Jacek Inglot “Polska 2.0”

Ha! I znów zaległości. Normalnie masakra jakaś. A wpis będzie dotyczył książki polskiego autora, którą również przeczytałem baaaardzo dawno temu. Jeszcze dawniej chyba niż „Obszar Marzyciela”, ale tę książkę postanowiłem sobie odświeżyć, bo pamiętałem, że lektura była dobra.

Continue reading

John Wyndham “Poczwarki”

Kokon z poczwarką. Takie zdjęcie z Flickra. Źródło: https://flic.kr/p/525PwA

Kokon z poczwarką. Takie zdjęcie z Flickra. Źródło: https://flic.kr/p/525PwA

Na jednym z moich ulubionych blogów O dystopiach, którego autorka ma cudowny talent do wynajdowania prawdziwych pereł, pojawił się wpis o książce, o której zupełnie nic nigdy nie słyszałem. Zero, null, pustka totalna niczym w głowie większości polskich polityków. Zresztą o autorze tejże książki również nie słyszałem absolutnie nic. Wstyd mnie się zrobiło, bo pan Wyndham zasłużonym pisarzem jest. Napisał na przykład Dzień Tryfidów, który kojarzę tylko i wyłącznie z filmu. Z zadziwiającą jak na mnie szybkością i zdecydowaniem, za grosze zakupiłem Poczwarki na znanym serwisie aukcyjnym i to dosłownie za grosze. Po “Stalowym Szczurze” byłem wygłodniały porządnej lektury. I Poczwarki okazały się strzałem w dziesiątkę. Słuchajcie nie mogłem uwierzyć, że ta książka powstała sześćdziesiąt lat temu.

Continue reading

Harry Harrison “Planet of the damned” (“Planeta przeklętych”)

Czasem jest tak, że przez zupełny przypadek uda mi się odświeżyć dawno zapomnianą książkę, a przeczytaną w młodości. Tak było z „Planetą przeklętych” świętej pamięci Harry’ego Harrisona, który opuścił ludzkość w tym roku. Strata to ogromna dla science-fiction, ale być może pan Harrison pisze teraz nowe książki gdzieś nieopodal Galaktyki Andromedy sącząc drinka przyrządzonego przez przepiękną hostessę z rasy Schulgh’gghgurów, która z wdziękiem wszystkich swoich dziewięciu macek obsługuje „emerytowanych” pisarzy.

Wracając do książki. Przeczytałem ją bardzo, bardzo dawno temu. A teraz wróciłem do niej, bo na stronie feedbooks.com, była promocja i dało się ją za friko ściągnąć na Kindle. Co prawda po angielsku, ale coraz mniej mi to przeszkadza. Co pewnie ucieszy mojego ojca, który od zawsze powtarzał leniwemu Charliemu, żeby się uczył języków.

Gdyby ktoś się mnie spytał przed ponownym przeczytaniem książki, o czym „Planeta przeklętych” opowiada miałbym spore trudności z przypomnieniem sobie czegokolwiek. Natomiast podczas lektury już po pierwszych stronicach, z mroków, z otchłani przetrzebionych alkoholem szarych komórek ukazywało się coraz więcej szczegółów. Zaprawdę jak powiada Piotr Bałtroczyk „Alkohol niszczy szare komórki, ale tylko te najsłabsze!”. Te które mi zostały w mózgowicy sprawują się jeszcze całkiem nieźle.

W skrócie: Brion Bradd to zwycięzca planetarnych igrzysk o wdzięcznej nazwie Twenties. Najlepszy z najlepszych, mistrz walk wręcz i szachów, w dodatku poeta i filozof. Twenties to najważniejsza rzecz w życiu każdego mieszkańca planety Anhvar. A planeta Anhvar to bardzo niegościnne miejsce dla rasy ludzkiej. Ale ludzie jak karaluchy wszędzie się wcisną i wszędzie dostosują.  Brion tuż po wygraniu igrzysk odpoczywa sobie w szpitalu rozmyślając o profitach zwycięzcy (w  wulgarny i prostacki sposób możne te profity podsumować w zdaniu: Dziwki, konserwy i muzyczka bez przerwy). Gdy nagle Ihjel (również zwycięzca Twenties sprzed lat paru) burzy jego spokój i opowiada o tajemniczej organizacji, która zajmuje się inżynierią społeczną na planetarną skalę. Wszystko dla dobra ludzkości. Otóż Ihjel oferuje mu misję ratowania planety DIS, której grozi zagłada. Brion jako człowiek o głębokich altruistycznych uczuciach godzi się wziąć udział w misji. Na jego decyzję wpływa fakt, że Brion okazuje się być empatą, a Ihjel obiecuje mu wytrenować nowy zmysł. Po drodze dołącza do nich pani naukowiec/naukowczyni z Ziemi.

