Cory Doctorow “Kontekst”

Maszyna deszyfrująca amerykańskiej marynarki wojennej. Ładnie pasuje do wpisu. Źródło: https://flic.kr/p/64fGf6

Maszyna deszyfrująca amerykańskiej marynarki wojennej. Ładnie pasuje do wpisu. Źródło: https://flic.kr/p/64fGf6

Na dzień dobry wylecę do Was z banałem. Otóż moi drodzy “świat się zmienia”. Jakkolwiek trywialnie by ten frazes nie brzmiał w Waszych uszach nie zmienia to faktu, że oddaje on istotę rzeczy. Świat się zmienia, a ludzie się nie zmieniają. Ludzie się tylko dostosowują i próbują ogarnąć te nowe technologie, nowe sposoby zarabiania pieniędzy, zaskakującą przyszłość. I jak to ludzie często w tym nowym świecie świetnie sobie radzą albo nie.

Continue reading

“Dead inside: Do not enter…” – niesamowity notatnik z czasów zombie apokalipsy!

Okładka. Tej budzącej mój zachwyt książki.

Okładka. Tej budzącej mój zachwyt książki.

Hej! Z reguły piszę o książkach przeze mnie przeczytanych, ale dzisiaj pokażę Wam kilka zdjęć z książki, której pomysł i wykonanie sprawiło, że mocniej moje serduszko zabiło.

Continue reading

Quinn Fleming “DMQZ”

17790683Się czasem do człowieka przyczepi ochota na jakąś darmochę. Zwłaszcza jeśli tę darmochę poleca się na portalu, który przeglądam w miarę regularnie, chociaż ostatnio rzadziej. Na Boing Boing pojawił się link do książki na Amazonie i sobie ściągnąłem. Niestety promocja na książkę się skończyła i książka kosztuje obecnie 6 dolarów. To i tak nie dużo (jak na amerykanckie standardy:).

Klimaty postapokalitpyczne to jeden z moich koniów  koników, ale oczywiście nie będzie mi dane w życiu poznać całej bogatej literatury na ten temat. Czasem jednak coś człowiek przeczyta i po skończeniu lektury uniesie wzrok znad czytnika ewentualnie strony w książce lub ekranu komputiera i rzeknie – dobre to było. Tak miałem z „DMQZ”. Zupełny przypadek, a książka się spodobała.

W skrócie o fabule. Przez świat przeszła pandemia straszliwej, nieuleczalnej choroby o nazwie „popielica” (w oryginalne dormouse). Państwa runęły w gruzy, miasta obróciły się w perzynę. Ludzie ciskali gromy atomowe na zarażone tereny. Nosiciele „popielicy” walczyli z tymi, którzy chcieli przetrwać i odgrodzić się od nich. Walka była bezwzględna i bezpardonowa. Po kilkunastu latach Stany Zjednoczone podzieliły się na strefy bezpieczne i te, w których pozostali „odporni” (w oryginale resisters). Zdrowi ludzie stłoczeni w miastach, gdzie przestrzeń do życia zyskuje się poprzez budowanie ogromnych wysokościowców, a ruch uliczny odbywa się na piechotę (i tutaj smaczek: jest kilka pasów, w zależności od tempa poruszania się) żyją w strachu zarówno przed chorobą jak i przed jej nosicielami, którzy wciąż nie dają o sobie zapomnieć.

Przejdźmy do głównego bohatera: Jacob Hale to oficer policji, który jest całkowicie oddany swojej służbie i nowym Stanom Zjednoczonym. To państwo ocaliło go od śmierci, dało mu wykształcenie, pracę i miejsce do życia. Nic więc dziwnego, że gdy zostaje zdegradowany za nieposłuszeństwo wobec przełożonego (a to Hale postąpił słusznie) pragnie dowiedzieć się dlaczego spotkał go taki los i chce znaleźć winnych całej sytuacji. Powoli odkrywa mroczne spiski, różnego rodzaju ruchy oporu wobec jego Państwa, które z kolei nie okazuje się bezpośrednim następcą demokratycznych Stanów Zjednoczonych. Wręcz przeciwnie. Nowe USA jest państwem totalitarnym, gdzie każdy ruch jego obywateli jest monitorowany, nagrywany i każdym momencie można prześledzić krok po kroku jego życie. A  wszystko to w imię bezpieczeństwa obywateli przed „popielicą” i ochrony przed grupami terrorystów spoza stref wolnych od choroby.

