Jacek Inglot “Polska 2.0”

Ha! I znów zaległości. Normalnie masakra jakaś. A wpis będzie dotyczył książki polskiego autora, którą również przeczytałem baaaardzo dawno temu. Jeszcze dawniej chyba niż „Obszar Marzyciela”, ale tę książkę postanowiłem sobie odświeżyć, bo pamiętałem, że lektura była dobra.

Bitwa pod Kłuszynem

Inglot serwuje nam jedną książkę, ale w dwóch wariantach. Dwie alternatywne gałęzie historii Polski, w niedalekiej przyszłości, bo w roku 2037. Obydwie wywodzą się z tego samego pnia, ale jednak skręciły w zupełnie innych kierunkach i z zupełnie innymi bohaterami. Podobał mi się ten zabieg.

Bitwa pod Orszą

Książkę otwiera cytat z „Dziadów. Cz. III” – „A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście?”, który boleśnie uświadamia, że te dwieście lat od ukazania się dzieła Mickiewicza jest znacznie bliżej niż dalej.

Wspomniałem o dwóch różnych gałęziach. Pierwsza z nich to gałąź optymistyczna, wręcz hurra optymistyczna, w której to dzięki mądrym decyzjom jednego człowieka (KIEROWNIK) w odpowiedniej chwili przejmującego władzę Polska wyrasta na środkowoeuropejskie mocarstwo i staje się krajem, w którym sąsiedzi widzą wzór do naśladowania. Losy owej zwycięskiej Polski obserwujemy dzięki wspomnieniom Aleksandra M’Beki, którego ojciec pochodził z Gabonu, a matka spod Cieszyna, rodzice się spotkali, namiętność zapłonęła niczym tęcza na placu Zbawiciela i tak powstał Aleksander, którego ojciec porzucił, a matka uwielbiała. I dorastał ten ciemnoskóry Olek w prowincjonalnym miasteczku, gdzie eufemistycznie mówiąc lekko nie miał.

“Husarz” Józef Brandt

Olek miał problem z poczuciem własnej tożsamości, aż nadarzyła się okazja wstąpienia do Wojska Polskiego, bo zapotrzebowanie na rekruta było, a żołnierz polski to żołnierz polski nie ważne czy biały, żółty, czarny czy czerwony.

I w tej minipowieści, której podtytuł to „Polska 2.1. Wojna dronów” Polska niesie kaganek (nie kaganiec) praworządności, demokracji, równości na wschód, na południe i trochę na północ. Coś Wam powiem – czytało się to wyśmienicie. Nic na to nie poradzę, że takie wizje, w których dajemy łupnia wszystkim naszym byłym wrogom i sprawcom naszych wszystkich nieszczęść, a jeśli w dodatku ma to choć leciutki rys prawdopodobieństwa (bardzo leciutki, ale wystarczający) to po prostu serce roście. W dodatku autor całkiem zgrabnie, z polotem i humorem przytacza epizody wojenne Aleksandra M’Beki, któremu szczęście sprzyja, aż do samego końca. Taki czarnoskóry Franek Dolas (ale z większym szczęściem) :)

Fragment obrazu “Bitwa pod Kłuszynem”

Dodatkowym atutem przemawiającym za taką piękną wizją przyszłości jest to, że Polska niesie demokrację w zupełnie inny sposób niż czynią to Amerykanie – Polska i Polacy pokazują, że można żyć inaczej, że można współpracować (oczywiście pod naszym światłym przywództwem), ale nie jesteśmy tutaj agresorem.

Ale czym zachwycił jeszcze autor? Otóż oprócz tej ciekawie napisanej, rzutko i wartko opowiedzianej pięknej wizji w książce „Polska 2.0” znajdziemy wizję znacznie mroczniejszą, bardziej przerażającą i mocno niepokojącą. A tytuł tej opowieści to “Polska 2.2. Burza planetarna.” Zwłaszcza, że książka powstała w roku 2012. Otóż ta gałąź (wspominałem na początku o dwóch gałęziach) poszła w inną stronę, zamiast w stronę słońca, skręciła w stronę ciemności, chciwości, złych polityków, którzy Ojczyzną sobie tylko mordę wycierają i rzucają kiełbasę wyborczą ludowi (dopóki jeszcze mają środki na kiełbasę) i Polska w dniu 14 kwietnia 2037 to najbardziej chory kraj Europy (może oprócz Rosji). I z tej Polski, w której ludzie umierają z głodu, studenci wzniecają powstania, z tej Polski dziennikarz Tadeusz Lewandowski wędruje do Polski 2, która mieści się… na dnie oceanu. Tam dowiaduje się rzeczy strasznych i przyszłość planety i kraju zostaje mu objawiona. Nie będę się za bardzo rozpisywał, żeby Wam nie spoilerować.

Inglot dostaje u mnie ogromnego plusa za książkę napisaną wartko, z humorem i niejednokrotnie z powagą, przez którą wydaje się przebijać troska o ten kraj i ten naród, który w skrócie „orze jak może”, a świadkiem niech mi będą moje książki milczące na półkach (nie wiem dlaczego akurat one), że żadna opcja polityczna, żadna partia nie dba o interes kraju w szerszym kontekście, w kontekście kilkunastu, kilkudziesięciu lat. Politycy rozdrapali i rozdrapują dalej ten kawał sukna. I smutne to jest.

Dość polityki, choć w książce dużo jest o przyczynach upadku Polski (jeśli chodzi o drugą część) i to wydaje się trochę irytujące, te dyskusje i analizy, ale Inglot aż tak bardzo nie przegina. No może poza całym zakończeniem drugiego opowiadania czy też mikropowieści. Naprawdę tutaj popłynął autor mocno i rozwinął skrzydła fantazji, ale to naprawdę nie jest aż taka duża wada (przynajmniej dla mnie).

“Polska 2.0” to naprawdę warta polecenia pozycja, w której geopolityka miesza się z technologiczną science and fiction. A czarny humor z przerażającymi obrazami upadku kraju. Polecam, polecam.

Znajdziemy też różne smaczki związane z literaturą poukrywane tu i ówdzie w tekście. Chociaż szczerze mówiąc wizja Campanelli i jego “Miasta słońca” przytoczona jako modelowy przykład społeczności raczej mnie osobiście nie przekonuje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Connect with Facebook