Na Dis, która jest jeszcze bardziej niegościnną planetą niż Anhvar, Brion będzie musiał zmierzyć się z wrogością tubylców, nieprzyjaznym klimatem, niechęcią pracowników tajemniczej fundacji, kastą panów, która stoi za całym konfliktem z sąsiednią planetą i tym podobne. A Dis to bardzo nieprzyjazna planeta, powiedzieć o niej, że jest nieprzyjazna to jak powiedzieć o politykach, że nie kłamią, a zaledwie mijają się z prawdą. Dis to piekło, w którym by przetrwać ludzie musieli się mocno zasymilować z lokalnymi formami życia. I ten fakt mocno zaważy na losie całej planety.

„Planeta przeklętych” to klasyczna przygodówka science-fiction, w których pisaniu Harry Harrison był świetny. Cykl o Stalowym Szczurze, Billu bohaterze galaktyki to cykle znane w literaturze science-fiction. Czytanie „Planety przeklętych” sprawiło mi sporo frajdy, z których największą było odgrzebywanie zetlałych wspomnień dotyczących lektury.

Kosmos i wszechświat oraz ludzkość przedstawiona jest zgodnie ze standardami lat sześćdziesiątych. Wiele planet zasiedlonych przez nasz wszędobylski gatunek. Planet, które wymagają ewolucji człowieka, dlatego choć wciąż jesteśmy jednym gatunkiem różnimy się bardzo. Wspomniany jest  Upadek, który sprawił, że przez wiele stuleci wiele planet było odciętych od kontaktu z ludzkością. Mimo tylu tysięcy lat odmiennego rozwoju ludzie wciąż piją kawę, chodzą do biura a środowisko naukowe jest zdominowane przez mężczyzn, wszystko wygląda jak z dwudziestego stulecia. Ziemia natomiast to wielkie mrowisko z ogromną liczbą mieszkańców. Na szczęście latamy szybciej niż światło:)

Mimo swoich pięćdziesięciu lat na karku “Planeta…” wciąż się dobrze trzyma. To dobra rozrywka i dobra książka.

Cormac McCarthy “Droga”

Cormac McCarthy "Droga"

 Ja to jednak jestem jakiś dziwny:) Wspominałem o ostatniej niedzieli, że była brzydka i ponura. I dlatego przeczytałem sobie książkę Szczygła na poprawę humoru:) Tak było, ale książkę Szczygła czyta się szybko. A niedziela wciąż była szara i paskudna. Dlatego wziąłem się za kolejną  książkę, o której wiedziałem, że raczej nie należy do książek obfitujących w humor. Tą książką była właśnie „Droga”. I jeśli już pastwię się nad tą okropną deszczową niedzielą to muszę napisać, że „Droga” idealnie się  wkomponowała w klimat owej szpetnej niedzieli.

Dobra wracając do książki. Postapokaliptyczny świat. Cywilizacja przestała istnieć po tajemniczej katastrofie, która zasnuła  niebo, wypaliła lasy i pola. Nic nie rośnie, nic nie kwitnie. Wszystko jest szare, ciemne, umierające oraz przykryte popiołem z niezliczonych pożarów. W tej scenerii rodem z mrocznego koszmaru dwóch wędrowców, ojciec i syn, przemierzają dawne Stany Zjednoczone (chyba to są Stany) w kierunku oceanu, który w wyobrażeniu ojca ma być ziemią obiecaną i wybawieniem i miejscem, gdzie można spróbować żyć.

Ich wędrówka jest długa, niebezpieczna i wycieńczająca. Mijają opuszczone domy, spalone miasta. Wszędzie króluje szarzyzna i śmierć. Nawet płatki śniegu są szare. Chłopiec ma zaledwie kilka lat, nie pamięta świata przed katastrofą. Jedyną jego rzeczywistością jest bezustanna wędrówka, krycie się w lesie przed obcymi i wieczny głód. Ojciec opowiada mu o świecie sprzed katastrofy. Utwierdza go też w przekonaniu, że obaj są dobrymi ludźmi. Wpaja mu pojęcia moralności związane ze światem przed katastrofą. Czy dobrze czyni? Na swej drodze natykają się na mniej lub bardziej zorganizowane grupy ludzi. Wszyscy, których bezimienny ojciec ze swoim równie bezimiennym synem spotykają są bez wyjątku kanibalami. W świecie, w którym większość zapasów żywności została już zjedzona, a pozostałe resztki kurczą się gwałtownie kanibalizm ma się bardzo dobrze. I nie jest to bynajmniej kanibalizm rytualny, lecz ściśle związany z przeżyciem. Nic nie ma prawa  się zmarnować.

Surowy i okrutny świat, w jakim przyszło dorastać chłopakowi nie ma przyszłości. Ojciec doskonale to rozumie i zdaje sobie z tego sprawę. Nie znajduje jednak w sobie na tyle siły, by wcześniej zakończyć  ewentualne cierpienia syna, który mógłby skończyć jako danie główne lub bardziej przystawka, bo raczej do dobrze odżywionych chłopak nie należy.

Wydawałoby się, że postapokaliptyczny temat został wyczerpany do cna w setkach filmów i książek. I “Droga” również nie  wnosi żadnej nowości do tego tematu. Bardziej chodzi tutaj o sposób opowiedzenia tej historii. Nie znajdziemy w tej książce informacji, jak skończył się świat. Nie wiemy co doprowadziło do tego, że ocalali ludzie polują na siebie jak na zwierzynę łowną. Czy była to wojna, wielka asteroida, gniew boży? Nic nie wiemy.  Ani słowa o polityce, strzępki zdań o dniach świeżo tuż po kataklizmie. Po dawnym świecie została jedynie „szara naga jama szara naga jama (cytat z pewnego polskiego poety). I co najważniejsze nie przeszkadzało mi to zupełnie. Ja, który lubię poznawać tło i świat w książkach, nie zżymałem się ani razu na lakoniczność opisów świata w trakcie katastrofy i krótko po niej. Nie interesowało mnie to zupełnie. „Droga” tym się różni od wielu książkach opisujących koniec ludzkiej cywilizacji. Inne książki starają się choćby w zarysie opowiedzieć co doprowadziło do zniszczenia świata, lub jak taki „Bastion” Kinga opisują krok po kroku czas apokalipsy.

Dawno nie czytałem książki, która tak sugestywnie, mocno oddziaływałaby na emocje czytelnika. Zasługą zdecydowanie jest język książki (nie znam oryginału, ale wydaje mi się, że pochwały należą się tłumaczowi). Oszczędny, mroczny i zimny. Praktycznie brak dialogów, jedynie zdania, które naprawdę oddziałują na czytelnika.

Niemal cała książka składa się ze zdań, które wwiercają się w mózg i zostają tam na długo. Na przykład takie:

“Spopielone trupy skurczone do wielkości dziecka, siedzące na gołych sprężynach foteli. Dziesięć tysięcy marzeń zamkniętych w grobowcach ich zwęglonych serc.”

„Droga” podobała mi się bardzo. Choć jako lektura na deszczową niedzielę nie była zbyt dobrym pomysłem. Na szczęście mogłem w każdej chwili wstać i zrobić sobie na przykład herbaty:) Ojciec z synem takiej możliwości nie mieli. I żyję w świecie, który póki co jeszcze nie rozpadł się na kawałki.

 

Polecam gorąco! I tych, którzy jeszcze nie czytali ostrzegam, że lektura do przyjemnych nie należy.

Biblioteka w opuszczonym domu…

Znalazłem te piękne zdjęcia opuszczonego domu oraz biblioteczki na jednym z portali. Zdjęcia są na Flickrze i należą do człowieka o loginie jamescharlick :)

Chciałbym obejrzeć sobie tę biblioteczkę:)

The Grand Library

A Book By The Fire

A Little Light Reading