Jakub Szamałek “Kiedy Atena odwraca wzrok”

Lubię czytać o tym, że wszystko już było, a ludzie nie zmienili się przez stulecia. Znaczy się nie zmieniły się targające nimi namiętności i emocje. Gdy ktoś pisze lub mówi słowa wpadające w ten deseń (wszystko już było, a ludzie są tacy sami) kiwam potakująco głową i czuję się mądrzejszy, bo sam tak powtarzam od bardzo długiego czasu. Dziwi mnie odkrywanie przez wielu ludzi tej prawdy na nowo i obwieszczanie jej światu jako czegoś niesamowitego. Ja może ze względu na specyfikę mojej pracy, dostęp do informacji z przeszłości mam ułatwiony i od dawna lubię sobie wędrować w przeszłość.

Jakub Szamałek także miał dostęp do przeszłości ułatwiony, bo to archeolog, doktorant Cambridge. I postanowił napisać kryminał osadzony w starożytności. Na MFK pytany o swoją książkę powiedział, że chciał napisać coś, co jemu samemu by się spodobało i przypadło do gustu.

 W antycznej Grecji, dokładniej w Atenach roku pańskiego, ups! Znaczy się roku 430 p.n.e. dzieje się źle. Spartanie dają w kość Ateńczykom, miasto jest pełne uchodźców ze spalonych przez Spartan miejscowości pod Atenami. Syf, brud, smród i ubóstwo. Na dodatek ktoś z Ateńczyków współpracuje ze Spartanami. Leochares człowiek pracujący dla Peryklesa (taki z niego spec od mokrej roboty) ma zająć się tą sprawą. Staje się prawdopodobnie pierwszym ateńskim prywatnym detektywem. Detektywem ze skłonnościami do wpędzania się w kłopoty. A sprawa zdrajcy okaże się znacznie bardziej krwawa, mroczna niż Leochares mógł się spodziewać. Trup ściele się gęsto, przeciwnik naszego bohatera jest sprytnym skurczybykiem i nie daje łatwo za wygraną, zawsze wyprzedzając o krok pomagiera Peryklesa.

Szamałek zafundował mi kilka godzin godziwej rozrywki. I to jest bardzo ważne, bo czymże byłoby życie bez godziwej rozrywki? Podobały mi się jego Ateny – miasto pełne zarówno pięknych świątyń poświęconych wielu bogom, ale pełne również rynsztoków, burdeli i podejrzanych typów na ulicach. Demokracja to pic na wodę, a Perykles korumpuje kogo może, a oszukuje na czym może i gdzie tylko może. Zupełnie jak u nas nad Wisłą.

Pan Jakub stworzył realistyczną wizję przeszłości, w której jest miejsce na wiele rzeczy dziś raczej niewyobrażalnych w naszej kulturze i społeczeństwie. Młodzi mężczyźni będący oficjalnie kochankami starszych, bogatych facetów. Kobiety zamknięte w domach na cztery spusty, z którymi mąż może i robi co tylko mu się zamarzy. Niewolnictwo, gdzie człowieka można sprzedać, zabić, torturować i ogólnie czynić mu rzeczy bardzo nieprzyjemne, bo jest się jego właścicielem. Dla kogoś kto miał podręcznikowe wyobrażenie o starożytnych Atenach książka Szamałka może się wydać obrazoburcza i wyssana z palca.

Podobał mi się język, nasz współczesny, przeplatany jedynie greckimi określeniami. No i przekleństwa, których było całkiem sporo. Książka stała się dzięki temu bardziej krwista i mocniejsza. Dla mnie na plus.

Urzekła, nie to niezbyt dobre określenie, spodobała mnie się postać medyka Menekratesa, który reprezentował całym sobą stan ówczesnej medycyny ateńskiej. Jego poglądy dotyczące kobiet raczej nie zdobyłyby popularności wśród ruchów feministycznych. A jego porady dla ojca, który ma w domu dorastającą córkę naprawdę są bardzo ekstrawaganckie (patrząc z dzisiejszego punktu widzenia).

W książce mamy postacie historyczne takie jak Sokrates, Perykles, Aspazja. Szamałek dodał im trochę kolorytu i stały się one znacznie bardziej żywe, niż z kart podręczników.

„Kiedy Atena…” to interesujący, ciekawy i dobrze napisany kryminał. Intryga nie jest może zbyt zaplątana, bardziej pasuje pod szpiegowskie historie. Ja uważam, że akurat w tej książce nie jest ona (intryga) najważniejsza. Najważniejsze są Ateny i ludzie, którzy w nich mieszkają. Ich problemy, które mogą się różnić od naszych (kupić sobie dwóch niewolników seksualnych czy tylko jednego?), ale nie zmieniły się uczucia i emocje, które rządzą ludźmi.

 

P. S. Pan Jakub Szamałek zdobył Nagrodę Wielkiego Kalibru Czytelników na MFK we Wrocławiu.

 

Święta i po świętach i po sylwestrze.

Święta jak to święta były, minęły nawet bardzo sympatycznie, sylwester był baaardzo huczny. Dopiero teraz doszedłem do jako takiej formy :)

Wiktor Jerofiejew

Encyklopedia duszy rosyjskiej

Wiktor Jerofiejew "Ekcyklopedia duszy rosyjskiej"

Wiktor Jerofiejew "Ekcyklopedia duszy rosyjskiej"

Nie znam Rosji, nigdy tam nie byłem. Rosję znam z książek, filmów dokumentalnych, z lekcji historii. Rosjanina poznałem jednego w akademiku – pamiętam, że pasował idealnie do stereotypu – tzn. chlał wódkę jak opętany.

Będzie o książce rosyjskiego pisarza, który postanowił popełnić dzieło rozprawiające się z Rosją. Rosją jako krajem, Rosją jako narodem, Rosją jako państwem. Przyznam się szczerze, że książka była dla mnie trochę przyciężkawa. Choć wielokrotnie wywoływała uśmiech dzięki ciętemu słownictwu, ironicznemu spojrzeniu na Rosję to trochę męczyłem się czytając. W mocny sposób autor podsumowuje swoich rodaków, bez litości rozprawia się z ową rosyjską duszą.

Książka nie zachwyciła mnie zbytnio, może nie jestem zbytnio orientowany w tym temacie – czyli Rosji. Zauważyłem, że autor trochę podobnie pisze o Rosji jak niektórzy pisarze o Polsce. Czyli o kraju będącym ni to Wschodem ni Zachodem. Rosja według Jerofiejewa nigdy nie połączy tych dwóch sprzecznych żywiołów i dlatego też jest pustką i nicością. Dusza rosyjska jest i jej nie ma.

W książce dużo jest wzmianek o Polakach i Polsce. Ja odebrałem te wzmianki pozytywnie. Jak gdyby autor trochę zazdrościł Polakom. Nie wiem czego zazdrości, ale może kiedyś się dowiem.














Wiktor Suworow

Akwarium

Wiktor Suworow "Akwarium"

Wiktor Suworow "Akwarium"

Książka legenda. Książka, która odsłoniła sekrety radzieckiego wywiadu. Książka, za którą Suworow dostał wyrok śmierci. Autor opisuje własne doświadczenia pracy tajnego agenta radzieckiego wywiadu wojskowego czyli GRU. Do GRU trafiają najwytrwalsi i najlepsi wybierani ze wszystkich formacji wojskowych radzieckiej ojczyzny. Metody pracy, techniki szkolenia, procedury GRU. Wszystko opisane z autopsji. Bezduszna machina wojskowego wywiadu nie przejmuje się jednostkami liczy się tylko wynik i informacje jaką dostarczą placówki GRU A jeśli zawiedziesz lub gorzej, jeśli zdradzisz marny Twój los.

Mocna książka… kiedyś. Nie wiem czy człowiek ma już tak wyprany umysł przez te wszystkie badziewne filmy, seriale, że takie informacje nie robią na nim wrażenia. Może też fakt, że cała ta super machina wojenna okazała się do dupy a ZSRR już nie istnieje, też zrobił swoje podczas lektury. I drażniła mnie trochę maniera pisarza – ileż to wysiłku, jakiż to najlepszy sprzęt, super zabezpieczenia i tak dalej i tak dalej. Książkę warto znać ale ja się nią nie zachwycałem.