Seks, nagość i Śmierć na rysunkach z XVI wieku…

Śmierć i naga kobieta 1547. Domena publiczna.

Śmierć i naga kobieta 1547. Domena publiczna.

Ileż to razy ja Wam wspominałem, że kocham te Internety, to bogactwo różnorodności, te nieprzebrane i wciąż przyrastające zasoby. Gdyby nie Internet w życiu nie dowiedziałbym się o kimś takim jak: Hans Sebald Becham (1500 – 1550) niemiecki malarz, rytownik oraz twórca grafik i miniatur bardzo szczególnych grafik.

Continue reading

Zbigniew Nienacki “Dagome Iudex” – trylogia

Ja Dago       Ja Dago Piastun        Ja Dago Władca

Dziś opowiem Wam o trzech książkach „Ja Dago”, „Ja Dago Piastun” i „Ja Dago Władca”. Wchodzą one w skład trylogii „DAGOME IUDEX”, którą Nienacki napisał pod koniec lat osiemdziesiątych, a która praktycznie zupełnie nie istnieje w  świadomości czytelniczej Polaków (trochę generalizuję, ale tak jest). Chciałbym pochylić się nad przyczynami, które sprawiły, że książka nie stała się hitem, nie zdobyła nagród, nie utrwaliła się w kanonie książek literatury popularnej w Polsce. Jakim cudem Zbigi nie powalił ludzi na kolana swą trylogią?

Zacznę od tego, że jest to strasznie długi wpis. Nie wiem czy nie najdłuższy jaki kiedykolwiek napisałem dlatego wrzucę ze dwa obrazki coby go trochę urozmaicić. Zauważyłem na innych blogach, że ładnie to wygląda i może u mnie się przyjmie.

Aby było Wam łatwiej przybliżę fabułę książek. Najpierw jednak zacznę od przydługiego wstępu, żebyście nie dostali wszystkiego od razu.

Jak powstają państwa? Co skłania ludzi do tego, by współtworzyli grupę osób zjednoczonych pod władzą jakiegoś osobnika lub rządu? I dlaczego ludzie oddają władzę nad sobą w ręce innego człowieka? Wikipedia mówi, że państwo to:

trwały związek ludzi stale zamieszkujących określone terytorium, podlegających władzy zwierzchniej oraz zdolność do nawiązywania i utrzymywania stosunków dyplomatycznych z innymi państwami.

Wiki podaje również kilka teorii dotyczących powstawania państw. Mamy teorię teistyczną, teologiczną, patriarchalną, marksistowską, teorię podboju i przemocy lub umowy społecznej. Tych teorii trochę jest. Można powiedzieć, że co człowiek to teoria. Proces powstawania państwa pewnie zawiera elementy z każdej z nich (może z wyjątkiem boskiej interwencji i boskiego pochodzenia władcy). Ale można też powiedzieć, że dawniej państwa rozwijały się głównie przez podbój. Rzym podbijał, Babilon podbijał, Imperium Ottomańskie podbijało, Frankowie i Teutoni podbijali, Czynghis Chan podbijał, a nie on nie podbijał. On tylko najeżdżał, rozpierd… wszystko w drobny mak, gwałcił, rabował i wracał do siebie na „przestwór suchego oceanu”, by tam płodzić kolejnych potomków. Piszę w trzeciej osobie liczby pojedynczej o wszystkich tych czynnościach, ale wiadomo, że Czynghis Chan nie robił tego sam (nie czuję kiedy rymuję). Było z nim z reguły kilkadziesiąt tysięcy kumpli z podwórka. Wracając do genezy państwa. Podbój to jedno, przekazanie władzy w ręce jakiegoś osobnika to drugie. W małych społecznościach, plemionach w dawnych czasach najczęściej wodzem zostawał najsilniejszy facet. Samiec alfa, macho. Z racji tego, że wszystkim pozostałym mógł spuścić wpierdol i często miał smykałkę do wojowania. Gdy umierał jego potomstwo nie miało szans na dziedziczne objęcie władzy, chyba, że było również najlepsze.