Książkę czytało się bardzo dobrze, świetne opisy Manhattanu, który zaadaptowany został do nowych warunków, interesujące wykorzystanie różnych technologii. Podobało mi się to, że nie mamy do czynienia ze światem totalnie zniszczonym, który nawet nie próbuje udawać, że się podnosi z gruzów tylko z dość prężnie działającą cząstką cywilizacji w morzu chaosu (przynajmniej tak rząd nowych USA przedstawia sytuację na świecie). Tu i tam w miarę zgrabnie wplecione w fabułę fakty dotyczące epidemii, historii wojny pomiędzy „odpornymi” a rządem pozwalają na szersze zorientowanie się w sytuacji świata przedstawionego w książce. Zboża praktycznie nie ma, mięso jest szalenie drogie, a wódka zakazana (bimbrownicy pędzą ją z papierowych książek! Czy to w ogóle możliwe?).

Żeby nie było w książce jest kilka irytujących fragmentów, ale można na nie przymknąć oko. Hale jako główny bohater musi przetrwać i nie ma się co spinać, że wychodzenie ze wszelkich tarapatów wychodzi mu bardzo dobrze, aż za dobrze. Zresztą sam wątek kryminalno-spiskowy nie jest jakoś szalenie skomplikowany i raczej człowiek się zorientuje mniej więcej o co biega i po co biega po Manhattanie główny bohater.

„DMQZ” na pewno nie jest żadnym objawieniem i powalającą na kolana lekturą. Jednak w tej książce bardzo zgrabnie autor połączył motyw końca świata i cywilizacji z narastającą obawą ludzi o zakres kontroli państwa nad ich poczynaniami i coraz szerszym polem działania wszelakich organów państwowych szpiegujących własnych obywateli, a wszystko to w imię bezpieczeństwa. W świetle ostatnich wydarzeń na arenie międzynarodowej i doniesień z samych USA ten temat zajmuje obecnie bardzo wielu Amerykanów.

I zakończenie w książce jest takie, że wiadomo od razu, iż będzie druga część, co może być irytujące, bo akcja pod koniec tak przyspieszyła, że szkoda gadać. Ale nawet się tej drugiej części chce.

Robert A. Heinlein “Starship Troopers”, (“Żołnierze kosmosu”)

Robert A. Heinlein "Starship Troopers", ("Żołnierze kosmosu")

Robert A. Heinlein “Starship Troopers”, (“Żołnierze kosmosu”)

Oj, dawno nie pisałem o przeczytanej przez mnie książce. Płynie czas, lato już za półmetkiem, a ja dopiero się teraz ocknąłem i skończyłem czytać książkę Heinleina. Heinlein to klasyk nad klasykami, jeśli chodzi o science-  fiction lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. On, Asimov i Clarke nazywani są Wielka Trójką SF. Nie bez kozery tytuł  książki piszę po angielsku, gdyż (UWAGA, BĘBNY i FANFARY!) przeczytałem ją w języku angielskim:) Wiem, że to nic wielkiego, ludzie czytają książki w pięciu językach naraz, ale ja tak często tego nie praktykuję. I muszę przyznać, że czytanie książki po angielsku to niezłe ćwiczenie językowe, które polecam serdecznie. Ja osobiście z tym językiem, jeśli chodzi o treści znalezione w sieci nie mam problemu, ale chyba w całym swoim życiu przeczytałem jedną albo dwie książki po angielsku w całości. „Kawaleria powietrzna” (AMBER 1994) lub „Żołnierze kosmosu” (SOLARIS 2008) to trzecia książka napisana w języku Szekspira, z którą zmierzył się Charlie.

A dlaczego akurat ten klasyk wziąłem sobie na warsztat? Otóż po sieci od dłuższego czasu krąży zwiastun nowej ekranizacji „Żołnierzy kosmosu”. Ekranizacji komputerowej stworzonej za pomocą techniki CGI. Dlaczego akurat ten oto zwiastun miał stanowić siłę sprawczą do pchnięcia mnie w świat Robali, dzielnej Piechoty Zmechanizowanej i Ziemskiej Federacji? To przez sentyment do filmu „Żołnierze kosmosu” w reżyserii niejakiego Paula Verhoevena. Film ten bardzo głęboko utkwił mi w pamięci i należy do jednych z moich ulubionych filmów science-fiction. Oczywiście od dość długiego czasu wiedziałem, że jest luźno (to bardzo ważne słowo) oparty na książce. I rzeczywiście teraz podczas czytania książki cały czas konfrontowałem „dzieło” Verhoevena z książką Heinleina. Różnic jest mnóstwo. Film zdecydowanie wypada słabiej niż książka, ale powtarzam sobie, że Verhoeven raczej do wielkich myślicieli nie należy i wybrał sobie z książki fragmenty, w których krew i flaki oraz pourywane kończyny fruwają gęsto i często, jest też trochę gołych piersi. Film pana Paula miał swój urok, mimo niezbyt wyrafinowanego aktorstwa. Za to efekty specjalne jak na tamte czasy były wyjebane, nomen omen, w kosmos. Dobra, ale dość o filmie, przecież przeczytałem książkę do cholery!

