Reklama w prasie…

W dzisiejszym odcinku „Powrotu do przeszłości” z angielszczyzny to będzie „Back to the past”, w języku Germanów to będzie „Rückkehr in die Vergangenheit” chyba (to takie moje własne słownikowe tłumaczonko). Chciałbym was zabrać całkiem spory kawałek w przeszłość. Pokażę Wam czasy gdy Polska była młodym państwem, które świeżo co w pełni cieszyło się wolnością. Polska

Drugie dno… vol. 2

Pojadę troszkę dalej z tematem dopatrywania się podtekstów :) Tym razem na warsztat postanowiłem wziąć piosenkę znanej heavy hardcore death black grindcore thrash metalowej grupy pod wiele mówiąca nazwą „Fasolki”. „Fasolki” znane były z tego, że na koncertach odgryzały głowę lalce Zuzi oraz rozbierały pana Ogórka do rosołu, łykały „witaminki” niewiadomego pochodzenia ale przynajmniej dbały

Drugie dno…

[EDIT 16.09.2021]

Znalazł się autor tekstu. I nie będę zmieniał treści wpisu, ale to ja chyba okazałem się mało wyrafinowany i wydaje mi się, że przesadziłem z dosłownym odbiorem tekstu]


Każdy pamięta bajki z dzieciństwa – było ich tak wiele, zachwycały nas swoimi tajemniczymi światami, nierealnymi postaciami, cudownymi przygodami. Chłonęliśmy te opowieści jak gąbki, nie zdając sobie sprawy, że przecież bajki wymyślają dorośli i to oni nadają kształt owym cudownym opowieściom. Dzieci w swej niewinności i naiwności biorą bajki takie jakimi są – nie odczytują kontekstów, nie wgłębiają się w szczegóły i detale, dzieciom wystarczy happy end i tradycyjna formułka „i żyli długo i szczęśliwie”.

Są jednak ludzie, którzy potrafią się dopatrzyć takich skojarzeń w najfajniejszej nawet bajce, że po prosu mózg się ścina. Zapodam zaraz tutaj tekstem, który prawdopodobnie jest tak stary jak stary jest polski internet. Może trochę przesadziłem ale na pewno jest niewiele młodszy.

Pamiętam jak chyba na drugim roku jakiś nawiedzony gościu roznosił ksera z tym tekstem po akademiku, mieliśmy niezły ubaw przy czytaniu tego.

Wiem, że tekst strasznie długi ale przeczytać naprawdę warto!

Wiktor Suworow „Wyzwoliciele”

Uwaga! Uwaga! Wnimanije! Kto jeszcze dyszy i żyw jest, kogo nie wykończyło NKWD, KGB i inne groźnie brzmiące skróty, ten chcąc przetrwać w radzieckiej Rosji, ratunku szuka w Armii Czerwonej – bo Armia Czerwona jak matka, surowa lecz kochająca. Matka, która nakarmi lecz wymaga za to bezwzględnego posłuszeństwa. Przygarnie wszystkich, którzy chcą służyć swojej komunistycznej

Wakacyjnie…

Uff.. dawno mnie tu nie było ale ostatnio jakoś tak nie mogę zebrać się by coś wysmażyć. Pewnikiem blokada psychiczna mię dopadła i trzyma. Niestety nie mam pojęcia cóż to może być? Osobiście postawiłbym na to, że już coraz mniej szarych komórek zostało pod czaszką. A te które cudem jeszcze się tam znajdują są zbyt

Dirrrty hands…

No i niech mi ktoś powie, że bibliotekarz to czyściutka praca! Kto wie ile tam tych zarazków z innych epok było! Na szczęście ja stosuję odkażanie wewnętrzne – znaczy się wódka zabije wszystkie wstrętne i paskudne bakteryjki i zarazuchy! Swoją drogą naprawdę nieźle się można ubrudzić i mam nadzieję, że alergii na kurz nie dostanę

Haruki Murakami „Przygoda z owcą”

Trzecia z kolei książka japońskiego pisarza przeczytana przeze mnie i chyba ostatnia. O dwóch poprzednich pisałem tu i tu. Cóż mogę napisać o tej książce? Książce, gdzie głównym bohaterem i zarazem narratorem jest 29 – letni mieszkaniec Tokio. Jest on współwłaścicielem dobrze prosperującej agencji reklamowej. Nie jest jednak szczęśliwy. Odchodzi od niego żona, a on

Żal, żal za rowerem…

Spotkała mię tragedyja niemała jakaś złodziejska ręka sięgnęła po mój rower! W sumie sam sobie winien jestem bo na pokuszenie go wystawiałem. W związku z tym tragicznym dla mnie wydarzeniem, duszę mą zalała poetycka wena i oddałem się twórczości. Na pierwszy ogień pójdzie parafraza „Inwokacji” z „Pana Tadeusza” autorstwa wiadomo kogo, a jak ktoś nie

Hugh Laurie „Sprzedawca broni”

Hugh Laurie obecnie bardziej znany jako doktor Gregory House, popełnił w swoim życiu książkę. Książkę napisał już dawno temu w roku 1996. Wtedy jeszcze aktor komediowy Laurie nie spodziewał się, że na zawsze już zostanie Housem. Książka podobno stała się światowym bestsellerem, do Polski wtedy nie dotarła, bo nikt nie kojarzył House, tfu, Lauriego. Chyba,

Autobusem do ślubu…

To miasto nie przestaje mnie zaskakiwać. Pomykam sobie rowerkiem a tu taki widok: Stał sobie pod kościołem autobus Młodej Pary. Przez chwilę myślałem, że to autko właśnie Państwa Młodych ale po rozmowie z kierowcą okazało się, że to podwózka dla gości. Co i tak jest pomysłem genialnym jak dla mnie :) Z mojej strony Wszystkiego

%d bloggers like this: