Bronisław Kijewski “Progi tolerancji”

A tu takie tolerancyjny teleskop :) Źródło: https://flic.kr/p/jKCsTu

A tu taki tolerancyjny teleskop :) Źródło: https://flic.kr/p/jKCsTu

Ha! Powolutku, pomalutku podganiam moje posty o książkach. Może to kwestia ogarnięcia, a może to zwykły przypadek. Niestety nie jestem w stanie Wam powiedzieć jak długo będę mógł w miarę regularnie pisywać. Na razie staram się jak mogę, a jak nie mogę to się nie staram (żarcik taki, może niezbyt wyrafinowany).

Continue reading

Jerzy Szacki “Utopie”

IMAG0432

„Gdzie tylko istnieją – a istnieją zawsze i wszędzie – nędza, krzywda i boleść, tam musi zjawić się rozważanie sposobów usunięcia przyczyn złego. W olbrzymiej skali, która rozciąga się przez całą historię kultury od rojeń dzikiego koczownika do rozmyślań nowoczesnego filozofa, mieści się niezliczona ilość odmian utopii”.

 Aleksander Świętochowski „Utopie w rozwoju historycznym”

Czasem przeczytam sobie coś  mądrzejszego. To znaczy książkę, którą można określić mianem naukowej lub popularno naukowej. Niestety nie robię tego zbyt często co odbija się na kondycji moich dwóch szarych komórek. Wspominałem już kiedyś, że nazywam je Pinky i Mózg. Jednak kiedy mam dobre dni staram się poszerzać moje horyzonty. Stąd też książka Jerzego Szackiego „Utopie”.

Jerzy Szacki to bardzo znany polski naukowiec, socjolog i historyk myśli socjologicznej. Do mojej czytelni wciąż przychodzą studenci i proszą o książki Szackiego do przejrzenia na miejscu, gdyż reszta jest wypożyczona. Także Szacki znanym socjologiem jest. I jego książka „Utopie” ukazała się w takiej serii „Co to jest?” wydawanej przez Wydawnictwo „Iskry”. To takie niewielkie objętościowo książki, w których poruszane są różnego rodzaju zagadnienia z pogranicza socjologii, filozofii, religii i kultury. Ideą wydawnictwa było przybliżenie czytelnikom pojęć takich jak ateizm, socjologia, humanizm, laicyzacja. Władza ludowa w latach sześćdziesiątych starała się oświecić masy pracujące.

Książka Szackiego w konkretny i dość prosty sposób przedstawia czytelnikowi „pewne problemy” i zagadnienia związane z pojęciem utopii. Szacki dokonuje klasyfikacji różnych rodzajów utopijnej literatury. Robi to w sposób bardzo wyważony oraz uzasadniony logicznie. Porusza tematykę  związaną nie tylko z literaturą utopijną, ale z różnego rodzaju ruchami społecznymi.

W książce napisanej w sześćdziesiątych latach, nie mogło nie być analizy komunizmu jako spełniającej się na oczach autora utopijnej wizji rzeczywistości. I choć jest całkiem sporo bezpośrednich nawiązań da Marksa, Engelsa, Lenina to nie są one, aż tak bardzo nachalne i prostackie. Minęło prawie pięćdziesiąt lat od ukazania się książki Szackiego, wszyscy doskonale wiemy jak ten wielki, utopijny eksperyment się skończył. Dlatego, gdy odsiejemy te komunistyczne wtrącenia dostaniemy książkę, która ładnie i ciekawie systematyzuje stan wiedzy o utopii.

Utopia, jej rozumienie, terminologia dotyczące tego zjawiska w swych założeniach nie zmieniła się. I choć przez te prawie pięćdziesiąt lat powstało mnóstwo nowych książek, które często wnosiły do tego zagadnienia nowe, świeże spojrzenie to podstawy wciąż są takie same. Analiza korzeni utopii w świetle społecznym nie zmieniła się nic i książka Szackiego jest wciąż aktualna.

Ja sam dowiedziałem się mnóstwo ciekawych rzeczy o książkach z literatury światowej, o których wcześniej nigdy nie słyszałem. Moja lista lektur wydłużyła się niemiłosiernie.

Szacki porusza również temat utopii negatywnej, co ciekawe dziś nikt raczej tego terminu raczej nie stosuje. Używa się słowa antyutopia. Szacki użył też terminu kontrutopia. Pisząc o utopii negatywnej autor książki posługuje się frazesem (do czego się zresztą przyznaje):

[…]: ideały ludzkie są nadzwyczaj niejednolite. To, co jednym wydaje się zbawienne, dla drugich będzie zapowiedzią zguby. To, co pociąga jednych, drugich może odpychać. Jak zauważa Margaret Mead, „marzenia jednego człowieka są koszmarem innego”.

Stwierdzenie banalne, ale jakże często o tym zapominamy. Sam pisząc o „Utopii” Morusa zwróciłem uwagę jak wiele było aspektów owej wyspy szczęśliwej, które napełniały mnie grozą i przerażeniem. Moja nauczycielka od biologii w szkole podstawowej powtarzała jedno zdanie, stawiając złe oceny z klasówek i słuchając protestów: „Jeszcze się taki nie urodził, który by wszystkim dogodził”.

Książka jest bardzo wyważona, mimo owych wtrąceń o komunizmie. Wydaje mi się, że autor starał się jak najdelikatniej krążyć wokół tego tematu. W końcu pisanie o wizjach krain wiecznego szczęścia w ustroju, który owo szczęście miał zapewnić wymagało bardzo dyplomatycznego podejścia do tematu.

Nie będę tutaj przytaczał rodzajów utopii oraz podziału jaki zastosował Szacki wobec utopii. Książka przekazała mi sporo fachowej wiedzy, pozwoliła usystematyzować pewne sprawy i pozwoliła na bardziej naukowe spojrzenie na książki czytane przeze mnie, nawet jeśli jest to literatura czysto rozrywkowa. Nigdy nie byłem dobry w “fachowym” pisaniu o książkach. Poprzez słowo “fachowe” mam na myśli posługiwanie się językiem literaturoznawcy, krytyka i tym podobne. Ja często bardziej “czuję” książkę niż wiem co o niej napisać.

Pozostaniemy w zgodzie z etymologią: utopia to miejsce, którego nie ma. Pozostaniemy też w zgodzie częściowej ze wszystkimi wymienionymi wyżej koncepcjami: istnieje zawsze głęboki rozdźwięk między utopią a rzeczywistością. Utopista nie godzi się na świat zastany, nie zadowala się aktualnie istniejącymi możliwościami: marzy, antycypuje, projektuje, eksperymentuje. Właśnie akt takiej niezgody powołuje do życia utopię. Rodzi się ona wtedy, gdy w świadomości ludzkiej zjawia się rozdarcie między tym, co jest a tym, co być powinno; między światem, który jest, a światem, który jest do pomyślenia.

Edmund Wnuk – Lipiński “Wir pamięci”

IMAG0406

Jak tam weekend majowy Wam minął? Dołączę do chórów narzekaczy wszelakich i powiem, że pogoda nie za ciekawa była. A mnie lenistwo ogarnęło i zupełne nicnierobienie.

Się przyznam Wam że postanowiłem w miarę moich możliwości przeczytać wszystkich laureatów Nagrody Zajdla. To dlatego na blogu pojawił się Zajdel z jego „Paradyzją”, Baraniecki i „Głowa Kasandry”. W 1988 roku nagrodę Zajdla otrzymał Edmund Wnuk – Lipiński za książkę „Rozpad połowiczny”. Okazało się, że „Rozpad…” należy do tak zwanej trylogii Apostezjonu, którego pierwszym tomem jest właśnie „Wir pamięci”. Nie chciałem zaczynać od środka dlatego przeczytałem „Wir…”

Apostezjon to nowoczesny kraj, korzystający z dobrodziejstw elektroniki, farmakologii, genetyki. Ludzie żyją tu bezpiecznie i szczęśliwie. Nie ma żadnej biedy, nikt nie głoduje, każdy ma pracę. Świetnie zarządzany przez Zespół Ekspertów wydaje się być dobrym miejscem do życia. Wyspa na której jest Apostezjon to wyspa o klimacie ciepłym, cały czas świeci słońce. Gdy człek czuje się zmęczony może łyknąć pastylkę orzeźwiającą o smaku astonishing i już będzie czuł się  jak młody bóg. Ludzie nie zatruwają swojego ciała alkoholem, nie znają w ogóle  żadnych używek (oprócz swoich pastylek i koktajli). Nad prawidłowym działaniem trybów społecznej machiny Apostezjonu czuwają  niezawodne komputery, nadzorowane przez najlepszych techników oraz specjalistów od inżynierii społecznej. Żyć nie umierać. Piękne kilkudziesięciopiętrowe wieżowce, zaprojektowane tak by spełniały wszystkie potrzeby mieszkańców. Mnóstwo wolnego czasu, który można spędzać na wiele różnych sposobów. Zabawiając się w Centrach Integracyjnych, spacerując po skansenach dawnych dni przed Wielką Zmianą, podróżując po Wyspie. Bezpieczeństwo obywateli zapewniają Służby Specjalne, które świetnie wypełniają swoje obowiązki. Niestety czasem zdarza się, że trafi się element wywrotowy, któremu nie pasuje bezkonfliktowe społeczeństwo. Ów element zajmuje się spożywaniem alkoholu, jedzeniem martwych zwierząt (żywność na Apostezjonie jest syntetyczna), czytaniem książek i chodzeniem w szarych garniturach i określany jest mianem temporystów! Na pierwszy rzut oka Apostezjon to nowoczesne, zaawansowane technologicznie społeczeństwo, które zapewnia wszystkim obywatelom spokój, rozrywkę i bezpieczeństwo. Tylko temporyści czują pogardę do zwykłych mieszkańców nazywając ich “pokornymi”. Tak jak pisałem na pierwszy rzut oka Apostezjon wydaje się spełnieniem snów o społeczeństwie idealnym. Jednak będziemy świadkami wydarzeń, które sprawią, że przestaniemy wierzyć w ów ideał społeczny.

