Maryla Szymiczkowa “Tajemnica domu Helclów”

Kraków. Widok na Wisłę. Rząca Tadeusz (1905-1915). Źródło: http://zbiory.mhf.krakow.pl/node/54658

Dzień dobry! moi drodzy czytelnicy! Dzisiaj będzie krótko, zwięźle i treściwie. Jak możecie się domyśleć z tytułu posta przeczytałem Tajemnicę… kryminał retro Jacka Dehnela oraz Piotra Tarczyńskiego (oczywiście musiałem wspomnieć, że Maryla Szymiczakowa to literacki pseudonim tych dwóch Panów).

Continue reading

Recto Rotor – rozszerzacz na hemoroidy i zaparcia (!)

Na dole jest czarno-biała, ale za to wyraźniejsza wersja tej reklamy. Źródło: http://laweekly.blogs.com/joshuah_bearman/2009/04/the-recto-rotor.html

Na dole jest czarno-biała, ale za to wyraźniejsza wersja tej reklamy. Źródło: http://laweekly.blogs.com/joshuah_bearman/2009/04/the-recto-rotor.html

Ludzie od zawsze mieli pomysły nie z tej Ziemi. Wynalazki przedziwne pojawiały się i znikały. Wiele z nich nie zdobyło szerszego uznania. Dla drugich znaleziono zupełnie inne zastosowanie. Przed Wami reklama jednego z takich cudownych, opatentowanych wynalazków.

Continue reading

Ambroży Grabowski “Domy dawnego Krakowa”

Ambroży Grabowski "Domy..."

Ambroży Grabowski “Domy…”

Kraków, Kraków dawna stolica Polaków. Zaprawdę powiadam Wam, gród ten w swej wielkości i wspaniałości przyćmiewa wszystkie inne grody w Polsce rozłożone. Stolica dawna, przez wstrętnego Wazę swej czci pozbawiona wiele przeszła przez stulecia. To w tych murach bluszczem pokrytych oraz uliczkach moczem śmierdzących przetrwała miłość do Ojczyzny. To tu rodziły się i umierały pomysły na niepodległość. Domy w Krakowie niejedno widziały i niejednego czynu tak bohaterskiego jak nikczemnego były świadkiem.

Dlatego bardzo miłą lekturą jest wybór wspomnień Ambrożego Grabowskiego dotyczący niektórych bardziej sławnych miejsc w Krakowie. Ambroży Grabowski był jednym z szacowniejszych obywateli miasta Krakowa na początku dziewiętnastego wieku. Księgarz, kolekcjoner i historyk. On to złaził Kraków wzdłuż i wszerz. Spisując i opisując wszelkie interesujące miejsca. Jako historyk odgrzebał wiele dokumentów i przybliżył krakowianom historię ich miasta. Tak naprawdę to od niego zaczęło się zainteresowanie historią grodu Kraka. To on odkrył prawdziwe nazwisko autora ołtarza Mariackiego! Coś co jest dla nas oczywistością było zapomniane przez kilka wieków!

“Domy…” to wybór krótkich tekstów Ambrożego dotyczących charakterystycznych miejsc w Krakowie. Napisane są zwyczajnym językiem, poruszają kwestię własności kamienic, kosztów utrzymania, przy niektórych Ambroży rzuci jakąś ciekawostką. Dużo jest rysunków w tej książeczce, które obrazują stan Krakowa z XIX wieku. Dla mnie osobiście bardzo inspirująca i pouczająca lektura. Będę teraz mógł błyszczeć nieznanymi szerszej publiczności faktami. Na przykład takim: podczas pobytu króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który zatrzymał się w kamienicy, która dziś nazywa się Pałac Krzysztofory pewien szlachcic Achacy Pisarski wracając po pijaku z jakiejś imprezy uciął głowę swojemu słudze! Dodajmy, że sługa wiernie pracował dla IMĆ pana Achacego przez szesnaście lat! Zostawił nieutuloną w żalu żonę i sześcioro dziatek. A sam pan Achacy Pisarski to nie był byle szlachetka. Jak mi mówi Wikipedia to był namiestnik województwa krakowskiego, poseł na Sejm i tak dalej. Widać, że kiedyś szlachta po pijaku potrafiła stracić głowę! (Co ja robię, miałem takie smaczki zostawić sobie na później, a tu się dzielę z Wami:)

Lektura tej książki przyjemność mi sprawiła i była interesującą w całej rozciągłości. Jedno zdanie urzekło mnie. Ambroży takimi słowami opisuje lata spędzone w jednej z kamienic przy ulicy Grodzkiej: “Przeszły owe lata, z niemi młodość moja, a pamięć ich tylko się jak sen w umyśle moim pozostała”.

