Edmund Wnuk-Lipiński “Rozpad połowiczny”

IMAG0413Mam problem z drugą częścią trylogii Apostezjonu. Problem niewielki, ale irytujący. Książka dostała Zajdla w 1988 roku, pisana była w 1983 roku, podobno autor miał duże problemy z cenzurą, która ingerowała w kształt książki. Ja czytałem wydanie z czasów PRL, a w 2000 roku ukazało się wydanie zbiorcze całej trylogii nakładam wydawnictwa superNowa i tam podobno zostały umieszczone te ocenzurowane fragmenty. A mój problem polega na tym, że “Rozpad…” czytany zaraz po “Wirze pamięci” odebrałem praktycznie wyłącznie jako lepiej lub gorzej zawoalowaną  krytykę systemu socjalistycznego i opis szarej rzeczywistości PRL w okresie stanu wojennego, fantastyki tam było tyle co kot napłakał. Ja rozumiem, że nie zawsze ta fantastyka musi być, ale akurat w „Rozpadzie…” drażniło mnie to.

“Wir…” mówił o społeczeństwie, w którym można dopatrywać się śladów  myśli socjalistycznej, w miarę inteligentnie krążył wokół tematu inwigilacji obywateli, roli jednostki w owym społeczeństwie. Natomiast “Rozpad…” to łopatologicznie wyłożony obraz PRL lat osiemdziesiątych. Apostezjon z części pierwszej to społeczeństwo dostatnie, rozwinięte technologicznie, a Apostezjon z “Rozpadu…” to miejsce gdzie karierowicze pną się po szczeblach władzy, Zespół Ekspertów to banda starych dziadów, która osiągnęła dobrobyt kosztem obywateli i nie ma zamiaru się nim dzielić. W “Rozpadzie…” młodzież działa w Lidze Młodych Entuzjastów, jest mowa o gospodarce centralnie sterowanej, o konflikcie z sąsiadami wyspy. Wyścig zbrojeń, bazy na Księżycu produkujące śmiertelną broń, funkcjonariusze tak zwani Technicy Bezpieczeństwa, czyli tebecy (!) chodzący z dużymi, białymi gumowymi pałkami. Plotki wypowiadane szeptem i bełkot oficjalnych organów informacyjnych. Ten Apostezjon znacznie różni się od tego z pierwszej części, choć według akcji z powieści nie minęło zbyt dużo czasu.

Akcja drugiej części krąży wokół Ośrodka Resocjalizacyjnego wykorzystującego podczas “terapii” i “leczenia” jednostek zdemoralizowanych metody “naturalne” bez wspomagania środkami farmakologicznymi. Opis metod stosowanych w Ośrodku stanowi najmocniejszą stronę książki. Psychomanipulacje, tortury psychiczne i fizyczne stosowane by złamać psychikę „pacjenta” zostały opisane dość sugestywnie i z dużą znajomością tematu.

O fabule w skrócie: śledzimy losy kilku bohaterów. Długiego, który pojawił się w „Wirze…” jako przemytnik i specjalista do wszystkiego, a w „Rozpadzie…” trafił do Ośrodka, gdzie na jego przykładzie obserwujemy metody resocjalizacji. Drugim bohaterem jest młody Jorgen. Chłopak z zacięciem ideologicznym, który działa w Lidze Młodych Entuzjastów, był w księżycowej bazie, ale przez swoją nadgorliwość narobił sporo szkód i mało co nie spowodował skandalu międzynarodowego. Jorgen rozpoczyna praktyki w Ośrodku Resocjalizacyjnym profesora Nemeczki z poczuciem misji. Jorgen to idealny przykład obywatela poddanego indoktrynacji. Ślepo wierzy w ideały Apostezjonu, wykonuje bez wahania każde zarządzenie władz i nigdy, ale to przenigdy nie kwestionuje poleceń przełożonych. Praktyka w Ośrodku sprawi, że z młodego, głupiego i pozbawionego wątpliwości idealisty przeistoczy się w młodego, głupiego idealistę z dużymi wątpliwościami. Jest jeszcze Claire, która jest prawą ręką profesora Nemeczki. Piękna dziewczyna o tragicznej historii. Poznamy również bliżej profesora Nemeczkę, który raczej nam do gustu nie przypadnie. Kulminacyjnym momentem w książce jest powstanie Strefy, w której część temporystów i zwykłych obywateli przez pewien czas żyła poza zasięgiem władz Apostezjonu.

