Tomasz Morus “Utopia”

Obraz (31)Uwielbiam ten moment podczas lektury, kiedy przeczytane zdanie nagle wdziera się w mój mózg uruchamiając lawinę skojarzeń, wspomnień czy też różnorakich emocji. Uwielbiam być sprowadzany do parteru przez autora. Sprowadzany w takim sensie, że nagle się okazuje, że Charlie nie jest najmędrszym z bibliotekarzy, ale jakiś koleś pięćset lat temu myślał dokładnie tak samo lub „w podobie” i jeszcze był w stanie wszystko spisać w książce ponadczasowej i niesamowitej. Bo taką książką jest „Utopia” Tomasza Morusa. Książką ponadczasową, której pełny tytuł brzmi:

Książeczka zaiste złota i niemniej pożyteczna jak przyjemna o najlepszym ustroju państwa i nieznanej dotąd wyspie Utopii.

Sam Tomasz Morus to postać niezwykle ciekawa i interesująca. Święty Kościoła Katolickiego i męczennik chrześcijański czczony przez anglikanów. Kanclerz owianego złą sławą króla Henryka VIII. Przez owego króla skazany na śmierć za sprzeciw wobec utworzenia Kościoła Anglikańskiego i odmowę porzucenia katolicyzmu. Wyrok śmierci brzmiał:

„Ma być odprowadzony do Towru przez szeryfa Williama Bingstona, stamtąd zawleczony przez City londyńskie do Tyburnu, tam powieszony, aż będzie półumarły, wtedy odcięty, dopóki będzie żywy, części rodne mają być wycięte, brzuch rozpruty, wnętrzności wydarte i spalone; następnie ma być poćwiartowany, cztery części na czterech bramach miasta, a głowa na moście londyńskim zatknięta”

Brzmi naprawdę okropnie, ale karę „złagodzono” i Morusa ścięto.

Od jakiegoś czasu zauważyłem u siebie dość znaczne zainteresowanie tematem utopii tudzież antyutopii. Chciałem nadrobić zaległości i przeczytać dzieło Morusa. „Utopia” to bardzo interesująca książka. Jej tytuł dał nazwę całemu gatunkowi literatury. Gatunkowi, który z definicji ma opisywać lepszy świat, miejsce gdzie nie ma niesprawiedliwości, a ludzie żyją dostatecznie, ekhm… dostatnio.

Przejdźmy do książki;  „Utopia ” została napisana około 1516 roku. Składa się z dwóch ksiąg. W pierwszej rozmawia sobie Morus z Rafałem podróżnikiem o filozofach, rządach filozofów i dlaczego prawdziwi mędrcy nigdy nie zostaną doradcami królewskimi . Ogólnie rozmowy o współczesnym Morusowi świecie. Krytyka polityki ekonomicznej szlachty w Wielkiej Brytanii, która rozpoczynała tak zwane grodzenia, czyli zabieranie wspólnych, gminnych pastwisk i włączanie ich do szlacheckich włości. Związane to było z dobrą ceną na wełnę, a na jej produkcję nastawiała się ówczesna arystokracja angielska.

 W drugiej części Rafał opowiada o wyspie Utopii, która go zachwyciła swoim systemem rządów.

Pierwsza część zrobiła na mnie największe wrażenie. Wiem, że to dziwne, ale nie mogłem powstrzymać się od komentowania rzeczywistości nas otaczającej, gdy czytałem rady dotyczące łatania skarbu królewskiego:

„Wyobraźmy sobie, że ministrowie razem z jakimś królem radzą i zastanawiają się, jakimi sztuczkami można by zwiększyć dochody skarbu. Jeden radzi podwyższyć wartość pieniądza, gdy trzeba spłacić pożyczkę, a potem znowu znacznie obniżyć, gdy wypadnie ogłosić nową pożyczkę; tym sposobem panujący może tanim kosztem pozbyć się wielkich długów i ściągnąć do skarbu dużo pieniędzy.

Drugi doradza, aby udawać, że zbliża się wojna i pod tym pozorem nałożyć nowe podatki, a w chwili stosownej zawrzeć pokój i zarządzić z tego powodu dziękczynne nabożeństwa; to podniesie w oczach ludu urok zacnego króla, który widocznie lituje się nad poddanymi i w taki ludzki sposób oszczędza ich krwi.

Inny znowu odgrzebuje stare księgi, nadgryzione przez robactwo, i przypomina z nich jakieś dawno zarzucone ustawy; ponieważ nikt nie pamięta o wydaniu ich, przeto wszyscy przekraczają je. Należy więc wznowić ściąganie grzywien za te przekroczenia, i to będzie obfite, a zarazem uczciwe źródło dochodów, gdyż postępować będzie się w imię sprawiedliwości.

Inny namawia króla, aby pod grozą wielkich kar pieniężnych wydał wiele zakazów, zwłaszcza takich, których przestrzeganie jest zgodne na ogół z dobrem obywateli. Potem mógłby on za cenę znacznej sumy pieniędzy uwolnić od liczenia się z owymi zakazami tych, których interesy przez nie cierpią; tym sposobem zaskarbi sobie wdzięczność narodu i z dwóch źródeł czerpać będzie dochody, to znaczy z grzywien tych, których żądza zysku zwabi w pułapkę lub lepszy na przywileje; opłaty zaś te będą tym wyższe, im lepszy oczywiście będzie władca. „Patrzcie”, powiedzą, „jak on niechętnie robi komukolwiek prywatnemu ustępstwa z uszczerbkiem dobra publicznego i dlatego drogo każe płacić za przywileje.”

Inny wreszcie radzi królowi zobowiązać sędziów, aby w każdej sprawie bronili praw królewskich; monarcha, dodaje, powinien wezwać ich na dwór i skłonić do rozsądzania przy nim własnych jego spraw. Wtedy żadna jego sprawa nie będzie tak beznadziejnie przegrana, iżby któryś z sędziów nie potrafił jej obronić jakimś wykrętem czy to z przekory, czy z zamiłowania do niezwykłych paradoksów, czy wreszcie dla przypodobania się monarsze. ”

 

Powyższy cytat jest przykładem negatywnym w książce. Czyż to nie dziwne, że mija pięćset lat, a rządy państw postępują w ten sam sposób? Rządzący nie uczą się na błędach. Drzyj łacha z podatnika, bo inaczej być nie może. Trzeba będzie zacząć jakąś rewolucję.

W pierwszej księdze znajdziemy również rady dotyczące kary śmierci za złodziejstwo, która była powszechna w Anglii oraz rady jak postępować ze złodziejami:

„Każdy zaś, myślę, wie, jak niedorzeczne, a także niebezpieczne dla społeczeństwa jest karanie złodzieja na równi z mordercą. Jeśli bowiem rozbójnik widzi, że skazanemu tylko za kradzież grozi nie mniejsze niebezpieczeństwo, niż gdyby prócz tego udowodniono mu popełnienie morderstwa, wówczas już sama ta myśl może go pobudzić do zabicia człowieka, którego bez tej świadomości byłby tylko obrabował. Albowiem oprócz tego, że w razie schwytania go nie narazi się na żadną cięższą karę, będzie mógł jeszcze dokonać zbrodni z większym spokojem i pewniejszą mieć nadzieję, że uda się zataić mord, gdy sprzątnie świadka jego. Starając się więc zastraszyć złodziei okrutnymi karami, zachęcamy ich do mordowania niewinnych ludzi.” […]

„Dlaczego mielibyśmy wahać się, czy wprowadzić w karaniu zbrodni pożyteczną metodę, którą, jak wiemy, stosowali już niegdyś przez długi czas Rzymianie, tacy doświadczeni w rządzeniu państwem? Przecież oni skazywali wielkich zbrodniarzy na dożywotnią niewolę i kazali im pracować w kamieniołomach lub kopalniach kruszcu”

Swoją drogą tłumaczenie prof. Abganowicza, jest chyba jedynym jak dotąd tłumaczeniem „Utopii” na język polski. Zastanawiam się czy Morus pisał o „sprzątaniu świadków” .