Ale to było strasznie dawno temu. Później ludzie wynaleźli tyle rzeczy, że nie ogarniali tego wszystkiego. Rolnictwo, hodowla zwierząt, pismo, pieniądze. Zrobiło się tych wynalazków sporo. Dlatego podzielili się na klasy, kasty, stany, by „lepiej się żyło”. Dali władzę jednym, by ich chronili przed innymi. Dostali motykę od innych, by aż do śmierci uprawiać rolę. I w ten znacznie uproszczony sposób przedstawiony przez mnie, cywilizacje rodziły się, rozwijały i upadały. W Europie Zachodniej skrytej mrokami średniowiecza, czyli koło VIII/IX wieku naszej ery po rozpadzie Cesarstwa Rzymskiego scalanie różnych plemion, rodów następowało znacznie szybciej niż na Wschodzie. Lecz nawet na terenach dzisiejszych wschodnich Niemiec, Polski, Czech, Węgier, Ukrainy, Rosji, Litwy, Łotwy istniały związki plemienne, które posługiwały się wspólnym językiem i wybierały jednego wodza na czas wojny lub wypraw łupieżczych. Często takiemu wodzu/wodzowi udało się zatrzymać władzę na dłuższy czas, a nawet przekazać ją synowi lub synom. W ten sposób najprawdopodobniej zaczęły się tworzyć dzisiejsze państwa Europy Środkowo – Wschodniej.

Czasy te okryte są tajemnicą, mnóstwem legend i mitów. Nie inaczej jest z naszą kochaną Polską. Historycy pewni są Mieszka i trochę jego ojca. Wszystko co było wcześniej jest wielką niewiadomą.

Dlatego wziął sobie pan Nienacki ów okres na warsztat i postanowił spisać własną wersję legendy o powstaniu państwa polskiego. Cel szczytny, lecz jednocześnie wymagający. Czy podołał?

Powiem Wam na końcu.

O fabule będzie w skrócie.

Głównego bohatera poznajemy w momencie, gdy przekracza Rzekę Zapomnienia na wschód od cesarstwa Teutonów. Po to by obudzić śpiącego olbrzyma, czyli ludy słowiańskie i wprowadzić je na karty historii. Narracja nie jest prowadzona liniowo. Oprócz bieżących wydarzeń mamy retrospekcje, które przybliżają nam jego przeszłość. Rozdziały z historią jego dzieciństwa przeplatają się z tymi dotyczącymi aktualnych wydarzeń. Jego przeszłość to w skrócie: krew olbrzymów, która w nim płynie, znajomość sztuki miłości i sztuki czarów, pragnienie zemsty na mordercach opiekunki, wędrówka do miast nad Bałtykiem, magiczny miecz Tryfing, który odcina głowy, nauka na dworze w Konstantynopolu sztuki rządzenia ludźmi, choroba zwana Żądzą Czynów oraz wiecznie mu towarzyszące pragnienie zostania władcą, którego urzeczywistniania jesteśmy świadkiem.

Od tomu pierwszego towarzyszymy Dagobertowi w jego drodze do władzy nad plemionami słowiańskimi, które pragnie uczynić wielkimi. Jest to dość interesująca droga. Bardzo krwawa, bardzo wyboista, moralnie podejrzana. Tak eufemistycznie mógłbym określić potoki krwi, spermy, niezliczone ilości krzywoprzysięstw, zdrad, gwałtów, rabunków, kłamstw, którymi usłana jest ścieżka Dago do władzy. Czasem popełnia jakiś dobry czyn, ale tylko wtedy gdy jest pewien, że to się przysłuży jego interesom. Walcząc z kolejnymi miejscowymi władcami, nie nazywa siebie księciem, lecz Piastunem. Dlatego, że nie chce władać ludem, tylko się nim opiekować, piastować (ot, taka demagogia).

Dago poznał sztukę rządzenia ludźmi. Zna na pamięć Księgę grzmotów i błyskawic, z której mądrości przewijają się przez całą trylogię.

Na przykład fragment, który służy jako motto książki:

„Nie istnieje człowiek, sprawa, zjawisko, a nawet żadna rzecz, dopóty, dopóki w sposób swoisty nie zostały nazwane. Władzą jest, wiec moc swoistego nazywania ludzi, spraw, zjawisk i rzeczy Lak, aby te określenia przyjęły się powszechnie. Władza nazywa, co jest dobre, a co złe, co jest białe, a co czarne, co jest ładne, a co brzydkie, bohaterskie lub zdradzieckie; co służy ludowi i państwu, a co lud i państwo rujnuje; co jest po lewej ręce, a co po prawej, co jest z przodu, a co z tyłu. Władza określa nawet, który bóg jest silny, a który słaby, co należy wywyższać, a co poniżać.”

Księga Grzmotów i Błyskawic rozdział: „O sztuce rządzenia ludźmi”

„Pikne” nieprawdaż? W książce znajdziemy mnóstwo przykładów idealnie wpasowujących się w ten fragment. Morderstwa nazwane słuszną karą, zdrada nazwana wiernością, niewola zamienia się w wolność i tym podobne.

Wielu zalicza książkę do powieści historycznej, która jest osadzona w konkretnym okresie historii. Obok postaci wymyślonych przez Nienackiego przewijają się przez książkę postacie historyczne, wspomina się autentyczne wydarzenia z historii Europy. Czas akcji powieści to około 860 roku naszej ery. Zapewne wnikliwy historyk dopatrzy się nieścisłości, ale mi one nie przeszkadzają. Niektórzy mówią również o “Dagome Iudex” jako historycznej fantasy, ale z tym fantasy to ja bym nie przesadzał. Jest zaczarowany miecz, ale czy nie jest on czasem zaczarowany w ten sposób, że włada nim zajebisty szermierz? Mamy wróżów, mamy górę Ślężę z pogańskimi rytuałami, mamy kąpiel w rosole długowieczności, magiczne runy i tym podobne. Lecz czy te zjawiska i artefakty działają za pomocą magii, czy może po prostu siłą sugestii? Ludzie w tamtych czasach byli strasznie zabobonni i łatwo dawali wiarę wszelakim magicznym sprawkom. Nawet mamy smoka! Szczek się smok nazywał i okazał się nie żadnym gadem, ale upośledzonym osiłkiem ze skłonnościami do małych dziewczynek.

– Nikt nie rodzi się wolnym. Najpierw jest niewolnikiem swoich rodziców, swego rodu, swojego języka, swojej wiary, a także swojej płci oraz rozumu i siły, którą go obdarzono. Rodzimy się też niewolnikami swoich słabości. Nie wiem, co to znaczy być człowiekiem wolnym, ponieważ nie wiem, co to jest wolność. Gdybyś żył tylko sam na świecie, być może mógłbyś myśleć o sobie, że jesteś wolnym. Ale jeśli spotkasz drugiego człowieka, to albo ty go weźmiesz pod swoja władzę, albo on ciebie sobie podporządkuje.

 

Z elementów fantasy mamy też drużynę. Dago to typowy heros. Piękny, silny, umięśniony. Przy tym bardzo mądry i wykształcony. Conan Barbarzyńca jak się patrzy. Wędruje wraz z Herimem, lubieżnym mnichem, który staje się jego kanclerzem oraz w towarzystwie Zyfiki – Dzikiej Kobiety potomkini Amazonek, która staje się kochanką Dago i później przyczyną wielu kłopotów.

Nienacki wrzucił wiele, wiele mitów i legend do swojej książki. Wymieszał je w tyglu swojego pisarstwa i stworzył bardzo interesujące ich wersje. Popiel i myszy, wspomniane Amazonki, Scytowie, nawet genezę husarii sobie stworzył. Niezłą zabawą jest rozszyfrowywanie tych mitów, choć w większości nie jest to szczególnie trudne.

