Andrzej Pilipiuk “Triumf Lisa Reinicke”

Taka panorama Gdańska. Źródło Polona.pl

Taka panorama Gdańska. Źródło Polona.pl

I pomalutku odgrzebuję z pamięci wrażenia z kolejnego tomu cyklu o gałce ocznej jelenia czyli Obcym zaklętym w kamień czy też w SCALAK.

Continue reading

Stanisław Lem “Powrót z gwiazd”

Żródło: http://www.book.hipopotamstudio.pl/?p=578

Żródło: http://www.book.hipopotamstudio.pl/?p=578

 Dzień dobry, jak widać jadę z Lemowym koksem dalej:)

Wyobraźcie sobie, że jesteście na statku poruszającym się z prędkością światła. Wystartowaliście z Ziemi w kierunku gwiazdy odległej o 25 lat świetlnych i sobie lecicie, dla Was mija może z dziesięć lat ziemskich lotu (gdyż większość podróży spędziliście w stanie hibernacji), ale dla mieszkańców Ziemi mija około stu dwudziestu siedmiu lat (podróż w tę i z powrotem). Przylatujecie więc na Ziemię o dziesięć lat biologicznych starsi, ale w tym czasie umarli już wszyscy, których znaliście, a ludzkość diametralnie różni się od tej, którą zostawiliście.

 „Powrót z gwiazd” to historia ludzi, których spotkało to, o czym napisałem wcześniej. Wylecieli z Ziemi, by eksplorować kosmos i powrócili na ojczystą planetę sto dwadzieścia siedem lat później. I owi astronauci mają delikatnie rzecz mówiąc problemy z przystosowaniem się do nowego społeczeństwa, które jest Inne. Przechodzą okres adaptacji, ale to nie wystarcza. Nasz główny bohater Hal Bregg postanawia rzucić się na głęboką wodę i po krótkim pobycie w ośrodku adaptacyjnym na Księżycu wyrusza na Ziemię. Na miejscu okazuje się, że architektura, moda, zwyczaje, jedzenie niemalże wszystko jest dla niego całkowicie niezrozumiałe (oprócz języka, choć ten też sprawia mu kłopot). I tak poznajemy przygody Bregga, który miota się niczym neandertalczyk w mieście 21 wieku. A my wraz z nim coraz lepiej poznajemy nowe społeczeństwo ziemskie.

Społeczeństwo, które nie zna strachu i lęku przed wojną, głodem, nędzą i ubóstwem. Wszystkiego jest w bród, jedzenie w restauracjach jest za darmo, hotele za friko, a płacić trzeba jedynie za bardzo ekstrawaganckie zachcianki. Bregg ze zdumieniem odkrywa tajemnicę tego społeczeństwa – jest to proces, który nazwany został betryzacją. Każde dziecko na planecie jest poddawane temu procesowi neurologiczno – fizjologicznemu i w ten sposób wyeliminowano agresję z ludzkich zachowań. Dodatkowo dochodzi tutaj jeszcze wychowanie i warunkowanie zachowania za pomocą hipnozy.

Lem napisał książkę o kosmosie, o samotności człowieka w ogromnej pustce, ale jednocześnie o samotności człowieka w obcym społeczeństwie. Bregg jest reliktem, który w nowym świecie jest niepotrzebny i pasuje jak wół do karocy. On i jego towarzysze nie zostali zbetryzowani więc wciąż mogą być agresywni. Dlatego stanowią zagrożenie dla stabilności społeczeństwa. Czują się jak żywe wykopaliska.

Ich rozczarowanie nową Ziemią zwiększa świadomość, że ich wysiłek, ich towarzysze podróży, którzy zginęli na misji, ich podróż przez zimną ciemność w metalowej puszce nie obeszła nikogo, poza garstką historyków. Ludzkość zrezygnowała z marzeń o sięganiu dalej niż Układ Słoneczny, chociaż ma większe niż w czasach Bregga możliwości technologiczne. Ludzie wolną bawić się, zwiedzać, spędzać czas na błahostkach. Czy to możliwe, że wraz z wyeliminowaniem agresji zniknęła odwieczna chęć ludzi poznawania coraz to nowych tajemnic, odkrywania nieodkrytego? Czy następcy Bregga stali się miękkimi lalusiami, którzy nawet fizycznie stali się drobniejsi, mniejsi i bardziej delikatni i nie mają już w sobie żadnej ikry?

„Powrót…” może być uznany za antyutopię, jednak jest antyutopią dla Bregga i jego towarzyszy, którzy nie mogą zaakceptować takiego społeczeństwa, ale zbetryzowani ludzie wydają się  być szczęśliwi. Betryzacja nie jest stała, jest to proces odwracalny i istnieje możliwość zniesienia skutków betryzacji po to, aby lekarz mógł przeprowadzić operację. Stosuje się wtedy specjalny środek „perto”, który czasowo „wyłącza” ów proces. „Perto” zażywają betryzowani nielegalnie celem wzmocnienia wrażeń i chyba uważane jest za coś w rodzaju narkotyku. Nowe społeczeństwo nie jest w żaden sposób zhierarchizowane, nie ma władzy politycznej, ambicje posiadania władzy musiały zniknąć wraz z agresją. Ludzie spędzają czas na oglądaniu czegoś w rodzaju cyfrowej telewizji na żywo, w której odgrywane są coś jakby kiepskie telenowele (jednocześnie kwitnie nauka i sztuka, a jeśli ktoś chce zdobywać wiedzę może to robić w sposób nieograniczony). Nikt nikogo do niczego nie zmusza (oczywiście poza obowiązkową betryzacją w niemowlęctwie), z której wprowadzeniem były problemy i ludzie wówczas silnie protestowali, prawie doszło do wojny. Związki między kobietami i mężczyznami są wynikiem obopólnej zgody, małżeństwa istnieją, ale nie mają raczej długoletniego stażu, aby mieć dziecko trzeba być świetnie przygotowanym psychologiem, wychowawcą, gdyż wychowanie młodej istoty to ogromna odpowiedzialność.

Każdy obywatel ma do dyspozycji mnóstwo automatów i robotów, które są bardzo zaawansowane. I na tych robotach chciałem się trochę skupić. Jest w książce fragment, w którym Bregg dowiaduje się, że produkcja robotów swego czasu osiągnęła stan, w którym roboty były nieodróżnialne od ludzi, ale jednak przestano takie roboty produkować i została ich ledwie garstka. A co jeśli roboty, „androidy” gdy miały okazję przejęły władzę i potajemnie kierują losami ludzkości? Stworzyły betryzację i jak gdyby „wykastrowały” ludzkość z ambicji i chęci eksploracji czyniąc ją miękką i podatną na kontrolę. Zastanawiam się tylko po co miałyby to robić, bo jeśli przejęły władzę to mogłyby nas łatwo zniszczyć i zaprowadzić własną cywilizację. Może kierował nimi jakiś rodzaj sentymentu?

Jest świetny fragment w książce, w którym Bregg trafia do zakładu utylizującego stare roboty. Tam wśród resztek maszyn wydaje mu się, że słyszy prawdziwe wołanie o pomoc, słyszy strach i błaganie o litość. Tak jakby roboty miały świadomość tego, że istnieją. Zresztą świat automatów i ludzi jest praktycznie rozdzielony. Automaty same siebie produkują i one same decydują kiedy już czas iść na przemiał. Ludzie nie mają  nic do gadania, bo tak jest wygodniej. Czy to nie podejrzane?

A na końcu książki Lema, ludzie, którzy przybyli z gwiazd znów mają okazję do nich wyruszyć. Czyżby to była próba pozbycia się kłopotu? Na zasadzie – polecą w chu… ekhm… bardzo daleko i wrócą za lat sto pięćdziesiąt i to już nie będzie nasz problem.

Dobra dość teorii spiskowych, ale wyobrażacie sobie spin-off „Powrotu do gwiazd”, gdzie ktoś odkrywa spisek androidów i zaczyna się walka o oswobodzenie ludzkości.To naprawdę mogłoby zaiskrzyć.

Jest kilka słabszych elementów książki zwłaszcza relacje damsko – męskie. Bregg i jego emocje oraz uczucia zupełnie do mnie nie przemawiają, są płaskie i w gruncie rzeczy nie obchodzi mnie czy on kocha czy nie kocha. Wręcz irytują te jego wynurzenia swoją infantylnością, ale to naprawdę niezbyt straszliwy mankament, choć fragmentów z emocjami Bregga jest sporo.

„Powrót…” ukazał się w roku 1960. Nie dam sobie głowy uciąć, ale Lem mógł być pierwszym, który ugryzł temat podróży międzygwiezdnych od tej strony, czyli astronautów po wielu latach powracających na Ziemię, która jest już zupełnie inna. Trochę później mamy „Planeta małp” Pierre’a Bouelle, gdzie główni bohaterzy wracają z Sorory na Ziemię i zastaną, (kto czyta ten wie co zastaną na Ziemi), a film robi to w sposób jeszcze bardziej dosłowny. Sporo później był Joe Haldeman z jego „Wieczną wojną” – gdzie główny bohater dzięki podróżom międzygwiezdnym jest świadkiem zmieniających się społeczeństw ludzkich. Jest też opowiadanie ze zbioru Karla Michaela Armera „Pustynny blues” zatytułowane „Przez wszechświat gnam, szubiduba”, w którym wojenny statek międzygwiezdny przemierza galaktykę i niszczy wszystkie planety bez wyjątku, a wraz z upływem czasu załoga pogrąża się w szaleństwie i wracają na Ziemię, a tam… Nie będę tutaj spoilerował. Wspominam o tym opowiadaniu, bo szczególnie utkwiło mi w pamięci.

Na pewno jest tego sporo więcej, ale teraz nic mi do głowy nie przychodzi.

“Powrót do gwiazd” to bardzo dobra książka, która każe się zastanowić nad tym jaki kształt mogłoby przyjąć ludzkie społeczeństwo w wyniku różnych eksperymentów. Można powiedzieć, że Lem jest prekursorem tak zwanej fantastyki socjologicznej. I jak zwykle wyprzedzał swój czas, bo to o czym on pisał może dziać się na naszych oczach. Przecież obecnie mamy możliwości co prawda prymitywnie, bo prymitywnie, ale możemy zmieniać ludzkie charaktery za pomocą środków farmakologicznych. Kastracja chemiczna, różnego rodzaju psychotropy poprawiające nastrój i tym podobne, te środki są dostępne i są używane.

Lem znów mnie zaskoczył i pokazał, że ponad pięćdziesiąt lat temu żył sobie na Ziemi, w Polsce Ludowej (!), facet który stawiał takie trafne pytania dotyczące przyszłości ludzkości. Panie Lem czapki z głów!

Stanisław Lem “Wizja lokalna”

Stanisław Lem "Wizja lokalna"

Stanisław Lem "Wizja lokalna"

Lemie, mój Lemie cóżeś mi uczynił! Ano to, że pisarstwem swoim rozjaśniasz mroki średniowiecza nie tylko na Ziemi, ale również na innych planetach. Wyobraźnia twa niezmierzona, a pokłady absurdu, humoru i mądrości niezgłębione. Po tym jakże lizusowskim wstępie opowiem Wam o kolejnej mojej książce Lema.

„Wizja lokalna” to pamiętnik znanego nam (albo przynajmniej mi) Ijona Tichiego, który w swych „Dziennikach gwiazdowych” opisywał podróże po kosmosie małe i duże. Tym razem Tichy jedzie na zasłużony odpoczynek do Szwajcarii, gdzie przez przypadek spotyka profesora z wielce tajemniczego instytutu zajmującego się kontaktami z pozaziemskimi cywilizacjami. Ale robią to w taki pokręcony sposób, że szkoda gadać. Otóż okazało się, że Tichy podczas swoich podróży wylądował na sztucznym satelicie planety Encja, a nie na samej planecie. I Encjanie są bardzo oburzeni tym co Tichy napisał w swoich dziennikach o ich planecie, choć na planecie de facto nie był. Żeby lepiej poznać i zrozumieć Encję Tichy zaczyna przesiadywać w bibliotece instytutu i zgłębia tajniki cywilizacji encjańskiej. Na planecie tej są dwa „państwa” zamieszkiwane przez pochodzących od ptaków Człaków. Jedni to Kurdlowie, którzy mieszkają w kurdlach czyli ogromnych Miastodontach i mają ustrój totalitarny, poza którym nie ma nic lepszego. Drudzy Luzanie osiągnęli szczyt rozwoju technologicznego, kulturalnego i naukowego. Łatwo skojarzyć, że układ polityczny Encji to alegoria świata Zachodu i państw demokracji ludowej, „Wizja Lokalna” została napisana w 1982 roku.

Podczas opisywania studiów nad Encją słowami Ijona Lem popłynął zupełnie. Popłynął w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Fantazja, wyobraźnia, zdolności językowe w zakresie tworzenia neologizmów, przenikliwość spostrzeżeń dotyczących obcej cywilizacji, które tak naprawdę są uwagami na temat naszej ludzkiej natury to po prostu mistrzostwo. A wszystko to podlane absurdem, groteską i humorem.

Opis zwyczajów godowych Encjan to po prostu wisienka na czubku cudownego tortu. Sposób rozmnażania Encjan bowiem diametralnie różni się od ziemskich. Encjanie zapładniają się w biegu dzięki pyłkom! Nie ma u nich bezpośredniego kontaktu cielesnego, dlatego są wolni od wstydu, nie znają uczucia zażenowania związanego z prokreacją. Ba! Urządzają sobie zawody, w których młodzi Encjanie ścigają się, by jak najszybciej zapłodnić samicę! Uczeni Encjańscy współczują nam Ziemianom, za to, że tak beznadziejnie zostaliśmy zaprojektowani przez naturę:

„Prymitywizm, i to w najgorszym guście, głoszą widać tam, gdzie defekację od prokreacji oddziela parę milimetrów albo i mniej. […] Wszelako ten oszczędnościowy sposób złączenia w jednym miejscu i kanale funkcji tak diametralnych , jak usuwanie z organizmu nieczystości i uprawianie miłości, musiał się stać zgubą budującego kulturę rozumu.”

Poeci luzańscy piszą poematy, w których głęboko współczują ludziom i łączą się z nimi w bulu i nadzieji  bólu i nadziei.

Ogromna odległość między Encją a Ziemią, brak zrozumienia kontekstów cywilizacyjnych i kulturowych może prowadzić do nieporozumień w interpretacji pewnych zachowań społecznych:

„[…] raport do użytku służbowego, jaki encjańscy terratologiści złożyli swoim władzom po zapoznaniu się z licznymi emisjami telewizji ziemskiej. Szczególną ich zgrozę wzbudziły konkursy na miss piękności świata. Uosobienie zła stanowi dla ludzi lokalna grawitacja, przy czym w walce z nią  poświęcane są określone części ciała. Z niepojętych przyczyn kobiety muszą demonstrować swój udział w tym zmaganiu stale, mężczyźni natomiast tylko okresowo. Prawdopodobnie świadomość takiej dysproporcji wywołuje protesty samic homo sap., zwane ruchem wyzwolenia kobiet. Bojowniczki ruchu demonstracyjnie odmawiają noszenia pod odzieżą specjalnej uprzęży (chomąta), która przeciwdziała grawitacyjnemu opadaniu wyrostków karmicielskich , symbolizujących aktywność życia. Walka biustów z ciążeniem zawsze kończy się ich klęską, o czym ludziom z góry musi być wiadomo, bo z wiekiem słabnie napięcie tkanek. […] Niesprawiedliwość tego kodeksu zachowań jest tym bardziej rażąca, że jak się wspomniało, samców analogiczne demonstrowanie niepodległości obowiązuje tylko kiedy niekiedy, a i to przez czas bardzo krótki.”

Takich tekstów jest znacznie więcej.

Oprócz humoru, absurdu i groteski Lem przemyca w swej książce humanistyczne i raczej pacyfistyczne spojrzenie na świat. W opowieści adwokata Finkelsteina, który był więźniem w obozie zagłady widać zdrowo rozsądkowe podejście do natury wszechświata:

„Szczęście splata się z nieszczęściem w rozmaity sposób, moi panowie. […] Odtąd zdaje mi się, że ludziom powinien w zupełności wystarczyć brak nieszczęścia. Żeby nikt nie mógł tłuc ludzi ludzi jak wszy nad ogniem i mówić, że to jest na przykład wyższa konieczność dziejowa[…]”

Lem dzięki sprytnemu zabiegowi umieszczania wydarzeń w swoich książkach, gdzieś tam w kosmosie mógł bezkarnie jechać po polityce, wojnach, ustrojach państwowych i tak dalej i tak dalej.
Żeby nie było tak różowo. Czasem za dużo było tych neologizmów, słów z dużą ilością x o i y, trochę to męczyło. A historia Encji zagmatwana momentami, że aż strach. To jednak tylko drobne niedogodności w tej niewiarygodnie dobrej książce. Polecam gorąco!