Ilustracja do pierwszego wydania "Utopii". Źródło: wikipedia.com

Ilustracja do pierwszego wydania “Utopii”. Źródło: wikipedia.com

Przechodzimy do drugiej księgi. Właściwy opis Utopii. Jaki jest ten kraj? Co w nim takiego szczególnego, że Rafał, który był gościem na wyspie Utopia nie mógł się nachwalić ich ustroju społecznego.

Zacznijmy od wspólnej własności. Nie ma w Utopii prywaty. Brak jest żądzy bogactwa, gromadzenia stosu pieniędzy, których i tak nie można zabrać ze sobą na tamten świat. Nie widzą Utopianie żadnej istotnej wartości w klejnotach, złocie, pięknych szatach, strojeniu się. Uważają, że człowiek, który myśli, iż przez lepszy strój staje się lepszym człowiekiem jest po prostu głupcem.

Wyobraźcie sobie, że wszyscy chodzą tam ubrani na jedną modłę z drobnymi różnicami pozwalającymi odróżnić płeć. Skromnie, ale wygodnie. Posiłki jadają wspólnie, a przed każdym posiłkiem odczytywana jest jakaś mądra myśl. Miasta urządzone są tak samo. Każdy musi pracować kolektywnie. Każdy obywatel musi przepracować kilka lat na roli. Żeby poznał czym jest trud życia. Głównym zajęciem jest praca na roli lub w rzemieślnictwie. Utopia to taki socjalizm drobnych rzemieślników.

Dbają o zdrowie, lubią dobrze zjeść, nie piją alkoholu, każdą wolną chwilę poświęcają na doskonalenie umysłowe. Uwielbiają swoje ogrody w swoich identycznych miastach, których na wyspie jest 54, miast znaczy się. Chorymi opiekują się starannie, szpitale mają poza miastem coby ewentualna zaraza nie rozprzestrzeniała się.

Urzędników mają mało, bo prawo u nich jest przestrzegane. Stawiają na prewencję, czyli dobre i solidne wykształcenie oraz wychowanie. Dzieci szanują rodziców, rodzice szanują kapłanów i przełożonych. Wszyscy żyją w cnocie, czerpią radość z prostego życia i prostych przyjemności. Sielanka.

Rozkosze i przyjemności, która są z pożytkiem dla organizmu, dla ducha oraz dla bliźnich to podstawa więzi społecznych w Utopii. Czyń sobie co miłe i bliźnim też, ale nie przesadzaj i nie przeginaj.

Na pewno nie o takiej Utopii myślał Morus. Żródło: http://photorator.com/photo/16121/utopia-

Na pewno nie o takiej Utopii myślał Morus.
Żródło: http://photorator.com/photo/16121/utopia-

Na tej wyspie idealnej każdy może wyznawać religię jaka mu się podoba. Jest tolerancja. Z małym ale… Otóż trzeba w coś wierzyć. I tu pojawia się pierwszy rys na posągu tej wspaniałej cywilizacji. Ateizm równa się społeczny ostracyzm, a w konsekwencji wygnanie. Wierz sobie w co chcesz, ale najlepiej jakby to był jeden Bóg miłosierny.

Drugi rys. Wszechobecny dozór publiczny. Nie opuścisz chłopcze swojego miasta, bez specjalnego zezwolenia od księcia. Po co chcesz opuszczać swoje miasto? To nie wiesz, że inne miasta wyglądają identycznie, że po ich ulicach chodzą ludzie poubierani w takie same ubrania? A gdyby ktoś postanowił wybrać się na własną rękę w podróż, gdy zostanie schwytany bez glejtu książęcego to jego los jest przypieczętowany – zostaje niewolnikiem.

Trzeci rys. Niewolnictwo. Co prawda niewolnicy to w większości skazani za przestępstwa obywatele, to jednak jest tam sporo jeńców wojennych. I cóż z tego, że noszą złote kajdany. Jak muszą pracować przy wykonywaniu najgorszych prac.