Dago konsekwentnie dąży do celu. Zabija swoich wrogów w walce, często przy pomocy ogromnego sprytu. Jego przygody są interesujące, a sam Dago może budzić sympatię, choć jego czyny już niekoniecznie. Świat pogańskich Słowian jest barwnie i szczegółowo przedstawiony (przynajmniej dla mnie). Widać, że Nienacki lekcje odrobił, choć błędów się nie ustrzegł.

A tu heros austriackiego pochodzenia. W filmie nie wydaje się pałać zbytnią inteligencją

A tu heros austriackiego pochodzenia. W filmie nie wydaje się obdarzony zbytnią inteligencją.

Dlaczego więc skoro książka jest ciekawa, przygody interesujące, bohaterowie wiarygodni cykl „Dagome Iudex” nie powalił na kolana polskich czytelników? Pierwszym powodem jaki nasuwa mi się na myśl to seks. Mój Swarogu! Ileż tam jest seksu. I to nie takiego z romansów dla panienek z pensji. Żadnych tam całusów, miziania i przytulania. Opisy aktów miłosnych są delikatnie mówiąc niemal ginekologiczne. Seks jest opisany bardzo naturalistycznie.

UWAGA! BĘDĘ PRZYTACZAŁ PRZYKŁADY! MOŻE BYĆ OBSCENICZNIE!
 Mamy więc spermę, nasienie ściekające po udach, wyprężone żołędzie, wnikanie w łono, drętwiejące członki (i nie chodzi tu o ręce czy nogi), piersi jak wymiona, gwałty, masturbację, zoofilię, pedofilię, i wiele, wiele innych.

Czy coś takiego:

„A on, zaspokojony, po raz pierwszy spełniwszy się z kobietą, z pogardą patrzył na swój wciąż sterczący członek lśniący od jej wydzielin”

lub

Niejednokrotnie, w izbie słabo rozświetlonej blaskiem księżyca przenikającego przez rybie pęcherze w oknach, obserwował, jak jego ojciec wpycha nabrzmiały członek w wypięty, obnażony zad macochy.

– wybrałem „lżejsze” przykłady.

Ogólnie Nienacki w tych trzech tomach umieścił chyba każdą dewiację seksualną jaka została stwierdzona przez Światową Organizację Zdrowia. Wyobraźcie sobie, że taki nastoletni czytelnik Nienackiego wychowany na panach Samochodzikach dostaje w swoje ręce książkę z kolorową okładką, myśli, że sobie poczyta jakieś fantasy czy „cuś”, a tu porno. Lub rodziców jego, którzy również nie przeczytali opis z tyłu, a w którym wyraźnie jest napisane, że powieść jest przeznaczona dla dorosłych lubiących „prozę drapieżną”. Mam tu na myśli rodziców nie znających książek dla dorosłych napisanych przez Nienackiego. Seks i jego opisy zdecydowanie mogły stać na przeszkodzie jeśli chodzi o sukces książki.

Drugim powodem był okres, w którym się ukazała. Końcówka lat osiemdziesiątych, początek dziewięćdziesiątych to chyba nie był dobry pomysł na wydanie tego typu książki w Polsce. Czytelnicy nie byli wyrobieni jeśli chodzi o jakiekolwiek fantasy (jeśli patrzeć na książkę Nienackiego pod tym kątem). Gdyby wydawnictwo poczekało kilka lat. Rynek został wtedy zalany różnego rodzaju tłumaczeniami fantasy anglojęzycznej. Ludzie czytali wszystko, bo było z Zachodu. Odpowiedni PR, marketing, kilka chwytliwych haseł i ludzie by to kupili. Moim słowom może przeczyć fakt, że wznowienia powieści również okazały się fiaskiem. Wdowa po pisarzu wznowiła trylogię pod zmienionym tytułem „Historia Sekretna” – moim skromnym zdaniem brzmi jeszcze gorzej niż „Dagome Iudex”. Podobno oficyna wydawnicza „Warmia” wydała w 2009 roku wznowienie „Dagome Iudex” w jednym tomie. Książka chyba nie stała się hitem, przynajmniej ja nic o tym nie wiem.

Trzeci powód. Książka może zostać uznana za mocno szowinistyczną. Wszyscy wiemy, że kobiety w dawnych czasach nie miały, ekhm… „lekko”. Były traktowane jak przedmiot, niezbędny element do reprodukcji. Wartość kobiety mierzono w jej zdolności do rodzenia kolejnych dzieci. Na szczęście ludzkość (niestety nie cała) przeszła od tamtych zwyczajów w miarę pozytywne przeobrażenie. Nie jest jeszcze tak różowo, ale jest lepiej i cały czas staramy się, aby było lepiej. Czym innym jest znać suche fakty historyczne o niedoli kobiet, a czym innym jest czytać o gwałconych kobietach, kobietach traktowanych jak bydło. Jest w trylogii Nienackiego kilka postaci kobiecych, które są dość silnie zarysowane. Każda ma swoje pragnienia, swoje dążenia. Najczęściej są to kobiety u boku władców, które manipulują nimi przy pomocy swego ciała, kontrolując ich poczynania obietnicami rozkoszy. To pokazuje jak prości w obsłudze byli i chyba dalej są mężczyźni. Niestety czasem autor, bo zdecydowanie czuć w książce osobę autora rzuci jakiś bardzo niesmaczny komentarz dotyczący natury i charakteru kobiet, za który mógłby spokojnie zostać rozszarpany przez adresatki. Nie skreślałbym jednak tej książki przez owe wpadki.

Czwarty powód. Jesteśmy Polakami. Lubimy o sobie myśleć jako o nacji szlachetniejszej od innych. Nie splamiliśmy się zbrodniami pokroju tych popełnionych przez naszych zachodnich sąsiadów (to na pewno), zawsze postępowaliśmy fair wobec pokonanych i tym podobne (to już nie jest takie pewne). Dlatego nikt nie lubi czytać o tym, że podwaliny jego państwa to mordy, grabieże, niewolnictwo i wyzysk, strach przed obcym, chciwość i wiele, wiele innych bardzo wątpliwych moralnie czynów. Bądźmy szczerzy, czy w historii ludzkości powstało jakiekolwiek państwo bez tych wyżej wymienionych? Wątpię. A jeśli tak to chciałbym o nim poczytać. Dlatego Nienacki mógł trochę podrażnić dumę narodową. Z drugiej strony w tej książce cały czas się przewijają motywy gloryfikujące Słowian. Ich sposób bycia, ich przywiązanie do ziemi, ich pogaństwo, brak pojęcia grzechu, umiłowanie natury, tradycji rodzinnych i tym podobne. Nienacki chwali bardzo nasze pogańskie korzenie (chodzi mi o naszych praszczurów, a nie o nasze… a zresztą nieważne). Czyli patriotyzm jest.

Piąty powód. Książka jest poważna, ponura i brutalna. Niby nic wielkiego, ale zupełnie nie ma w niej humoru. Wiem, że porównanie może trochę na wyrost, ale taki Martin w swoich „Pieśniach Lodu i Ognia” bardzo zgrabnie połączył seks, przemoc i humor. Nienacki pojechał po całości. Niby, że opisuje jacy to Słowianie są weseli, ale żadnych przykładów poza seksualną rozwiązłością nie podaje. Po przeczytaniu „Dagome Iudex” można zwątpić w człowieka. Nienacki opisuje ludzi którymi rządzi strach, chciwość, żądza, zazdrość i nienawiść. Nikt niczego nie robi bezinteresownie. Miłość to tylko pożądanie i chuć. Smutne to trochę…

Jedno jest pewne, opowieść Nienackiego w niczym nie przypomina "Starej Baśni". Obrazek z rusalke.tumblr.com/

Jedno jest pewne, opowieść Nienackiego w niczym nie przypomina “Starej Baśni”.
Obrazek z rusalke.tumblr.com

Trochę trudności może sprawiać również nazewnictwo w książce. Nienacki starał się zarchaizować język, choć robił to trochę niekonsekwentnie. Czy Słowianie nosili kalesony? W książce występuje wiele ludów, plemion. Ze skojarzeniem większości nie miałem problemu, ale były takie, które za cholerę mi nic nie mówiły. Przydałyby się jakieś przypisy, ale może przypisów nie było, bo część rzeczy pan Nienacki sobie powymyślał? Znalazłem świetny artykuł w “Poradniku językowym” z roku 1990, w którym Bogdan Walczak chwali niektóre posunięcia językowe pana Nienackiego, ale też zwraca mu uwagę na rażące błędy, obok których językoznawca przejść obojętnie nie może.:) A które mogą czytelnikowi nieobeznanemu z historią języka polskiego dać mylne wyobrażenie o języku jakim posługiwali się nasi przodkowie w IX wieku.

Nawiązując do Martina. Uważam, że „Dagome Iudex” to zajebisty materiał na serial HBO. Dużo się dzieje, jest mnóstwo seksu i przemocy. Są intrygi w celu zdobycia władzy, jest walka, jest krew. Ktoś powinien przerobić to na scenariusz i wysłać do HBO.

– Milcz, głupi mnichu – rozgniewał się na niego Dago. – Czy to nie ty zgrzeszyłeś w Fuldzie przeciw czystości, gwałcąc niewiastę? Ludzie mają tyle utrapień, a wyznawcy krzyża dołożyli im najgorsze: grzech. Ci ludzie tutaj nie grzeszą, ponieważ nie znają grzechu. Także ich bogowie nie wiedzą, co to grzech. Powiedz mi jak może grzeszyć bóg rzeki, prastare drzewo albo kamień’? One są poza grzechem i poza dobrem i złem, w ich świecie nie ma grzechu, bo nie ma także dobra i zła. Wszelkie prawa na ziemi ustanowili ludzie i oni wedle nich sądzą innych. Prawo ludzkie nie może pochodzić od bogów, gdyż różne kraje mają swoje własne prawa, często zresztą zmieniane.

Jest jeszcze kwestia religii. Dago to wyrachowany skurwysyn, który twierdzi, że najlepiej służyć wszystkim bogom, bo nie wiadomo, który się przyda. Został ochrzczony, ale żywi pogardę dla bożego syna, który zginął na krzyżu. Sam swego kraju nie chce włączyć do grona krajów chrześcijańskich. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że któryś z jego potomków będzie musiał to zrobić. Po to by ocalić swoją władzę i nie zostać poddanym jakiegoś niemieckiego barona. I tak się stało. Zresztą w całej książce czuć sympatię do pogaństwa. Z całym bagażem wiary w słońce, wodę. Z przeświadczeniem, że życie ma się jedno i należy je spędzić w miarę wesoło (oczywiście jeśli się było niewolnym kmieciem to raczej szału nie było). I kompletnym niezrozumieniem pojęcia grzechu i monogamii.

Ależ się rozpisałem. Podsumowując. Dla mnie „Dagome Iudex” to ciekawa powieść historyczna z mocno naciąganymi elementami fantasy. Ze świetnie opisanym światem Słowian, ich obyczajami, wierzeniami. Jednym bohaterem głównym i całym tabunem dość dobrze napisanych innych bohaterów. Obnażająca mechanizmy władzy, które chyba nie zmieniły się od stuleci. Powody braku sukcesu wymieniłem, ale nie zmienia to faktu, że jest mi trochę smutno, że ta książka nie znalazła szerszego kręgu odbiorców.

Aha, tak jak obiecałem. Miałem Wam powiedzieć czy Dago podołał i stworzył własne państwo? A w jakim kraju mieszkacie? Po jakiemu (przepraszam za kolokwializm) gadacie? Jasne, że podołał:)

P. S. Nie wiem dlaczego akurat za ten kolokwializm przeprosiłem, wszak pisanina ma się od nich roi.

P. S. 2 Tutaj opis wspomnianego artykułu

Walczak Bogdan: Osobliwe nazewnictwo powieści Zbigniewa Nienackiego “Dagome iudex”. Poradnik Językowy 1990 z. 1 s. 19-32

Stanisław Lem “Wizja lokalna”

Stanisław Lem "Wizja lokalna"

Stanisław Lem "Wizja lokalna"

Lemie, mój Lemie cóżeś mi uczynił! Ano to, że pisarstwem swoim rozjaśniasz mroki średniowiecza nie tylko na Ziemi, ale również na innych planetach. Wyobraźnia twa niezmierzona, a pokłady absurdu, humoru i mądrości niezgłębione. Po tym jakże lizusowskim wstępie opowiem Wam o kolejnej mojej książce Lema.

„Wizja lokalna” to pamiętnik znanego nam (albo przynajmniej mi) Ijona Tichiego, który w swych „Dziennikach gwiazdowych” opisywał podróże po kosmosie małe i duże. Tym razem Tichy jedzie na zasłużony odpoczynek do Szwajcarii, gdzie przez przypadek spotyka profesora z wielce tajemniczego instytutu zajmującego się kontaktami z pozaziemskimi cywilizacjami. Ale robią to w taki pokręcony sposób, że szkoda gadać. Otóż okazało się, że Tichy podczas swoich podróży wylądował na sztucznym satelicie planety Encja, a nie na samej planecie. I Encjanie są bardzo oburzeni tym co Tichy napisał w swoich dziennikach o ich planecie, choć na planecie de facto nie był. Żeby lepiej poznać i zrozumieć Encję Tichy zaczyna przesiadywać w bibliotece instytutu i zgłębia tajniki cywilizacji encjańskiej. Na planecie tej są dwa „państwa” zamieszkiwane przez pochodzących od ptaków Człaków. Jedni to Kurdlowie, którzy mieszkają w kurdlach czyli ogromnych Miastodontach i mają ustrój totalitarny, poza którym nie ma nic lepszego. Drudzy Luzanie osiągnęli szczyt rozwoju technologicznego, kulturalnego i naukowego. Łatwo skojarzyć, że układ polityczny Encji to alegoria świata Zachodu i państw demokracji ludowej, „Wizja Lokalna” została napisana w 1982 roku.

Podczas opisywania studiów nad Encją słowami Ijona Lem popłynął zupełnie. Popłynął w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Fantazja, wyobraźnia, zdolności językowe w zakresie tworzenia neologizmów, przenikliwość spostrzeżeń dotyczących obcej cywilizacji, które tak naprawdę są uwagami na temat naszej ludzkiej natury to po prostu mistrzostwo. A wszystko to podlane absurdem, groteską i humorem.

Opis zwyczajów godowych Encjan to po prostu wisienka na czubku cudownego tortu. Sposób rozmnażania Encjan bowiem diametralnie różni się od ziemskich. Encjanie zapładniają się w biegu dzięki pyłkom! Nie ma u nich bezpośredniego kontaktu cielesnego, dlatego są wolni od wstydu, nie znają uczucia zażenowania związanego z prokreacją. Ba! Urządzają sobie zawody, w których młodzi Encjanie ścigają się, by jak najszybciej zapłodnić samicę! Uczeni Encjańscy współczują nam Ziemianom, za to, że tak beznadziejnie zostaliśmy zaprojektowani przez naturę:

„Prymitywizm, i to w najgorszym guście, głoszą widać tam, gdzie defekację od prokreacji oddziela parę milimetrów albo i mniej. […] Wszelako ten oszczędnościowy sposób złączenia w jednym miejscu i kanale funkcji tak diametralnych , jak usuwanie z organizmu nieczystości i uprawianie miłości, musiał się stać zgubą budującego kulturę rozumu.”

Poeci luzańscy piszą poematy, w których głęboko współczują ludziom i łączą się z nimi w bulu i nadzieji  bólu i nadziei.

