Stanisław Lem “Niezwyciężony”

IMAG0519

I znów Lem. Tym razem w klasycznej wersji. Klasycznej do bólu, ale to nie oznacza złego bólu oj nie, nie. „Niezwyciężony” to eksploracja kosmosu w starym dobrym stylu. Rakieta ma kształty rakiety (if you know what i mean), ludzie na statku kosmicznym mają funkcje i stopnie jak w marynarce, ludzkość podbiła całkiem sporą część kosmosu i w owym kosmosie życie rozkwita jak kiedyś rozkwitło w moim pokoju w akademiku w puszcze po paprykarzu szczecińskim (przysięgam wydawało mi się, że widziałem tam miniaturowe miasta wydrążone w ziarenkach ryżu).

„Niezwyciężony” to krążownik kosmiczny, 25 piętrowa, ogromna stalowa bestyja, która eksploruje kosmos niczym załoga statku „Enterprise” z bratniego kraju kapital… ups trochę się zapędziłem.

Wracamy do eksploracji kosmosu. „Niezwyciężony” ląduje na planecie „Regis III” gdzie zaginął „Kondor” inny krążownik kosmiczny. Regis to pustynna planeta, gdzie życie jest, ale jedynie w oceanie, a na lądzie króluje piasek, tajemnicze ruiny i dziwaczne chmury z których kapie metalowy deszcz. W trakcie poszukiwań „Kondora” oraz wyjaśnienia zagadki co się stało z załogą statku naukowcy “Niezwyciężonego” dochodzą do niesamowitego odkrycia, które może odmienić los całej planety (trochę dramatyzuję, ale odkrycie jest naprawdę niesamowite). Nie będę się rozpisywał o fabule, bo uważam, że akurat w tym przypadku jest to niepotrzebne. I choć zagadka nie jest jakaś szczególnie wymagająca to jednak warto trochę pogłówkować co też naukowcy odkryli.

Niewielka objętościowo książeczka, a w niej ludzie i ich chęć dopasowywania całego otoczenia do własnych wyobrażeń, ich wieczna pasja odkrywania i ciekawość, która prowadzi czasem do piekła. Zero polityki, zero umoralniających gadek tylko czyste, twarde science – fiction z przydługimi opisami automatów i procedur lądowania, ale i tak wciąż grzejące serducho niczym atomowe reaktory silniki „Niezwyciężonego”. Lektura bardzo interesująca – polecam każdemu, kto kiedykolwiek otarł się o science – fiction. Dziwne, że ja tego nie czytałem w młodości.

Tak mógł wyglądać “Niezwyciężony”:

http://monsterkidclassichorrorforum.yuku.com/topic/2521#.UeT0EY2Syy8

Źródło: http://monsterkidclassichorrorforum.yuku.com/topic/2521#.UeT0EY2Syy8

23 thoughts on “Stanisław Lem “Niezwyciężony”

  1. Ja Lema “zaczynałem” od Bomby megabitowej i tym podobnych. Zauroczył mnie Solaris (najlepszy na świecie opis myślącego oceanu), całość zresztą, to majstersztyk. Małymi kroczkami czytam jego “powieści”, które w żaden sposób do worka z etykietką Sci-Fi nie wkładam.
    Bardzo przyjemnie czyta się Twoje recenzje i podziw dla tego Autora – który również podzielam. pozdrawiam

      • Tak znakomitemu znawcy jego Twórczości nie muszę przecież tłumaczyć, że i sam Lem irytacją reagował na samo słowo sci-fi i jak też reaguje kiedy komuś zaczyna się kojarzyć statek kosmiczny (jako pretekst fabularny) z laserami i teleportacją na klaśnięcie. Z fantastyką Lem ma tyle wspólnego co Proust z kryminałem. Ale jeśli ta etykieta naprowadzi kogoś na literaturę lemowską – to oczywiście, tylko i wyłącznie chwała.

        • Ja Lema dopiero poznaję, żadnym znawcą nie jestem. I przyznam się, że mam z tego poznawania niezłą frajdę. I jeszcze długa droga przede mną.

          A Lem choć na sci-fi mógł psioczyć to jednak nie przeszkadzało mu to w sposób genialny wykorzystywać elementy tego gatunku do opowiedzenia niesamowitych historii.

        • O nie, nie mogę się z tym zgodzić. To właśnie Lem prezentuje Sf takie najbardziej klasyczne, jakie powinno być – razem z Zajdlem, Żwikiewiczem, Snergiem-Wiśniewskim i zagranicznymi – Clarkiem na ten przykład. To w tej chwili większa część z tego, co się określa mianem Sf – nim nie jest. Sf to coś więcej, niż kosmos, technika i podróże kosmiczne. Dlatego właśnie “Gwiezdne wojny” to tak naprawdę Fantasy. Sf opisuje społeczeństwo, ma w sobie bardzo dużo filozofii, odpowiada na fundamentalne pytania i zastanawia się nad skutkami posunięć ludzkości. To bardzo wartościowa literatura.
          I to właśnie Lem jest jej jednym z najwybitniejszych przedstawicieli na świecie.

          • Właśnie sobie postanowiłem, że Wiśniewski – Snerg będzie następnym do przeczytania. Jakim cudem ja go ominąłem w mojej czytelniczej przygodzie to sam nie wiem.

            Ale to tylko dlatego, że nazwisko tego pisarza ostatnio pojawiało się w moim otoczeniu coraz częściej.

            Wiem, że to zabrzmi mało wyrafinowanie, ale Lem miał łeb. I jak on to robił tego nie dowiemy się nigdy!

          • Tylko uważaj, bo jakkkolwiek Snerg pisał świetnie, to jednak bardzo nierówno i niektóre jego powieści mogą odrzucić.

  2. O tak, lektura mojego dzieciństwa. Aczkolwiek – jak bardzo sobie cenię “Niezwyciężonego” – to od Lema najbardziej lubię “Dzienniki gwiazdowe” i “Powrót z gwiazd” – zwłaszcza to drugie. Geniusz absolutny!

  3. Kocham “Niezwyciężonego” miłością nastoletnią i cielęcą od lat sama nie wiem ilu. Do licha, dlaczego nikt tego nie zekranizował? Brali się za “Solaris”, tak sobie im wyszło, za Pirxa, to juz kompletna klapa, a “Niezwyciężony” to materiał na taki świetny film! Grrr.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook