Kuttnera oczywiście, że tak.

Złote lata pulpowego science – fiction znów zawitały na moim blogu, a to za sprawą Henry’ego Kuttnera, którego kilka książek zakupiłem w antykwariacie w napadzie dziwnego, aczkolwiek słodkiego szału wydawania.

Emsh_original47

Grafika niewiele ma wspólnego z książką, ale szalenie mi się podobała:) Źródło: http://www.collectorshowcase.fr/emsh.htm

„Księżycowe Hollywood” to opowiadania będące dziećmi swojej epoki. Układ Słoneczny jak wspomniałem zasiedlony jest przez wielorakie żywe istoty, na Marsie są dżungle, a na Księżycu piękne miasto Hollywood, które jest stolicą filmową naszego kawałka galaktyki. I chociaż ludzie posługują się robotami, latają w kosmos bez większych problemów to filmy kręcą metodami tradycyjnymi. I dlatego niezbędni w tym przemyśle są osobnicy tacy jak Tony Quade, który nawet z najbardziej nieudanego przedsięwzięcia filmowego potrafi stworzyć arcydzieło i uratować dupsko tlustego i chciwego producenta.

Tony sprawdzi się w każdej sytuacji. Czy chodzi o sfilmowanie wybuchu asteroidy czy nakłonienie przedstawicieli prymitywnej rasy z Tytana do gry w filmie. Tony to facet od ciężkiej i niewdzięcznej pracy. I chociaż w każdym opowiadaniu narzeka na swojego szefa to jednak wykonuje zadania zlecone przez niego. Nie chce bowiem się przyznać nawet przed samym sobą, że kocha ten dreszczyk emocji i uwielbia niebezpieczeństwa, które niesie ze sobą praca filmowca.

Czyżby ilustracja przesiąknięta była fallicznym symbolizmem? Czy to tylko ja jestem jakiś dziwny? Źródło: http://www.collectorshowcase.fr/emsh.htm

Czyżby ilustracja przesiąknięta była fallicznym symbolizmem? Czy to tylko ja jestem jakiś dziwny? Źródło: http://www.collectorshowcase.fr/emsh.htm

Opowiadania Kuttnera mają w sobie uroczą naiwność science-fiction z lat trzydziestych i czterdziestych, kiedy to o marzenia o zaludnionym kosmosie nie były mrzonką, a rakiety miały latać wszędzie. Dobrze napisane, nawet bardzo myszką nie trącą . A jest kilka fajnych rzeczy, które Kuttner wprowadził. Miniaturowe radia służące do komunikacji, televisor czyli telefoniczne połączenia „videło”.

Grafiki z tamtych lat tchną niesamowitą magią i są naprawdę cudne. Źródło: http://www.collectorshowcase.fr/finlay_page_5.htm

Grafiki z tamtych lat tchną niesamowitą magią i są naprawdę cudne. Źródło: http://www.collectorshowcase.fr/finlay_page_5.htm

W książce, którą ja mam są cztery opowiadania. Czytało się dobrze, opowiadania są lekkie łatwe i przyjemne. Jedyne co drażniło to notoryczne powtórzenia na początku każdego tekstu – przybliżające tło akcji i opisujące księżycowe Hollywood. Opowiadania ukazywały się w magazynach science – fiction i autor musiał przypominać czytelnikom o co chodzi. Dopiero zebrane w jednym tomie mogą, ale nie muszą razić powtarzalnym początkiem. Kuttner zaczyna mi się bardzo podobać i jest świetnym przerywnikiem i odpoczynkiem. Wspominałem o uroczej naiwności, która emanuje z tych opowiadań. To jest zdecydowany plus tych opowieści.

Ja słabo się znam na pulpowej s-f. Dla mnie to odkrywanie zupełnie niezbadanych obszarów literatury. I może stanie się to moim celem na ten rok, a może nie. Kto to wie?

5 thoughts on “Henry Kuttner “Księżycowe Hollywood”

  1. pulpowe opowiadania takie właśnie były co jeśli wźiąć pod uwagę że musiały bo przecierz autor z nudnym opowiadaniem wyleciałby od razu na zbity pysk i nie zarobiłby na czynsz nie powinno dziwić dlatego też starą SF z l30-50 tak dobrze się czyta a nie jak niektóre nowe literackie mordoklejki,lekkie pióro to był chyba charakterystyczna cecha tej literatury pozdrawiam

    • Starą s-f czyta się rzeczywiście bardzo dobrze. Oczywiście nie wszystko, ale i tak zdecydowana większość jest bardzo dobrze przyjmowana przez organizm. Mam zamiar pogłębić swoją znajomość z tą częścią historii literatury i zacznę od zaraz:)

      • to dopinguje i nie zniechęcam ;) fajne opowiadania były mdzi.w drodzę do SF jamesa gunna czy starych rakietowych szlakach wyd.w 1957??albo orginalne kroki w nieznane z lat 70 nawiasem to podobno w tym roku solaris wyda w końcu coś jednego z ojców space opery E.E.Smitha :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook