Charlie na Kongresie IFLA we Wrocławiu…

Wszędzie bibliotekarze i bibliotekarki:) Ceremonia otwarcia.

Hejo, hejo.  Ogarniam się powoli i zgodnie z obietnicą będzie atrakcja. Trochę Wam
o tej IFLI napiszę, chociaż dla osób nie mających styczności z bibliotekami na co dzień moja relacja niekoniecznie będzie spełnieniem marzeń :D Ciężko mi uwierzyć, że to już miesiąc od tego Kongresu.

Continue reading

Jakub Szamałek “Kiedy Atena odwraca wzrok”

Lubię czytać o tym, że wszystko już było, a ludzie nie zmienili się przez stulecia. Znaczy się nie zmieniły się targające nimi namiętności i emocje. Gdy ktoś pisze lub mówi słowa wpadające w ten deseń (wszystko już było, a ludzie są tacy sami) kiwam potakująco głową i czuję się mądrzejszy, bo sam tak powtarzam od bardzo długiego czasu. Dziwi mnie odkrywanie przez wielu ludzi tej prawdy na nowo i obwieszczanie jej światu jako czegoś niesamowitego. Ja może ze względu na specyfikę mojej pracy, dostęp do informacji z przeszłości mam ułatwiony i od dawna lubię sobie wędrować w przeszłość.

Jakub Szamałek także miał dostęp do przeszłości ułatwiony, bo to archeolog, doktorant Cambridge. I postanowił napisać kryminał osadzony w starożytności. Na MFK pytany o swoją książkę powiedział, że chciał napisać coś, co jemu samemu by się spodobało i przypadło do gustu.

 W antycznej Grecji, dokładniej w Atenach roku pańskiego, ups! Znaczy się roku 430 p.n.e. dzieje się źle. Spartanie dają w kość Ateńczykom, miasto jest pełne uchodźców ze spalonych przez Spartan miejscowości pod Atenami. Syf, brud, smród i ubóstwo. Na dodatek ktoś z Ateńczyków współpracuje ze Spartanami. Leochares człowiek pracujący dla Peryklesa (taki z niego spec od mokrej roboty) ma zająć się tą sprawą. Staje się prawdopodobnie pierwszym ateńskim prywatnym detektywem. Detektywem ze skłonnościami do wpędzania się w kłopoty. A sprawa zdrajcy okaże się znacznie bardziej krwawa, mroczna niż Leochares mógł się spodziewać. Trup ściele się gęsto, przeciwnik naszego bohatera jest sprytnym skurczybykiem i nie daje łatwo za wygraną, zawsze wyprzedzając o krok pomagiera Peryklesa.

Szamałek zafundował mi kilka godzin godziwej rozrywki. I to jest bardzo ważne, bo czymże byłoby życie bez godziwej rozrywki? Podobały mi się jego Ateny – miasto pełne zarówno pięknych świątyń poświęconych wielu bogom, ale pełne również rynsztoków, burdeli i podejrzanych typów na ulicach. Demokracja to pic na wodę, a Perykles korumpuje kogo może, a oszukuje na czym może i gdzie tylko może. Zupełnie jak u nas nad Wisłą.

Pan Jakub stworzył realistyczną wizję przeszłości, w której jest miejsce na wiele rzeczy dziś raczej niewyobrażalnych w naszej kulturze i społeczeństwie. Młodzi mężczyźni będący oficjalnie kochankami starszych, bogatych facetów. Kobiety zamknięte w domach na cztery spusty, z którymi mąż może i robi co tylko mu się zamarzy. Niewolnictwo, gdzie człowieka można sprzedać, zabić, torturować i ogólnie czynić mu rzeczy bardzo nieprzyjemne, bo jest się jego właścicielem. Dla kogoś kto miał podręcznikowe wyobrażenie o starożytnych Atenach książka Szamałka może się wydać obrazoburcza i wyssana z palca.

Podobał mi się język, nasz współczesny, przeplatany jedynie greckimi określeniami. No i przekleństwa, których było całkiem sporo. Książka stała się dzięki temu bardziej krwista i mocniejsza. Dla mnie na plus.

Urzekła, nie to niezbyt dobre określenie, spodobała mnie się postać medyka Menekratesa, który reprezentował całym sobą stan ówczesnej medycyny ateńskiej. Jego poglądy dotyczące kobiet raczej nie zdobyłyby popularności wśród ruchów feministycznych. A jego porady dla ojca, który ma w domu dorastającą córkę naprawdę są bardzo ekstrawaganckie (patrząc z dzisiejszego punktu widzenia).

W książce mamy postacie historyczne takie jak Sokrates, Perykles, Aspazja. Szamałek dodał im trochę kolorytu i stały się one znacznie bardziej żywe, niż z kart podręczników.

„Kiedy Atena…” to interesujący, ciekawy i dobrze napisany kryminał. Intryga nie jest może zbyt zaplątana, bardziej pasuje pod szpiegowskie historie. Ja uważam, że akurat w tej książce nie jest ona (intryga) najważniejsza. Najważniejsze są Ateny i ludzie, którzy w nich mieszkają. Ich problemy, które mogą się różnić od naszych (kupić sobie dwóch niewolników seksualnych czy tylko jednego?), ale nie zmieniły się uczucia i emocje, które rządzą ludźmi.

 

P. S. Pan Jakub Szamałek zdobył Nagrodę Wielkiego Kalibru Czytelników na MFK we Wrocławiu.

 

Vincent V. Severski “Nielegalni”

Vincent V. Severski "Nielegalni"

Powieść szpiegowska nigdy nie była moim ulubionym gatunkiem. Przeczytałem kiedyś Ludluma, Clancy’ego czy też Folleta, ale raczej bez większej fascynacji.

Dlaczego w takim razie na tapecie dzisiaj „Nielegalni” powieść napisana przez byłego oficera polskich służb wywiadowczych? Ano została ona nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru, która  będzie wręczona na Międzynarodowym Festiwalu Kryminału we Wrocławiu, na który jako kryminalny bibliotekarz wybieram się i w tym roku.

Jako totalny laik jeśli chodzi o powieść szpiegowską nie będę się zbytnio uzewnętrzniał i postaram się streszczać. „Nielegalni” to opowieść o szpiegach. A szpieg jaki jest każdy widzi:

Wiadomo, że szpieg to zdrajca, kreatura podła i wstrętna co to wściubia nos w nie swoje sprawy i walnie przyczynia się do upadku kraju.

Zarys fabuły książki: polski wywiad dowiaduje się o skrzyni z tajnymi dokumentami NKWD zakopanej w Brześciu na Białorusi. Dokumenty mogą wstrząsnąć polską sceną polityczną (scena to za mocne słowo, bardziej pasuje koryto polityczne). Zaczyna się wyścig z czasem i rosyjskim wywiadem, który również chciałby dostać dokumenty w swoje lepkie rączki. Na szczęście Polacy nie do końca zniszczyli swoje służby specjalne i sytuację może uratować as wywiadu agent Tomek, ups! Przepraszam: major Konrad Wolski co to z niejednego pieca chleb jadł i niejedną  flaszkę obalił. Dodatkowo mamy historię szwedzkiego nielegała (to taki ukryty głęboko szpieg) Hansa, który pod koniec życia dowiaduje się, że… nie będę Wam zdradzał wszystkich wątków i tajemnic, bo może zechcecie książkę przeczytać. To tyle w skrócie jeśli chodzi o fabułę.

Cóż mogę rzec, a raczej napisać o tej książce. Nie będę ukrywał – wciąga. I to wciąga mocno. Jest to cegła gruba (widziałem ją w księgarni, sam czytałem na Kindlu), a wciąga się ją prawie całą jak kreskę porządnej tabaki (tylko takie kreski zdarzało mi się wciągać). Dzieje się sporo i całkiem ciekawie.

Oczywiście nie jest też tak różowo. Momentami zdarzają się dłużyzny, które trochę irytują. Nie ma również bardzo zaskakujących zwrotów akcji, ale być może dzięki temu książka zyskuje. Bo wiadomo, że życie to nie bajka i nie serwuje Ci co chwila trzęsienia ziemi, przynajmniej nie w Polsce. Bohaterowie są do polubienia, bardzo prawdziwi. Choć gdy czytałem o Hansie, który wiódł podwójne życie szpiega i kochającego męża oraz ojca to z ręką na sercu przyznam się, że nie rozumiałem jak można tak żyć. I jeszcze to sobie wytłumaczyć po swojemu i usprawiedliwić.

W książce mocno dostaje się polskim politykom, którzy przez swoją krótkowzroczność oraz chciwość, złodziejstwo,  a przede wszystkim GŁUPOTĘ ustawicznie pracują nad zniszczeniem polskiego wywiadu. Gdy czyta się fragmenty dotyczące polskiego środowiska wywiadowczego pomieszanego z politycznymi układami czuć, że pisał to ktoś, kto zna te sprawy od środka.

Podsumowując dobra książka, można się również sporo dowiedzieć interesujących faktów historycznych dotyczących pracy wywiadów szczególnie sowieckiego. Interesująca i jeszcze raz podkreślam bardzo wciągająca.

 

Kriminal Breslau Zusammenfassung!!!

Przepraszam za ten niemiecki, ale jakoś tak po Krajewskim Wrocław to dla mnie Breslau (oczywiście nie chcę w niczym urazić wrocławiaków, miasto mają przepiękne). Nie pisałem na bieżąco, gdyż zwyczajnie nie miałem kiedy tego robić. Żyję. Na szczęście na festiwalu kryminalnym oraz na konferencji bibliotekarzy nie było żadnych zwłok znalezionych w wannie, nie było zasztyletowanych ofiar w hotelowych pokojach, tak samo jak nie było otruć, a nawet zatruć. Wisielców, którzy ewidentnie sami się nie powiesili też nie było. Co zatem było?

Były warsztaty dla bibliotekarzy z pisarzami, ludźmi zajmującymi się literaturą kryminalną, były spotkania z autorami polskimi i nie tylko. Były dyskusje (czasem bardzo gorące) o naszej pracy, misji i rzeczywistości, która nas otacza. Wszystko to we wspaniałej atmosferze pełnej zrozumienia i życzliwości (alem napisał, tak jakbyśmy nie bawili się  przy okazji świetnie). Naprawdę, było widać, że na Kryminalną Konferencję Bibliotekarzy przyjechały osoby, które są nie tylko pasjonatami literatury, ale również bardzo aktywnymi zawodowo bibliotekarzami i bibliotekarkami.

Organizacja festiwalu stała na wysokim poziomie, a tłok panujący w klubach i salach, gdzie odbywały się spotkania i wykłady otwarte świadczył chyba bardzo dobrze o samym festiwalu.

Teraz pozostaje mi tylko zabrać się do lektury polskich i nie tylko kryminałów:) I oczywiście wykorzystać uzyskaną wiedzę z konferencji do poprawy bytu bibliotekarza oraz bytu czytelników.

I w tle konferencji – Wrocław miasto, które udało się choć trochę  zobaczyć w wygospodarowanym czasie wolnym. Miasto, które mnie urzekło, w którym widać, że się dzieje… Miasto, w którym trzeba się uzbroić w ogromną cierpliwość czekając na zmianę świateł z czerwonych na zielone (wrocławscy piesi są chyba jednymi z najbardziej cierpliwych w tym kraju, chociaż i tak sporo ludzi przechodziło na czerwonym:). Krasnoludki jeden na drugim, Ostrów Tumski, most pokutnic, Ossolineum, biblioteka uniwersytecka to tylko niektóre miejsca, które zdążyłem zobaczyć:) Z pewnością odwiedzę Wrocław w przyszłości. I zostanę tam dłużej, zobaczę więcej i ogólnie będzie cudownie:)

Teraz garść zdjęć (taka nieduża garść zdjęć).

Krasnal przy katedrze Marii Magdaleny

Krasnal przy katedrze Marii Magdaleny

Widok z mostu pokutnic

Widok z mostu pokutnic

Biblioteka Uniwersytecka

Biblioteka Uniwersytecka

To by było na tyle:)

P. S. Byłbym zapomniał. Nagrodę Wielkiego Kalibru za najlepszy kryminał w Polsce dostała pani Gaja Grzegorzewska.

P. S. 2 A tak było na gali z okazji wręczenia nagrody:

Kriminal Breslau!!!

Nadaję na gorąco:) Nie chwaliłem się wcześniej, ale udało mi się dostać na I Kryminalną Konferencję Bibliotekarzy, która odbywa się w mieście Wrocław w ramach Międzynarodowego Festiwalu Kryminału. Przepraszam wrocławiaków za tytuł wpisu, ale nie mogłem się powstrzymać.

I jakież to zadziwiające losy człowiecze są. Ja, który kilka wpisów temu deklarowałem mój stosunek do kryminałów, jako cokolwiek obojętny biorę udział w Festiwalu poświęconym literaturze, w której trup ściele się gęsto, prywatni detektywi śledzą czujnie a zmęczeni życiem i wódą policaje łapią morderców (pięknym stereotypem pojechałem, ale cóż:) Pierwsze wrażenia z mojego pobytu we Wroclove: dworzec mają rozkopany nieźle, chodniczki całkiem wąskie, ale za to na rynku budki przedświąteczne całkiem jak u nas w Krakau:) Ratusz fajny, plac Solny urokliwy, hotel po prostu super:) Widać również pełen profesjonalizm organizatorów. W hotelu przywitała mnie garść zaproszeń, pełen program, książka “Jak zostać pisarzem” i nawet bileciki Wrocławskiej Komunikacji Zbiorowej, którymi podążać mamy do miejsc warsztatów dla nas bibliotekarzy. Cieszy mnie ogromnie takie podejście organizatorów, świadczące o powadze i szacunku jakim darzą bibliotekarską brać, a raczej siostrzać, bo bibliotekarek na konferencji przytłaczająca większość:) Warsztaty zapowiadają się ciekawie, a imprezy Międzynarodowego Festiwalu również mnie przyciągną. Kto wie może po tej Konferencji zostanę zagorzałym wielbicielem literatury kryminalnej?

A tutaj macie link do kanału MFK na Youtubie, akurat kulinarne popisy pana Makłowicza:

I jeszcze trailer jednego z moich ulubionych seriali kryminalnych:

P. S. Obawiam się trochę, że organizatorzy Festiwalu postanowili zaprosić bibliotekarzy, zamknąć ich w sali wykładowej, zamordować jednego tajemniczo a potem przeprowadzić drobiazgowe śledztwo. Będę Was informował na bieżąco…

P. S. 2 A jeśli będę milczał…