Czwarty rys. Recydywa jeśli chodzi o cudzołóstwo karana jest śmiercią. Nie to żebym pochwalał zdrady małżeńskie – chodzi również o uprawianie seksu przed ślubem. Jest on surowo zabroniony. Ale gdy jacyś młodzi mają się ku sobie i chcą się pobrać (lub rada starszych zaaranżuje jakieś małżeństwo), to wtedy muszą się dokładnie obejrzeć nago. Czy aby czasem pani młoda nie ma jakiegoś feleru lub czy też pan młody nie do końca jest piękny. Niby, że rozsądne, niby, że logiczne, ale jakieś takie chłodne i wyzute ze wszelkiego ciepła to prawo jest. Zresztą nie od dziś wiadomo, że samo badanie wzrokiem może nie wystarczyć. Rozwody są dopuszczalne, ale tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Piąty rys. Hipokryzja. Obywatele Utopii brzydzą się wojną, nienawidzą wojny. Pacyfiści nad pacyfistami. Lecz gdy zostaną zmuszeni do wojny, gdy otrzymają jakiś powód do walki, a wcale nie jest to takie trudne. Zaczynają wyciągać wszystkie najbrudniejsze sztuczki z rękawa. Zdrada, przekupstwo, bunty, zaraza, zamachy samobójcze, najemnicy wysyłani na rzeź. Okrutne to dla innych, ale taka polityka dla obywateli Utopii to polityka dobra, bardzo dobra. Oszczędzamy własnych ludzi, płacimy kupę kasy innym żeby za nas ginęli. A kasa przecież i tak nie jest istotna dla nas.

Szósty rys. Opiekują się troskliwie starcami, niedołężnymi i chorymi śmiertelnie, ale jeśli ktoś już jest niedołężny zbyt długo, chory zbyt długo to wtedy delikatnie starają się go przekonać żeby jednak nie zajmował miejsca i raczył się przenieść do wieczności. Oczywiście, gdy starzec lub chory nie wyrazi takiego życzenia opiekują się nim do samego końca. I znów wszystko ładnie, logicznie a ja jednak nie potrafię się pozbyć wrażenia, że bez serca i bezdusznie.

Ogólnie społeczeństwo Utopii wydało mi się strasznie purytańskie, ponure, nudne, przede wszystkim NUDNE. Ja rozumiem, że ciężka praca, ale pracują tam tylko sześć godzin dziennie! Co z resztą czasu? Ćwiczenia fizyczne i wojskowe, posiłki, zebrania senatu. I czas na doskonalenie duchowe. Co to kurde znaczy? Z opowieści Rafała wywnioskowałem, że książki czytane dla rozrywki, czystej rozrywki w Utopii nie istnieją. Wszystko ma być z pożytkiem dla ducha i umysłu.

Jaka jest Utopia? Książka napisana pięćset lat temu. Książka, z której motywy odnajdziemy w innych utopiach oraz antyutopiach? Jest dwuznaczna, nieokreślona i pełna różnych pytań i odpowiedzi. Jak w każdej dobrej książce wielu zinterpretuje ją po swojemu.

Socjaliści, że idealne społeczeństwo to społeczeństwo socjalistyczne. Wierzący, że podstawą społeczeństwa jest wiara. Łaknący sprawiedliwości znajdą ją w Utopii. Nienawidzący przepychu, bogactwa znajdą brak owego w Utopii. Kochający proste życie znajdą je w Utopii. Ci, których przeraża indywidualizm znajdą kult społeczeństwa w Utopii. Pacyfiści znajdą kraj miłujący pokój. Militaryści znajdą kraj, który nie cofnie się przed żadnym działaniem, byle tylko wygrać wojnę. Krytycy feudalizmu znajdą pochwałę gospodarki opartej na sprawiedliwej dystrybucji dóbr.

Jedynie ateiści mogą powiedzieć, że Utopia nie jest krajem dla nich. Oni i cudzołożnicy.

utopia

Ciekawe czy kobiety reagowałyby na taki podryw:)

Morus dał światu dziełu, z którego wielu czerpie do dzisiaj. Dzieło, którego interpretacji jest tak dużo jak ludzi, którzy je przeczytali. Dziś wiele elementów z “Utopii” może być postrzeganych jako antyutopijne. Tak wiele się zmieniło i wiele się wydarzyło przez pięćset lat. A stosunek Morusa do wyspy i jej mieszkańców może mieć zabarwienie lekko ironiczne i sarkastyczne. Jedyne, co nie uległo zmianie to ludzie. Ludzie i rządzące nimi namiętności, uczucia i emocje.

