Marcin Wroński “Morderstwo pod cenzurą”

Marcin Wroński "Morderstwo pod cenzurą"

 Jestem już po Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu. Może zbiorę się by napisać jakąś obszerniejszą relację z tego fantastycznego wydarzenia. Na razie jednak brak mi weny, by w sposób godny i właściwy oddać klimat festiwalu. Powiem krótko: poznałem nowych fenomenalnych ludzi, a z wieloma równie niezwykłymi spotkałem się ponownie. Miałem okazję porozmawiać z wieloma pisarzami, uświadomić sobie, że muszę porzucić doczesny świat na rzecz odludnej jaskini, w której oddam się czytaniu książek. Żadnego kontaktu ze światem zewnętrznym. Nie będę spożywał żadnych pokarmów a żywić się będę wyłącznie strawą duchową, która pozwoli jednocześnie na aktywność 24 godziny na dobę. A jeśli tak nie zrobię, to sczeznę na świadomość, że tyle literatury nigdy nie zostanie przeze mnie poznane.

Dobra wracając do książki, o której chciałbym Wam dzisiaj opowiedzieć. Zacznę może mało oryginalnie, ale powiem Wam, że „Morderstwo…” to kryminał tak zwany retro. Dziejący się w czasach już minionych, czy słusznie to możecie ocenić sami. Tym razem mamy lata trzydzieste wieku oznaczanego dwoma iksami (XX). Rzecz dzieje się w Lublinie, który wówczas był stolicą województwa lubelskiego leżącego w centralnej Polsce! W tymże Lublinie, który miastem był dość prowincjonalnym ginie redaktor/redaktorzyna* mocno prawicowego czasopisma. Koleś obrażał wszystkich od Żydów a na endecji kończąc. Nic dziwnego, że mógł zaleźć wielu ludziom za skórę. Sprawa śmierdziała na kilometr i nie był to tylko smród gwałtownej śmierci.  Komisarz Maciejewski facet twardy i obdarzony niezwykłym policyjnym zmysłem wyczuwa, że z tego może być grubsza afera. Nie myli się zupełnie.

Dalej dzieje się jeszcze więcej, padają kolejne trupy, leje się wódka, obijane są różnej proweniencji facjaty. Po prostu dziwki, konserwy i muzyczka bez przerwy. Na szczęście zagadka zostaje rozwiązana, choć obywa się bez stuprocentowego szczęśliwego zakończenia.

Jak kryminał to może trochę o głównej postaci (nie jest nią trup, ani nawet trupy). Komisarz Maciejewski to idealny bohater kryminału. Twardy glina, który sporo w swoim życiu przeżył. Posiada wiedzę i umiejętności pozwalające mu z powodzeniem lawirować między zawiłościami stosunków służbowych i dzięki talentowi do rozwiązywania spraw zdolny jest utrzymać swoje stanowisko. Jego metody nie zawsze zgadzają się z regulaminem, ale współpracownicy go szanują i cenią jego zdolności. Nawet jeśli się nie myje i wygląda jak bandyta z podmiejskich ruder. I ma ciekawy, bardzo ciekawy sposób na sprawdzenie czy jest bardzo skacowany. Dodam, że w sposób zaangażowane są książki. Muszę spróbować.

Lektura należała do przyjemnych. Lublin lat trzydziestych jest żywym miastem, które autor odmalowuje między innymi dzięki smaczkom z międzywojennej prasy serwowanym nam po trochu. Bardzo mi się podobało to odbrązowienie tego okresu. Zawsze się dziwię temu, że tak wielu ludzi gloryfikuje ten czas, choć bywało w nim tak samo jak teraz, a może nawet gorzej. Policjanci są słabo opłacani, nie mają papieru, środków do pisania i tym podobne. Muszą drżeć przed karierowiczami, którzy liżą dupy komu trzeba i w ten sposób awansują. Cwaniactwo, kumoterstwo rządzą. Ja wyczuwam w autorze pokrewną duszę jeśli chodzi o fascynację prasą przedwojenną. Co mnie cieszy ogromnie, bo przede mną trzy książki tego samego autora i na pewno nadrobię zaległości. Tylko muszę znaleźć jakąś celę (ani klasztorną ani więzienną).

 

 

*niepotrzebne skreślić

Kriminal Breslau Zusammenfassung!!!

Przepraszam za ten niemiecki, ale jakoś tak po Krajewskim Wrocław to dla mnie Breslau (oczywiście nie chcę w niczym urazić wrocławiaków, miasto mają przepiękne). Nie pisałem na bieżąco, gdyż zwyczajnie nie miałem kiedy tego robić. Żyję. Na szczęście na festiwalu kryminalnym oraz na konferencji bibliotekarzy nie było żadnych zwłok znalezionych w wannie, nie było zasztyletowanych ofiar w hotelowych pokojach, tak samo jak nie było otruć, a nawet zatruć. Wisielców, którzy ewidentnie sami się nie powiesili też nie było. Co zatem było?

