O Janku, który chciałby zostać lotnikiem, ale…
Taką reklamę znalazłem w numerze krakowskiego „Czasu” z roku 1938. Chwyta za serce, a srebrzysty cokół uratowałby marzenia Janka. Tradycyjnie znalezione w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.
Taką reklamę znalazłem w numerze krakowskiego „Czasu” z roku 1938. Chwyta za serce, a srebrzysty cokół uratowałby marzenia Janka. Tradycyjnie znalezione w Małopolskiej Bibliotece Cyfrowej.
Zabawię się perfidnie w marketingowca i zareklamuję (taki czasownik oznaczający, że mam zamiar polecić jakiś produkt). Dorastałem w latach dziewięćdziesiątych, latach gdzie dziki kapitalizm pożerał kraj co Polską Ludową był zwany. Lata te jako lata dzieciństwa i młodości wspominam z nostalgią, sentymentem i żalem za utraconą gibkością, młodością, bezmyślnością i tak dalej. Szarość po peerelowska…
Zostało niewiele ponad miesiąc. Kurde, a tu tyle książek do przeczytania, wódki do wypicia, nocy do zarwania. Jak z tym wszystkim się wyrobić?! Jak nadgonić tyle zmarnowanych chwil w jeden miesiąc? Ma ktoś może jakieś rady? Nie żebym się czepiał, każdy ma prawo wierzyć w to co chce. Z czystej ciekawości wszedłem na stronę i…
Z reguły nie dodaję dwóch wpisów ale zobaczyłem reklamę Old Spice w stylu I am on a horse tylko, że tym razem motywem przewodnim jest NAUKA, a gdzie najlepiej się uczyć – oczywiście, że w bibliotece. Miłego oglądania. Tylko się zastanawiam czy to reklama Old Spice czy może biblioteki :D
Wiem, że suchar i nawet już w „Gazecie Krakowskiej” było, ale ja na Wawel za często nie chodzę i dopiero dzisiaj to zauważyłem. Hmm… jak to zobaczyłem to jednak uśmiechnąłem się pod nosem. Losu ironia, okrutny żart czy chłit marketingowy? Nie mnie o tym decydować. W „Krakowskiej” piszą, że przeszkadza baner krakowianom, chyba tylko tym…