To ogólny zaraz świata powieściowego. W trakcie lektury będziemy świadkami pojedynku pomiędzy Służbami Specjalnymi, a dziwnymi typkami działającymi na zlecenie tajemniczego Sponsora. Rozgrywka będzie się toczyć wokół mężczyzny o nazwisku Ira Dogow, który uległ tajemniczemu wypadkowi i przeszedł operację. Okazuje się, że to była bardzo pionierska operacja, a Dogow jest kimś zupełnie innym niż myśli. Na tle zmagań SS (dziwnie brzmi, ale to skrót od Służby Specjalne jakby ktoś nie wiedział:) z owymi typkami poznajemy trochę lepiej Apostezjon, historię głównego bohatera oraz tajemniczych temporystów.

„Wir pamięci” można uznać za antyutopię. Mamy bowiem z pozoru szczęśliwe społeczeństwo, ale mamy również grupkę niezadowolonych, którzy hołdują starym czasom. Jedzą naturalne jedzenie przyrządzane z martwych zwierząt (skąd biorą te zwierzęta nie dowiemy się prawdopodobnie z przemytu z pozostałych części świata). Inwigilacja obywateli jest praktycznie stuprocentowa, każdy porządny obywatel zresztą natychmiast doniesie o podejrzanych zachowaniach. A każdy nieprzystosowany trafia do Ośrodka Resocjalizacyjnego, z którego nie wyjdzie już będąc tą samą osobą. Możemy się tylko domyślać, że stosuje się tam wyrafinowane techniki psychomanipulacji i przesłuchań. Ale nawet pomimo tych dość ogólnikowych napomknień o systemie resocjalizacyjnym na Wyspie. Apostezjon nie wydaje się być strasznym i przerażającym miejscem. Wręcz przeciwnie sprawia dość „sympatyczne” wrażenie. Nasza cywilizacja przecież również stosuje leczenie farmakologiczne, psychomanipulację i tym podobne.

 Elementy, które można uznać za pozytywne w Apostezjonie czyli technologia na wysokim poziomie rozwoju, wyeliminowanie biedy, zaawansowana medycyna wszystko to jest jakby bardzo powierzchowne i człowiek podświadomie pragnie się dowiedzieć co jest nie tak z „pokornymi”. Piszę te słowa już po przeczytaniu drugiej części czyli „Rozpadu połowicznego”. Nie mogę pozbyć się wrażenia, że autor chciał trochę inaczej napisać drugą część, ale po drodze zjawił się stan wojenny i w „Rozpadzie…” widać bardzo, ale to bardzo gorzką krytykę socjalizmu. Jak wspomniałem wcześniej „Wir pamięci” tchnie pewnego rodzaju optymizmem, takim pasującym do dekady Gierkowskiej, a „Rozpad…” to już zupełnie inna bajka.

Nie czytało się źle, co prawda „Wir…” ma styl pisarstwa trochę już przestarzały, ale książka jest ciekawa, mamy zagadkę kryminalną z interesującym zwrotem akcji, jest dość ciekawie choć sztampowo przedstawiony świat bez żadnych większych szczegółów. Mamy kilka niekonsekwencji jeśli chodzi o pewne sprawy, ale nie przeszkadza to zbytnio. Ogólnie mogę powiedzieć, że „Wir…” obronił się przed upływającym czasem. Co prawda oberwał kilka razy i widać czasem gdzieniegdzie siniaki, ale ogólnie stoi na nogach i nawet się nie chwieje.

[EDIT] Tak mi się dopiero teraz skojarzyło, że Apostezjon jest umieszczony na Wyspie, która w miarę skutecznie jest izolowana od reszty świata. Konotacje z “Utopią” Tomasza Morusa chyba jak najbardziej uzasadnione.