Podobnie jak w części pierwszej nie znamy daty, w której dzieje się akcja. Możemy przyjmować, że to połowa dwudziestego pierwszego wieku. Już wspomniałem, że Apostezjon z „Rozpadu…” to inna wyspa niż z „Wiru…”. Wszędzie widać degrengoladę i beznadziejność systemu. Przemytnicy i lokalni producenci sprowadzają i produkują alkohol, narkotyki i inne używki, które cieszą się wielkim powodzeniem wśród prominentów i decydentów. Infrastruktura i gospodarka są w opłakanym stanie, syntetyczne jedzenie smakuje straszliwie, a rarytasem są potrawy naturalne. Zespół Ekspertów koncentruje się na wewnętrznych rozgrywkach, Służby Specjalne mają ogromne uprawnienia. Wszystko da się załatwić, jeśli ma się znajomości. Ośrodki Resocjalizacyjne to miejsca, w których skutecznie niszczy się jednostki zbuntowane.

Książka przez swoje proste i niczym niekryte nawiązania do socjalistycznej rzeczywistości PRL-u nie ma w sobie nimbu tajemniczości. Nic dziwnego, że ówczesna cenzura miała z nią kłopot. Analogie są dość oczywiste. Wielka Zmiana, podczas której liczba ludności Apostezjonu zmniejszyła się o połowę, a stary porządek świata runął w gruzy. Czarny Batalion owiany złą sławą podczas działań prewencyjnych bezlitośnie rozprawiający się z przeciwnikami systemu. Tebecy noszący białe pałki i wybierani do pracy ze względu na niski iloraz inteligencji. Brutalni i okrutni. Oficjalna propaganda chwaląca osiągnięcia Apostezjonu, a oczerniająca resztę świata. Ziemia podzielona na wrogie obozy. W „Rozpadzie…” profesor Nemeczko wspomina swoje dzieciństwo i wizyty w wielkich gmachach, w których palono ogromne ilości świec woskowych, a atmosfera była podniosła. Mnóstwo jest takich mało wyrafinowanych odniesień do rzeczywistości współczesnej pisarzowi. Drażniło mnie to trochę. Co nie znaczyło, że książkę czytało się źle, ale te nachalne wręcz analogie irytowały. Aha, a po głównym bohaterze z „Wiru…” ani widu, ani słychu.

Wnuk – Lipiński świetnie opisuje metody prania mózgów, psychiczne tortury. Złamać można każdego, wystarczy odpowiednia ilość czasu, cierpliwość, okrucieństwo i wyrachowanie. Wszystko to podlane sosem naukowego bełkotu i w efekcie Ośrodki Resocjalizacyjne opuszczają ludzie, którzy nigdy w swoim życiu nie podniosą ręki na władzę. Nawet jeśli władzy nienawidzą i w głębi duszy pragną jej zniszczenia to już nigdy nie podejmą się próby oporu. Władza ma gdzieś czy ktoś ją kocha czy nienawidzi. Ważne aby był posłuszny. Istnienie Strefy, która jest oazą innego porządku na Apostezjonie doprowadzi do ludobójstwa. System nie interesuje się w jaki sposób żyją ludzie w Strefie, ważne, że żyją inaczej niż chce tego władza. To już jest wystarczający powód do podjęcia drastycznych kroków.

Apostezjon jest społeczeństwem zaprojektowanym odgórnie. Każda dziedzina nauki miała swój udział w tworzeniu owego „idealnego” państwa. Dzieci nie są wychowywane przez rodziców, ale przez państwo. Wśród normalnych obywateli nie ma małżeństw z dziećmi. Jeśli jakaś para się pozna i chce zawrzeć kontrakt na związek i mieć z niego potomstwo ich genotypy muszą być dopasowane. Inaczej potomstwa nie będzie.