Ogromna odległość między Encją a Ziemią, brak zrozumienia kontekstów cywilizacyjnych i kulturowych może prowadzić do nieporozumień w interpretacji pewnych zachowań społecznych:

„[…] raport do użytku służbowego, jaki encjańscy terratologiści złożyli swoim władzom po zapoznaniu się z licznymi emisjami telewizji ziemskiej. Szczególną ich zgrozę wzbudziły konkursy na miss piękności świata. Uosobienie zła stanowi dla ludzi lokalna grawitacja, przy czym w walce z nią  poświęcane są określone części ciała. Z niepojętych przyczyn kobiety muszą demonstrować swój udział w tym zmaganiu stale, mężczyźni natomiast tylko okresowo. Prawdopodobnie świadomość takiej dysproporcji wywołuje protesty samic homo sap., zwane ruchem wyzwolenia kobiet. Bojowniczki ruchu demonstracyjnie odmawiają noszenia pod odzieżą specjalnej uprzęży (chomąta), która przeciwdziała grawitacyjnemu opadaniu wyrostków karmicielskich , symbolizujących aktywność życia. Walka biustów z ciążeniem zawsze kończy się ich klęską, o czym ludziom z góry musi być wiadomo, bo z wiekiem słabnie napięcie tkanek. […] Niesprawiedliwość tego kodeksu zachowań jest tym bardziej rażąca, że jak się wspomniało, samców analogiczne demonstrowanie niepodległości obowiązuje tylko kiedy niekiedy, a i to przez czas bardzo krótki.”

Takich tekstów jest znacznie więcej.

Oprócz humoru, absurdu i groteski Lem przemyca w swej książce humanistyczne i raczej pacyfistyczne spojrzenie na świat. W opowieści adwokata Finkelsteina, który był więźniem w obozie zagłady widać zdrowo rozsądkowe podejście do natury wszechświata:

„Szczęście splata się z nieszczęściem w rozmaity sposób, moi panowie. […] Odtąd zdaje mi się, że ludziom powinien w zupełności wystarczyć brak nieszczęścia. Żeby nikt nie mógł tłuc ludzi ludzi jak wszy nad ogniem i mówić, że to jest na przykład wyższa konieczność dziejowa[…]”

Lem dzięki sprytnemu zabiegowi umieszczania wydarzeń w swoich książkach, gdzieś tam w kosmosie mógł bezkarnie jechać po polityce, wojnach, ustrojach państwowych i tak dalej i tak dalej.
Żeby nie było tak różowo. Czasem za dużo było tych neologizmów, słów z dużą ilością x o i y, trochę to męczyło. A historia Encji zagmatwana momentami, że aż strach. To jednak tylko drobne niedogodności w tej niewiarygodnie dobrej książce. Polecam gorąco!

George R. R. Martin “Starcie królów”

George R. R. Martin "Starcie królów"

George R. R. Martin “Starcie królów”

To będzie jedna z krótszych recenzji. Dalsze losy bohaterów pierwszego tomu “Gra o tron”. Losy tych, których Martin nie uśmiercił w pierwszym tomie:) Czytało się bardzo dobrze, wrażenia takie same jak po pierwszym tomie, nie widzę więc sensu się rozpisywać. Tak jak napisałem to samo: krew, flaki, bitwy, rycerze, smoki, dziewice, śmierć, pieniądze, władza, chciwość, cycki, kutasy, miecze, Mur, Inni, olbrzymy, statki, czterech królów, konie, magia, oblężenia, zawiść, nienawiść, miłość, zmiennokształtni i tak dalej i tak dalej.

Lektura tak samo ciekawa jak pierwszy tom. Najgorsze jest to, że chyba będę sobie musiał kupić trzeci. A one do tanich nie należą:( Ech…

P. S. Niektórzy bohaterowie, których nie lubiłem w pierwszym tomie zaczynają zyskiwać w moich oczach:) Mowa tutaj o Daenerys, która z irytującej egzaltowanej dziewczynki zamienia się w niezłą bitch (fonet. bicz). Z kolei pani Catelyn Stark wkurza mnie niemiłosiernie:)