Jak mówi Rafał pod koniec opowiadania o Utopii podając przyczynę dlaczego ludzkość nie przyjęła ustroju społecznego panującego na wyspie:

[…]pycha, która od zarania dziejów była matką wszystkich nieszczęść. Ona ocenia swe szczęście nie według własnych korzyści, lecz na podstawie cudzego niepowodzenia. Człowiek pyszny nie chciałby nawet Bogiem być, jeśliby nie widział dokoła siebie żadnych biednych, z którymi mógłby obchodzić się jak z niewolnikami i urągać im.[…]

Cytaty wszelkie pochodzą z wydania książki z roku 1947. Tłumaczył K. Abganowicz, a przedmowę napisał Maksymilian Rode.

Maksym Gorki “Matka”

Maksym Gorki "Matka"

Maksym Gorki "Matka"

Maksym Gorki – imię i nazwisko zapewne obiło Wam się o uszy. Obiło się także mnie; wiadomo literatura socrealistyczna, piewca socjalizmu, jako systemu i ideologii mającej przynieść szczęście i dobrobyt ludzkości. Wielki pisarz radziecki. Tyle słyszałem przed lekturą „Matki”. Lekturą, która bardzo długo trwała, książkę czytałem fragmentami, kawałek po kawałku. Nie dlatego, że była szczególnie trudna, bardziej z powodów braku zbytniego zainteresowania „Matką”. Dlaczego więc ją skończyłem? Po pierwsze rzadko kiedy nie kończę książek, które zacząłem czytać. Nawet jeśli trwa to długie miesiące i lata nawet, to jednak książkę skończę. Po drugie chciałem móc powiedzieć, że „Matkę” przeczytałem i dlatego mam prawo wyrazić o niej opinię.

Dawniej książka Gorkiego była lekturą obowiązkową. Moi rodzice na pewno ją czytali, albo przynajmniej wiedzieli, że taka lektura szkolna jest do przeczytania. Z mojego pokolenia, oprócz filologów rosyjskich i tym podobnych osobników, chyba raczej nikt nie będzie kojarzył „Matki”.

Zabierając się do czytania, spodziewałem się czegoś w rodzaju książki Ostrowskiego Mikołaja “Jak hartowała się stal”, czyli socrealizmu w najczystszej postaci. Na szczęście już podczas czytania „Matki” wiedziałem, że Gorki napisał książkę tuż po rewolucji 1905 roku, socjalizm był wciąż ideologią nie splamioną zbrodniami przeciw ludzkości. Wciąż można było wierzyć w powszechny dobrobyt i szczęście społeczeństwa i robotników. Tę wiarę w ideologię, w możliwość odrodzenia się rasy ludzkiej i stworzenia nowego ładu można dostrzec na łamach książki. Nowy ład i zmiany wprowadzać będą młodzi ludzie, którzy zmiotą stary system, bo był systemem bez wątpienia złym i ciemiężył wielu ludzi, ale nie tylko młodzi przyłączają się do „sprawy”. Bohaterka książki Własowa to wdowa po robotniku, która lekkiego życia nie miała. Mąż pił i bił, beznadzieja, nędza robotniczego życia były jej dobrze znane. Odetchnęła dopiero po śmierci męża, gdy znalazła się pod opieką syna, który również był robotnikiem. Jednak syn nie godził się na swój marny los i należał do „towarzyszy”, którzy będą walczyć za „sprawę”. Matka na początku nic nie rozumie o co synowi chodzi, dopiero później angażuje się i pomaga w działalności wywrotowej. Co prawda nie jest elementem politycznie uświadomionym, ale całym swoim sercem stoi za „sprawą”, bo wie, że jej syn i jemu podobni chcą, żeby żyło się lepiej wszystkim. Matka boi się o syneczka, jednocześnie wie, że „sprawa” za którą jej syn poszedł do więzienia jest czymś znacznie bardziej ważniejszym niż jego życie. Ze strachliwej, wiejskiej kobiety Własowa wyrasta na rasową „bojowniczkę” i choć nie rozumie argumentów politycznych całym swoim sercem pojmuje wielkość sprawy.

