Sławomir Mrożek “Donosy”

Mrożek z firanką na głowie, a'la dżin z baśni tysiąca i jednej nocy. Źródło: pudelek.pl

Mrożek z firanką na głowie, a’la dżin z baśni tysiąca i jednej nocy. Źródło: pudelek.pl

Moja biblioteka posiada ciekawą kolekcję książek z tak zwanego “drugiego obiegu”, czyli nielegalnych wydawnictw z okresu PRL. Książki te “drukowane” chałupniczymi metodami to literatura zakazana zarówno w PRL jak i w Związku Sowieckim. To opracowania historyczne odkłamujące zafałszowaną historię oraz publicystyka społeczno – ekonomiczna oraz literatura tak zwana “wywrotowa”. W sobotę na dyżurze odwiedził moją czytelnię bardzo sympatyczny starszy pan i poprosił o kilka książek z tej kolekcji. Jak się okazało ów pan był jednym z wielu pracowników Wydawnictwa LIBERTAS i aktywnie uczestniczył w drukowaniu i rozprowadzaniu owej podziemnej literatury. Pogawędziliśmy trochę, ja się dowiedziałem o metodach dystrybucji, wyglądzie “drukarni” i tym podobne. Po wyjściu czytelnika została w czytelni książka, a właściwie książeczka, broszura z “Donosami” Mrożka.

Czytaj dalej->

Jacek Dukaj “Wroniec”

Jacek Dukaj "Wroniec"

Jacek Dukaj “Wroniec”

Długo nie mogłem siebie przekonać do przeczytania tej książki. Za dużo było medialnego szumu wokół niej. Nie lubię czegoś takiego, tych wszystkich ochów i achów. Że bajka ale o czym! O Stanie! Wojennym! BAJKA! O wydarzeniu, którego świadkiem nie byłem (przyszedłem na świat 3 lata później), ale moi rodzice coś tam opowiadali. No nie było wtedy różowo. Dukaja jednak znam i lubię więc stwierdziłem, że dla odmiany przeczytam tę jego bajkę o stanie wojennym.

I bach, i trach! Jakże przyjemnie czytało mi się tę książeczkę. Książeczkę bo choć wydana w twardej oprawie i grubaśna to pełno w niej prześlicznych rysunków, a czcionka duża i taka ładna. Więc pewnie samego tekstu za niewiele by wyszło. Kolejny raz Dukaj pokazał, że ma łeb nie od parady i potrafi pisać. Bajka jak bajka, Adaś walczy ze złem aby odzyskać tatę, mamusię, siostrzyczkę zabranych przez złego Wrońca. Jest chłopcem obdarzonym darem i może walczyć ze sługami Wrońca za pomocą Słowa. Ale nie o tym – Jezu jak mi się podobał świat wykreowany i opisywany przez Dukaja, wszystkie te neologizmy na określenie Milicji, Ubecji, Tajniaków, Zomo. Tak cudnie zniekształcone przez dziecięce ucho. Młody coś tam usłyszał i sobie po swojemu nazwał rzeczywistość PRL. I również ta rzeczywistość opisana w bardzo plastyczny i żywy sposób. A opis kolejki po prostu mnie powalił na kolana. Przemknąłem przez książkę z czystą radością czytania.

I niech mnie linczują, że przecież bajka o stanie wojennym, że należy drugie dno, że metafory i ukryte znaczenia. Charlie nie jest głupi i doskonale wychwytywał (przynajmniej tak mu się wydaje) aluzje Dukaja. Ale tak naprawdę podczas lektury tej książki odstawiłem na bok swoją wiedzę i władzę przejęło dziecko (wiem, że to brzmi banalnie i infantylnie ale inaczej tego nie mogę nazwać). Wiedza cały czas była – inaczej “Wroniec” byłby lekturą bez sensu ale właśnie wiedza pozwalała mi czerpać dziecinną radość z talentu pisarskiego Dukaja. Bo gościu jest kimś.

Tak sobie myślę, że jeśli będę chciał opowiedzieć moim dzieciom (o ile będę je miał) o stanie wojennym to podczas lektury “Wrońca”.

Ale żeby nie było za słodko to się przyczepię do zakończenia, którego nie pojąłem ale to bajka, więc raczej nie można tutaj powiedzieć co autor miał na myśli.

P. S. Zresztą co ja będę opowiadał swoim dzieciom o stanie wojennym. Przecież go sam nie zaznałem a jeśli pojawią się na tym świecie to dla nich będzie już prehistoria.