Juliusz Turczyński “Powieści huculskie: tom 1”

Juliusz Turczyński "Powieści huculskie"

Juliusz Turczyński “Powieści huculskie”

Dobry wieczór moje kochane Hucuły! Wygrał ktoś lotka? I teraz właśnie szaleje z radości, przerażenia ogromną kwotą i świadom możliwości jakie pięćdziesiąt milionów złotych otwiera przed człowiekiem? Ja idąc za owczym pędem puściłem numerki, ale nie mam dylematów na co roztrwonić miliony, znaczy się nie wygrałem nic:( Nawet marnej trójczyny… Nic to! Jak to śpiewa Kazik: “pieniądze na życie, czy życie dla pieniędzy”. Opowiem Wam dziś o książce, która została napisana w czasach, gdy Dużego Lotka nie było, ale na pewno istniały różnego rodzaju Loteryje i konkursy z fantami.

Kolejna na ślepo wybrana książka z zakurzonych półek. Wybrana szybko i w pośpiechu, bo jakoś tak czułem się nieswojo, gdy spozierały na mnie pająki uzbrojone w prymitywne łuki i strzały. (Pająki dopiero zaczynają ekspansję w dolnych poziomach Magazynu. Zostały znacznie w tyle w porównaniu z innymi mieszkańcami Magazynu, ale nadrabiają ostro i coś czuję, że będzie się działo).

Nawet się ucieszyłem z wyboru, bo przecież Hucuły to modny ostatnio temat. Powrót do korzeni, odgrzebywanie dawno zapomnianych ludów, ich zwyczajów i historii. W dziewiętnastym wieku tradycje Hucułów opisywał niezmordowany Oskar Kolberg, który zwiedził dawną Rzeczpospolitą wzdłuż i wszerz. Pod koniec wieku dziewiętnastego zaczęła się również słynna młodopolska “chłopomania”. Odkrywanie przez inteligencję, literatów, malarzy, rzeźbiarzy, muzyków ludowej kultury i tradycji. “Powieści huculskie” to dwa opowiadania, które autor publikował już wcześniej, ale ze względu na ich popularność zostały one wreszcie wydane w jednym zbiorze. Pierwsza opowieść nosi tytuł “U stóp Czarnohory”. To historia miłosna huculskiej dziewczyny do jurnego chłopaka, niestety dziewczyna została wydana za mąż za starszego gazdę i chcąc być posłuszna woli rodziców odrzuca Semena. Ten nie daje za wygraną, i do niej zachodzi pod nieobecność starego. Idylla nie trwa długo, bo stary nie jest w ciemię bity i nakrywa oboje we własnej chacie. Dochodzi do szamotaniny. Młody jak to młody podczas walki zabija dziadygę. Finał historii nie jest pozytywny ani radosny: młody ginie w odmętach górskiego potoku, a dziewczyna traci rozum i spada ze skał. Ogólnie ckliwy romans, którego oprawą są piękne góry oraz gwara i trochę zwyczajów huculskich. W tym opowiadaniu zwróciłem uwagę na zapewnienia autora, że opisy gór i terenów, na których toczy się akcja autor zna z autopsji, gdyż wielokrotnie wędrował opisanymi szlakami. Oto przykład:

przykład

A tutaj dam jeszcze drugi przykład:przykład2

“Hodyna” to rodzaj górskiej nawałnicy.

Druga opowieść to zgadnijcie co?! Również ckliwy romans!! Z huculskimi chatynkami, zabobonami, wiedźmą oraz opryszkami. W skrócie chodzi o to, że we siole jest rodzinka, która dziś zostałaby określona mianem lekko patologicznej. Matka to zielarka, ojciec chodzi kraść, córka jeszcze dziewica, a synek lubi wsuwać świeżo zebrane ptaszki, lekko osmalone nad ogniem (sic!). Córeczka dziewka ładna i niewinna, na wsi się nie udziela i raczej o życiu poza chatą nie ma pojęcia zielonego. Matka nagadała jej, że ludzie źli są i tylko czyhają, aby zrobić jej krzywdę. Młodość jednak swoje prawa zna i dziewczyna zaczyna spotykać się z największym we siole przystojniachą, któren nie dość, że przystojniacha to jeszcze dziany jest niemiłosiernie (rodziciele mają owiec, bydła, i nawet kawałek lasu!). Niestety rodzicielom nie podoba się, że Maksym chce się ożenić z dziewką od zielarki. Do tego dochodzi jeszcze zazdrosny kumpel ojca dziewczyny, któremu dziewczynę obiecywano wcześniej. Chłopak robi co może, w końcu Maksyma zabierają do woja. A w tamtym okresie wojsko, to nie był wiosenny spacerek. Maksym nie wytrzymuje we wojsku i ucieka. Będąc dezerterem ucieka na Węgry. Po kilkunastu latach poniewierki wraca jednak do sioła, a tam mu rodzice pomarli, a dziewczyna… Powiem, krótko, że historia dla odmiany kończy się happy endem.

Cóż mogę powiedzieć o “Powieściach huculskich”? Czytało się je ciekawie. I choć były to romanse raczej niewysokich lotów, to widać było, że autor naprawdę poznał Hucułów i wśród nich przebywał. Najciekawszą rzeczą w “Powieściach…” była huculska gwara całkiem dobrze oddana (przynajmniej tak mi się wydaje) przez autora.

P. S. Z ostatniej chwili: Dwie osoby trafiły szóstkę!

P. S. 2 Kurczę będę jutro musiał odłożyć książkę na półkę. A co jeśli pająki będą miały już broń palną?

Wincenty Pol “Losy poczciwej rodziny: zdarzenie prawdziwe”

Wincenty Pol "Losy..."

Wincenty Pol “Losy…”

Kolejna książka z zamierzchłych czasów, wygrzebana przeze mnie z przepastnych magazynów mej biblioteki. Magazyny są tak przepastne, że wśród kątów nieodwiedzanych przez ludzi od stuleci, korniki, mrówki i inne owady wykształciły własne cywilizacje, i toczą między sobą boje o półki i regały.

Sam nie wiem skąd nagle u mnie ta chęć czytania starych książek, które zapomniane są. Może zapoczątkuję jakąś nową hipsterską modę. Coś w stylu: czytam książki, które przed stu laty były na topie, a dziś nikt kurwa o nich nie pamięta.

Wracamy do lektury. Wincentego Pola powinniśmy kojarzyć ze szkół. Pieśń o ziemi naszej obiła się na pewno Wam kiedyś o uszy. Wincenty Ferreriusz Pol (Ferreriusz – niezłe imię, może by tak skrzywdzić mego pierworodnego, jeśli kiedyś się narodzi i nazwać go tym imieniem, podobno pochodzi od jakiegoś hiszpańskiego świętego. Chłopak miałby już od razu gotową ksywkę: Ferrero, chodź no tutaj!) dobra wracamy do autora omawianej książki. Wincenty Ferreriusz Pol (Ferreriusz oddawaj mi swoje Ferrero! Przepraszam Was, ale naprawdę nie mogę z tym imieniem. Wiem, że to niegrzeczne, ale Wincenty się chyba nie obrazi, i w krypcie zasłużonych na Skałce się nie przewraca), a więc Pol był również znanym geografem. Jednak książka, którą przeczytałem o geografii nie jest. Jest to piękna, ckliwa, rzewna historia o miłości matczynej, miłości do Ojczyzny i podłych Moskalach, którzy zabierają dziecko matce, by je zruszczyć, ale dziecko się nie daje zruszczyć dzięki książeczce do nabożeństwa i bajkom Jachowicza (niezwykle popularnym w połowie XIX wieku).

Lektura tej powiastki nie trwała długo, nie zostawiła szczególnie przykrych wrażeń, ale również nie wstrząsnęła mną głęboko. Widać silne moralizatorstwo i czuć niechęć autora do zaborców (skądinąd zupełnie uzasadnioną).  Uwaga spoiler! Na koniec tego zdarzenia prawdziwego Staś, który uniknął zruszczenia wraca do matki, zrzuca mundur carski i spotyka autora bajek, czyli Jachowicza, który ucieszony jest niezmiernie, że jego powiastki uratowały polskość chłopca. Nie będę wnikał, czy autor książki nie dokonał tutaj konfabulacji. Działo się to dawno i wtedy wszystko było możliwe. Ogólnie wrażenia po lekturze nawet pozytywne.

Odkryłem kilka ciekawych słów podczas lektury: traktyernia, trzymać konie na przeprzążkę –to takie staropolskie wyrazy. Może ktoś odgadnie co znaczą, bo ja wiem:) Jeszcze jedno spostrzeżenie: autor nie pisze o Rosjanach, cały czas tylko Moskale, moskiewski język, moskiewski mundur. Rzuciło mi się to w oczy podczas lektury.