Hal Elrod „Fenomen poranka. Jak zmienić swoje życie.”

Dobry dzień, Drogie Czytelniczki i Drodzy Czytelnicy tego kawałka Internetu. Bez zbędnych wstępniaków, które wrócą, gdy tylko Ukraińcy skopią dupę ruskim. Będzie o książce, którą przeczytałem bardzo dawno. Jeszcze jesienią zeszłego roku chyba. I bardzo króciutko Wam o niej opowiem.

Henry Kuttner „Twonk. Opowiadania”

Edit. Początek wpisu pisałem przed dwudziestym czwartym lutego i dlatego jest taki jaki jest.

Elo, elo pomelo i winoczello! Jak tam moje duszyczki Internetowe? Jesteście w Raju routerowym? W Piekle pingbacku? W Czyścu jednej kreski? Tak czy siak mam nadzieję, że ogarniacie mimo wszystko i znajdujecie czas na drobne przyjemności. A teraz wracamy do zbioru opowiadań Henry’ego Kuttnera, który to klasykiem literatury science and fiction jest.

Peter Benchley „Głębia”

EDIT. Ten wpis też powstał przed dwudziestym czwartym lutego. I zaprawdę powiadam Wam strasznie dziwnie się to czyta. Nic już nie będzie takie samo.

Ahoj! Kamraci i kamratki, żeglarze i żeglarki jak tam Wasze podróże po ocenia czasu, Internetu, życia? Obfitują w liczne przygody, romanse, szalone pościgi, ekscytujące spotkania, niemożliwe zbiegi okoliczności? Jeśli tak to spoko, jeśli nie (i to Wam pasuje) to też spoko. Ja dzisiaj o niedużej książeczce, której znów proweniencji nie jestem w stanie wskazać. Przygodowa książka w sam raz na wiosenne popołudnie.

Timothy Zahn „Tajemnica Kobry”

Witojcie drodzy goście w moim kawałku Internetu! Rozejrzyjcie się swobodnie i zostańcie na chwilkę coby poczytać o tym jak widzę szóstą część cyklu o Kobrach (a tak naprawdę drugą połówkę trzeciego tomu oryginału). Ogólnie mam nadzieję, że pierwsze dni roku 2022 mijają Wam fajnie i dobrze. Chociaż mogę się mylić bo polski wał, tfu polski ład mógł już Wam wejść mocno. Ale nie takie rzeczy nasza Ojczyzna przerabiała.

Timothy Zahn „Transakcja Kobry”

Czołem towarzysze i towarzyszki! Jak w Nowym Roku? Mam nadzieję, że cudownie i niczego się nie obawiacie i z nadzieją patrzycie w przyszłość. A ja dla Was dzisiaj o piątej części cyklu „Kobra”, a tak naprawdę początek trzeciego tomu. Ale nie martwcie się dobre duszyczki. Nie jestem już zły na Wydawnictwo Amber, które dla własnych korzyści materialnych zniszczyło świadomość dorosłego czytelnika, że tak naprawdę były trzy książki. I dlatego nie zgadzały mi się tytuły angielskie, ale oświecenie zstąpiło na mnie dopiero przy czwartym tomie cyklu.

Timothy Zahn „Wojna Kobry”

Czegóż Wam moje duszyczki brakuje w życiu Waszym? Mam nadzieję, że niczego, a na pewno w tych ciemnych czasach nie brakuje Wam zdrowia, bo choć Kraków już od kilku ładnych dni skuty mrozem, a swoim powietrzem zatruwa mieszkańców to ci dzielnie walczą z wirusem, o którym mówić nie powinno, bo jeszcze przyjdzie. Podobno smog ma właściwości rakotwórcze, ale też wirusobójcze więc wdychajmy i zagryzajmy to krakowskie powietrze.

Timothy Zahn „Synowie Kobry”

Ahoj! Latka lecą moi drodzy! Lecą wręcz bardzo, ale to bardzo szybko biegną. Taki eufemizm na brzydkie słowa o czasie, który za… zasuwa jak szalony. A my powoli staczamy się w otchłań, dni są coraz krótsze, znikąd nadziei, wracają demony, które obejmują we władanie ziemską codzienność. Wracają legendy, strachy i przerażające opowieści. Nic nie można zrobić, a kosmos nie pomaga. Czas płynie straszliwie szybko i to jest fakt.

Timothy Zahn „Kobry Aventiny”

Dzieje się źle na tym świecie, ale też pomyślcie sobie, że w kosmosie też źle się dzieje, ale to w dalekiej i nieokreślonej przyszłości. Mam nadzieję, że przynajmniej u Was wszystko w porządku i w skali problemów kraju Wy nie macie żadnych. A ja staram się nie patrzeć na to co na Ziemi, ale spoglądam w gwiazdy i widzę przyszłość! Czy ta przyszłość jest ciekawa? Wciągająca? Interesująca? Zaraz Wam odpowiem na to pytanie :)

Timothy Zahn „Kobra”

Elo, elo! Jak tam w tym ponurym kraju żyjecie? Czy staracie się zachować resztki rozumu i godności człowieka? Czy na tej skalistej planetce czujecie się osamotnieni? Zdajcie sobie sprawę, że kręcimy się z naszym Układem Słonecznym na zadupiu Drogi Mlecznej także nie ma szans na bycie w centrum. Ale czasem zdarzają się promyki słoneczka. A tym promykiem może być wszystko w zależności od tego jakim konstruktem psychicznym jesteście.

„Złoty wiek SF. Tom 1” – Antologia

I jak tam się Wam żyje? Ja powoli popadam w paranoję jesienną i marazm i niechciejstwo. Ale może uda mi się wygospodarować więcej czasu na uszczuplanie „półeczki Syzyfa”, która wbrew pozorom wcale nie zmniejsza się w tempie w jakim bym tego po sobie oczekiwał, Lecz nic to! Jedziem dalej dzielnie! Zapraszam do krótkiego przeglądu opowiadań zawartych w tomie o złotym wieku SF.