Posprawdzałem sobie kilka faktów i dzięki temu mój obiór „Matki” trochę się zmienił. To znaczy książka zyskała w moich oczach. Gorki lekkiego życia nie miał, jako nastolatek musiał ciężko pracować. Napatrzył się na nędzę i niedole ludu rosyjskiego. Dlatego w jego pisarstwie tak silnie obecna jest krytyka ówczesnego mieszczaństwa, inteligencji, władz. Wierzył w socjalizm i chciał budować system, przynajmniej na początku.

„Matka” oparta jest na prawdziwych postaciach i osobach. Był i żył w carskiej Rosji młody robotnik, który brał udział w pochodzie pierwszomajowym i za niesienie czerwonego sztandaru został skazany na wysyłkę, żyła również jego matka, która pomagała roznosić ulotki po fabryce. Robotnik nazywał się Piotr Załamow, a matka jego Anna Kirłłowna.

Gorki oparł swoją książkę na prawdziwych wydarzeniach. Stworzył z nich opowieść o walce moralnej i ideologicznej pomiędzy dwoma światopoglądami. „Matka” była później ochoczo wykorzystana przez bolszewików do propagowania ideologii socjalizmu.

Na początku wpisu napisałem, że przeczytałem „Matkę” bez zbytniego zainteresowania. I tak było, książka nie porwała mnie. Wydała się nudna. A historia matki, która staje się socjalistyczną bojowniczką wyglądała dla mnie naiwnie. Ponad sto lat minęło od wydania „Matki”. Książka przyniosła Gorkiemu sławę. Przez te sto lat ideologia marksistowska i socjalistyczna poniosły sromotną klęskę, nie da się, przynajmniej dla mnie odczytywać tej książki bez garba historycznych wydarzeń. Wszyscy wiemy, czym był komunizm i jak złym i wypaczonym był systemem. Ludzie w nim żyli, bo musieli. Marzenia o powszechnym dobrobycie i szczęściu ludzkości legły w gruzach już w kilka lat po zwycięstwie rewolucji październikowej. Gorki podobno był przeciwny rewolucji.

Pokuszę się o stwierdzenie, że “Matka” Gorkiego odejdzie w zapomnienie jak większość socrealistycznych powieści, o których nikt już dzisiaj nie pamięta. A trochę szkoda, bo to na pewno nie siermiężna, nachalna, indoktrynująca literatura. W “Matce” widać nadzieję, że świat może być lepszy i lepsi mogą być ludzie. Może jeszcze spróbuję przeczytać coś innego Gorkiego.

 

Jacek Dukaj “Wroniec”

Jacek Dukaj "Wroniec"

Jacek Dukaj “Wroniec”

Długo nie mogłem siebie przekonać do przeczytania tej książki. Za dużo było medialnego szumu wokół niej. Nie lubię czegoś takiego, tych wszystkich ochów i achów. Że bajka ale o czym! O Stanie! Wojennym! BAJKA! O wydarzeniu, którego świadkiem nie byłem (przyszedłem na świat 3 lata później), ale moi rodzice coś tam opowiadali. No nie było wtedy różowo. Dukaja jednak znam i lubię więc stwierdziłem, że dla odmiany przeczytam tę jego bajkę o stanie wojennym.

I bach, i trach! Jakże przyjemnie czytało mi się tę książeczkę. Książeczkę bo choć wydana w twardej oprawie i grubaśna to pełno w niej prześlicznych rysunków, a czcionka duża i taka ładna. Więc pewnie samego tekstu za niewiele by wyszło. Kolejny raz Dukaj pokazał, że ma łeb nie od parady i potrafi pisać. Bajka jak bajka, Adaś walczy ze złem aby odzyskać tatę, mamusię, siostrzyczkę zabranych przez złego Wrońca. Jest chłopcem obdarzonym darem i może walczyć ze sługami Wrońca za pomocą Słowa. Ale nie o tym – Jezu jak mi się podobał świat wykreowany i opisywany przez Dukaja, wszystkie te neologizmy na określenie Milicji, Ubecji, Tajniaków, Zomo. Tak cudnie zniekształcone przez dziecięce ucho. Młody coś tam usłyszał i sobie po swojemu nazwał rzeczywistość PRL. I również ta rzeczywistość opisana w bardzo plastyczny i żywy sposób. A opis kolejki po prostu mnie powalił na kolana. Przemknąłem przez książkę z czystą radością czytania.