Były warsztaty dla bibliotekarzy z pisarzami, ludźmi zajmującymi się literaturą kryminalną, były spotkania z autorami polskimi i nie tylko. Były dyskusje (czasem bardzo gorące) o naszej pracy, misji i rzeczywistości, która nas otacza. Wszystko to we wspaniałej atmosferze pełnej zrozumienia i życzliwości (alem napisał, tak jakbyśmy nie bawili się  przy okazji świetnie). Naprawdę, było widać, że na Kryminalną Konferencję Bibliotekarzy przyjechały osoby, które są nie tylko pasjonatami literatury, ale również bardzo aktywnymi zawodowo bibliotekarzami i bibliotekarkami.

Organizacja festiwalu stała na wysokim poziomie, a tłok panujący w klubach i salach, gdzie odbywały się spotkania i wykłady otwarte świadczył chyba bardzo dobrze o samym festiwalu.

Teraz pozostaje mi tylko zabrać się do lektury polskich i nie tylko kryminałów:) I oczywiście wykorzystać uzyskaną wiedzę z konferencji do poprawy bytu bibliotekarza oraz bytu czytelników.

I w tle konferencji – Wrocław miasto, które udało się choć trochę  zobaczyć w wygospodarowanym czasie wolnym. Miasto, które mnie urzekło, w którym widać, że się dzieje… Miasto, w którym trzeba się uzbroić w ogromną cierpliwość czekając na zmianę świateł z czerwonych na zielone (wrocławscy piesi są chyba jednymi z najbardziej cierpliwych w tym kraju, chociaż i tak sporo ludzi przechodziło na czerwonym:). Krasnoludki jeden na drugim, Ostrów Tumski, most pokutnic, Ossolineum, biblioteka uniwersytecka to tylko niektóre miejsca, które zdążyłem zobaczyć:) Z pewnością odwiedzę Wrocław w przyszłości. I zostanę tam dłużej, zobaczę więcej i ogólnie będzie cudownie:)

Teraz garść zdjęć (taka nieduża garść zdjęć).

Krasnal przy katedrze Marii Magdaleny

Krasnal przy katedrze Marii Magdaleny

Widok z mostu pokutnic

Widok z mostu pokutnic

Biblioteka Uniwersytecka

Biblioteka Uniwersytecka

To by było na tyle:)

P. S. Byłbym zapomniał. Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszy kryminał w Polsce dostała pani Gaja Grzegorzewska.

P. S. 2 A tak było na gali z okazji wręczenia nagrody:

Kriminal Breslau!!!

Nadaję na gorąco:) Nie chwaliłem się wcześniej, ale udało mi się dostać na I Kryminalną Konferencję Bibliotekarzy, która odbywa się w mieście Wrocław w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Przepraszam wrocławiaków za tytuł wpisu, ale nie mogłem się powstrzymać.

I jakież to zadziwiające losy człowiecze są. Ja, który kilka wpisów temu deklarowałem mój stosunek do kryminałów, jako cokolwiek obojętny biorę udział w Festiwalu poświęconym literaturze, w której trup ściele się gęsto, prywatni detektywi śledzą czujnie a zmęczeni życiem i wódą policaje łapią morderców (pięknym stereotypem pojechałem, ale cóż:) Pierwsze wrażenia z mojego pobytu we Wroclove: dworzec mają rozkopany nieźle, chodniczki całkiem wąskie, ale za to na rynku budki przedświąteczne całkiem jak u nas w Krakau:) Ratusz fajny, plac Solny urokliwy, hotel po prostu super:) Widać również pełen profesjonalizm organizatorów. W hotelu przywitała mnie garść zaproszeń, pełen program, książka “Jak zostać pisarzem” i nawet bileciki Wrocławskiej Komunikacji Zbiorowej, którymi podążać mamy do miejsc warsztatów dla nas bibliotekarzy. Cieszy mnie ogromnie takie podejście organizatorów, świadczące o powadze i szacunku jakim darzą bibliotekarską brać, a raczej siostrzać, bo bibliotekarek na konferencji przytłaczająca większość:) Warsztaty zapowiadają się ciekawie, a imprezy Międzynarodowego Festiwalu również mnie przyciągną. Kto wie może po tej Konferencji zostanę zagorzałym wielbicielem literatury kryminalnej?

A tutaj macie link do kanału MFK na Youtubie, akurat kulinarne popisy pana Makłowicza:

I jeszcze trailer jednego z moich ulubionych seriali kryminalnych:

P. S. Obawiam się trochę, że organizatorzy Festiwalu postanowili zaprosić bibliotekarzy, zamknąć ich w sali wykładowej, zamordować jednego tajemniczo a potem przeprowadzić drobiazgowe śledztwo. Będę Was informował na bieżąco…

P. S. 2 A jeśli będę milczał…