Nieokreślona przyszłość, może jakiś dwudziesty drugi wiek albo dwudziesty trzeci, kto ich tam wie. W każdym bądź razie ludzie dość sprawnie sobie fruwają po galaktyce. Mają nawet takie swoje małe imperium. Federacja Ziemska się nazywa. I ta Federacja Ziemska toczy wojnę z rasą Robali. Robale owe to cywilizacja, która funkcjonuje na podobieństwo owadzich społeczeństw, choć owadami nie są. Robale mają  królowe, mają robotnice, mają tak zwane mózgi, mają też wojowników. I tak samo jak ludzie mają również swoje małe robalowe imperium. Nic więc dziwnego, że między indywidualistami, z których w głównej mierze składa się rasa ludzka, a Robalami, które czują bardzo silne więzi społeczne dochodzi do nieporozumienia, które szybko przeradza się w międzygalaktyczną wojnę. Poznajemy losy Juana „Johnniego” Rico, który zaciągnął się do Piechoty Zmechanizowanej, odbył trening w swoim super kombinezonie i walczy z Robalami ku chwale Federacji Ziemskiej. To tyle jeśli chodzi o fabułę.

Cóż takiego szczególnego jest w książce Heinleina spytacie się moi drodzy czytelnicy, którzy książki nie znacie? Przecież fabuła jest banalna i podobnych książek na kopy można znaleźć w całym znanym ludzkości Wszechświecie. Jest ich na kopy, ale Heinlein był jednym z pierwszych. To on stał się prekursorem tak zwanej military science – fiction. Dzięki niemu kosmos zaludnili dzielni Marines, odważni kapitanowie flot międzygwiezdnych i tym podobne.

Poza tym książka pokazuje społeczeństwo przyszłości, w którym panuje ustrój na kształt merytokracji, gdzie prawo głosu, prawo zajmowania państwowych posad i tworzenie rządu należy tylko i wyłącznie do weteranów wojennych. Reszta, czyli cywile może robić, co im się żywnie podoba, ale nie mogą brać udziału w rządzeniu. System karny jest surowy, nie ma więzień, a za przestępstwa i wykroczenia wymierzane są kary publicznej chłosty lub śmierci. W trakcie lektury dowiadujemy się, w jaki sposób ten ustrój został wprowadzony na Ziemi oraz dlaczego działa sprawnie już przez tak długi okres czasu. Zresztą cała książka zawiera mnóstwo elementów, które pacyfistom się raczej nie spodobają. Heinlein gloryfikuje służbę wojskową, szczegółowo opisuje musztrę, wojskowe prawo karne, hierarchię w armii. Książka było mocno krytykowana jako propagująca faszyzm i ustrój totalitarny. Nie wiem zupełnie z jakich powodów. Heinlein opisuje społeczeństwo, gdzie wszyscy są równi bez względu na płeć, wyznanie, kolor skóry i tym podobne. Z małym wyjątkiem – rządzą ci, którzy byli w wojsku. Może z tą płcią przesadziłem, bo w Piechocie Zmechanizowanej nie było kobiet. Wojska lądowe to na wskroś męska rzecz. Kobiety pojawiały się w Marynarce Gwiezdnej.

Ćwiczenia żołnierzy przyszłości nie różniły się zbytnio od ćwiczeń amerykańskiej armii z połowy dwudziestego wieku. No może poza drobnym wyjątkiem: chłopaki korzystali z mega zajebistych kombinezonów bojowych. Takie egzoszkielety tylko jeszcze lepsze z wyrzutniami rakiet atomowych, radarami i całym mnóstwem bajerów. Do szkolenia dochodzi jeszcze hipnoza, która programuje żołnierzy.

Czytanie książki w oryginale czasem sprawiało mi trudności, bo bądź, co bądź napisana została ponad pięćdziesiąt lat temu i sporo tam było mocno oldschoolowych sformułowań bądź wyrażeń, ale na szczęście słownik w Kindlu daje radę.

Heinlein nakreślił dość spójną moim zdaniem wizję przyszłości, w której nie zostawił suchej nitki na zachodnich demokracjach, jako społeczeństwach, które pogrążą się w chaosie, bo system jest zły i słaby. Sądownictwo nieudolne, a obywatele głupi. Czytałem z zainteresowaniem słowa o człowieku jako stworzeniu pozbawionym instynktu moralnego i poczucia moralności, które nabywamy dopiero w wyniku wychowania, a to jest niczym innym jak treningiem. Za te i kontrowersyjne wypowiedzi bohaterów odnoszące się do kar cielesnych, które są według Heinleina najskuteczniejszą metodą wychowywania, wielu czytelników zasypywało później autora listami nazywając go okrutnikiem i sadystą.

„Żołnierze kosmosu” to dobra książka. Interesująca i ciekawa, która wciąż się sprawdza nawet po tak wielu latach. Polecam gorąco! Niestety nie wiem jak się mają polskie tłumaczenia książek, na biblionetce czytałem narzekania, że pierwsze wydanie jest mocno okrojone, a samo tłumaczenie jest bardzo złe.

Garść multimediów moi drodzy coby ożywić wpis:)

Trailer filmu “Żołnierze kosmosu” w reżyserii Verhoevena:

Naprawdę darzę ten film ogromnym sentymentem i sympatią:)

Jedną z najlepszych rzeczy w filmie były propagandowe filmy rządu federalnego:

Teraz trailer z produkcji, która pojawi się w tym roku:

I jeszcze jedno. Ebooki na Amazonie są droższe od wydań papierowych:

 

Bizarro… bitch!

Oj chyba odkryłem coś niesamowitego i dla mnie zupełnie nowego. Gatunek literatury nazywany bizarro fiction. Z tego co mi mówi wikipedia: bizarro fiction to gatunek literatury współczesnej wykorzystujący elementy absurdu, satyry, groteski. Wiki podaje dalej, że bizarro najbliżej do science – fiction i horroru niż do awangardy czy dadaizmu, jednak takie elementy również znajdziemy w bizarro.

Dlaczego przykuło to moją uwagę? Otóż jak w zwykle w przepaściach internetu znalazłem informację o takiej książce:

Nie będę ukrywał, że zainteresował mię tytuł tejże powieści napisanej przez Camerona Pierce’a, tytuł w wolnym tłumaczeniu może brzmieć: Dupo Gobliny z Auschwitz albo Gobliny-dupy z Auschwitz albo może jeszcze inaczej. Fabuła (za Amazon.com): najpierw w ingliszu:

“In a land where black snow falls in the shape of swastikas, there exists a nightmarish prison camp known as Auschwitz. It is run by a fascist, flatulent race of aliens called the Ass Goblins, who travel in apple-shaped spaceships to abduct children from the neighboring world of Kidland. Prisoners 999 and 1001 are conjoined twin brothers forced to endure the sadistic tortures of these ass-shaped monsters. To survive, they must eat kid skin and work all day constructing bicycles and sex dolls out of dead children.

While the Ass Goblins become drunk on cider made from fermented children, the twins plot their escape. But it won’t be easy. They must overcome toilet toads, cockrats, ass dolls, and the surgical experiments that are slowly mutating them into goblin-child hybrids.

Forget everything you know about Auschwitz…you’re about to be Shit Slaughtered.”

A teraz po mojemu, pokrótce chodzi o to, że w świecie gdzie spada czarny śnieg w kształcie swastyk, mamy obóz koncentracyjny w Auschwitz. Obóz prowadzony jest przez rasę obcych, którzy wyznają ideologię faszystowską a zwią się właśnie Dupo Gobliny. Podróżują oni statkami kosmicznymi w kształcie jabłek, by porywać dzieci z sąsiedniego świata Kidlandii. Więźniowie o numerach 999 i 1001 to bracia syjamscy, którzy muszą znosić sadystyczne tortury dupokształtnych potworów. Aby przetrwać muszą jeść skórę dzieci i pracować cały dzień przy produkcji rowerów oraz sex lalek, które są robione z martwych dzieci.