I niech mnie linczują, że przecież bajka o stanie wojennym, że należy drugie dno, że metafory i ukryte znaczenia. Charlie nie jest głupi i doskonale wychwytywał (przynajmniej tak mu się wydaje) aluzje Dukaja. Ale tak naprawdę podczas lektury tej książki odstawiłem na bok swoją wiedzę i władzę przejęło dziecko (wiem, że to brzmi banalnie i infantylnie ale inaczej tego nie mogę nazwać). Wiedza cały czas była – inaczej “Wroniec” byłby lekturą bez sensu ale właśnie wiedza pozwalała mi czerpać dziecinną radość z talentu pisarskiego Dukaja. Bo gościu jest kimś.

Tak sobie myślę, że jeśli będę chciał opowiedzieć moim dzieciom (o ile będę je miał) o stanie wojennym to podczas lektury “Wrońca”.

Ale żeby nie było za słodko to się przyczepię do zakończenia, którego nie pojąłem ale to bajka, więc raczej nie można tutaj powiedzieć co autor miał na myśli.

P. S. Zresztą co ja będę opowiadał swoim dzieciom o stanie wojennym. Przecież go sam nie zaznałem a jeśli pojawią się na tym świecie to dla nich będzie już prehistoria.

Andrzej Pilipiuk “Wampir z M-3”

Andrzej Pilipiuk "Wampir z M-3"

Andrzej Pilipiuk “Wampir z M-3”

Weekend majowy minął, święta minęły. Było to wszystko tak blisko, że miałem sporo dni wyjętych z życiorysu. Ale na szczęście (Boże nie wierzę, że to piszę) nadchodzi czas szarej rzeczywistości i człowiek wróci w tryby maszyny.

Wciąż czytam i dlatego napiszę króciutko o książce, która idealnie nadaje się do zabicia czasu podczas długiej podróży pociągiem.

Pokrótce powiem jakie cechy powinna mieć taka książka: nieskomplikowana historia, która opisywana jest w sposób wartki i szybki. Musi być również zabawna (historia i książka), tak aby człowiek od czasu do czasu się uśmiechnął. Książka nie powinna zawierać żadnych rozważań i dywagacji na temat problemów egzystencjalnych gatunku ludzkiego, wampirzego tym bardziej. Żadnej, kur*a filozofii transcendentalnej i tym podobnych rzeczy. Duża czcionka, miękka oprawa i wyraźne litery (to takie techniczne szczegóły).

Pilipiuka znam, uwielbiałem jego cykl o Jakubie Wędrowyczu do czasu gdy cała historia zaczęła pożerać własny ogon i stawała się coraz nudniejsza. Cóż można rzec o “Wampirze…” Hmm… do pociągu nadaje się idealnie. KILKA całkiem niezłych zabawnych tekstów, sytuacji, postaci. Ilość ich jest wystarczająca aby człowiek był zainteresowany dalszym czytaniem ale nie tak dużo aby boki zrywać, że się tak wyrażę. Pomysł świetny – wampiry i inne byty uznawane za legendarne śmigają sobie po Warszawie schyłku PRL-u syrenką i starają się nie powodować zbytniego popłochu wśród ateistycznej władzy ludowej. U Pilipiuka podobało mi się zawsze bardzo fajne i interesujące spojrzenie na różnego rodzaju mity i legendy. Potrafił nieźle wszystko wywrócić na drugą stronę, w sposób bardzo zabawny. Wrażenie po lekturze (która odbywała się w pociągu relacji Warszawa – Kraków) pozytywne. Można przeczytać i nie mieć poczucia czasu straconego, czasu którego wampiry mają mnóstwo a my “ciepli” nie za dużo!!!!!