Lipiński również pisze o nowym narkotyku o niezbyt wymyślnej nazwie „drug”. Jazda po nim jest nieziemska, a człowiek może dostąpić „łaski” zobaczenia przyszłości. „Druga” zażywają wszyscy. Jest jedyną ucieczką od szarej rzeczywistości.

Jest oczywiście promyk nadziei w ludziach, którzy przeciwstawili się systemowi i stwierdzili, że wolność będzie zawsze tam gdzie oni, że do powstania strefy wolności wystarczy grupka przyjaciół oddanych sprawie.

Nigdy nie dowiem się jaką wizję Apostezjonu miał autor, gdy kończył „Wir…”. Wydaje mi się, że zupełnie inną niż to co napisał w „Rozpadzie…”. Uważam, że wydarzenia w Polsce mocno wpłynęły na twórczość pana Edmunda. Co dla mnie z perspektywy czasu również wpłynęło znacząco na odbiór książki.

„Rozpad…” to dobra książka i czytało się ją świetnie. Jednak moim zdaniem w porównaniu do „Wiru…” zdecydowanie bardziej się zestarzała. Za mało w niej było szczegółów dotyczących Apostezjonu. Ja lubię jak świat powieściowy jest mocno zarysowany, rozbudowany, a historia świata brzmi w miarę wiarygodnie. W „Rozpadzie…” brakowało mi tego. Ale muszę przyznać, że opis pracy Ośrodka Resocjalizacyjnego to mistrzostwo.

Edmund Wnuk – Lipiński “Wir pamięci”

IMAG0406

Jak tam weekend majowy Wam minął? Dołączę do chórów narzekaczy wszelakich i powiem, że pogoda nie za ciekawa była. A mnie lenistwo ogarnęło i zupełne nicnierobienie.

Się przyznam Wam że postanowiłem w miarę moich możliwości przeczytać wszystkich laureatów Nagrody Zajdla. To dlatego na blogu pojawił się Zajdel z jego „Paradyzją”, Baraniecki i „Głowa Kasandry”. W 1988 roku nagrodę Zajdla otrzymał Edmund Wnuk – Lipiński za książkę „Rozpad połowiczny”. Okazało się, że „Rozpad…” należy do tak zwanej trylogii Apostezjonu, którego pierwszym tomem jest właśnie „Wir pamięci”. Nie chciałem zaczynać od środka dlatego przeczytałem „Wir…”

Apostezjon to nowoczesny kraj, korzystający z dobrodziejstw elektroniki, farmakologii, genetyki. Ludzie żyją tu bezpiecznie i szczęśliwie. Nie ma żadnej biedy, nikt nie głoduje, każdy ma pracę. Świetnie zarządzany przez Zespół Ekspertów wydaje się być dobrym miejscem do życia. Wyspa na której jest Apostezjon to wyspa o klimacie ciepłym, cały czas świeci słońce. Gdy człek czuje się zmęczony może łyknąć pastylkę orzeźwiającą o smaku astonishing i już będzie czuł się  jak młody bóg. Ludzie nie zatruwają swojego ciała alkoholem, nie znają w ogóle  żadnych używek (oprócz swoich pastylek i koktajli). Nad prawidłowym działaniem trybów społecznej machiny Apostezjonu czuwają  niezawodne komputery, nadzorowane przez najlepszych techników oraz specjalistów od inżynierii społecznej. Żyć nie umierać. Piękne kilkudziesięciopiętrowe wieżowce, zaprojektowane tak by spełniały wszystkie potrzeby mieszkańców. Mnóstwo wolnego czasu, który można spędzać na wiele różnych sposobów. Zabawiając się w Centrach Integracyjnych, spacerując po skansenach dawnych dni przed Wielką Zmianą, podróżując po Wyspie. Bezpieczeństwo obywateli zapewniają Służby Specjalne, które świetnie wypełniają swoje obowiązki. Niestety czasem zdarza się, że trafi się element wywrotowy, któremu nie pasuje bezkonfliktowe społeczeństwo. Ów element zajmuje się spożywaniem alkoholu, jedzeniem martwych zwierząt (żywność na Apostezjonie jest syntetyczna), czytaniem książek i chodzeniem w szarych garniturach i określany jest mianem temporystów! Na pierwszy rzut oka Apostezjon to nowoczesne, zaawansowane technologicznie społeczeństwo, które zapewnia wszystkim obywatelom spokój, rozrywkę i bezpieczeństwo. Tylko temporyści czują pogardę do zwykłych mieszkańców nazywając ich “pokornymi”. Tak jak pisałem na pierwszy rzut oka Apostezjon wydaje się spełnieniem snów o społeczeństwie idealnym. Jednak będziemy świadkami wydarzeń, które sprawią, że przestaniemy wierzyć w ów ideał społeczny.

To ogólny zaraz świata powieściowego. W trakcie lektury będziemy świadkami pojedynku pomiędzy Służbami Specjalnymi, a dziwnymi typkami działającymi na zlecenie tajemniczego Sponsora. Rozgrywka będzie się toczyć wokół mężczyzny o nazwisku Ira Dogow, który uległ tajemniczemu wypadkowi i przeszedł operację. Okazuje się, że to była bardzo pionierska operacja, a Dogow jest kimś zupełnie innym niż myśli. Na tle zmagań SS (dziwnie brzmi, ale to skrót od Służby Specjalne jakby ktoś nie wiedział:) z owymi typkami poznajemy trochę lepiej Apostezjon, historię głównego bohatera oraz tajemniczych temporystów.

„Wir pamięci” można uznać za antyutopię. Mamy bowiem z pozoru szczęśliwe społeczeństwo, ale mamy również grupkę niezadowolonych, którzy hołdują starym czasom. Jedzą naturalne jedzenie przyrządzane z martwych zwierząt (skąd biorą te zwierzęta nie dowiemy się prawdopodobnie z przemytu z pozostałych części świata). Inwigilacja obywateli jest praktycznie stuprocentowa, każdy porządny obywatel zresztą natychmiast doniesie o podejrzanych zachowaniach. A każdy nieprzystosowany trafia do Ośrodka Resocjalizacyjnego, z którego nie wyjdzie już będąc tą samą osobą. Możemy się tylko domyślać, że stosuje się tam wyrafinowane techniki psychomanipulacji i przesłuchań. Ale nawet pomimo tych dość ogólnikowych napomknień o systemie resocjalizacyjnym na Wyspie. Apostezjon nie wydaje się być strasznym i przerażającym miejscem. Wręcz przeciwnie sprawia dość „sympatyczne” wrażenie. Nasza cywilizacja przecież również stosuje leczenie farmakologiczne, psychomanipulację i tym podobne.

 Elementy, które można uznać za pozytywne w Apostezjonie czyli technologia na wysokim poziomie rozwoju, wyeliminowanie biedy, zaawansowana medycyna wszystko to jest jakby bardzo powierzchowne i człowiek podświadomie pragnie się dowiedzieć co jest nie tak z „pokornymi”. Piszę te słowa już po przeczytaniu drugiej części czyli „Rozpadu połowicznego”. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że autor chciał trochę inaczej napisać drugą część, ale po drodze zjawił się stan wojenny i w „Rozpadzie…” widać bardzo, ale to bardzo gorzką krytykę socjalizmu. Jak wspomniałem wcześniej „Wir pamięci” tchnie pewnego rodzaju optymizmem, takim pasującym do dekady Gierkowskiej, a „Rozpad…” to już zupełnie inna bajka.

Nie czytało się źle, co prawda „Wir…” ma styl pisarstwa trochę już przestarzały, ale książka jest ciekawa, mamy zagadkę kryminalną z interesującym zwrotem akcji, jest dość ciekawie choć sztampowo przedstawiony świat bez żadnych większych szczegółów. Mamy kilka niekonsekwencji jeśli chodzi o pewne sprawy, ale nie przeszkadza to zbytnio. Ogólnie mogę powiedzieć, że „Wir…” obronił się przed upływającym czasem. Co prawda oberwał kilka razy i widać czasem gdzieniegdzie siniaki, ale ogólnie stoi na nogach i nawet się nie chwieje.

[EDIT] Tak mi się dopiero teraz skojarzyło, że Apostezjon jest umieszczony na Wyspie, która w miarę skutecznie jest izolowana od reszty świata. Konotacje z “Utopią” Tomasza Morusa chyba jak najbardziej uzasadnione.