Bracia wymyślają plan ucieczki, który przeprowadzają podczas gdy Dupo gobliny są pijane ciderem ze sfermentowanych dzieci. Ale na ich drodze czeka bardzo wiele przeszkód takich jak kiblowe ropuchy, cockrats – stawiam na fiutoszczury, chujoszczury, kutasoszczury albo coś w ten deseń (chociaż kutasoszury brzmią chyba najlepiej) i jakieś tam chirurgiczne eksperymenty.

I sloganik na końcu: Zapomnij wszystko co wiesz o Auschwitz – zostaniesz nieźle wyjebany? zajebany? Niestety nie wiem jak przetłumaczyć ten idiom:  Shit slaughtered.

Opis tej książki sprawił, że zapragnąłem ją mieć tu i teraz, zaraz ale już, natychmiast ku**a! To musi być taki kosmos, że po prostu maskra (tutaj słownictwo Charliego stało się tak proste jak konstrukcja cepa, albowiem gdyż oraz już i ponieważ aczkolwiek wciąż, Charlie w momentach dużej ekscytacji zapomina, że język jego ojczysty jest przebogaty jak skarbiec Sknerusa McKwacza). Niestety z tego co sprawdziłem chyba nie ma jeszcze książek z tego gatunku u nas. I solennie obiecuję, że jeśli będę cierpiał na nadmiar gotówki zakupię sobie książki tego pana Camerona Pierce na Amazon.com bo innej drogi chyba nie ma. Obietnice mogę składać bo szczerze mówiąc nie wiem kiedy będę miał nadmiar gotówki.

A może zainteresować tym jakieś polskie wydawnictwo? Albo jeszcze lepiej – samemu zacząć pisać bizarro fiction!

Wyobrażacie to sobie Charlie bibliotekarz i jego najnowsza powieść “Moher punch from Mars” albo inna powieść “Świt Odysei” (eee… nie to chyba już gdzieś było i jest bardzo ale to bardzo bizarro).

I mam trochę obaw przed tym amazon.com bo to i w dolarach się płaci, i że niby ze Stanów to leci, to chyba drogo wychodzi. Ale może czas spróbować.

W każdym bądź razie od tej pory intensywnie przeszukuję sieć w poszukiwaniu informacji o tym gatunku i zbieram pieniążki!

Dobra stronka o bizarro: bizarro central

Śmierć książek…

Przeczytałem sobie dosłownie przed chwilą, jakiś artykulik na gazetowym technonews, o tym jak to szef Amazon.com wieszczy śmierć książek bo już minął ich czas. Rozumiem zachwyt nowymi technologiami, sam nawet może zakupię sobie jakiś ten czytnik do e-booków (jak tylko będzie to jeszcze bardziej wygodne niż teraz). Boss amazon mówi, że książki przetrwały ponad 500 lat. Sporo ponad pięćset lat. Ciekawe dlaczego. Wpierw były drogie, niewielka część społeczeństwa umiała czytać. Później to one tworzyły kulturę zarówno wysoką jak i niską, masową. Książki nie znikną tak prędko. Ta “Technologia” jak mówi Jeff Bezos musi coś w sobie mieć skoro trwa już tak długo. Można mówić o niezapomnianym, magicznym uczuciu jakie towarzyszy czytaniu książki. Ale ja chciałem powiedzieć o czymś praktycznym – można mieć na swoim kompie setki gigabajtów muzyki, filmów, książek, zdjęć. Wszystkie zbiory muzeów i bibliotek. Co z tego? Bez prądu to wszystko jest nic nie warte. Kindla trzeba zasilać, potrzebny jest internet żeby ściągnąć nowe e-booki. By odczytać książkę, wystarczy umiejętność czytania – nic więcej. Dlatego też uważam, że książki bardzo długo nie znikną z powierzchni ziemi. I nie piszę tego tylko dlatego, że poczułem strach bo gdy znikną książki bibliotekarz będzie zbędnym zawodem. Bibliotekarze będą zawsze – będą strzec papierowych książek, będą udostępniać e-booki, będą udzielać informacji. Zmienią tylko profile działań.

Przeczytałem również cały wywiad z Jeffem Bozem – dotyczył on w głównej mierze sukcesu Kindla, całego serwisu Amazon.com. Artykulik na technonews jest dosłownym tłumaczeniem ostatniego akapitu z wywiadu. Więc też jest również trochę na wyrost. No ale musiałem skomentować :D