Charlie w Chorwacji i na Adriatyku. Część I…

Widok z miejskich murów Dubrownika.

Dzień dobry! W Krakowie wieje jakiś orkan, rok akademicki się już dawno rozpoczął na szczęście dzięki silnym wiatrom smogu brak. Dlatego też dzisiaj będzie kolejna atrakcja, którą Wam obiecałem, czyli krótka relacja z mojego urlopu na Chorwacji. Będzie to bardzo krótka opowieść jak zostałem bibliotekarzem – żeglarzem i dlaczego Chorwacja jest taka piękna. Zostanie ona rozłożona na części, bo moja przygoda z żeglowaniem trwała prawie dwa tygodnie i ciężko będzie opowiedzieć wszystko w jednym długim wpisie.

Continue reading

Urlaub, vacation, otpusk, vidpustku – czyli urlop!

Czasem nawet bibliotekarz potrafi zacisnąć zęby i trochę pieniążków odłożyć coby świat zobaczyć! Dzisiaj wyruszamy na Krym! Podróż długa przed nami, ale perspektywy za to bardzo nęcące:)

Będę jak nasz Adaś na Judahu skale:) Będzie plaża, morze i śpiew. Wódka zimna, piwo zimne i piękne okoliczności przyrody. Także ten tego – mam zamiar odpocząć. Czytnik załadowany po brzegi, mam nadzieję, że coś przeczytam.

Nie będzie mnie prawie dwa tygodnie, nie planuję żadnych relacji na bieżąco. Może pojawi się jakaś zbiorcza jak wrócę. Wy także bawcie się!

 

Zielone wzgórza nad Soliną i forfiter…

Pisałem o tym już rok temu we wpisie: Wakacyjnie. Mamy z przyjaciółmi taką naszą małą świecką tradycję i jeździmy nad Solinę. Jeździmy po to, aby wspólnie sobie popływać na wysłużonej DeZecie, pośpiewać (choć śpiewaniem nazywamy to tylko my). W tym roku wyjazd także się odbył i wszyscy zgodnie stwierdzili, że się udał.

Było wszystko co potrzebne do wspaniałego weekendu. Łódka, towarzystwo, piękna pogoda, wspaniałe bieszczadzkie krajobrazy i nawet forfiter się trafił:)

Piszę o tym dopiero teraz (choć działo się to w poprzedni weekend), bo jakoś tak wcześniej nie mogłem się zebrać. A przed nami ostatni wakacyjny weekend. Więc życzę wszystkim udanego ostatniego weekendu wakacji!

Tak jak przed rokiem – troszkę fotek z magią chwili:)

Forfiter na łódce

Forfiter na łódce

zimne i pyszne browarki

zimne i pyszne browarki

krajobraz soliński

krajobraz soliński

Wakacyjnie…

Uff.. dawno mnie tu nie było ale ostatnio jakoś tak nie mogę zebrać się by coś wysmażyć. Pewnikiem blokada psychiczna mię dopadła i trzyma. Niestety nie mam pojęcia cóż to może być? Osobiście postawiłbym na to, że już coraz mniej szarych komórek zostało pod czaszką. A te które cudem jeszcze się tam znajdują są zbyt zajęte utrzymywaniem całego organizmu przy życiu by mieć czas takie ekstrawagancje jak pisanie wpisów do bloga.

No ale w końcu jakoś znalazły pewne rezerwy i coś tam się urodziło pod kopułą. Ostatni weekend był mega sympatyczny! Prawdziwie wakacyjny i chilloutowy. Nie będę się rozwodził nad szczegółami, bo zbyt dużo się działo.

Powiem tylko krótko: Zielone Wzgórza nad Soliną, whisky na żaglówce, przyjaciele i szanty (chociaż za te ostatnie to raczej żadnej nagrody byśmy nie wygrali ale liczą się przecież chęci) :)

I choć Charlie do pływania i żeglowania podobno jest zbyt słabo foremny to chyba dałem radę!

Uwielbiam Bieszczady, to naprawdę moje ulubione polskie góry. Mógłbym chyba tam spędzić jakiś kawałek mojego życia. Niósłbym kaganek oświaty wśród Biesów i Czadów albo dzikich punków. Szkoda, że prawdziwych dzikich punków coraz mniej na tym świecie.

Troszku fotografii, które udało się ustrzelić, mam nadzieję, że oddadzą tzw. magię chwili :)

Jakaś tam żaglóweczka

Jakaś tam żaglóweczka.

Widok z Valkirii

Widok z Valkirii na Zielone Wzgórza

Żaglóweczki

Żaglóweczki

Uwielbiam…

W przeciwieństwie do wielu, wielu ludzi kocham te upały.

Kocham ten Kraków spieczony, udręczony, rozgrzany tą wysoką temperaturą.

Ubóstwiam asfaltowe aleje z tak gorącym powietrzem, że powoduje zwidy.

Życie mogę oddać za to miasto moje, gdzie drgające od wysokiej temperatury powietrze płata figle, a samochody i piękne i jakże klimatyzowane autobusy MPK potęgują wrażenie niemiłosiernego gorąca.

Ten zapach, smród, odór, woń  spalin, która odurza i przy 30 stopniowym upale wali po głowie jak kawałek Beatelsów

kawałek, który swoją drogą jest jednym z moich ulubionych :D

Anglicy mają takie fajne słowo: sizzle, a w czasowniku to jest bodajże sizzling. Oznacza ono mniej więcej tyle samo co słowo polskie: skwierczeć, i właśnie ten skwierczący, prawie zgrillowany Kraków jest dla mnie rajem.

Nie będę również ukrywał, że powód mojego uwielbienia dla tego miasta i pogody, która teraz panuje, bierze się stąd, że mam teraz wolne i naprawdę opierdalam się, aż miło. Wiem, że brzydkiego słowa tu użyłem ale naprawdę żadne inne nie oddaje w stu procentach tego co robię lub nie robię :D

I podróżując rowerem po tej stolicy Małopolski nie zauważyłem takiego zjawiska jak w Łodzi:

Było na wykopie ale ja zapodałem linka bezpośrednio z jołtuby.

Chcę mieć taką pogodę cały czas, nieważne czy będę na urlopie, czy w pracy.

Na koniec jeszcze specyficzny kawałek, który większości się nie podoba jednak jak dla mnie oddaje to lato we mieście!

Jest z tego teledysk ale dźwięk słabo daje i lepiej ten link brzmi :)

P.S>

A w sobotę weselicho (jeszcze u mnie w rodzinnych stronach)!

Oj szykuj, szykuj się wątrobo, bo po prostu tak po dupie dostaniesz, że aż mi szkoda żeś moją wątrobą jest!